Wspomnienie Janusza Kuliga

Wspomnienie Janusza Kuliga

Dziś mija dokładnie 13 lat od tragicznej śmierci Janusza Kuliga, trzykrotnego Mistrza Polski w rajdach samochodowych.

Był kiedyś mistrz...

 

Trzynaście lat. Kawał czasu, prawda? A jednak wciąż pamiętam telefon od Jurka Ciszewskiego, który zajmował się PR-em zespołu rajdowego Marlboro Ford Mobil 1: – Nasz czempion zginął w katastrofie. – Gruby, Janek nie żyje – dodał łamiącym się ze wzruszenia głosem. Czempion, bo Janusz Kulig był jednym z najlepszych kierowców rajdowych swoich lat. Zgarniał tytuły w generalkach w Polsce, wyruszał w świat i był – dosłownie – na ustach wszystkich. Zawsze odbierał telefon i zawsze miał na podorędziu dowcip, prawie zawsze gruby i w stylu PLAYBOYA – towarzystwo zaśmiewało się do rozpuku z prawdziwej radości, a nie z musu. Janek Kulig kochał prędkość i wszyscy myśleliśmy, że w czepku urodzony, bo udawało mu się to, z czym inni nie dawali rady. Wychodził cało z wielu opresji – jego rajdówka płonęła, zdarzył się „dach” i wypadnięcie z drogi z lądowaniem w skałach, wszystko jak na „czempiona” przystało – przy wielkiej prędkości. Janek zawsze jednak do nas wracał i jeździł dalej po oesach jak gdyby nic się nie stało. W swoim czasie był stałym gościem PLAYBOYA (kto pamięta sesje modowe z jego udziałem?), a dziś pozostaje nam tylko wspomnienie. Trzynasty lutego 2004. Zawsze będziemy pamiętać. Skłaniamy głowę i pamiętamy.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska