Nowa Filozofia Playboya: Wprowadzenie

2017-02-16
Nowa Filozofia Playboya: Wprowadzenie

Od najnowszego numeru do amerykańskiego PLAYBOYA wraca nagość. A razem z nią słynny cykl Hefnera „Filozofia Playboya”. Tyle tylko, że od teraz jego autorem będzie 25-letni syn Hugh – Cooper Hefner. Zobaczcie co ma do powiedzenia na początek! Uprzedzamy: jest poważnie.

63 lata temu mój tata wypuścił pierwszy numer PLAYBOYA za 6 000 dol., które pożyczył od kogoś, kto był skłonny wytrzymać tak długo, by wysłuchać przemowy o jego nowym pomyśle na magazyn. Na przestrzeni lat PLAYBOY wyewoluował w coś, czego nie spodziewał się w najskrytszych marzeniach, a króliczki stały się czymś w rodzaju Testu Rorschacha na nastawienie ludzi do seksu. Fani i krytykanci ramię w ramię zastanawiali się co oznacza nasz brand i co symbolizuje nasze logo: to co widziałeś w króliczku mówiło o tobie więcej niż cokolwiek.

 

Pod elementami popkultury związanymi z naszą marką, które najczęściej pierwsze wypływają na powierzchnię, to jasne, że mój tata, wymyślając PLAYBOYA, miał zamiar zapoczątkować zdrową debatę na temat seksu i dodatkowo zachęcić ludzi do dialogu na poziomie opinii społecznych, filozoficznych i religijnych. Pomysł na magazyn wykorzystywał to, że chociaż o podobnych ideach wielu bardzo często myślało to właściwie nigdy nie były one należycie przedyskutowane w sferze publicznej ani nawet podczas prywatnych kolacji i imprez na terenie całego kraju.

 

A jednak wielu ludzi niepoprawnie zinterpretowało ten przekaz albo nawet całkowicie chybiło, spłycając go do pokazywania zdjęć gołych kobiet, zamiast skupić się na tym, że magazyn bez przeszkód pokazuje nagość i ma rewolucyjne podejście do seksualności. To najwyższe ironia, zwłaszcza że seks jest właściwie wielkim wybuchem, który stoi za twoim istnieniem, za moim istnieniem, za każdym obdarzonym świadomością istnieniem i za istnieniem całej cywilizacji. Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości – mój tata zaczął pisać „Filozofię Playboya” niemal 10 lat przed pojawianiem się pierwszego numeru pisma w 1953 roku i w latach sześćdziesiątych stał się autorem ponad dwudziestu tekstów składających się na ten cykl. W ten sposób pisał o celu, który mu przyświecał:

 

„Jesteśmy świadomi dobrych stron widzenia nas w taki sposób, w jaki widzą nas inni, ale jesteśmy także świadomi, że ten obraz jest czasami zakłócony. Od długiego czasu cierpliwie słuchaliśmy czym według innych jest PLAYBOY i co reprezentuje. Z okazji dziewiątej rocznicy postanowiliśmy podzielić się z wami naszym redakcyjnym credo. A poza tym podzielić się kilkoma osobistymi obserwacjami na temat współczesnego społeczeństwa, którego PLAYBOY jest częścią – mamy nadzieję, że okaże się to interesujące zarówno dla naszych przyjaciół, jak i dla tych, którzy nas krytykują.”

 

I pomimo, że  podnoszę długopis w tym samym miejscu, w którym mój ojciec go odłożył i bardzo wiele nas z ojcem łączy, często także różnimy się opiniami – stanie się to widoczne, kiedy będę dopisywał dalsze części tego cyklu i wyjaśniał kim jako PLAYBOY jesteśmy obecnie. Ale jedna rzecz jest jasna i zarówno ja, jak i mój ojciec rozumiemy ją najprościej, jak tylko się da: i PLAYBOY, i Stany Zjednoczone w ogóle, chcą symbolizować wolność.

 

Większość z was pomyśli zapewne, że zdecydowałem się wkroczyć w ten biznes, bo byłem urzeczony ciągłymi imprezami, wieloma okazjami do napicia się z interesującymi ludźmi reprezentującymi różne dziedziny życia i okazją do przeżycia wielu przygód. Chociaż rzeczywiście od początku życia zostałem posadzony w pierwszym rzędzie jeśli chodzi o okazję do doświadczania niesamowitych rzeczy, tak naprawdę najbardziej interesowałem się tak zwanymi „nudnymi rzeczami”, które dla mnie były rzeczami najwyższej wagi – tym, jak marka zawsze angażowała się w ochronę praw cywilnych i prawa do wolności ekspresji.

 

W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku marka walczyła z Makkartyzmem choćby decyzją o publikowaniu autorów i artystów umieszczonych przez rząd na czarnej liście. W latach sześćdziesiątych firma promowała równość rasową, zarówno na organizowanych przez siebie imprezach, na stronicach magazynu, jak i w swoich programach telewizyjnych. W latach sześćdziesiątych i później PLAYBOY publikował rysunki i opowiadania, które wystawiały na próbę normy społeczne i, dla przykładu, stawał po stronie społeczności LGBT, kiedy te osoby były wciąż porzucone albo – co gorsza – spotykały się z agresją.

 

Chociaż jest dla mnie błogosławieństwem kontynuować to, co rozpoczął mój ojciec, moją prawdziwą motywacją do rozpoczęcia pisania tego cyklu jest fakt, że w moim przekonaniu znajdujemy się w momencie, w którym historia zaczyna się powtarzać. I jestem pierwszą osobą, która rozumie ironię zawartą w tym, że właśnie piszę pierwszą część nowej „Filozofii Playboya”.

 

Z dumą piszę o naszych osiągnięciach, za które uważam wspólne wybranie nie-białego prezydenta, doprowadzenie kwestii praw gejów do Sądu Najwyższego, postępy w sprawie małżeństw jednopłciowych, bycie na dobrej drodze do legalizacji marihuany i sprawienie, że to kobieta była kandydatką demokratów na prezydenta. A to dopiero początek kulturowych zwycięstw, które się nam przydazyły. Ale po tych wszystkich sukcesach, nasze ciężko wywalczone zwycięstwa są w zagrożone. Chwilę po tym jak społeczno-kulturowe wahadło znalazło się po naszej stronę – historia już nieraz pokazywała nam coś takiego – znów przechyliło się ono na stronę przeciwną.

 

Stany Zjednoczone były świadkiem pojawienia się zbliżonego trendu w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, kiedy społeczeństwo zaczęło przyswajać sobie swego rodzaju wolnomyślicielstwo, mantrę brzmiącą: „pozwólmy jednostce zrobić ze swoim życiem cokolwiek uzna za stosowne”. To był prawdziwy zwrot w świadomości. Idąc dalej, lata osiemdziesiąte przyniosły epidemię AIDS i nową wersję starej jak świat wojny między komunizmem a kapitalizmem, a przecież oba te systemu były przerażające dla całych milionów ludzi. Wahadło ponownie przechyliło się na stronę konserwatystów, która dochodziła do głosu z poczynaniach zarówno prezydentów republikańskich, jak i demokratycznych. Rove, Rumsfeld, Cheney i Bush opuścili Biały Dom i w końcu wkroczył do niego Obama, który, pozostając pod wpływem elementów konserwatywnego myślenia, oznajmił, że nie poprze niektórych liberalnych inicjatyw, takich jak małżeństwa jednopłciowe. Ale szła za tym nadzieja, że przyszłe pokolenia będą demokratyczno-liberalne i na pewno będą głosowały za tolerancją i wolnością.

 

Tylko że teraz wracamy do tradycji i nie mam tu na myśli tej tradycji, która bierze pod uwagę indywidualizm. W tym momencie historycznym najbardziej ożywczą i najważniejszą debatą, jaką powinniśmy stoczyć jest zastanowienie się jak połączyć bycie wolnym w jak największym stopniu z tym, by nie ignorować społecznych i ekonomicznych skutków naszych decyzji. Musimy ustalić kto jest naszym sprzymierzeńcem w czasach, kiedy po stronie liberałów kultura politycznej poprawności odwodzi ludzi od dyskutowania o czymkolwiek, co może urazić czyjekolwiek uczucia, a po stronie konserwatywnej politycy nie powstrzymują się przez zagrażaniem określonym grupom społecznym wierząc, że dzięki temu „Ameryka znów stanie się wielka”.

 

Niech stanie się to wprowadzeniem i deklaracją, że bez względu na naszą orientacją seksualną i poglądy polityczne, uważamy, że to co widzieliśmy na własne oczy, czyli ataki na amerykańskich Muzułmanów, na prawa kobiet, na społeczność LGBTQ i na Pierwszą Poprawkę to w gruncie rzeczy ataki na nasze prawa. I powinniśmy być gotowi, by za wszelką cenę bronić tych praw na intelektualnym polu bitwy.

 

Autor: Cooper Hefner/playboy.com

Przekład: Radek Pulkowski

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska