Youtuber z telewizji? Rozmowa z Filipem Chajzerem

Youtuber z telewizji? Rozmowa z Filipem Chajzerem

Nie rozumie internetu, choć posługuje się nim. Odrzuca ścianki i bywanie, choć jest rozpoznawalny bardziej niż inni. Chce pomagać, bo pomaga to jemu. A z PLAYBOYEM jest związany od zawsze i deklaruje, że tak już zostanie. Poznajcie Filipa Chajzera w szczerej rozmowie.

PLAYBOY.PL: Zawsze mówisz, że jesteś tylko reporterem. Co to dla ciebie znaczy?

CHAJZER: Reporter to człowiek, który ma oczy dookoła i głowy i wtedy, kiedy (obojętnie o której godzinie dnia lub nocy) dzieje się wokół niego coś ciekawego, to się zatrzymuje, ogląda, a jak trzeba to dopytuje. A jeśli stwierdza, że to co się dzieje jest warte dalszej uwagi – wyciąga telefon, długopis, kartkę, kamerę i to rejestruje.

 

PLAYBOY.PL: Czy ciężka praca?

CHAJZER: To nie jest praca. Bycie reporterem to styl życia. To ciekawość.

 

PLAYBOY.PL: A po co się jest reporterem?

CHAJZER: Nie wiem po co. Wiem, że ja tak mam. Mam niesamowitą ciekawość świata, ludzi i sytuacji. Uważam, że umiem ją przekazać dalej tak, żeby to było fajne, atrakcyjne i ciekawe. Czasami zabawne, a czasami wręcz przeciwnie.

 

PLAYBOY.PL: Dwa z twoich dość świeżych materiałów, które odbiły się szerokim echem, to materiały diametralnie różne od siebie. Jeden to klasyczna interwencja w sprawie dziewczynki malującej kredą po chodniku. A drugi to wywiad z wracającą z imprezy dziewczyną, śmieszna rzecz. Gag. To też reportaż?

CHAJZER: To był czysty gag, bonus od życia. Nieprzewidywalna sytuacja, która się zdarzyła. Ten film obejrzano w internecie ponad 2 miliony razy, a to bardzo dużo.

 

PLAYBOY.PL: To był przypadek? 

CHAJZER: Całkowity. Zdarzył się o 8 rano kiedy robiliśmy materiał o tym co Polacy robią w wolny dzień o tak wczesnej porze. No i idzie dziewczyna. Widzę ją już z odległości 500-600 metrów. Polska Bridget Jones i to z czasów, w których Bridget była sobą. Rozmawiałem wtedy z emerytką pracującą w kiosku, która opowiadała mi, że całe życie rano wstawała i jest do tego przyzwyczajona. Po 10 latach pracy w tym zawodzie wyczułem, że w tej dziewczynie, która się do nas zbliża, jest potencjał. Wiedziałem, że z coś z niej wyciągnę.

 

PLAYBOY.PL: To był reportaż?

CHAJZER: Nie dorabiałbym do tego ideologii i nie łączył ze słowem reportaż, bo to jest bardzo trudna sztuka, która ma swoich mistrzów. To był efekt uboczny, który czasami się zdarza.

 

PLAYBOY.PL: W jednym z ostatnich swoich felietonów dla serwisu Polki.pl odniosłeś się do youtuberów, ludzi młodego pokolenia. Pisałeś, że nie do końca rozumiesz to zjawisko. A czy w tym gagu nie było sporo z materiału youtubowego? Czy sam nie jesteś youtuberem, któremu ktoś po prostu dał dostęp do telewizyjnej anteny?

CHAJZER: Tak, to właśnie to! YouTube w czystej postaci na ekranie TV. Ja o internecie myślę od kilku lat, ale się go boję.

 

PLAYBOY.PL: Czego?!

CHAJZER: Boję się, bo jestem stary, na internetowe standardy nawet bardzo. Nie do końca rozumiem mechanizmy rządzące siecią i tym co staje się popularne, a co nie. Miliony odsłon zdobywa dziewczyna, która siedzi przed kamerą i dygocze, bo dotknęła ręki Justina Biebera! Nie znam schematu, nie znam zasady.

 

PLAYBOY.PL: Przestraszę cię jeszcze bardziej. Bo to chyba jest tak, że gdyby inna dziewczyna usiadła przed kamerą i mówiła o tej ręce Biebera, której dotknęła, to nikt by tego nie chciał obejrzeć.

CHAJZER: Tak! No i dlaczego?! Dlaczego tak, a nie inaczej? Dlaczego treści, które coś ze sobą niosą nie są oglądane, a te bezwartościowe tak? „Shorty Darwina” widziałeś (Grupa Filmowa Darwin to jeden z cenionych kanałów na polskim YouTube'ie – przyp. red.)? Zaj... rzeczy, a oglądalność zdecydowanie poniżej poziomu artystycznego.

 

PLAYBOY.PL: Jednak różnica pokoleń.

CHAJZER: Chyba tak. Jeśli masz 30 lat, to nie osiągniesz zasięgów, które mają 18-latkowie.

 

PLAYBOY.PL: Tylko ty robisz YouTube'a w mainstreamie, w telewizji... Materiał o dziewczynie wracającej z imprezy jest tego najlepszym przykładem.

CHAJZER: Tak, ja to wszystko rozumiem. I tę dziewczynę, tego drinka, fajki i Red Bulla w rękach. Autentyczne i zjawiskowe. Rozumiem. Ale nie rozumiem algorytmu! Co zrobić, żeby to powtórzyć i powtarzać regularnie. Zobacz zjawisko viralu. To coś nieuchwytnego. Ludzie w agencjach PR, reklamowych, w domach mediowych mówią „zróbmy viral”. A ja się pytam, ale kur..., jak? W moim życiu udało się to zrobić kilka razy: materiał o gazie, materiał o blogerkach modowych, no i teraz Agata-imprezowiczka. A ja przecież zapieprzam na maksa codziennie i wszystko robię na 100 procent. Chyba, że z celebrytami, to na 15 procent (śmiech).

 

PLAYBOY.PL: Sam nim jesteś!

CHAJZER: Absolutnie nie. Dlaczego? Celebryta celebruje, jak sama nazwa wskazuje.

 

PLAYBOY.PL: W Stanach Zjednoczonych, skąd słowo to pochodzi, to po prostu osoba publiczna.

CHAJZER: W żadnym wypadku. Ja rozumiem to słowo literalnie, tak jak brzmi. Celebryta celebruje ściankę, imprezę, swoje buty, zajebiste życie i torebkę. A ja tego nie robię, bo uważam że to wyraz najgorszej możliwej próżności. Totalnie nie rozumiem, co siedzi w głowach tych ludzi. Chciałbym, żeby to było założenie biznesowe. Wtedy potrafiłbym to zrozumieć. Że jak staje na ściance, to zgłaszają się do mnie ludzie z kasą i z racji tego, że nie mam na siebie innego pomysłu i tak kreuję swoją popularność, gotowi są mi za to płacić. Tylko obawiam się, że chodzi o kompleksy i próżność.

 

PLAYBOY.PL: Działasz charytatywnie. To może poszedłbyś na tę ściankę z dobrego serca? Jakiś rzemieślnik ją wykonał, ktoś pomalował i oświetlił, fotografowie też muszą zarobić na rodziny...

CHAJZER: Nie mam tak dobrego serca (śmiech). Szczególnie dla fotoreporterów jestem człowiekiem bez serca (śmiech).

 

 

PLAYBOY.PL: Zmieńmy temat. Masz jakiś problem z modą?

CHAJZER: Żadnego.

 

PLAYBOY.PL: No ale kilka razy mówiłeś, że nie rozumiesz, jak można tyle kasy wydawać na ciuchy. 

CHAJZER: A nie, to pomylenie pojęć. Jeśli najpopularniejsza polska celebrytka staje na zdjęciu na Instagramie z torebką wartą 90 tys. zł, a ja bardzo ciężko pracuję, żeby dla potrzebujących Powstańców Warszawskich wraz z całą Polską zebrać 300 tys. zł, to nie rozumiem świata. Chciałbym, ale nie potrafię.

 

PLAYBOY.PL: Może trzeba sięgnąć do historii. Wiesz książęta mieli po 300 pokoi, a mieszkali w jednym. Tak to już jest...

CHAJZER: A może nie? Może ktoś pochodzi z małej miejscowości, wychował się w niedostatku i musi natychmiast udowodnić wszem i wobec, że jest coś wart? Próżność i kompleksy. Kropka.

 

PLAYBOY.PL: Czyli nie masz problemów z modą i masz w nosie, jak wyglądasz.

CHAJZER: Faktem jest, że ubieranie się trochę mnie męczy, a takich ludzi jest więcej. Wyszedłem więc im i sobie naprzeciw. Założyłem firmę, która będzie produkowała ciuchy nawiązujące estetyką do lat 80. i 90. ubiegłego wieku. To były dobre czasy, moje pokolenie wspomina je z sentymentem. To będą rzeczy, które sam brałbym z półki, jak Polonez olej.

 

PLAYBOY.PL: Masz mnóstwo fanów w mediach społecznościowych. Ludzie wyrabiają sobie pewne zdanie na twój temat. Jakie to zdanie? I czy jest prawdziwe?

CHAJZER: Generalnie, to wszyscy myślą „a w telewizji to taki uśmiechnięty”. Ale myślę, że to nie jest tylko mój problem, tylko wszystkich, którzy mają pozytywny, „uśmiechnięty” wizerunek.

Jak się łapie kogoś takiego w wycinku życia, to może się okazać, że nie jest taki wesoły, bo się akurat wściekł. Ja się na przykład często wściekam. Jestem impulsywny i uczuciowy. Na wszystko reaguję na 100 procent. Pozytywnie i negatywnie.

Chyba ludzie odbierają mnie skrajnie. Albo – większość – jako ciepłego faceta, który walczy do końca. A z drugiej strony są tacy, którzy mnie hejtują.

 

PLAYBOY.PL: A nie żałujesz, że jesteś taki otwarty, że wszystko na zewnątrz, że nie umiesz udawać i kłamać?

CHAJZER: Nie. W dzisiejszych czasach nie ma też innego wyjścia, bo wszystko jest natychmiast weryfikowalne. Skłamiesz, a po kilku godzinach wszyscy będą o tym wiedzieli.

 

PLAYBOY.PL: Konsekwencje twojej działalności są dwie: zachęcasz ludzi do działania, ale wystawiasz tyłek. I narażasz się na to, że będą cię w niego kopać. To fajne?

CHAJZER: Ja jakoś z tym żyję. Życie jest kolorowe, ma różne barwy. Przyzwyczaiłem się do tego, bo żyję z tym od dziecka. Ojciec zawsze coś robił. Zawsze byłem na to wystawiony.

 

PLAYBOY.PL: Nie coś, tylko był Zygmuntem Chajzerem…

CHAJZER: No właśnie, na szykany i hejt byłem narażony od zawsze i się przyzwyczaiłem.

 

PLAYBOY.PL: W programie u Kuby Wojewódzkiego, kiedy opowiadałeś o ekstremalnym przykładzie hejtu, nie wyglądałeś na zaprawionego.

CHAJZER: Bo jak jestem wkur..., to jestem wkur.... Może nie jestem zaprawiony, ale przyzwyczajony.

 

PLAYBOY.PL: Ale na takich ludzi nie da się reagować. Oni są za ścianą, niedostępni.

CHAJZER: Nieprawda! Nauczyłem się, że nie. Dwa, trzy, cztery razy postanowiłem działać i to działanie przyniosło efekty. Hejt był po bandzie i reakcja była po bandzie. A te małe dokuczania, złośliwości? To nie ma znaczenia. To wszystko trzeba sobie jakoś poustawiać. Jest fejs, na nim 600 tys. osób. Dzięki nim można zrobić naprawdę dużo dobra. Ceną za to są małe pierdoły: „Chajzer Żyd, pedał, lewak”. Olać to. Można by to rozwiązać systemowo, zabronić anonimowości w komentarzach, byłoby po sprawie. Gdyby nie było anonimów, nie byłoby tak koszmarnego hejtu.

 

PLAYBOY.PL: Czemu zająłeś się Powstańcami? Impuls?

CHAJZER: Przypadek. W zeszłym roku była akcja po wypadku z samochodem TV Republika (Chajzer trafił auto owsianką, co zostało nagłośnione – przyp. red.). Przeprosiłem za to, ale hejt się polał straszny. Byłem strasznie zbity, jak pies. W zalewie wiadomości, które do mnie docierały przypadkowo odpaliłem sobie jedną z nich. Napisała do mnie mama dziewczynki, która ma zespół Downa, że ona ożywia się i jest szczęśliwa, jak lecą „Mali giganci”. Pomyślałem, że jeśli tak jest, to jadę do niej. Wszedłem do niej domu, podczas finału. Tak, zrobiłem to totalnie egoistycznie. Wiedziałem, że ona się ucieszy, ale i ja muszę coś zrobić dobrego, żeby się jakoś podnieść na nogi po tych tonach prawicowego szlamu, który się na mnie wylał

 

PLAYBOY.PL: Dostałeś lekarstwo, którego nie oczekiwałeś...

CHAJZER: Nawet sobie nie zdajesz sprawy! Dostałem taki zastrzyk endorfin, szczęścia, nie wiem czego jeszcze, że odnalazłem w tym siłę i moc. To było egoistyczne i wcale się tego nie wstydzę.

 

PLAYBOY.PL: Tak działa pomaganie. Pomagasz innym, ale to też pomaga tobie.

CHAJZER: Tak, nie ma się czego wstydzić. Zacząłem budować wewnętrzny fundament na energii płynącej od ludzi, którym udało się jakoś pomóc. To działa jak narkotyk. Robisz coś dobrego raz, ale już chcesz zrobić coś następnego, by znów dostać tę energię. Chcesz znów doświadczyć tego niesamowitego uczucia. Chwilę później pojechałem na drugi koniec Polski, żeby odwiedzić inną dziewczynkę. Wziąłem ulubioną książkę z dzieciństwa – Mikołajka i czytałem jej, bo ona jest niewidoma. Potem był materiał o wygranej w lotto. Co byś zrobił/zrobiła po wygranej 20 milionów złotych, i nagle dziewczynka napisze, że chciałaby tylko i wyłącznie wózek elektryczny dla taty. Ten pan kilka dni temu zmarł, ale wiem, że dzięki sprzętowi, który wiosną udało się zorganizować przez te kilka ostatnich miesięcy jego życie było chociaż trochę łatwiej.

 

PLAYBOY.PL: Czyli od małych, jednorazowych akcji do dużych przedsięwzięć.

CHAJZER: Tak, potem była akcja na 1 czerwca dla hospicjum „Promyczek”, udało się zebrać prawie 1 milion złotych. No a potem zbiórka dla Powstańców. Ludzie z warszawskich rodzin Powstanie mają w DNA, pamięć i szacunek płynie nam we krwi. Pomogliśmy, ale to była jednorazowa akcja. A w wiadomościach od ludzi widziałem, że jest gigantyczna potrzeba przekucia tego na coś większego, stałego. Okazało się, że trzeba powołać fundację, bo bez tego się nie da. No i tak to będzie wyglądało, ruszymy z wolontariuszami, płatnościami, wszystkim jak trzeba. Będzie dobrze, powstańcy będą mieli w nas wsparcie.

 

PLAYBOY.PL: Zrobiło się poważnie, a ja jestem z rozrywkowego serwisu, zatem może wyjaśnisz swoje związki z PLAYBOYEM?

CHAJZER: Czytam pismo od zawsze. Jestem gadżeciarzem, zaczynam od nich, potem samochody, urządzenia, nowe książki, przepisy na drinki. A potem już zostaję z dziewczynami (śmiech). Kontemplacja połączona z medytacją. Kiedy byłem gówniarzem, to patrzyłem na daty urodzenia dziewczyn. No i roczniki 1980-81, to wydawały mi się stare. A dzisiaj patrzę na te daty, widzę 1993, 1996, no i zastanawiam się, czy to jest w ogóle legalne?!

 

PLAYBOY.PL: Za 3 lata pewnie pojawi się na rozkładówce dziewczyna urodzona w XXI wieku…

CHAJZER: No właśnie… Kiedyś myślałem, że nie miałbym o czym z nimi rozmawiać. Dziś myślę, że to one nie miałby o czym ze mną gadać (śmiech).

 

PLAYBOY.PL: Poza dziewczynami masz jakieś pasje, z tych bardziej „playboyowych”?

CHAJZER: Motoryzacja. Mój samochód jest trochę taki jak ja z wyglądu: „księgowy w piątek”. Jeżdżę Passatem, który zupełnie się nie wyróżnia z zewnątrz, ale ma pod maską potężną moc. Jest dyskretny i piekielnie szybki. Kolejne auto to Polonez, taki sam, jaki miał mój tata. To nie jest dobry samochód, ale mam go, nie umiem tego wytłumaczyć. Być może gdyby tata miał Fiata 125p, to byłbym w grupie miłośników tego samochodu, ale stało się inaczej. Egzemplarz jest wyjątkowy.

 

PLAYBOY.PL: Borewicz?

CHAJZER: To był Plus, ale uwaliłem mu przód i tył i złożyłem z niego „Borewicza”. Technika nowego (klima i wspomaganie) i klasyczny wygląd. Spora inwestycja, ale jestem szczęśliwy.

 

PLAYBOY.PL: Jakieś inne pojazdy?

CHAJZER: Dwa motocykle, w zależności od nastroju, Africa Twin i Indian. Do tej pory Scout, w przyszłym sezonie odbieram Black Horse. Uwielbiam nocną jazdę po Warszawie. Zza kierownicy jednośladu lepiej oddycha się tym miastem, a ja uwielbiam nim oddychać.

 

PLAYBOY.PL: Zatem życzymy jak największej pojemności płuc. Powodzenia!

 

 

Filip Aleksander Chajzer urodził się 27 listopada 1984 roku w Warszawie. Podobnie jak ojciec Zygmunt Chajzer, jest znanym prezenterem telewizyjnym i radiowym.

Pracuje dla stacji TVN, jest reporterem „Dzień Dobry TVN”. Poza tym pracuje i pracował w "Życiu Warszawy”, „Newsweeku”, TTV, Radiowej Czwórce i Radiu Złote Przeboje.

Jest prowadzącym program „Mali Giganci” w TVN.

 

Rozmawiał: Marcin Klimkowski

Zdjęcia: TVN/Mirosław Sosnowski

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska