Widzieliśmy „Ghost in the Shell”! Jest dobrze

Widzieliśmy „Ghost in the Shell”! Jest dobrze

Hollywoodzką adaptację chyba najbardziej kultowej mangi jaka istnieje warto zobaczyć nie tylko ze względu na Scarlett Johansson w roli kobiety-cyborga ani ze względu na znakomite efekty specjalne. Chociaż już te powody są wystarczające.

W najprostszych słowach: Ghost in the Shell to adaptacja kultowej historii znanej dotąd z mangi i anime, która opowiada o tym, jak sztuczna inteligencja zaczyna usamodzielniać się względem człowieka. Historia jest prosta, ale chwilami zmusza do zastanowienia się nad coraz bardziej niejasną w dzisiejszych czasach relacją człowieka i technologii, akcja jest tak wartka, że porywa, a efekty specjalne wznoszą film na nieznany dotąd poziom. Naprawdę.

 

A to co interesuje niektórych z nas najbardziej czyli Scarlett Johansson? Wyżej podpisany uważa, że świetnie jak zawsze (i że aktorka już wcześniej udowodniła, że w nie-ludzkich rolach sprawdza się bardzo dobrze). I oczywiście znakomicie wygląda, choć akurat tutaj zdania w redakcji są podzielone. A gra po prostu dobrze, nawet jeśli rola stawiającej pierwsze kroki w świecie ludzi pani Major raczej nie zostanie nagrodzona Oscarem.

 

 

Największą zaletę filmu łatwo wskazać. I niestety – chociaż wypadła w porządku – chyba dla nikogo nie będzie to Scarlett. Chodzi o efekty specjalne. Jedyne porównanie jakie przychodzi do głowy to Matrix. Nowa wersja Ghost in the Shell zmienia grę w podobnym stopniu co swego czasu hit braci Wachowskich (wtedy braci, teraz już sióstr). Cały początek, ze spektakularną sceną strzelaniny, zapiera dech w piersiach. Futurystyczne miasto wygląda tak, że szybki montaż użyty w filmie na pewno nie pozwala zauważyć wszystkich szczegółów nawet podczas któregoś z rzędu seansu. Postacie naprawdę wyglądają jak cyborgi i to najbardziej odjechane jakie kiedykolwiek oglądaliście w kinie. Efekt elektronicznych zakłóceń całkowicie przekonuje. Długo można by o tym pisać, bo całokształt prezentuje się doskonale.

 

Poza tym, że Ghost in the Shell jest dynamicznym filmem akcji, który nie pozwala odwrócić wzroku od ekranu, są w nim też momenty, w których zmusza do zastanowienia. Czy ludzkość jednak lekko nie przegina z technologią? Czy wielkie korporacje nie są już dziś ważniejsze niż państwa (i jaki może to mieć skutek)? Czy w przyszłości będzie możliwe przeniesienie „duszy” człowieka do komputera? A może w maszynie duch po prostu się obudzi? Mamy rok 2017 – te pytania już dawno przestały być abstrakcyjne. Przy czym chyba w żadnym momencie scenarzyści nie przesadzili i nie przekroczyli cienkiej linii, gdzie filozofowanie stałoby się śmieszne, przynajmniej w Hollywood. Widz zastanowi się przez chwilę, ale już zaraz zostanie porwany przez efektowną akcję.

 

 

Jeśli nie przekonała was wszechobecna kampania reklamowa to spróbuję zrobić to ja. Ghost in the Shell trzeba zobaczyć. Nie dlatego, że to wybitny film, ale dla kilku jego aspektów, wśród których najważniejsza jest strona wizualna. No i dlatego, że w najbliższych dniach wszyscy będą o tym filmie mówili. Albo przynajmniej powinni.

 

fot. materiały producenta

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska