Kasia Moś – z PLAYBOYA na Eurowizję

2017-02-20
Kasia Moś – z PLAYBOYA na Eurowizję

Kasia Moś wygrała preselekcje i będzie reprezentowała nasz kraj w tegorocznym konkursie Eurowizji! Kasia nie jest może jeszcze gwiazdą pokroju Dawida Podsiadło, ale dla nas jej sukces to żadna niespodzianka. Na naszych łamach gościła w końcu już w październiku! I bez ubrań wyglądała świetnie, i w Puszczy Kampinoskiej, i w naszym studio! A przy okazji sesji trochę z Kasią pogadaliśmy – zobaczcie o czym.

PLAYBOY: Odebrałaś bardzo staranne wykształcenie muzyczne. Czy to pomaga czy przeszkadza w czasach, kiedy zarabia się głównie na widowiskowych show, a nie dobrą muzyką?
KASIA: Wykształcenie muzyczne to tylko jeden z elementów pracy nad sobą, najważniejsza jest jednak praca domowa. Pasja i miłość do tego co się robi, to w tym tkwi siła. Zdaję sobie sprawę, że jeżeli chce się „robić swoje” to jest to w wielu przypadkach bardzo niesprawiedliwy zawód. Wierzę jednak, że muzyczna prawda w końcu zaprocentuje.

PLAYBOY: Startowałaś w eliminacjach do konkursu Eurowizji. Potrzebne ci to było?
KASIA: Występ podczas koncertu preselekcyjnego był doskonałą okazją do przypomnienia o sobie i zaprezentowania piosenki Addiction. Nasz album Inspination zebrał wiele pozytywnych recenzji. Niestety nie znalazł akceptacji w żadnej z polskich rozgłośni radiowych, to przykre.

PLAYBOY: Dlaczego?
KASIA: Nie wiem. Jedni mówią, że płyta jest zbyt alternatywna, drudzy, że zbyt komercyjna. Dokładnie tak jak śpiewała kiedyś o sobie Kasia Nosowska „Zbyt warszawska dla Szczecina, a dla Szczecina zbyt warszawska”.

 

PLAYBOY: Brałaś też udział w ambitnych projektach...
KASIA: W 2008 roku, kompozytor, Paweł Mykietyn zaproponował mi rolę w Pasji wg św. Marka. Tę partię początkowo miał wykonać Lech Janerka, jednak z jakiegoś powodu zrezygnował… i tak kobieta stała się Judaszem. W 2012 r. Paweł ponownie zaprosił mnie do projektu. Tym razem wcieliłam się w rolę Kordelii, w musicalu-operze Król Lear, na podstawie tekstu Rodrigo Garcii i Szekspirowskiego dramatu. Spotkał mnie również ogromny zaszczyt nagrania wokalizy Wojciecha Kilara do filmu Krzysztofa Zanussiego Obce ciało.

PLAYBOY: Z drugiej strony masz też na koncie występy z The Pussycat Dolls!
KASIA: Moja roczna przygoda z zespołem The Pussycat Dolls Burlesque Review zaczęła się od przypadku. Poleciałam do Los Angeles odwiedzić moją przyjaciółkę. Na mapie atrakcji znalazło się również, Las Vegas, a tam klub karaoke. Zaśpiewałam How Come You Don’t Call Me Alicii Keys . Był to mój pierwszy występ na „imprezie” tego typu. To, co wydarzyło się później, stało się moim „amerykańskim snem”. Po trzech tygodniach Robin Antin (założycielka The Pussycat Dolls), zaprosiła mnie na przesłuchania. Lekko przestraszona z drżącymi kolanami zaczęłam śpiewać w jej garderobie. Chyba poszło mi nieźle… Pierwszy występ miał miejsce w Los Angeles, w klubie Viper Room należącym do Johnny’ego Deppa. Oprócz mnie w koncercie udział wzięły Kelly Osbourne, Mya i Carmen Electra.

PLAYBOY: Twoje życie to nie tylko muzyka, ale i zwierzęta.
KASIA: Miłość i szacunek do zwierząt zostały mi przekazane w genach. Rodzice oraz dziadkowie nauczyli nas szacunku do przyrody i wszystkiego co żyje. Od najmłodszych lat dziadek Stanisław zabierał nas na spacery do parku. Uczył nazw drzew. Mówił, że należy respektować życie każdego nawet najmniejszego owada. Zwierzęta kochają bezwarunkowo, nie oczekując w zamian niczego, nie kalkulują swoich uczuć. Bylebyśmy tylko wrócili do nich z pracy i choć przez chwilę pogłaskali za uchem.

 

PLAYBOY: Jesteś do tego stopnia zaangażowana w pomoc zwierzętom, że psy ze schroniska wystąpiły w twojej sesji.
KASIA: Do propozycji sesji zdjęciowej podeszłam dość sceptycznie. Rozbieranie dla samego rozbierania, nie ma dla mnie sensu. A może to doskonała okazja pomyślałam, aby zwrócić uwagę na problem, który leży mi na sercu, nie pozwalając spokojnie zasnąć . Mowa o psach na łańcuchach. O setkach tysięcy psiaków czekających na nowy dom w schroniskach. Zgodziłam się w końcu, pod warunkiem udziału w sesji zwierząt, które można zaadoptować. I tym sposobem na zdjęciach pojawili się podopieczni warszawskiego Schroniska na Paluchu. Te cudowne stworzenia czekają na nowy, kochający dom.

PLAYBOY: Co twoim zdaniem, zmieniło by postawę ludzi wobec zwierząt?
KASIA: Przykład powinien płynąć z góry. Wściekam się, gdy słyszę jak pewien poseł z dużej, liczącej się partii z dumą mówi, że psy na łańcuchach to część polskiej tradycji. Jeżeli takie traktowanie zwierząt uznaje się za naszą chlubę, to ja serdecznie dziękuję. Zmiany wymaga również ustawa, dzięki temu łatwiejsze będzie egzekwowanie kar. Polska to kraj bardzo katolicki. Ogromną rolę w zmianie podejścia do zwierząt widzę więc w przekazie płynącym z kościoła. Jeżeli ksiądz podczas kazania, przypomniałby wiernym, że zwierzęta to nasi bracia i należy im się szacunek. Sytuacja bardzo by się poprawiła. Nauczyciele i rodzice powinni uczyć dzieci, że pies na łańcuchu to coś złego. Mówić, że zwierzęta powinny być traktowane w sposób jaki sami chcielibyśmy być traktowani. Ludzie są często nieodpowiedzialni, pozbawieni empatii, zbyt wygodni, brakuje im wyobraźni. Człowiek jest zdolny do najwspanialszych czynów ale potrafi być też bardzo okrutny. Obrona słabszych istot, dla osób myślących, jakimi przecież jesteśmy powinna być naturalną reakcją. Bardzo proszę wszystkich, czytających ten wywiad, aby weszli na stronę www.zerwijmylancuchy.pl i dołączyli do akcji, które mają na celu rozprawieniem się z barbarzyńskim łańcuchowym zwyczajem raz na zawsze. Wierzę, że razem nam się uda.

 

 

A jeśli chcecie zobaczyć całą sesję, zapraszamy do archiwalnego numeru PLAYBOYA z października 2016. Jeśli nie macie, możecie go kupić TUTAJ.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska