2016-10-20
Wojny na piwo

Rajcy z Namysłowa uznali, że piwo mogą warzyć tylko ludzie honorowi.

Prawdziwego mężczyznę niewiele rzeczy wyprowadza z równowagi. Ale kufel napełniony tylko w połowie na pewno tak! Już słynny babiloński kodeks Hammurabiego, który powstał przecież 3800 lat temu, przewidywał wyjątkowo surowe kary dla piwowarek-oszustek. W odwecie za nieprzydatny do spożycia napój bądź kombinacje z jego rozcieńczaniem sędziowie mogli skazać producentkę na… wrzucenie do wody z kamieniem u szyi. Co ciekawe, warzeniem chmielowego złota zajmowały się głównie kobiety, jako że pieczę nad typowo męskimi przyjemnościami sprawowały żeńskie bóstwa. I choć kobiety podobno łagodzą obyczaje, to od najdawniejszych czasów piwo było przedmiotem regulacji, konfliktów, a nawet wojen. Czasem, jak to było w Namysłowie, szlachta przez wieki wojowała z mieszczanami o prawo do warzenia chmielowego napoju. Parafrazując słynny okrzyk Ryszarda III, nawet władcy byli gotowi oddać „królestwo za piwo!”.


Pijąc piwo w słoneczne popołudnie i spędzając miło czas z kumplami, z trudem możemy sobie wyobrazić, ile kiedyś sprawiało kłopotów. W Namysłowie, mieście położonym zaledwie 60 km od Wrocławia, złocisty napój był warzony już w XIV wieku. Osoba, która chciała produkować piwo, musiała przejść przez biurokratyczny labirynt. Najpierw pisarz miejski wręczał tzw. kartę urbarzową (urbarz piwny regulował przepisy), następnie należało udać się do rajcy zajmującego się w danym miesiącu urbarzem, przekazać mu kartę oraz pieniądze. Rajca wydawał znaczek, który uprawniał do odebrania słodu od młynarza, ten zaś oddawał znaczki do ratusza, a z nich wynagradzany był… pisarz miejski. Ten system, aczkolwiek przejrzysty, postanowił obejść pod koniec XV wieku burmistrz Namysłowa. Mieszkańcy natychmiast zamierzali go wtrącić do więzienia, jednak wstawili się za nim koledzy po fachu z Wrocławia, przypominając jego zasługi dla miasta. Komendant Namysłowa, wbrew zakazom, postanowił warzyć piwo u siebie za domem. A przykrywką miała być pralnia!

 

Korytko Granta służyło piwowarom do sprawdzania klarowności brzeczki piwnej.

 

Zarówno burmistrz, jak i komendant wywinęli się, ale gdyby byli wtedy sądzeni np. w Szkocji, za takie oszustwa straciliby życie. W Stanach Zjednoczonych jeszcze na początku XIX wieku piwowar, który robił przekręty, mógł zostać skazany na „ducking stool”, torturę polegającą na podtapianiu krzesła z przywiązaną do niego ofiarą.


Dlaczego prawo było aż tak surowe? Browarnictwo od wieków było jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki. Kiedy w Namysłowie rajcy odmówili tzw. poszewkarzom, czyli tkaczom lnu, produkowania piwa, uznali ich bowiem za osoby niehonorowe, zrobił się prawdziwy raban. Ponad sto lat z Namysłowem walczył ród Kotlińskich o to, komu wolno sprzedawać piwo w ich mieście. Kiedy w XVIII wieku do Namysłowa zawitali Krzyżacy, zabronili poddanym pić inne piwo niż ich, produkowane w tutejszym zamku. I choć dziejopisarze zwracali uwagę, że „mogłoby zostać ustanowione prawo, aby niektórzy mogli być trzeźwi i niepijani”, to miasto potrafiło nad wszystkim zapanować.


Tymczasem, gdy rycerze w habitach warzyli piwo w Namysłowie, w Londynie powstała największa kadź na świecie. Mieściło się w niej 3 870 000 litrów piwa. W 1814 roku kadź została uszkodzona, a ulicami popłynęła rzeka portera. W wyniku tego wydarzenia zmarło osiem osób. Część się utopiła, część straciła życie na skutek… przepicia. I wcale nie chodzi o to, że umiar popłaca. Prawdziwe piwo należy pić zawsze w dobrym towarzystwie, z ulubionego kufla, w którym widać strukturę napoju. Bo wszystko można wybaczyć, ale złego piwa nigdy.

 

Autor: Joanna Lamparska - podróżniczka, pisarka i autorka książek o tajemnicach historii.

 

fot. materiały promocyjne

 

Materiał sponsorowany.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska