Brałem udział w „Jednym z dziesięciu”

Brałem udział w „Jednym z dziesięciu”

Jak wziąć udział w eliminacjach do tego teleturnieju? Jak wygląda odcinek z perspektywy uczestnika? Czy pani Sylwia na żywo jest równie efektowna jak w telewizji? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w tekście poniżej.

Nie da się ukryć, że czas największej chwały teleturniejów, który przypadał mniej więcej na przełom wieków, już przeminął - kilkanaście lat temu przełączając kanały trudno było nie trafić na uśmiechniętą twarz Krzysztofa Ibisza, naczelnego teleturniejowego prezentera. Większość programów, w których uczestnicy mieli okazję pochwalić się swoją wiedzą, zostało zdjętych z anteny, takich jak Wielka gra czy też Miliard w rozumie. Na szczęście Jednemu z dziesięciu udało się przetrwać te trudne czasy.

 

Wiele osób, z którymi rozmawiałem ogólnie na temat telewizji, twierdziło że w zasadzie poza Jednym z dziesięciu nie ma w niej czego oglądać. Dlaczego program, który jest żywcem wyjęty z początku lat 90., wzbudza wśród ludzi taką sympatię? Z pewnością duża w tym zasługa prowadzącego Tadeusza Sznuka - kiedyś z kolegami zgodnie stwierdziliśmy, że to chyba jedyny szeroko rozpoznawalny w Polsce człowiek, który nie ma ani jednego hejtera.

 

Zgłoszenie i eliminacje

 

Jeszcze zanim rozpocząłem pracę w redakcji PLAYBOYA, postanowiłem sam się przekonać jak wygląda od środka program, który znałem z telewizji od najmłodszych lat - w końcu nie święci garnki lepią. Optymistycznie założyłem, że stan mojej wiedzy powinien w najgorszym wypadku pomóc mi uniknąć kompromitacji, a przy odrobinie szczęścia i trafieniu na odpowiednie pytania…

 

Rozpocząłem od wysłania zgłoszenia na stronie internetowej programu. Po kilku tygodniach znalazłem w skrzynce zaproszenie na eliminacje, które miały się odbyć w warszawskim Liceum im. Staszica przy ulicy Nowowiejskiej. Właściwego dnia stawiłem się pod wskazanym adresem i… byłem bliski rezygnacji. W kolejce do odpytania stało chyba ze dwieście osób! Zdecydowaną większość z nich stanowili mężczyźni, natomiast jeśli chodzi o wiek, to byli przedstawiciele wszystkich pokoleń. Klimat przypomniał mi czasy studenckie i nerwowe oczekiwanie pod gabinetem profesora na egzamin ustny. Odpytujących jak się okazało było kilku, więc po około godzinie spędzonej w kolejce z innymi kandydatami wreszcie nadeszła moja kolej.

 

W sali klasowej znajdowało się kilka stanowisk, przy których odbywały się eliminacje. Po wypełnieniu formularza osobowego uprzejmy pan rozpoczął zadawanie pytań - moim zdaniem dość prostych. Zostałem zapytany między innymi o autora Trzech muszkieterów, nazwę morza przez które Mojżesz przeprowadził Izraelitów oraz o wynik prostego działania matematycznego. Udało mi się udzielić 17 poprawnych odpowiedzi na 20, co oznaczało, że pojadę na nagranie odcinka!

 

Zaproszenie na nagranie miało przyjść pocztą w ciągu “kilku miesięcy”. I rzeczywiście - eliminacje odbyły się w listopadzie, natomiast w lutym otrzymałem list informujący o dacie nagrania. Chęć uczestnictwa miałem potwierdzić listownie - wszystkie procedury związane z programem odbywają się w ten sposób.

 

 

Nagranie

 

Jako że Lublin znałem jeszcze z czasów studenckich, do siedziby TVP postanowiłem dostać się we własnym zakresie. Na miejscu oczekiwała już spora grupka mocno poddenerwowanych uczestników. Musiałem jednak poczekać na swoją kolej - jak się dowiedziałem od kolegi pracującego w TVP Lublin, odcinki Jednego z dziesięciu są nagrywane w kilkudniowych sesjach co ok. 3 tygodnie. Jednego dnia nagrywanych jest kilka odcinków.

 

Nareszcie nadeszła kolej moja i dziewięciu innych uczestników - wśród nich nie było niestety żadnej kobiety. Po podpisaniu kolejnych kilku kartek papieru odbyło się losowanie numerów stanowisk, które miało bardzo prostą formę - pan z firmy produkującej program po prostu wysypał na stół złożone karteczki z numerami. Wylosowałem numer dziesiąty. Po losowaniu zostaliśmy zaprowadzeni do niewielkiego pokoiku, w którym stał telewizor pamiętający chyba początki programu. I rzeczywiście - został na nim włączony film, na którym młodszy o co najmniej dwadzieścia lat Tadeusz Sznuk tłumaczył nam techniczne aspekty programu i zapowiadał, co nas czeka niebawem.

 

Jeszcze tylko wizyta u pań zajmujących się makijażem (żeby się potem nie świecić na ekranie), szybki papieros (dotyczy palących), uścisk dłoni Tadeusza Sznuka i wchodzimy do studia. Na ekranie telewizora studio robi spore wrażenie, ale w rzeczywistości wydaje się sporo mniejsze - same stanowiska są dość topornie sklecone z płyt paździerzowych, a podczas nagrania uczestnicy siedzą na krzesełkach przywodzących na myśl te barowe. Na środku znajduje się dziura, przed wpadnięciem w którą ostrzegają wszyscy członkowie ekipy. Sam obszar ze stanowiskami nie zajmuje nawet połowy pomieszczenia - w ciemności znajduje się reżyserka, a nad nagraniem czuwa kilkuosobowa ekipa telewizyjna złożona z kamerzystów, dźwiękowców i innych fachowców.

 

Po podpięciu mikrofonów rozpoczyna się nagranie. Zaczynamy od wizytówek - w wersji dłuższej i krótszej (z zainteresowaniami i bez), a następnie przechodzimy do dania głównego. Nie da się ukryć, że wylosowanie miejsca numer 10 miało swoje dobre i złe strony - nie musiałem odpowiadać jako pierwszy, ale czułem narastające napięcie, w miarę jak inni uczestnicy odpowiadali na swoje pytania. Kiedy pan Tadeusz w końcu dotarł do mnie, zostałem zapytany o dyscyplinę sportu, której trenerem jest Jose Mourinho. Wtedy wiedziałem już, że nie będzie tak źle.

 

Pierwszy etap to tylko rozgrzewka - pytania w nim są dość proste i ich zadaniem jest odstresowanie uczestników. Prawdziwa zabawa zaczyna się w drugim etapie - w miarę jego trwania pytania robią się coraz trudniejsze. W pewnym momencie doszło do ciekawej sytuacji - nagranie musiało zostać przerwane, ponieważ panu Tadeuszowi skończyły się pytania. Nie wiem, czy jest to norma, ale z pewnością poczuliśmy się podbudowani - okazało się, że nie tak łatwo nas zagiąć. Podczas trwania drugiego etapu nie myślałem o finale - dopiero gdy udało mi się „odstrzelić” dwóch uczestników zdałem sobie sprawę, że trójka jest w moim zasięgu. I rzeczywiście - dostałem się do finału, mając na koncie dwie szanse! Oprócz mnie udało się to panu Wojciechowi oraz panu Markowi. W przypadku tego drugiego nie było to żadnym zaskoczeniem - spodziewałem się tego od momentu, gdy pan Marek jako swoje zainteresowanie podał rozwiązywanie krzyżówek.

 

Między drugim etapem a finałem następuje chwila przerwy - w końcu szczęśliwcy muszą nieco ochłonąć, a pracownicy telewizji odpowiednio przeorganizować studio. Po kilku minutach stanęliśmy przy nowych stanowiskach - w finale już się nie siedzi. Do dziś nie mogę sobie darować, że nie zgłosiłem się do odpowiedzi na pierwsze pytanie - wszak kto, jeśli nie Robert Lewandowski mógł być ogłoszony polskim sportowcem 2015 roku… W tym momencie jednak zabrakło mi szczęścia i wiedzy - po uzbieraniu zaledwie 22 punktów światło nade mną zgasło. Zwycięzcą odcinka został pan Wojciech, któremu jeszcze raz gratuluję.

 

I nadszedł moment, na który wszyscy czekali - podeszła do nas pani Sylwia i wręczyła nam… puste torebki - nagrody odbiera się w innym pokoiku, w którym zwracane są także koszty podróży. Na pytanie, czy na żywo pani Sylwia robi równie duże wrażenie jak na ekranie jest tylko jedna odpowiedź - zdecydowanie tak! Pokuszę się o stwierdzenie, że świetnie odnalazłaby się w roli naszej Playmate…

 

Nagrody, które dostają finaliści to zegarek, program antywirusowy oraz kilka gadżetów z nazwą programu: kubek, torba na zakupy oraz długopis. Każdy z uczestników otrzymuje także pamiątkowe zdjęcie grupowe:

 

Piszący te słowa: drugi od prawej

 

Czy warto?

 

Zdecydowanie! Chociaż nie udało mi się wygrać, to samo znalezienie się w finałowej trójce daje ogromną przyjemność. Atmosfera wśród uczestników była wręcz przyjacielska - nie czuje się żadnej wrogości, raczej panuje duch zdrowej konkurencji. Podczas nagrania zdarzają się przerwy, spowodowane np. zbyt cichą odpowiedzią na pytanie, kilkakrotnie realizatorzy nagrania prosili o ponowne wyznaczenie do odpowiedzi. Gdy kamery nie nagrywają, Tadeusz Sznuk zachowuje się dokładnie tak, jak można by się po nim spodziewać - jest niezwykle uprzejmy oraz dowcipny i stara się odstresować uczestników. Przez okres trzech lat od emisji nie mogę ponownie wysłać swojego zgłoszenia - gdy ten czas minie, z pewnością spróbuję szczęścia ponownie.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska