„Pitbull. Niebezpieczne kobiety” – wywiad z reżyserem Patrykiem Vegą

„Pitbull. Niebezpieczne kobiety” – wywiad z reżyserem Patrykiem Vegą

Kiedyś chciał kraść samochody i handlować narkotykami. Dziś jest ulubionym reżyserem wszystkich polskich policjantów. Był świadkiem wielkiej bitwy między wydziałem zabójstw i CBŚ, dostał „zawiasy” za wybryki na promie do Szwecji, a kryzys wieku średniego zaleczył serią tatuaży. 11 listopada 2016 r. do kin trafi jego nowy film - „Pitbull: Niebezpieczne kobiety”.

PLAYBOY: A z kim się lepiej imprezuje: z policjantami czy z gangsterami?
VEGA: Ja lubię imprezować z policjantami.
 
PLAYBOY: Dlaczego?
VEGA: Policjanci podczas imprez opowiadają więcej anegdot. Prawdziwi przestępcy nie obnoszą się z tym, co robią. Bardzo trudno jest namówić kogoś takiego, żeby się zdobył na ekshibicjonizm emocjonalny i otworzył przed rozmówcą. To się nie udaje, co widać na przykład w książkach pisanych przez dziennikarzy albo stróży prawa. Policjanci są bardziej wylewni, w związku z czym te spotkania są weselsze.
 
PLAYBOY: Jaka była najweselsza impreza z policjantami, w jakiej brałeś udział?
VEGA: Zapadła mi w pamięć impreza, na której byłem jeszcze ze Sławkiem Opalą (pierwowzorem postaci Despera z Pitbulla - przyp. red). W jednej knajpie spotkały się wydział zabójstw z Centralnym Biurem Śledczym. Oni się wówczas nie lubili i konkurowali ze sobą. Wydział zabójstw był przez tamtych nazywany alkoholikami. Ci z zabójstw mówili na CBŚ "Coś bardzo śmiesznego". Jak się popili, zrobiła się regularna awantura jak z filmu Krzyżacy. Sławek złapał ławkę niczym Jurand ze Spychowa i machał nią dookoła, próbując rozwalić tych facetów z CBŚ. Były jeszcze jakieś prostytutki, wracanie po pijaku radiowozem, który ja prowadziłem.
 
PLAYBOY: Jak zareagowałeś na samobójczą śmierć Opali?
VEGA: Byłem przeświadczony, że to w którymś momencie nastąpi. On nie potrafił się odnaleźć po odejściu z policji. To była jakaś równia pochyła w jego życiu. Pracował z Rutkowskim, potem zaczął bawić się w jakieś nie do końca legalne interesy. Ewidentnie Sławek nie ułożył sobie życia. On o tym samobójstwie mówił jeszcze w policji. Do tego doszło więzienie, które zabrało mu jakiś okres czasu. Najgorsze jest to, że wychodzisz i widzisz, że ludzie są gdzieś dalej, a ty zatrzymałeś się w miejscu sprzed odsiadki. Ten czas wydaje się nie do odrobienia. Zawsze, kiedy człowiek odbiera sobie życie, trudno mi się z tym pogodzić. 

 

PLAYBOY: Porozmawiajmy o twoim nowym filmie - Pitbullu. Niebezpiecznych kobietach. Tytułowe bohaterki grane są przez piękne aktorki, których do tej pory nie kojarzyliśmy z rolami twardych babek: Joannę Kulig, Annę Dereszowską, Magdalenę Cielecką i Alicję Bachledę-Curuś. Nie bały się zaryzykować? Nie było z nimi problemów jak z Małgorzatą Sochą, która zrezygnowała z występu u ciebie, ponieważ nie chciała zsikać się przed kamerą?
VEGA: Pudel spłaszcza informacje.
 
PLAYBOY: Sam o tym opowiedziałeś tabloidom!
VEGA: OK. Ale jaka była moja wersja tej opowieści? Miałem zrobić film anglojęzyczny Czarnobyl 2012. Małgosia Socha miała zagrać alkoholiczkę, która w jednej ze scen popuszcza w majki. Oczywiście taką scenę realizuje się w ten sposób, że spec od efektów specjalnych umieszcza specjalną rurkę z płynem przypominającym mocz. Tymczasem na Pudlu przeczytałem, że Socha nie będzie grać u Vegi, bo nie zgodziła się nasikać w scenie. Niemniej dla Gosi taka scena była problemem. Chodziło o przekroczenie własnych barier. Miała wówczas poczucie, że mogłoby to niekorzystnie wpłynąć na jej wizerunek. Nie chodziło jednak o to, że miała naprawdę sikać. Powiedzenie jej, by zrobiła coś takiego, byłoby amatorstwem. Słyszałem opowieść, że Ewa Wencel została poproszona przez Krzysztofa Krauzego, żeby naprawdę zwymiotowała w Placu Zbawiciela. Zjadła więc ileś obiadów i zwymiotowała. Moim zdaniem to jednak nie było konieczne. Od czego są filmowe tricki.
 
PLAYBOY: Powierzyłeś swoim Niebezpiecznym kobietom role zupełnie niespójne z ich dotychczasowym emploi.
VEGA: Myślę, że szukam w ten sposób adrenaliny. Są reżyserzy, którzy ciągle pracują z tym samym zespołem aktorów. Na przykład Wojtek Smarzowski. I on nie ukrywa, że robi to, ponieważ ci aktorzy dają mu poczucie bezpieczeństwa. Ja z kolei, wybierając się w podróż z nowymi aktorami, ładuję się w zagrożenie, które mnie w jakiś sposób pionizuje. Nie lubię wchodzić dwa razy do tej samej rzeki i dlatego nie lubię robić seriali. Ekscytuje mnie opowiadanie danej historii, dopóki macam się z jej materią i nie wiem, co z tego wyjdzie. W momencie, gdy formatuję już ten świat, widzę, jak on wygląda, ponownie szukam w tej historii czegoś, co mnie zakręci. Stąd sięganie po coraz to nowych aktorów. Dlatego staram się też obsadzać ich wbrew warunkom. W moim zawodzie najfajniejsze jest to, że możesz stworzyć kogoś zupełnie innego niż na co dzień. Tym razem rzeczywiście udało mi się zebrać aktorski zestaw marzeń. Nikt mi się nie wysypał. Często jest tak, że już w trakcie pisania scenariusza mam przed oczami konkretnych aktorów. Muszę jakoś widzieć te postaci, które przelewam na papier. Potem jednak nie wszystko się udaje. Ktoś nie chce zagrać albo nie ma dostępnych terminów. Wbrew pozorom zgranie kalendarzy ludzi, którzy są tak zajęci, jest naprawdę skomplikowaną robotą. Tutaj się to szczęśliwie udało. Role rzeczywiście są zaskakujące. Magda Cielecka wypadła rewelacyjnie w kreacji, którą stworzyła. Jest zupełnie inna. Ja jej przynajmniej dotychczas takiej nie widziałem. Myślę, że ogromnym zaskoczeniem dla ludzi będzie Alicja Bachleda-Curuś, która naprawdę bardzo dobrze zagrała i to mówią nawet jej przeciwnicy.

 

 

PLAYBOY: W Nowych porządkach czarnym charakterem był Bogusław Linda. W Niebezpiecznych kobietach gra z kolei Artur Żmijewski. Celowo obsadzasz twardzieli z kultowych Psów Pasikowskiego? Wiem, że jesteś fanem tego filmu.
VEGA: Widziałem Psy jeszcze w technikum. Zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Wszyscy mamy jakichś idoli młodości. Już wcześniej próbowałem spotkać się z Arturem w pracy, ale nie udawało się terminowo, bo przez ileś lat był bardzo zajęty. To jeden z tych polskich aktorów, z którymi chciałem zawsze współpracować. Na pewno spełniłem tu swoje marzenie.
 
PLAYBOY: Jak zareagował Żmijewski na propozycję, by z sutanny ojca Mateusza wskoczyć w garnitur skorumpowanego pracownika Urzędu Kontroli Skarbowej?
VEGA: Oczywiście był tym zachwycony. Aktorzy boją się szuflady. Dla nich to gwóźdź do trumny. U nas, niestety, pokutuje podejście, że jeśli aktor sprawdza się w jakiejś roli, to wówczas proponuje mu się identyczne postaci. Moim zdaniem dlatego, że nie trzeba się z tym pieprzyć. Ktoś ma gwarancję, że dany aktor zrobi mu dobrze tę postać. W ten sposób widzimy aktorów, którzy na przestrzeni 20 lat grają to samo. Nie budują innych postaci, nie używają innych środków, tylko posługują się ciągle tymi samymi narzędziami. Często aktorzy nie mają też prowadzenia ze strony reżysera. Wówczas zamykają się w tym, w czym czują się bezpieczni. Mówią: OK, nie stworzę niczego nowatorskiego, ale przynajmniej nie zrobię z siebie idioty. Artur nie bał się zaryzykować, bo pewnie czuł na sobie tę łatkę, która do niego przylgnęła w ostatnich latach za sprawą Ojca Mateusza.
 
Cały wywiad znajdziecie w listopadowym PLAYBOYU.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska