Odwiedziliśmy salon wirtualnej rzeczywistości w Warszawie

Odwiedziliśmy salon wirtualnej rzeczywistości w Warszawie

Pamiętacie salony gier, do których chodziło się w latach dziewięćdziesiątych? Albo chociaż kafejki internetowe, w których królowały „Quake 3”, „Counter-Strike” czy „Diablo”? Disco:VR to ich współczesny odpowiednik. Na razie jedyny w Polsce.

Technologia Virtual Reality to obecnie jedna z najbardziej fascynujących rzeczy związanych z technologią, która rozpędziła się na niespotykaną kiedykolwiek wcześniej skalę. Dlaczego? Bo jest efektowna, a już w wyobrażeniach na pewno. Zakładasz specjalne gogle, słuchawki i nie ma cię! Prawdziwy świat znika. I ty też znikasz. Jesteś w wirtualnej rzeczywistości. Jeszcze niedawno było to przecież domeną filmów science fiction.

 

 

Jest tylko jeden problem. Taki sam, jaki jest z każdą technologią, która wprawdzie jest już mocno obecna, ale jeszcze raczkuje, dopiero się rozkręca. Jest drogo. Jeśli chciecie mieć dobre gogle do wirtualnej rzeczywistości, musicie liczyć się z wydatkiem rzędu 2-6 tys. złotych za same okulary. Do tego dodajcie pewnie z 15 tys. złotych za dobry komputer gamingowy, który udźwignie gry rozgrywające się w wirtualnej rzeczywistości. Tanio nie jest... A jeśli chodzi o gry – sprawa dopiero raczkuje. Istnieje oczywiście sporo gier przygotowanych specjalnie pod technologię Virtual Reality, ale jeśli chodzi o VR-owe adaptacje znanych tytułów to nie ma ich jeszcze aż tak wiele. A jeśli są – nie pójdą na byle czym. Albo raczej – pójdą na mało którym sprzęcie.

 

No i co z tym zrobić? Na zakup nie każdy się zdecyduje, ale spróbować chciałby każdy. Disco:VR, salon wirtualnej rzeczywistości znajdujący się w Warszawie na Mokotowie, właśnie po to powstał. No, pewnie także po to, żeby zarobić trochę pieniędzy.

 

Ja goglami do VR-u już się bawiłem, ale zainteresowało mnie miejsce, które umożliwia to każdemu od ręki. Po prostu je odwiedziłem.

 

 

Pierwsze wrażenie? Nie przypadkiem tekst zaczął się od przywołania obrazu salonów z automatami do gier. Disco:VR znajduje się w niepozornym baraku, który wygląda bardziej jak melina wywrotowych hakerów z serialu Mr. Robot niż jak Centrum Nauki Kopernik. Po wejściu wita mnie dość ciemne miejsce ze ścianą udekorowaną plakatami z filmów i gier. Są tam Tron, Street Fighter, Powrót do przyszłości czy kultowa Contra. Trochę niżej – automaty do gier. Niektóre tylko ozdabiają przestrzeń, inne działają. Żeby zagrać wystarczy wrzucić 2 zł. To ukłon w stronę geeków, chociaż nie tylko dla nich przeznaczony jest ten przybytek. Oprócz tego bar. Coś do picia? Łapię jakiś napój i idę grać.

 

Disco:VR oferuje odwiedzającym dziesiątki gier na takie platformy jak HTC Vive, Oculus Rift i Samsung Gear. Czyli na najważniejsze w tej chwili platformy VR-owe. Najpierw gram w Overkill – grę, która polega na naparzaniu do wrogich żołnierzy i unikaniu ich strzałów. Początkowo bez słuchawek – w końcu gry trzeba się nauczyć. Po chwili już w słuchawkach. Warto wspomnieć, że w wirtualnej rzeczywistości naprawdę spędza się więcej czasu niż się wydaje. Nie było mnie grubo ponad godzinę, a wydawało mi się, że minął może kwadrans. W międzyczasie zmieniłem też grę na Destinations – tytuł, w którym nie tylko statycznie się strzela, ale też przemieszcza, a wśród broni jest też miecz. Sterowanie jest trudniejsze, ale po chwili rozgryzłem ją na tyle, że z powodzeniem mogłem pograć i nawet wyczyściłem całą planszę z wrogów.

 

 

W końcu wyszedłem i zacząłem rozglądać się wokół. Chwile pograłem jeszcze w jakiś survival horror ze strzelaniem do zombie i zapytałem czy mogę spróbować czegoś innego. I dobrze trafiłem – Disco:VR oferuje jeszcze jedną rzecz wartą uwagi: wyścigówki. Gra się w nie we wstawionych do wnętrza prawdziwych samochodach. Komputer znajduje się pod maską, a gracz, siedząc w aucie, kieruje wirtualnym samochodem za pomocą kierownicy, pedału gazu, hamulca i skrzyni biegów. Warto spróbować, chociaż mi szło to słabo.

 

Na koniec zostawiłem sobie ostatnią rzecz – film w wirtualnej rzeczywistości. Ale to jest na tyle ciekawe, że opiszę to w oddzielnym tekście. Zwłaszcza, że do obejrzenia wybrałem sobie film porno.

 

 

Z Disco:VR wyszedłem z poczuciem, które mam za każdym razem, kiedy obcuję z wirtualną rzeczywistością. Czuję, że bawię się czymś, czego czas jeszcze nadejdzie. I to niedługo. Na razie to po prostu niezła zabawa. Niezła, nie znakomita. Na to jeszcze przyjdzie czas. Ale czy warto spróbować VR-u już teraz? Koniecznie! To tak jakby korzystać z internetu w 1994 roku!

 

fot. Disco:VR

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska