Mafia 2.0.

Mafia 2.0.

W mafijnych strukturach do głosu dochodzi młodsze pokolenie, które zamiast dyskrecji i anonimowości, wybiera Facebooka i marketing on-line. Ku uciesze organów ścigania.

Mafijna lista Forbesa

Marbella to malowniczy hiszpański kurort na Costa del Sol. Turystów przyciągają piaszczyste plaże, zabytkowa starówka i luksusowe restauracje. Jedną z nich jest słynna Nikki Beach Club, w którym serwują ponoć najlepsze owoce morza w okolicy – bywalcy chwalą sobie głównie ostrygi. Swoje zdjęcie z tego lokalu wrzuciła na Facebooka Brade Hint, partnerka Salvatore D’Avino, wysoko umocowanego członka neapolitańskiego klanu Guliano. D’Avino był poszukiwany przez policję od 10 lat. Zarzucano mu przemyt narkotyków i pobieranie haraczy na olbrzymią skalę. Swego czasu trafił na listę 100 najbardziej poszukiwanych przestępców we Włoszech, nazywanej w przestępczym światku mafijną listą Forbesa.

 

fot. Facebook

Zdjęcie Brade Hint szybko wypatrzyła włoska policja. - Nie mogliśmy uwierzyć, że jego dziewczyna jest tak głupia. Bardzo łatwo było wyśledzić, gdzie przebywają – powiedział w rozmowie z The Sun Angelo Mazzagatti, dowódca operacji. Gangster został zatrzymany na stacji benzynowej, sam zaskoczony, że po tylu latach dał się złapać. Nie było to trudne. Dziewczyna była wówczas w zaawansowanej ciąży, więc wydało się oczywiste, że nie podróżowała sama. Od czasu wydarzenia, gdy zdjęcie Brade Hint na tle szyldu restauracji Nikki obiegło cały świat, właściciele stosują nowy slogan reklamowy lokalu – tell only your best friend, czyli powiedz o nas tylko najbliższemu przyjacielowi.

Gangsterzy młodego pokolenia

Gangsterzy starej daty nie mogą uwierzyć, co się stało z tą dzisiejszą młodzieżą. Kiedyś anonimowość była priorytetem. Nawet szczątkowe informacje z półświatka nie mogły trafić do niepowołanego adresata, stąd instytucja pizzini – mafijnych kurierów, którzy przenosili zaszyfrowane liściki między bossami. Gangster, który chlapał jęzorem był odsuwany od najważniejszych spraw, nad gadulstwo przedkładano lakoniczny sposób wysławiania się i dyskrecję. Starannie zacierano ślady, ostrożnie obnoszono się ze swoim bogactwem w myśl zasady pieniądze lubią ciszę. Zbędny rozgłos traktowany był jak błąd w sztuce.

Gdy ktoś zaliczył wpadkę i ukrywał się przed policją, robił to w skromnych warunkach na odludziu. Michel Zagaria – dowódca potężnej Casalesi (to o działalności tego klanu Roberto Saviano pisał w Gomorze) przez 16 lat ukrywał się w bunkrze koło Caserty na południu Włoch malując obrazy. Gdy go schwytano, wykrzyknął do prokuratorów Wygraliście, wygrało państwo. Bernardo Provenzano – legendarny szef Cosa Nostry, któremu prokuratura zarzuca 127 morderstw, ukrywał się przez ponad 40 lat w zaniedbanej wiejskiej willi pod Corleone, czytając biblię i jedząc to, co podrzucili mu okoliczni rolnicy. Dzisiaj poszukiwany gangster zajada się ośmiorniczkami w modnych kurortach, chwali na Facebooku wystawnym życiem, a w sieci wypisuje mafijne sentencje.

Jednym z nich jest Nino Spagnuolo z Castellamare di Stabia, członek Kamorry. W rubryce „zawód” na Facebooku ma wpisane „businessman”. Wiadomo, że lubi Mercedesy AMG, Jennę Jameson, a w zrecenzowanej przez niego pizzerii w Gragnano pod Neapolem radzi nie zamawiać bruschetty. Pierwsze co zrobił po zamachu na jego życie, to podłączył się do szpitalnego wi-fi i napisał na swoim profilu, że żyje i ma się dobrze. Kilka godzin później napisał tylko „Zemsta jest prawem”, co zebrało wiele lajków w gronie jego dwustu znajomych. Na zdjęciach pozuje z narzeczoną, publikuje selfie za selfie, albo chwali się swoim tortem urodzinowym, którego dekoracja to dwa cukrowe pistolety i napis z lukru „oko za oko, ząb za ząb, nie ma litości dla tych, którzy ci szkodzą”. To parafraza z filmu Człowiek z blizną (ma ten film w „ulubionych”).

Idole mafiozów

Gangsterzy lubią powoływać się na popkulturowe mafijne wzorce i wśród znanych bossów szukają swoich idoli. Pasqual Manfredi sam nazwał się „Człowiekiem z Blizną” (Scarface) i kazał tak mówić o sobie podwładnym. Jednak we włoskiej prasie zyskał raczej przydomek „rzeźnika z 'Ndraghety”. Udało się go schwytać, gdy podczas wizyty u znajomych w Isola Capo Rizzuto niedaleko Crotone, zalogował się na swoje facebookowe konto. Vito Roberto Palazzolo, nazywany „bankierem Cosa Nostry” (należał go grona najbardziej zaufanych ludzi zarówno Toto Riiny, jak i Bernardo Provenzano), wyemigrował w latach 80-tych do RPA, gdzie żył pod zmienionym nazwiskiem Robert Von Palace Kolbatschenko. Schwytano go dopiero w 2012 r. na lotnisku w Bangkoku, gdzie spędzał urlop, wrzucając do sieci swoje zdjęcia w hotelowym basenie.

To niejedyny przykład nieroztropności. Członkowie prominentnej rodziny mafijnej w Nowym Jorku rekrutowali na Facebooku tancerki z Europy Wchodniej do pracy w klubach nocnych. Okazało się, że panie miały nieco szerszy zakres obowiązków, a policja w mig znalazła autorów felernych ogłoszeń. Natomiast 23-letni syn bossa z Palermo, odbywający areszt domowy, wysyłał pogróżki z żądaniem okupu przez facebookowego massengera, pod własnym nazwiskiem. Prasa żartowała, że młodzieniec lubi „zdalną pracę”. Głupota? To pikuś przy tym, co zrobił Anthony James Lescowitch. Udostępnił na Facebooku post policji z własnym rysopisem i listem gończym, opatrując go komentarzem „Lol i f***ing love it”. Po zaledwie 45 minutach odchodził od swojego komputera z kajdankami na nadgarstkach.

Rodzina Palzzzotto

Kajdanek nie boi się Gregorio Palazzotto, odsiadujący karę w więzieniu. „Nie boję się kajdanek, ale tych, którzy zaczną śpiewać, by się z nich wydostać” – napisał na swoim profilu. Moralizorskie frazesy przeplata z miłosnymi wyznaniami do swojej dziewczyny, która zza więziennych murów odpisuje mu „mój kochany, jak tylko się skończy ten koszmar, zaczniemy nowe życie”. Modę na Facebooka wśród mafiozów rozpoczęło właśnie młode pokolenie słynnej rodziny Palazzotto, która już przed stu laty trzęsła całym Manhattanem. Wywodzi się z niej Paulo Palazzotto - legenda mafijnego światka. W marcu 1909 r. zastrzelił on Josepha „Joe” Petrosino, policjanta, który wsławił się walką z przestępczością zorganizowaną. W dniu jego pogrzebu na ulice Nowego Jorku wyszło ćwierć miliona osób. Sprawca nie został jednak skazany, alibi zapewnił mu jeden z przekupionych polityków. Przez dziesiątki lat utrzymywano, że osobą, która pociągnęła za cyngiel, był Don Vito Cascio Ferro – to wygodne wyjaśnienie, bo to jeden z najbrutalniejszych mafiozów w historii i jedna ofiara w tą czy w tą nie robiła różnicy w jego kryminalnym CV.

 

fot. Facebook

Sprawa znów wróciła na łamy włoskich gazet, gdy rok temu ujawniono nagrania potomka Paulo Palozzotto. Przystojny Domenico (kuzyn i wzór do naśladowania romantycznego Gregorio) od niedawna jest głową jednego z klanów sycylijskiej Cosa Nostry. Z okazji setnej rocznicy zabicia policjanta przez legendarnego wuja, zorganizował specjalne przyjęcie dla najbliższych przyjaciół. Gdy został schwytany w ramach akcji „Apokalipsa” razem z 90 innymi członkami włoskiej mafii, światło dzienne ujrzały nagrania rozmów gangstera. Słychać na nich, jak przechwala się w gronie znajomych, że jego wujek przed laty zabił Joe Petrosino, co miałoby posłużyć za legitymację jego rządów i podnieść notowania na mafijnych salonach.


Chcesz zostać gangsterem? Wyślij CV!

Młody Palazzotto słynie z pobłażliwego stosunku do stróżów prawa, a w świecie on-line czuł się jak ryba w wodzie. Facebooka traktował nawet jako miejsce werbowania nowych członków. Zamieścił wpis „Dołącz do naszej grupy, jesteśmy najsilniejsi”. Gdy pod jednym ze zdjęć ktoś zapytał „czy mogę wysłać CV”, gangster odpisał „oczywiście, bracie, musimy przeanalizować twoją kryminalną przeszłość”, co uzupełnił uśmiechniętą buźką. Gdy jeden z jego podwładnych napisał na swoim profilu „I am the Godfather” (jestem ojcem chrzestnym), Domenico skomentował „Well, I am the original” (cóż, ale to ja jestem tym oryginalnym). Humor opuścił go dopiero po schwytaniu przez policję.

 

Fot. Facebook

Inny z jego pomagierów, Salvatore D'Alessandro, wrzucał zdjęcia z Domenico ze wspólnych wakacji czy imprez, chcąc zakomunikować światu, że jest w dobrych relacjach z szefem. Tagował go we wszystkich wpisach, bez obawy o konsekwencje. Sam Domenico nie ma z tym problemu – na jego profilu (wprawdzie pod fikcyjnym nazwiskiem) umieszczał zdjęcia z wakacji na luksusowym jachcie, z kolacji, na których homara popija szampanem czy z wyścigów motorówkami u wybrzeży Palermo, które organizował z kolegami.

Jego posty zwykł lubić Matteo Messina Denaro – capo di tutti capi, czyli w mafijnej hierarchii „szef wszystkich szefów” (trudno potwierdzić, że to on zarządzał tym profilem). Po schwytaniu Bernarda Provenzano stał się najbardziej poszukiwanym przestępcą we Włoszech. W podziemiu przebywa już ponad dwie dekady – od głośnych zamachów bombowych, które zabiły sędziów, prokuratorów i niewinnych przechodniów na ulicach Rzymu, Florencji i Palermo. Sam chwalił się, że „samodzielnie wypełnił cały cmentarz”. Uchodził za wyjątkowo bezwzględnego – po zamordowaniu mafijnego rywala, udusił własnymi rękami jego narzeczoną będącą w trzecim miesiącu ciąży. Ponadto odpowiada za porwanie 11-letniego syna policyjnego informatora. Chłopca trzymano w niewoli ponad dwa lata, by zmusić ojca do milczenia. Na koniec dziecko uduszono.

Mafijni celebryci

Tymczasem we Włoszech ma status celebryty. Gdy kilka lat temu Sycylię obiegła plotka, że Denaro pojawił się na trubunach meczu Palermo kontra Sampdoria, bilety na następne spotkanie rozeszły się jak świeże bułeczki – każdy miał nadzieję kibicować swojej drużynie w towarzystwie ulubionego gangstera. Denaro swoją legendę budował od zawsze – imponował garniturami od Armaniego, przejażdżkami kabrioletem przez sycylijskie wioski. Świecił rolnikom po oczach swoim Rolexem, a dokładniej jego rzadkim modelem Daytona. Mieszkańcy jednak wspominają, że miał gest. Nazywany jest w swoich stronach „Robin Hoodem”, ma reputację strażnika biednych i uciśnionych przez skorumpowane władze. Ponoć miałby duże szanse wygrać wybory na burmistrza. Podobnie jak Michel Zagari, boss Kamorry, odsiadujący dożywotni wyrok. Wprawdzie w dniu jego schwytania policjanci otworzyli szampana, jednak południe Włoch było w żałobie. „Zostaliśmy sami” - mówili mieszkańcy. – Zagaria był zawsze gotów nam pomóc, kiedy potrzebowaliśmy pieniędzy czy pracy – mówił jeden z mieszkańców miasteczka Casapesenna w wywiadzie z włoską telewizją.

- Cały czas słyszy się w mieście i czyta w internecie, że mafia daje ludziom pracę, a rząd ją zabiera – potwierdził w „the Guardian” Francesco Garofalo ze stowarzyszenia Libera, uczącego jak walczyć z mafią. W rządowych badaniach, ponad jedna czwarta uczniów gimnazjów z Neapolu w wieku 12-14 lat wpisała, że Komorra zapewnia bogactwo i sprawiedliwość. Stąd duża polularność mafijnych bossów w internecie. Matteo Denaro doczekał się kilkudziesięciu swoich fanpejdży, podobnie jak Toto Riina (zwany Bestią) czy Bernardo Provenzano – obaj odsiadują dożywotnie kary. Internauci apelują o ich „natychmiastową beatyfikację”, a w grudniu wysyłają zabawne grafiki z okazji Świąt Bożego Narodzenia życząc zdrowia i szczęścia. Mafiozi mocno wsiąknęli we włoską tożsamość. W Oppido Mamertina, miasteczku w Kalabrii, wybuchł skandal, gdy procesja z figurką Matki Bożej Łaskawej zatrzymała się na moment przy domu Peppe Mazzagattiego, lokalnego bossa kalabryjskiej 'Ndraghety, który odsiaduje areszt domowy. Chciano mu w ten sposób oddać cześć.

 

Stop celebryctwu gangsterów

Koledzy po fachu z innych krajów pozazdrościli Włochom popularności. Meksykański kartel narkotykowy Los Zetas umieścił na YouTube filmik, na którym jego członkowie pomagają w usuwaniu zniszczeń huraganu Ingrid. Profesorowie od marketingu nazwaliby to „społeczną odpowiedzialnością biznesu” (w skrócie: CSR). Japoński gang Yamaguchi-gumi, najpotężniejszy w strukturach Yakuzy, założył własną stronę internetową, która ma polepszyć jej wizerunek. Baron narkotykowy kartelu La Tuta, Servando Gómez Martínez, publikował na Youtube swoje filmiki, w których komentował sytuację w kraju – niektóre z nich gromadziły nawet milion wyświetleń. W Polsce, nawrócony pruszkowski gangster Jarosław Sokołowski, pseud. Masa, promuje swoje wspomnienia na Facebooku, organizując konkursy dla fanów serii, a Rafał S. pseud. Szkatuła – ponoć to on wymyślił metodę kradzieży „na stłuczkę” – wpadł po dekadzie ukrywania się przed policją. Z podwładnymi komunikował się przez komunikatory internetowe, których zawartość przechwycili stróże prawa.

 

„To ludzie podejrzani o bardzo poważne przestępstwa” – apeluje o opamiętanie na łamach „New York Timesa” Rita Borsellino, której brat Paolo spędził życie w Cosa Nostrze, a w 1992 r. zginął w wybuchu bomby umieszczonej w jego samochodzie. „Fanpejdże” mafiozów przyrównuje do stron promujących Hitlera czy zbrodni stalinowskich. Maurizio De Lucia z policji w Palermo deklaruje, że przygląda się na bieżąco profilom mafiozów i traktuje je jako poważną dokumentację w procesie. Senator Gianpiero D’Alia z parlamentarnej komisji ds. zwalczania mafii zauważa, że nie powinno się akceptować w wirtualnym świecie tego, czego nie akceptuje się w prawdziwym życiu. Burmistrz Palermo, Leoluchina Savona, odebrała piłkarzowi Fabrizio Miccolemu honorowe obywatelstwo miasta po tym, jak opublikował zdjęcia z szefem mafii Antyonio Lauricellim.

 

Tymczasem włoski instytut społeczny Pio La Torre opublikował niedawno wyniki badań z włoskich szkół. Zaledwie jedna dziesiąta uczniów i studentów wskazała, że państwo jest silniejsze od mafii, tylko 31 proc. uważa, że należy z nią walczyć, a tylko 8 proc., że należy jej unikać. To tłumaczy, dlaczego fanpejdż gangstera Toniego Montany, autora słów „to miasto jest jak wielka cipka czekająca na wyruchanie”, zgromadził prawie 2 mln fanów.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska