"Hejt nie jest śmieszny" - Andrzej Rysuje w wywiadzie dla PLAYBOY.PL

"Hejt nie jest śmieszny" - Andrzej Rysuje w wywiadzie dla PLAYBOY.PL

Andrzej Rysuje to tak naprawdę Andrzej Milewski z Warszawy, chociaż wiele osób śmieje się, że ma takie dziwne nazwisko: "Rysuje". Jest jednym z najlepszych polskich rysowników, przedstawicielem młodego pokolenia, człowiekiem pracującym dla "Gazety Wyborczej" (i nie tylko). Wywiad z nim - ilustrowany rysunkami! - to była przyjemność.

PLAYBOY.PL: Pewnie już to gdzieś słyszałeś, ale powtórzę: czy w dzisiejszych obrazkowych czasach rysownik jest felietonistą? A może już go zastąpił?

ANDRZEJ: Kiedy ostatnio byłem w redakcji „Gazety Wyborczej”, poznałem Pawła Wrońskiego i on mi powiedział, że przez takich jak ja umiera felieton. Przez rysunek. Według mnie to nieprawda, rysunek jest czymś zupełnie innym. Jest prosty i prezentuje jedną, wybraną kwestię.

 

PLAYBOY.PL: No tak, felietonista operuje słowem, ty masz ołówek i gadżety rysownika. Ale felietonista porusza się wokół jednego tematu, tak jak rysownik.

ANDRZEJ: Tylko że z dobrego felietonu można zrobić kilka rysunków. Kiedy czytam felietony, to widzę w nich czasami po dwa-trzy, jeśli są naprawdę dobre. Rysunek zaczepia się o jedną wypowiedź, jakieś zdanie, paradoks. Na felieton to za mało.

 

PLAYBOY.PL: Ty w ogóle dużo czytasz?

ANDRZEJ: Cały mój warsztat rysownika to głównie czytanie, a nie rysowanie. Kupuję wszystko. W poniedziałek „Newsweek”, „Gazetę Polską Codziennie”, „Super Express”, „Gazetę Wyborczą”, „Do Rzeczy”, „W Sieci”, „Angorę”. W środę „Politykę”, „Gazetę Polską”, „Tygodnik Powszechny” i inne. Potem muszę to wszystko przeczytać.

 

PLAYBOY.PL: Trochę jakbyś był wędkarzem... Zaczynasz czytać i czekasz aż ryba-temat weźmie?

ANDRZEJ: Dokładnie tak. Trafiam na sformułowanie, zdanie, zachowanie, które odpala mi jakieś synapsy w mózgu. Coś mi się w głowie łączy i powstaje rysunek.

 

PLAYBOY.PL: Zawsze tak?

ANDRZEJ: To jeden sposób. Drugi jest taki, że myślę na zadany temat. Wypisuję sobie ważne tematy, szukam co ktoś na ich temat powiedział, czytam komentarze. I tak długo nad tym siedzę, wokół krążę, aż coś wymyślę.

 

PLAYBOY.PL: Jesteś młodym człowiekiem, który chce trafiać do wszystkich pokoleń. Jak sprawdzasz odbiór swoich prac?

ANDRZEJ: Monitoruję to. Sprawdzam statystyki na fanpejdżu. Wiem, że moi fani są to osoby wykształcone – 25-35 lat, z dużych miast. Mówiąc krótko: to po prostu moi znajomi.

 

PLAYBOY.PL: Te statystyki mają wpływ na dobór tematów?

ANDRZEJ: To nie jest wybór, to dzieje się samo. Tym żyjemy, to pojawia się na fejsie, tym się interesujemy. W naturalny sposób tematy są takie, a nie inne.

 

PLAYBOY.PL: Poza tym, że dotykasz tematów, które interesują ciebie, jesteś człowiekiem wynajętym do roboty. Rysujesz dla „Gazety Wyborczej”, której redaktorów być może interesują inne tematy.

ANDRZEJ: Nic mi nie narzucają. Jesteśmy umówieni na 4 rysunki tygodniowo. Tak się składa, że tematy, które interesują ich, pokrywają się z moimi. Ale i tak rysuję dużo więcej.

 

PLAYBOY.PL: Dlaczego?

ANDRZEJ: Bo nie mogę przegapić dobrego tematu. Nie umiem sobie pozwolić na to, żebym nie obrysował czegoś, co jest warte obrysowania.

 

Zobacz jak Andrzej Rysuje specjalnie dla PLAYBOY.PL:

 

PLAYBOY.PL: To chyba jesteś pracoholikiem?

ANDRZEJ: Mój jedyny wolny dzień to sobota. Ale i tak chodzę cały czas wokół spraw związanych z robotą: swoim sklepem, zleceniami. Jednak nawet w tę wolną sobotę, gdyby się coś trafiło, to bym usiadł i to narysował.

 

PLAYBOY.PL: Nie boisz się o siebie? To musi być obciążające. Nie sądzisz, że czasami trzeba odpocząć żeby się nie wypalić?

ANDRZEJ: Nie męczy mnie to, bardzo to lubię. Jak chcę odpocząć to idę ćwiczyć: pobiegać, na siłownię, uprawiam crossfit. Trening resetuje mnie bardzo skutecznie. Głowa odpoczywa, a ciało się męczy. To działa, w przeciwieństwie do tego, co powtarza wiele osób, czyli na przykład używek. Nie da się łączyć pracy z narkotykami.

 

PLAYBOY.PL: Rysownik to satyryk. Wielu satyryków postrzeganych jest jako śmiesznych na co dzień. Zwłaszcza dziennikarze, którzy do nich idą, oczekują, że „będzie śmiesznie”. Ty sam o sobie myślisz jako o kimś śmiesznym?

ANDRZEJ: Zupełnie nie. Tak naprawdę ani ja, ani większość ludzi zajmujących się satyrą, przynajmniej tych, których znam, to nie są osoby śmieszne. Satyra wynika raczej z patrzenia na świat w czarnych barwach, w dostrzeganiu stron wyłącznie brzydkich. Satyra zajmuje się brzydotą człowieka i świata. Nie śmiejemy się z tego, co się rządowi udało, ani z tego, że jest za oknem ładna pogoda.

 

PLAYBOY.PL: Czyli zaproszenie satyryka na imprezę, jako gwaranta dobrej zabawy, to raczej średni pomysł?

ANDRZEJ: Ja bym nie zaprosił (śmiech). Nie wydaje mi się.

 

PLAYBOY.PL: Ponad połowa twoich rysunków dotyczy polityki. Czy nie masz wrażenia, że w Polsce mamy dziś dwie armie, z których każda ma swoich dziennikarzy, felietonistów, gwiazdy i... rysowników. Ci ludzie są jak konkretne oddziały, a ty jesteś żołnierzem jednej ze stron sporu.

ANDRZEJ: Tak, tak właśnie jest. Ja to w ogóle jestem wróg, bo pracuję dla Gwiazdy Śmierci. No ale cóż, bliżej mi do tej strony sporu niż do tamtej. Miałem tak od zawsze, jestem prawicosceptyczny. Tak patrzyłem i patrzę na świat.

A co do tych armii, oczywiście tak jest. To dwa systemy zwalczające się i posiadające własne wojska. Co ciekawe, wśród polityków transfer między nimi jest możliwy. Ale już wśród tych wojsk nie. Politycy mogą zmienić stronę, ale wyobraź sobie, że ja teraz idę rysować do „W Sieci”. Brzmi jak absurd.

Tylko popatrz, Magdalena Ogórek, kandydatka SLD na prezydenta, jest teraz publicystką „reżimowej” telewizji. Nieźle, co?

 

PLAYBOY.PL: A gdybyś zaczął się do nich przymilać?

ANDRZEJ: Po paru miesiącach wypowiadania się w odpowiedni sposób. To by mogło zadziałać. Oni lubią nawróconych grzeszników.

 

PLAYBOY.PL: Te armie i dwa zwalczające się obozy to polska specyfika?

ANDRZEJ: W żadnym wypadku, w Stanach jest podobnie, co pokazały najlepiej ostatnie wybory Trump-Clinton. Satyrycy, showmani wieczornych audycji, aktorzy, muzycy, wszyscy stanęli po jednej ze stron (raczej po stronie Clinton) i dawali temu wyraz napieprzając w konkurencję. W „New Yorkerze” praktycznie nie masz satyry na Demokratów, tylko drwinę z Republikanów. Jest CNN i jest FOX. Tak jak u nas.

U podstaw tego wszystkiego leży brak możliwości dogadania się w kwestiach fundamentalnych. Aborcja to dobry przykład, budzi emocje na całym świecie i w każdym kraju. Nie ma kompromisu.

 

PLAYBOY.PL: A ty masz kogoś bliskiego z drugiej strony barykady?

ANDRZEJ: Nie nazwałbym go przyjacielem, ale na pewno dobrym kumplem. Cyklicznie ustawiamy się na piwo.

 

PLAYBOY.PL: No i co, nie gadacie o bieżących sprawach?

ANDRZEJ: Gadamy, żartujemy sobie nawet. On mówi, że ja się sprzedaję za judaszowe srebrniki „Wyborczej”, a ja go wyzywam od prawicowych oszołomów. Gdyby nasza znajomość została zniszczona przez poglądy, to byłoby naprawdę chore.

Ale bywa różnie. Mój wujek nie przyszedł na mój ślub, bo ja robię to, co robię. A to nawet nie był gejowski ślub, tylko zwykły (śmiech).

 

PLAYBOY.PL: Może jakiś szczególny rysunek go uraził?

ANDRZEJ: Być może. Ale ja nigdy nie narysowałem czegoś, czego bym się później wstydził. Także przykro mi, ale nie żałuję.

 

PLAYBOY.PL: Masz w sobie w ogóle jakiś hejt?

ANDRZEJ: Staram się go wyzbywać. Rysunki z hejtu nie są dobre. Rysunki pod tezę, z nienawiści, zwyczajnie nie są dobre. Rysownik, który siada bez pomysłu, ale z myślą np. „dopier... Kaczorowi” według mnie nie stworzy nic wartego uwagi. No, ale to zdarza siękażdemu, zarówno lewakom, jak i prawakom.

 

PLAYBOY.PL: Ale chyba jest jakaś satyra po prawej stronie, którą szanujesz?

ANDRZEJ: „Młodzi, wykształceni, z wielkich ośrodków” mi się podobają. Idealnie portretują skretyniałego wyborcę strony – nie wiem jak to nazwać – demokratycznej albo lewackiej.

Swoją drogą zastanawiam się, dlaczego kariery nie zrobiło słowo „prawiczek”, w opozycji do słowa „lewak”. Jest niezłe i na dodatek kwestionuje męskość, tak dla nich przecież istotną. Trzeba to zacząć propagować...

 

 

 

PLAYBOY.PL: A prawak?

ANDRZEJ: Nie nadaje się, bo jest tylko odbiciem lewaka. A prawiczek jest idealny, zwłaszcza dla tych łysych pał.

 

PLAYBOY.PL: Ej, ty też masz łysą pałę! I jeszcze crossfit ćwiczysz...

ANDRZEJ: (śmiech) Wychowałem się na Służewcu, to może dlatego. No faktycznie, z gęby na lewaka nie pasuję.

 

PLAYBOY.PL: I tak doszliśmy do stereotypów...

ANDRZEJ: Dla mnie są super. Większość żartów się na nich opiera. Są zabawne. Ja je czasami zwalczam, a czasami wykorzystuję. To tygiel, z którego mogę czerpać, kiedy chcę.

 

PLAYBOY.PL: A istnieje coś czego byś nie narysował?

ANDRZEJ: Nie ma takiej rzeczy.

 

PLAYBOY.PL: No a „Charlie Hebdo”? Czytałem gdzieś, że uważasz, że to przegięcie...

ANDRZEJ: No tak, ale nie chodzi o przekroczenie granicy dobrego smaku, co zdarza im się niemal zawsze. Po prostu są nieśmieszni. Nie bawi mnie to, uważam, że tam nie ma pomysłu. Może na ich temat powinien wypowiedzieć się jakiś historyk satyry? Może ludzi we Francji to śmieszy? Dla mnie nie ma w tym dowcipu.

 

PLAYBOY.PL: Żyjemy w czasach rysowników? Macie – wśród nich ty – swoje pięć minut?

ANDRZEJ: Za to odpowiadają po części media społecznościowe. Ludzie szerują nasze rysunki, dzielą się nimi. Zasięgi są ogromne. Żyjemy w czasach obrazkowych, a rysunki się w nie doskonale wpisują. Social media wszystko zmieniły, ja sam jestem ich dzieckiem. Zacząłem publikować w sieci, dopiero potem zgłosiła się do mnie „Gazeta Wyborcza”.

 

PLAYBOY.PL: Jesteście celebrytami!

ANDRZEJ: Na ścianki jeszcze mnie nie zapraszają, ale kto wie (śmiech).

 

PLAYBOY.PL: Dotyka cię hejt?

ANDRZEJ: Nie da się od niego uciec. Hejt jest i po prostu należy go olać, bo każdy ma swoich wrogów, nawet Pan Jezus. Przyzwyczaiłem się.

 

PLAYBOY.PL: A nie fascynuje cię samo zjawisko hejtu, że komuś się chce?

ANDRZEJ: Dla mnie to jest niezrozumiałe. Nie umiem sobie wyjaśnić, jak można marnować życie na to, by hejtować. Jeszcze trolle, którym ktoś za to płaci, mają sens. Ale żeby z własnej, nieprzymuszonej woli?

Dawno się wyleczyłem z jakichkolwiek dyskusji w internecie. Po pierwsze bardzo szybko eskalują. Po drugie, nikt w sieci chyba jeszcze nikogo nie przekonał. Są na przykład ludzie, którzy mają misję prostowania informacji. Ja mam zawsze dla nich absurdalną odpowiedź, która zamyka sprawę. W komentarzach mam taktykę „albo śmiesznie, albo wcale”. Ostatnio ktoś mi napisał, że w rysunku źle przeniosłem wyraz. Zamiast szukać w encyklopedii, napisałem po prostu, że błędy w rysunkach są robione celowo, żeby zwiększyć liczbę komentarzy.

 

PLAYBOY.PL: Część twoich rysunków to na początku beka, tarzanie się po ziemi. Ale potem jednak mina rzednie, robi się smutno, kiedy człowiek się zorientuje, że to się dzieje naprawdę...

ANDRZEJ: Ostatnio coraz częściej ludzie tak to komentują. Tak to odbierają. Śmiech, a potem nagle „o kur...”. Zwłaszcza takie tematy jak aborcja, ekshumacje i imigranci temu sprzyjają...

 

PLAYBOY.PL: Czyli może rysunek to jednak uderzenie w głowę?

ANDRZEJ: Jeśli taki jest efekt – śmiech, a potem dawanie do myślenia – wtedy jest najlepiej...

 

PLAYBOY.PL: Zatem tylko takich rysunków ci życzymy.

 

 

Andrzej Milewski, znany jako Andrzej Rysuje, urodził się w Warszawie w 1985 roku. Ukończył studia Uniwersytecie Warszawskim. Publikuje od 2009 roku na swoim blogu andrzejrysuje.pl, a od 2013 na portalu wyborcza.pl. Współpracuje z tvn24.pl oraz firmami takimi jak Orange, PZU, HBO, AI, WWF i innymi. Jest autorem ilustracji do książek.

 

Rozmawiał: Marcin Klimkowski

Zdjęcia: Katarzyna Milewska

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska