Byłem na Męskim Graniu 2016 w Warszawie

Byłem na Męskim Graniu 2016 w Warszawie

Biletów na warszawski koncert w ramach trasy Męskie Granie 2016 zabrakło już kilka miesięcy wcześniej - czy artystom udało się spełnić tak ogromne oczekiwanie publiczności? Oto kilka słów na temat tego, jak wyglądał koncert.

Organizatorów imprezy należy pochwalić za wybór lokalizacji - Fort Bema to świetne miejsce na koncerty. Po przybyciu na miejsce należało ustawić się w dość długiej kolejce do wejścia, chociaż wpuszczanie uczestników na teren imprezy szło dość sprawnie. Po szybkim rekonesansie i zamianie jednego z dwóch kuponów dołączonych do biletu na piwo (oczywiście marki Żywiec) zająłem miejsce i czekałem na rozpoczęcie koncertu.

 

Punktualnie o 17:00 na główną scenę weszli pierwsi tego dnia artyści - duet Sokół i Marysia Starosta. W repertuarze dominowały utwory z nagranych przez nich wspólnie dwóch albumów: Czysta brudna prawda oraz Czarna biała magia. Sokół zarapował także kilka zwrotek ze swojego wcześniejszego okresu twórczości - nie zabrakło między innymi Damy radę, Uderz w puchara oraz Snu. Jeśli chodzi o sam występ, wykonawcom nie można niczego zarzucić, chociaż w mojej opinii Sokół i Marysia lepiej prezentują się na płytach, a ich utwory są nieco zbyt mało energetyczne do grania na żywo. W pewnym momencie na scenie pojawili się goście w postaci Rasa i Menta XXL z grupy Rasmentalism, którzy zaprezentowali o wiele pogodniejszą odmianę rapu - niestety, zagrali raptem trzy utwory. 

 Po Sokole i Marysi na scenie zagościł projekt Albo inaczej. W jego ramach zasłużeni polscy artyści (w tym przypadku Andrzej Dąbrowski, Krystyna Prońko i Felicjan Andrzejczak) pokazali swoje interpretacje klasycznych utworów rapowych. Projekt ten zdobył spore uznanie w oczach hiphopowców, chociaż mi osobiście daleko jest do entuzjazmu - występ udowodnił, że artyści o wiele lepiej prezentują się, wykonując swoje własne utwory. Dobrze było zobaczyć Pezeta na żywo po długiej przerwie - tym bardziej szkoda, że ograniczył się tylko do jednego utworu (Re-fleksje), równie dobrze wypadł Felicjan Andrzejczak śpiewając Noc komety oraz rzecz jasna Ten Typ Mes i Emil Blef jako Flexxip w kawałku Oszuści.

Następny występ z pewnością ucieszył tych uczestników koncertu, którzy czekali na gitarowe granie. Grupa Acid Drinkers z Titusem na czele nie zawiodła oczekiwań i po prostu zrobiła to, w czym jest najlepsza - narobiła mnóstwo metalowego hałasu. Widzowie z pewnością byli zadowoleni - ja osobiście żałuję nieco, że w repertuarze zabrakło utworu Acidofilia. Po Acid Drinkers na scenie zameldował się jeden z członków Orkiestry Męskiego Grania, czyli Organek, który zagrał bardzo energetyczny koncert i zaprezentował swoje najbardziej znane utwory, z Głupi ja na czele.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Dawid Podsiadło jest w naszym kraju postacią wielkiego formatu i doskonale było to widać podczas jego występu. Charakterystyczny luz i nonszalancja oraz oczywiście muzyka sprawiły, że sporo tych uczestników koncertu, którzy wcześniej obserwowali występy z oddali, postanowiło przemieścić się bliżej sceny. Występ Dawida trwał około godziny, a artysta zagrał między innymi W dobrą stronę oraz Pastempomat.

 

Największą atrakcją wieczoru był oczywiście występ grupy pod szyldem Męskie Granie Orkiestra, w skład której weszli wspomniani Organek i Dawid Podsiadło oraz O.S.T.R. Z racji tego, że oprócz promującej całą trasę Watahy grupa nie dysponuje własnym repertuarem, musieli się posiłkować coverami. I jak świetnie to zrobili! Rozpoczął Dawid Podsiadło, który w brawurowy sposób zaśpiewał Lipstick on the glass z dorobku Maanamu, po czym pałeczkę przejął Organek, który zaprezentował publiczności swoją wersję utworu Jezu jak się cieszę Lecha Janerki. Następnie muzycy sięgnęli po nieco młodszy kawałek, mianowicie Butelki z benzyną i kamieniem, który pochodzi z debiutanckiego albumu Cool Kids Of Death. Kolejny utwór zagrany przez Orkiestrę to Wojny gwiezdne autorstwa Kryzysu - Dawid Podsiadło wcielił się w rolę puzonisty. Po tym kawałku na scenie pojawili się goście - najpierw wraz z Titusem z Acid Drinkers MGO zagrali kobranockowy klasyk I nikomu nie wolno się z tego śmiać, a następnie Katarzyna Figura zwolniła tempo, śpiewając Przytul mnie z dorobku Kombi. Po chwili oddechu muzycy znów przyspieszyli, a konkretnie uczynił to Dawid Podsiadło, który swoim wykonaniem Nic nie może wiecznie trwać rozgrzał publiczność do czerwoności.

Na scenie w końcu pojawił się “trzeci muszkieter”, czyli O.S.T.R., który wprowadził do występu hiphopowy akcent w postaci kawałka 12 groszy z repertuaru Kazika Staszewskiego. Następnie nastąpiło to, na co wszyscy czekali, czyli wykonanie Watahy - singla promującego całą trasę. Nie da się ukryć, że utwór to strzał w sam środek tarczy - jak się okazuje, można sprawić, aby kilka tysięcy ludzi skandowało hasło reklamowe sponsora i fantastycznie się przy tym bawiło.

 

 

Jeśli chodzi o zaplecze gastronomiczne, uczestnicy imprezy mogli wybierać spośród ofert kilku food trucków. Swoje stoiska miały także Trójka oraz akcja Trzymajpion.pl, promująca odpowiedzialne spożywanie alkoholu - za pewne wykonanie “jaskółki” można było wygrać nagrody.

 

Czy warto było wybrać się na Męskie Granie 2016? Zdecydowanie tak - już teraz jestem ciekawy, kto zagra na przyszłorocznej edycji!

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska