Po raz pierwszy w meczu piłki nożnej sędzia pokazał... zieloną kartkę

Po raz pierwszy w meczu piłki nożnej sędzia pokazał... zieloną kartkę

Piłka nożna ewoluuje jak wszystko inne. Oczywiście najszybciej, jeśli chodzi o pieniądze. Czasami zmianom ulegają jednak także zasady. Wczoraj w meczu włoskiej Serie B sędzia po raz pierwszy w historii pokazał... zieloną kartkę.

Informacja o tym, że do włoskiej drugiej klas rozgrywkowej będą wprowadzone zielone kartki obiegła świat już na początku tego roku. To wtedy wprowadzono do Serie B możliwość pokazania przez sędziego dodatkowego kartonika. Nawet odpowiedni zapis w przepisach nie spowodował, że nastawione tradycjonalistycznie środowisko piłkarskie uwierzyło, że to prawda. Wczoraj wreszcie przemówiły fakty – odważny sędzia po upływie prawie roku wreszcie pokazał jednemu z piłkarzy włoskiej ligi zieloną kartkę.

 

Rzecz miała miejsce w meczu Vicenzy z drużyną Virtus Entella. W 53. minucie meczu pomiędzy tymi dwoma zespołami włoski sędzia Marco Mainardi pokazał zielony kartonik Cristianowi Galano. Piłkarz przyznał, że żaden obrońca nie dotknął piłki po jego strzale na bramkę rywala, pomimo że sędzia był gotowy podyktować rzut rożny dla jego drużyny. Po interwencji Galano arbiter zmienił zdanie i grę od bramki rozpoczął bramkarz drużyny przeciwnej.

 

 

A więc, jak już się domyśliliście, zielona kartka nie jest pokazywana za karę tak jak żółta i czerwona, ale... w nagrodę. Kartonikiem w kolorze murawy ma być nagradzany piłkarz, który wyróżnił się w trakcie gry zachowaniem w duchu fair play. Cóż, teraz już rozumiemy dlaczego żaden sędzia nie miał okazji pokazać zielonej kartki przez prawie dziesięć miesięcy...

 

Musimy niestety zaznaczyć, że zielona kartka jest nagrodą czysto symboliczną i „wirtualną", co oznacza, że sędzia nie trzyma w dłoni rzeczywistego zielonego kartonika. Przynajmniej na razie.

 

Co sądzicie o tej nowej zasadzie, która jak na razie została wprowadzona wyłącznie we włoskiej Serie B? My w redakcji mamy następującą refleksję: jesteśmy wprawdzie sceptyczni, ale musimy przyznać, że jeśli taka regulacja rzeczywiście jest gdzieś potrzebna to właśnie we Włoszech.

 

fot. Twitter

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska