„Chcę robić muzykę, której dobrze będzie się słuchało po kilku latach od premiery" – wywiad z Tym Typem Mesem

„Chcę robić muzykę, której dobrze będzie się słuchało po kilku latach od premiery" – wywiad z Tym Typem Mesem

Przez wielu uważany za najlepszego rapera w Polsce. Obecny na scenie praktycznie od samego jej początku – właśnie ukazał się jego dziesiąty album, zatytułowany „AŁA.". Z Piotrem Szmidtem, bardziej znanym jako Ten Typ Mes, rozmawialiśmy o muzyce, kobietach i życiu.

PLAYBOY: Jak oceniasz to, co się dzisiaj wydarzyło, czyli wybór Donalda Trumpa na nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych? (rozmawiamy w środę 9 listopada – przyp.red.)

MES: Złapałeś mnie na świeżo w fazie szoku, z którego wychodzenie jeszcze trochę mi zajmie. Nie byłem życiowym kibicem Hillary Clinton, ale w momencie kiedy wybieramy albo kibicujemy przywódcom wolnego świata, którzy mają dostęp do broni atomowej i którzy angażują się w konflikty międzynarodowe, to zdrowy rozsądek powinien wygrać z emocjami i wydawało mi się, że ludzie tak mają. Zdrowy rozsądek i kompetencje, zrozumienie tego, że delikatna równowaga świata jest czymś innym niż własna firma. Donald Trump to osoba ze styku biznesu i showbiznesu. Znajduję się teraz na takim etapie, że dużo się śmieję, kiedy jestem zestresowany i nie wiem co się wydarzy, nie mogę wyjść z tego żartu, z tego psikusa jaki zrobili nam dziś Amerykanie.

 

PLAYBOY: Mam wrażenie, że w ostatnim czasie w polskim rapie jest mało beefów (słownych pojedynków pomiędzy raperami – przyp. red.). Jak myślisz, z czego to wynika? Raperzy złagodnieli, dorośli czy po prostu przekalkulowali, że nie bardzo im się to opłaca?

MES: Nie śledzę aż tak tematu beefów, to mnie zawsze raczej odstraszało niż przyciągało, chyba że to był jakiś gigantyczny beef jakichś ważnych postaci dla mnie, ale to też niespecjalnie. Nie sądzę, żebym przesłuchał więcej niż po jednym utworze z beefu Tede - Peja, a z tego co kojarzę było ich sporo więcej. Dla mnie to nie jest gorący temat – gorącym tematem jest dla mnie nowy, zajebisty album, który mi ktoś poleci. Jak sobie go włączę, to jestem z tym artystą, a jeśli ten artysta wejdzie z kimś w konflikt, to jest już dla mnie drugorzędna rzecz. Czy jest to kalkulacja? To ciekawy trop, może tak być. Może być tak, że polityka zdobywania lajków, wyświetleń i pieniędzy polega na robieniu tego, co większość ludzi chce usłyszeć. Artyści stają się nieco mniej ryzykanccy. Beefy wolę po pijaku na backstage’u jakiegoś festiwalu, niż w internecie.

 

PLAYBOY: Twoja najnowsza płyta, czyli Ała. jest mocno eksperymentalna i wielu ludzi zaskoczyło to, co na niej usłyszeli. Eksperymenty pojawiały się w Twojej twórczości od dawna, chociażby utwór OIOM z Zamachu na przeciętność. Możemy się kiedyś spodziewać od Ciebie płyty, na której rap będzie w śladowych ilościach, lub nie będzie go w ogóle?

MES: Musiałbym przede wszystkim dużo lepiej śpiewać. Nigdy nie wiadomo, czego się można spodziewać w przyszłości, a dzisiejszy dzień (wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA - przyp. red.) dobitnie to pokazuje. Staram się robić rzeczy interesujące, progresywne i takie, które nie zanudzają słuchacza. Mam nadzieję, że taką metką, którą można mi przypiąć jest to, że u mnie będzie ciekawie. Oczywiście może być też tak, że ktoś przez to mnie znienawidzi. Chcę być bliżej Davida Bowiego niż tych starych gości, którzy przed występem robią sobie makijaż, farbują włosy na czarno i od lat grają to samo, próbując odtworzyć złote czasy rock and rolla.

 

PLAYBOY: Wyobraźmy sobie taką oś - z jednej strony jest Skandal Molesty, a z drugiej na przykład Marię Peszek. W którym miejscu umieściłbyś siebie? Czy jeszcze bliżej Ci do korzeni rapu, czy może już do tego typu muzyki alternatywnej?

MES: Myślę, że muzycznie nadal bliżej mi do Molesty, a lifestyle’owo do Marii Peszek i tak bym to podzielił. Muzycznie jest rytm, jest bit, jest gra słowem, sprawdzanie możliwości poezji i tego, jak daleko ona może sięgnąć. Co by tu jeszcze z Molesty…

 

PLAYBOY: Bezpośredniość przekazu?

MES: Ale Maria też to ma! Ona charakteryzuje się ogromną bezpośredniością tekstową – ma kawałek, w którym śpiewa, że sorry, nie będę miała z tobą dzieci mój drogi ukochany i to jest na maksa hiphopowy level szczerości. Bliżej mi do Molesty, ale z ogromnym szacunkiem dla Marii. Natomiast jeśli szukasz biegunów wśród wokalistek, to bardzo daleko od Brodki, bo jednak utożsamiam się z płytami i tekstami opartymi na minimalnej ilości kreacji, bez zamknięcia, bez fasady.

 

PLAYBOY: Słuchając Twojej ostatniej płyty dochodzę do wniosku, że nie masz najlepszego zdania na temat ludzi, a szczególnie poziomu ich empatii?

MES: Mam nie najlepsze zdanie o modzie. Rozkręcenie tej mody na wejrzenie w cierpienie zwierzęcia i cierpienie rośliny było bardzo szlachetne na samym początku jako przybudówka do troski o drugiego człowieka. Okej, skoro już nie mordujemy się na miliony i staramy się utrzymać Europę i świat w pokoju, ponieważ dopiero co otrząsnęliśmy się z drugiej wojny światowej, która była delikatnym rozp…. Fakt, że ludzie powinni sobie pomagać i wyrażać się o sobie z szacunkiem, tak się do siebie odnosić, tak żyć i tak umierać, został uznany za pewną oczywistość. W związku z tym za bardzo zagłębiono się w problemy roślin i zwierząt i poszło to w takim kierunku, że niestety człowiek cierpiący jest czymś kompletnie niemodnym, że wspomnę tylko temat starszych ludzi, których nigdzie nie ma. Pomoc zwierzęciu, chęć jedzenia określonego rodzaju rośliny jest niewiarygodnie rozkręcona i to wszystko zaszło za daleko. To są szlachetne rzeczy, ale powinny być na dalszym planie. Niestety, dla wielu ludzi są na pierwszym i wielu koncentruje się na tym, żeby polajkować jakieś pieski albo powyżywać się agresywnie na człowieku, który coś tam z psem zrobił, a kompletnie nie przyjdzie im do głowy żeby zastanowić się, czy nie jest to niepokojące, że staruszka która mieszka tuż obok nie wychodzi z domu już trzeci tydzień. Chcemy się przypodobać innym i być dobrze widzianymi przez innych. Gdyby pomaganie psom było uznawane za oznakę szaleństwa i słabości, a pomaganie starszym ludziom za najbardziej szlachetną rzecz na świecie, z którą można sobie zrobić zdjęcie, to zapewne dałoby się to przekierować gdzieś indziej. W mediach jest więcej Adama Wajraka, niż na przykład Janiny Ochojskiej.

 

 

PLAYBOY. Wracając do tematu rapu – kojarzysz PRO8L3M, czyli Oskara i Steeza?

MES: Oczywiście!

 

PLAYBOY: Oskar w jednym z wywiadów powiedział, że jego receptą na oryginalność jest ignorowanie polskiego rapu. Jak to wygląda u Ciebie – słuchasz płyt swoich kolegów po fachu?

MES: Słucham przede wszystkim amerykańskiego rapu, który jest najlepszy na świecie i od tych gości można po prostu się najwięcej nauczyć, więcej niż od polskich raperów. Nie wiem, który na świecie jest polski rap, ale na pewno nie pierwszy. Słucham singli, które ktoś mi poleci, sprawdzam sobie postaci, które są w danym czasie głośne. Ale to zajmuje tylko chwilę. Na dłużej zostaję z ważnymi albumami, one odciskają się na moich skojarzeniach z daną porą roku, rokiem, etapem życia.

 

PLAYBOY: Słuchałeś ostatnio czegoś z naszego podwórka, co Ci przypadło do gustu?

MES: VNM, Łona i wspomniany PRO8L3M właśnie. To takie pierwsze trzy skojarzenia. Jak mnie zapytasz o to, czego słuchałem ostatnio, to moja pamięć sięga trzech dni wstecz, a akurat w tym okresie nie było żadnego polskiego rapera, więc myślę raczej o ostatnim miesiącu czy kwartale. Myślę o tym, co zrobiło na mnie duże wrażenie i do czego lubię wracać, bo dla mnie istotne jest to czy utwór chce, żebym do niego wrócił, czy raczej zapomniał o nim po pierwszym przesłuchaniu.

 

PLAYBOY: Czemu jednak nie zostałeś dresiarzem? (nawiązanie do tytułu jednej z płyt Mesa Trzeba było zostać dresiarzem – przyp.red.)

MES: Po pierwsze, mam za dużą skłonność do samokontroli. Gdy przebywałem z ludźmi, którzy zajmowali się jakimiś dresiarskimi aktywnościami, to nie chciało mi się wpadać w coraz bardziej niebezpieczne sytuacje, ponieważ nie mógłbym wszystkiego kontrolować, a bardzo lubię to robić. Takie rzeczy jak na przykład nałogi w okresie podstawówkowo-licealnym były czymś, co chciałem sobie dawkować, ale nie uznałem że są na tyle fascynujące, żeby poświęcić im życie. Uważam, że bardzo dobrze zrobiłem.

 

PLAYBOY: Długo nie miałeś prawa jazdy, ale w końcu je zrobiłeś. Jakim samochodem obecnie jeździsz?

MES: Mercedesem E-klasą coupe z 2010 roku.

 

PLAYBOY: To jest twój wymarzony samochód, czy taki na teraz, a w przyszłości chciałbyś mieć coś innego?

MES: Raczej wymarzony. Dość długo odkładałem na niego hajs i jest to realizacja marzenia z dzieciństwa. Nie chciałbym wydać na samochód więcej, niż wydałem na ten, to była raczej fanaberia. W końcu to tylko przedmiot.

 

PLAYBOY: Czy jest szansa na to, że w przyszłości usłyszymy nowy album Flexxipu lub 2cztery7?

MES: Tak, szansa jest zawsze. Wszystko zależy od pracowitości muzycznej. Nie chciałbym się spotkać z nimi na takiej zasadzie, że umawiamy się na płytę. Chcę zobaczyć, jak każdy z tych skur… roztapia mikrofon i naprawdę mu na tym zależy. Ten etap, że ja ich do czegoś przekonuję jest już za mną. Teraz uważam, że oni powinni wejść w ten tryb ostro studyjny i jeśli faktycznie to zrobią, to możemy razem coś nagrać. Nadal żyjemy na stopie przyjacielskiej.

 

PLAYBOY: Czyli na razie nie ma takiej potrzeby?

MES: Ja tę potrzebę w sobie noszę i uważam ich za talenty i świetnych ludzi, ale po prostu brakuje im trochę nagrywek na pagonach. Jeżeli oni więcej by nagrywali, to szło by to bardziej naturalną drogą, a nie jakimś odgrzewem.

 

PLAYBOY: Jeśli chodzi o PLAYBOYA - czytasz?, czytujesz?

MES: Czytuję raz na jakiś czas.

 

PLAYBOY: Czy jakaś konkretna sesja zapadła Ci w pamięć?

MES: Przywołujesz dużo pięknych wspomnień… Na pewno Anna Przybylska, która była przepiękną kobietą bez operacji plastycznych i innych zabiegów. Ta jej sesja piłkarska była świetna – raz, że Ania była wtedy w swojej najlepszej formie, a dwa że została doskonale ujęta przez fotografa. Oprócz niej także Edyta Górniak w różnych fascynujących wcieleniach, na pewno Magda Wójcik w genialnej sesji z takim bardzo mocnym makijażem. Zdecydowanie podzielam też słabość Hugh Hefnera do Pameli Anderson – to jest kobieta, która od ponad dwudziestu pięciu lat jest superatrakcyjna, nie odp… jakichś jazd typu golenie głowy na zero i przechodzenie na New Age. Dla mnie ona mogłaby nawet zrobić podwójną mastektomię, a nadal miałaby swój urok osobisty i seksapil.

 

Zobacz ulubione sesje Mesa w PLAYBOYU:

 

PLAYBOY: Sesję jakiej dziewczyny chciałbyś zobaczyć w PLAYBOYU?

MES: (długo się zastanawia) Jakiejś dobrej czterdziestki. Ze względu na to, że tej nieuzasadnionej nagości jest wokół nas mnóstwo, chociażby na Instagramie. Chciałbym zobaczyć uzasadnioną nagość kobiety dojrzałej, która już coś osiągnęła - takie kobiety są dla mnie piękne. Byłby to ktoś pomiędzy Renatą Dancewicz, Magdaleną Cielecką, a Kasią Cichopek – ta ostatnia co prawda nie jest czterdziestką, ale chciałbym zobaczyć, co tam u niej. Ale wolałbym nie zobaczyć żadnej z tych sesji, jeśli miałaby być tylko obietnicą, że oto liście drzew, wachlarze i jakiś zwiewny fatałaszek, zakrywający wszystko to, co najlepsze. Wolałbym konkretną sesję, albo żadnej. Jest jeszcze Marta Żmuda-Trzebiatowska, która jako bardzo młoda dziewczyna o mały włos nie pojawiła się w teledysku do kawałka Nie daj się zrobić w chuj, ale zdaje się o jeden dzień nie zgrały nam się terminy. Potem w PLAYBOYU jej nie widziałem, ale zagrała w jednej rozbieranej scenie, wszyscy pamiętamy jaki to był film...

 

PLAYBOY: Na płycie Ała. znajduje się utwór Jak nikt, do którego muzykę napisał Kortez – jest to kawałek mocno osobisty i traktujący o miłości. Czy w związku z tym możemy już mówić nie o Alkopoligamii (nazwa wytwórni Mesa – przyp. red.), a Alkomonogamii?

MES: Alkopoligamia odnosiła się do dwóch używek. Teraz możemy rozpatrywać to na poziomie dosłownym – najlepszy jest alkohol i lepiej spróbować mieć w życiu więcej partnerek niż jedną i tak samo kobiety mają prawo przetestować kilku asów, zanim stwierdzą “O, to jest on, ten jedyny”. Polecam to rozwiązanie, bo taka romantyczna miłość, że poznajecie się w gimnazjum i lecicie od wspólnej utraty dziewictwa po grobowe deski jest czymś, co przytrafia się zdecydowanej mniejszości. Warto pomyśleć o tym, że Twoja pierwsza miłość niekoniecznie musi być „tą”. I do tego właśnie zachęca ta nazwa. Ja teraz jestem na etapie stałego związku, a przez większość życia byłem na zupełnie innym. To, co moim zdaniem jest najważniejsze w relacji międzyludzkiej i o czym jest numer Jak nikt to jest to, że na widok osoby, z którą jesteś blisko zawsze się uśmiechasz, że ona samą swoją obecnością wzbudza w Tobie dobre emocje. Jeśli masz z kimś taką więź, to jest to prawdziwe i warte utrzymania i pielęgnowania. W pierwszej zwrotce tego kawałka odnoszę się do swojej kobiety, w drugiej też, ale także ogólnie do więzi międzyludzkich. Może być to więź z przyjacielem, z którym znacie się od lat, pobiliście się po pijaku, ale jednak cieszysz się na jego widok, czy podobnie z kimś z  rodziny.

 

PLAYBOY: Sam wymyśliłeś tytuł ostatniego albumu? Jak powinniśmy go odczytywać?

MES: Tak, sam go wymyśliłem. Najpierw powstało dużo długich tytułów, ale nie mogłem się zdecydować, miałem chyba pięć do wyboru. W końcu zastanowiłem się nad tym, co łączy te tytuły i doszedłem do wniosku, że jest to zawód rzeczywistością i jakieś takie rzeczy, które mi nie wychodzą. Nie tylko to, że świat jest be, ale także moje osobiste porażki. Najkrócej można to opisać słowem „ała”.

 

PLAYBOY: Nie obawiasz się tego, że ludzie mogą interpretować ten tytuł przewrotnie, na zasadzie „Ała, moje uszy, co ten Mes odj…, tutaj w ogólnie nie ma rapu”?

MES: No tak, ale tak można poświrować z każdym tytułem i powiedzieć, że jest swoją własną odwrotnością. Tak było na przykład z Zamachem na przeciętność, pojawiały się pytania „na kogo on się niby zamachuje?”, albo z Trzeba było zostać dresiarzem i tekst że lepiej dresiarzem, niż raperem. Żeby tego uniknąć, musiałbym nazywać płyty kolejnymi numerami, na przykład Ten Typ Mes 4, Ten Typ Mes 10, no ale słabo to brzmi (śmiech).

 

 

PLAYBOY: Zdecydowałeś się na ciekawy zabieg promocyjny i umożliwiłeś słuchaczom wpłynięcie na ostateczny kształt albumu – chodzi oczywiście o utwór Czy ty to Ty? i głosowanie na ostatnią zwrotkę. Wygrał VNM – jak się czujesz z tym wyborem? Czy gdyby ten wybór zależał tylko od Ciebie, zdecydowałbyś się na jakiś inny wariant?

MES: Sytuacja wyglądała tak, że gdyby którykolwiek z tych państwa wygrał, to ja bym się bardzo cieszył. Z VNM-a się cieszę, bo w ostatnim roku spędziliśmy ze sobą sporo czasu. Z Marią spędziłem jeden wieczór przy winie, ale było tak, jakbyśmy spotykali się ze sobą wcześniej już wiele razy. Każdy dostarczyłby mi innej radości, gdyby wygrał, ale z wyniku głosowania jestem zadowolony.

 

PLAYBOY: W pierwszym utworze na Ała. możemy usłyszeć Dawida Podsiadłę. Zaprosiłeś go tylko dlatego, że cenisz go jako artystę, czy może stała za tym jakaś kalkulacja i chęć dotarcia do większej liczby słuchaczy? Dawid ma naprawdę spore grono fanów i jest obecnie topowym artystą w naszym kraju.

MES: To była przede wszystkim kwestia muzyczna, a że jest to człowiek popularny w niczym mi nie przeszkadza. Jest sławny z powodu rzeczy, które cenię – przede wszystkim unika przypału i ma poglądy, których nie boi się wyrażać. Nie jest istotne to, czy są zgodne z moimi, ale przede wszystkim je ma. Jeżeli weźmiesz ludzi, którzy cudownie śpiewają i zastanowisz się, o co im chodzi tak naprawdę to dojdziesz do wniosku, że nie masz pojęcia, o czym jest ta ostatnia płyta, albo nawet cztery ostatnie. Ludzi, którzy świetnie śpiewają jest wielu, ale tylko mała ich część ma jakąś osobowość i poglądy. Zapewniam, że gdyby kariera Dawida poszła w jakimś dziwnym kierunku, który by mi nie odpowiadał to by go na tej płycie nie było. Gdy przyszedł tu nagrać i wypiliśmy po kilka dobrych piw to wiedziałem, że jest to w jakimś stopniu bratnia dusza.

 

PLAYBOY: Jest ktoś, z kim jeszcze nie nagrałeś, a chciałbyś? Chodzi mi o postaci spoza rapowego podwórka.

MES: Organek na pewno jest kozakiem, Natu (Natalia Przybysz) jest ekstremalnie wspaniałą autorką - z nimi jeszcze nic nie robiłem. Lech Janerka. Maleńczuk. Jest sporo asów.

 

PLAYBOY: Czy uważasz siebie za playboya? Lub czy uważałeś, bo powiedziałeś że obecnie jesteś w stałym związku.

MES: Uważam się za konesera kobiecej urody (śmiech), a także za absolutnie nieskutecznego wannabe-playboya przez większość życia. Nigdy nie emanowałem takim luzem, spokojem, że oto jestem, a kobiety same zaczynają się pojawiać wokół mnie. Zwykle bywało tak, że jakaś kobieta bardzo mi się podobała, a ja nie wiedziałem, jakim kluczem ją otworzyć i bardzo szybko się tym frustrowałem, co mi nie pomagało. Przez większość życia miałem z tym problem.

 

PLAYBOY: W 2013 roku pojawiła się płyta Ten Typ Mes i Lepsze Żbiki, która miała za zadanie wypromować członków Alkopoligamii. W numerze otwierającym ten album przedstawiłeś ich wszystkich po kolei. Od tamtego czasu jej skład się zmniejszył – czy z perspektywy czasu żałujesz, że zaufałeś niektórym ludziom, a może nadal uważasz, że zrobienie takiej płyty było dobrym pomysłem?

MES: Skład się nie zmniejszył, ale się zmienił. Żałuję, że tym narzekaczom zaufałem prywatnie, nie muzycznie. Uważam, że zostawili po sobie świetne płyty i bardzo dobre występy gościnne na płycie Ten Typ Mes i Lepsze Żbiki i nie mam z tym problemu. Problemy pojawiły się na linii ich ogromnych oczekiwań, dyskusyjnej pracowitości i naszej chęci oraz możliwości  spełniania życzeń. Każde z nich się odgrażało, jak rozje… system po odejściu z Alkopoligamii, bo wytwórnia rzekomo tłumiła ich potencjał. Dlatego nagrałem utwór Wiedzą, który trochę podsumowuje tę sytuację – jeśli Alkopoligamia tak przeszkadzała, to co się stało po odejściu z tej pięknej ekipy? Jest to kawałek bonusowy, bo on najszybciej straci na aktualności, a ja chcę robić rzeczy, których równie dobrze będzie się słuchało po kilku latach od premiery.

 

Tekst: Michał Miernik

Foto: Paweł Zanio, Piotr Pytel, Tomasz Karwiński

 

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska