Wywiady PLAYBOYA: Ostatni wywiad Johna Lennona

2016-12-08
Wywiady PLAYBOYA: Ostatni wywiad Johna Lennona

Dziś przypada 36. rocznica śmierci Johna Lennona, legendarnego Beatlesa i jednego z najważniejszych symboli popkultury. Możecie tego nie wiedzieć, ale ostatni i jednocześnie bardzo wyczerpujący wywiad z muzykiem ukazał się właśnie na naszych łamach. Wysłannik PLAYBOYA we wrześniu 1980 roku przez całe 20 dni gościł w domu Lennona i Yoko Ono i udało mu się przeprowadzić rozmowę, jakiej jeszcze nikt wcześniej z nimi nie przeprowadził.

Całą rozmowę możecie przeczytać po polsku dopiero od niedawna. W nieprzyciętej wersji znajduje się w trzeciej części „Klasycznych wywiadów PLAYBOYA", które możecie kupić w kioskach, salonikach prasowych i na stronie naszego wydawnictwa. Przed wami kilka co smaczniejszych kąsków, które wybraliśmy z ostatniego wywiadu z Lennonem.

 

STYCZEŃ 1981

 

O inteligencji Beatlesów:

PLAYBOY: Co powiesz ludziom, którzy uważają, że cały rock po Beatlesach to przeróbki Beatlesów?
LENNON: Cała muzyka jest przeróbką. Istnieje tylko kilka nut. Są tylko wariacje na temat. Spróbuj powiedzieć dzieciakom z lat 70., które wydzierają się do Bee Gees, że to tylko przeróbki Beatlesów. Nie ma nic złego w Bee Geesach. Wykonują cholernie dobrą robotę. Wtedy nic innego się nie działo.

 

PLAYBOY: Czy duża część muzyki Beatlesów nie była przynajmniej inteligentniejsza?
LENNON: Beatlesi byli bardziej intelektualni, więc oddziaływali również na tym poziomie. Ale podstawowy wpływ Beatlesów nie polegał na ich inteligencji tylko na muzyce. Dopiero po tym jak jakiś gość napisał w londyńskim „Timesie”, że w It Won’t Be Long są kadencje eolskie, klasa średnia zaczęła tego słuchać. Ktoś przylepił etykietkę.

 

PLAYBOY: Faktycznie umieściliście kadencje eolskie w It Won’t Be Long?
LENNON: Do dziś nie mam pojęcia co to jest. Brzmi jak egzotyczne ptaki.

 

O pierwszym spotkaniu z Yoko Ono:

PLAYBOY: Zacznijmy od początku. Opowiedz nam o spotkaniu cudownego mistycznego księcia i orientalnej kobiety-smoka.

LENNON: To było w Anglii w 1966 r. Dowiedziałem się, że z Ameryki przyjeżdża japońska awangardowa artystka. Rozglądałem się po galerii, zobaczyłem drabinę, wszedłem i zobaczyłem na górze szkło powiększające. Poczułem się jak głupek. Był tam napis TAK. W tamtych czasach cała awangarda polegała na rozwalaniu pianina młotkiem, rozbijaniu rzeźb, anty, anty, anty. Wiesz, nudny negatywny szajs. To jedno słowo TAK sprawiło, że zostałem w galerii pełnej jabłek i gwoździ. Był tam napis WBIJ MŁOTKIEM GWÓŹDŹ. Zapytałem: „Czy mogę wbić gwóźdź?” Ale Yoko odparła, że nie, bo wernisaż miał się odbyć dopiero nazajutrz. Właściciel galerii podszedł i szepnął do niej: „Pozwól mu wbić gwóźdź. Widzisz, ten facet jest milionerem. Może go kupi”. Po małej naradzie Yoko powiedziała: „Dobrze, możesz wbić gwóźdź za 5 szylingów”. Na to cwaniak odparł: „Dam ci 5 szylingów na niby i na niby wbiję gwóźdź”. Wtedy naprawdę się spotkaliśmy. Spojrzeliśmy sobie w oczy, ona załapała, ja załapałem, a cała reszta – jak mówią w wywiadach – to historia.

 

PLAYBOY: Co się stało potem?
LENNON: Cóż, oczywiście byłem Beatlesem, ale sprawy zaczęły się zmieniać. Tuż przed tym, jak się poznaliśmy, pojechałem do Almerii w Hiszpanii kręcić film Jak wygrałem wojnę. Oderwanie bardzo dobrze mi zrobiło. Wyjechałem na 6 tygodni. Nawiasem mówiąc, napisałem tam Strawberry Fields Forever. Z dala od innych mogłem myśleć samodzielnie. Od tej pory rozglądałem się za wyjściem, ale nie miałem odwagi wysiąść z łodzi i jej odepchnąć. Kiedy jednak zakochałem się w Yoko, zrozumiałem: „Mój Boże, to się różni od wszystkiego, co kiedykolwiek znałem. To coś zupełnie innego. To więcej niż przebojowa płyta, więcej niż złoto, więcej niż wszystko”. Tego nie da się opisać.

 

O upodobaniach muzycznych:

PLAYBOY: Słuchasz radia?

LENNON: Stacji z muzyką rozrywkową i klasyczną. Nie kupuję płyt. Lubię słuchać japońskiej i hinduskiej muzyki ludowej. Mam szerokie gusta. Kiedy byłem kurą domową, puszczałem muzak – muzykę tła – bo to rozluźnia.

 

O piosenkach:

PLAYBOY: Yesterday.

LENNON: Cóż, wszyscy wiemy o Yesterday. Tak bardzo mnie chwalono za Yesterday. To jest oczywiście piosenka Paula, jego dziecko. Dobra robota. Piękny utwór. Nigdy nie żałowałem, że to nie moje dzieło.

 

PLAYBOY: When I’m Sixty-Four.
LENNON: Cały utwór jest Paula. Do głowy by mi nie przyszło, żeby napisać coś takiego. Są obszary, o których nigdy nie myślę, i to jest jeden z nich.

 

PLAYBOY: Co powiesz o Strawberry Fields?
LENNON: Strawberry Fields to autentyczne miejsce. Kiedy przestałem mieszkać przy Penny Lane, wprowadziłem się do ciotki, która mieszkała na przedmieściach w ładnym wolno stojącym domu z ogrodem, gdzie sąsiadami byli lekarze, adwokaci i tym podobni ludzie. To nie były slumsy, jak zwykle opowiada się w historiach o Beatlesach. W hierarchii klasowej to miejsce stało mniej więcej o pół klasy wyżej niż Paul, George i Ringo, którzy mieszkali w domach subsydiowanych przez rząd. My mieliśmy własny dom z ogrodem. Oni nie mieli nic podobnego. Blisko domu stał Strawberry Fields, dom w pobliżu poprawczaka, gdzie w dzieciństwie chodziłem na przyjęcia ogrodowe z moimi kolegami Nigelem i Petem. Przesiadywaliśmy tam, sprzedawaliśmy lemoniadę za pensa. Zawsze dobrze się bawiliśmy w Strawberry Fields. Stąd zaczerpnąłem nazwę, ale użyłem jej jako obrazu. Strawberry Fields na zawsze.

 

O narkotykach:

PLAYBOY: Używasz dziś narkotyków?

LENNON: Właściwie nie. Jeśli ktoś poczęstuje mnie trawą, mogę zapalić, ale jej nie szukam.

 

PLAYBOY: Kokaina?
LENNON: Brałem kokainę, ale jej nie lubię. Swego czasu Beatlesi brali jej sporo, ale to głupi narkotyk, bo po 20 minutach musisz brać kolejną działkę. Cała twoja uwaga koncentruje się na kolejnym strzale. Znacznie łatwiej radzę sobie z kofeiną.

 

PLAYBOY: LSD?
LENNON: Nie brałem go od lat. Nie pogardzę grzybami czy pejotlem, dwa razy w roku czy coś takiego. Już o tym nie mówią, ale ludzie nadal podróżują w kosmos. Musimy zawsze pamiętać o tym, żeby dziękować wojsku i CIA za LSD. Ludzie o tym zapominają. Wszystko jest przeciwieństwem siebie, prawda, Harry? Dlatego zostaw tę butelkę, chłopie i wyluzuj. Wynaleźli LSD, żeby kontrolować ludzi, a dali nam wolność. Niezbadane są ścieżki. Jeśli spojrzysz na rządowe raporty o kwasie, o ludziach, którzy wyskoczyli przez okno albo zabili się z powodu kwasu, myślę, że nawet w przypadku córki Arta Linklettera to się stało 10 lat później. Spójrzmy prawdzie w oczy: ona nie była na kwasie, kiedy wyskoczyła przez okno. Nigdy nie spotkałem człowieka, który miałby nawroty po kwasie. W życiu nie miałem nawrotów, a w latach 60. „podróżowałem” miliony razy.

 

O umieraniu:

PLAYBOY: Nie zgadzasz się ze słowami Neila Younga z utworu Rust Never Sleeps „Lepiej spłonąć niż zblaknąć…”

LENNON: Nie cierpię ich. Lepiej jest zblaknąć jak stary wiarus niż spłonąć. Nie podzielam kultu zmarłego Sida Viciousa, zmarłego Jamesa Deana czy zmarłego Johna Wayne’a. To jedno i to samo. Robienie bohatera z Sida Viciousa, Jima Morrisona, to dla mnie jeden szajs. Podziwiam ludzi, którzy przetrwali. Gloria Swanson, Greta Garbo. Mówi się, że John Wayne zwalczył raka, załatwił go po męsku. Przykro mi, że umarł w ten sposób, współczuję jego rodzinie, ale on nie załatwił raka. To rak załatwił jego. Nie chcę, żeby Sean wielbił Johna Wayne’a albo Sida Viciousa. Czego oni cię uczą? Niczego. Śmierci. Za co umarł Sid Vicious? Za to, żebyśmy mieli muzykę rockową? To szajs. Jeśli Neil Young tak to podziwia, czemu sam tego nie zrobi? Przecież on z pewnością wiele razy odchodził w zapomnienie i wracał, jak my wszyscy. Nie, dzięki. Wybieram żywych i zdrowych.

 

Tekst: David Sheff  
Zdjęcia: Tom Zuk  
Przekład: Paweł Lipszyc

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska