Leonard Cohen. Życie sekretne

Leonard Cohen. Życie sekretne

Gdyby zrobić statystyki, ile dzieci poczęto przy jego piosenkach, pewnie byłby w światowej czołówce. Sam też święty nie był, choć wiele lat spędził w klasztorze. Poznajcie sekretne życie Leonarda Cohena.

Jest taki genialny rysunek Marka Raczkowskiego, na którym ojciec mówi do przerażonego malca siedzącego przy gramofonie: „Wychowałem się na balladach Leonarda Cohena i czy ci się to podoba czy nie, synu... ciebie też na nim wychowam”. Śmieszy mnie to niezmiennie, choć sam dorastałem na songach Cohena. Wiem, że dla niektórych może to być nieznośne, ale chyba większość kocha jego utwory. A też świetnie się przy nich kocha.

 

 

 

7 listopada ubiegłego roku Leonard Cohen zmarł w wieku 82 lat w Kalifornii. Wiadomo, po śmierci artysta zaczyna być ceniony jeszcze bardziej niż za życia – tak było z Norwidem, Mercurym czy Jacksonem. Natychmiast ukazują się wszelkiego rodzaju składanki i niepublikowane wcześniej utwory. Pojawiają się też biografie i wspomnienia. Jest popyt, jest i podaż. Nie ukrywam więc, że i ja na tej fali sięgnąłem po biografię Cohena. Sięgnąłem z obawą, czy nie jest to książka nastawiona na szybki zysk, a tu pozytywne zaskoczenie. Nie jest to kilkadziesiąt stron wypełnione wielkimi literami niczym elementarz pierwszoklasisty. Tu mamy 366 stron drobnym drukiem naprawdę solidnego tekstu.

 

Szczegółowa biografia, napisana przez Anthony’ego Reynoldsa, opiera się na dziesiątkach wywiadów, które autor przeprowadził specjalnie z myślą o tej książce. Wśród jego rozmówców znaleźli się muzycy grający z Cohenem, jego menadżerowie, wydawcy, fani, producenci, znajomi, przyjaciele i wrogowie. Co ważne – a dziś coraz rzadziej spotykane – tłumaczenie Lesława Halińskiego nie jest robione na kolanie, na szybko – książkę czyta się naprawdę dobrze. Szybko okazało się dlaczego. Jak pisze sam wydawca: „Biografię wydaliśmy blisko 5 lat temu, ale dopiero gdy świat obiegła wieść, że artysta nie nagra już żadnej płyty, reszta nakładu książki błyskawicznie się rozeszła. Postanowiliśmy zatem, że wydamy ją ponowie, ale aby uznać ją za dzieło kompletne, dodaliśmy obszerne uzupełnienie, obejmujące ostatnie lata życia Cohena. Tekst przygotował dla nas Daniel Wyszogrodzki (autor kultowej, wielokrotnie wznawianej biografii The Rolling Stones - Satysfakcja ), uaktualniliśmy też dyskografię i dodaliśmy kilka niepublikowanych wcześniej zdjęć”. Dzięki temu mamy doskonały portret Cohena – od poetyckich początków w Montrealu, gdzie ledwo wiązał koniec z końcem, przez liczne podróże, romanse i kryzysy religijne aż po ostatnią trasę koncertową i płytę. Warto też dodać, że dyskografia to nie tylko tytuły i daty wydania płyt, ale też pełne listy piosenek. Dla fana to prawdziwa gratka. 

 

A my przypomnimy jedno pytanie z wywiadu z Cohenem, który publikowaliśmy w PLAYBOYU:

PLAYBOY: Pana głos jest bardzo ciepły, niski i męski. Czy wykorzystywał go pan kiedyś do uwodzenia kobiet? Gdybym ja powiedział kobiecie: „Masz piękne oczy”, efekt byłby inny, niż gdyby powiedział to pan swoim głębokim barytonem, którego wibracje dotarłyby prosto do jej łechtaczki.

COHEN: (Śmiech) Cóż... Wykorzystujesz co masz. Chyba zawsze mężczyźni tak robią, gdy chcą uwieść kobietę. Używasz takich narzędzi, jakie dał ci Pan. Na pewno raz udało mi się osiągnął sukces dzięki głosowi. Kot mojej przyjaciółki zachorował. Położyłem się koło niego i głębokim głosem zacząłem śpiewać sutry z klasztoru Zen... i kot wyzdrowiał. A dziewczyna była moja (śmiech). Ale mówiąc poważnie, nie sądzę, aby jakikolwiek facet miał pewność, że jego metoda uwodzenia zadziała. Mężczyźni są o wiele mniej pewni siebie, niż się do tego przyznają i w głębi serca nigdy nie wiedzą, czy kobieta ulegnie ich czarowi i technikom uwodzenia. To zawsze jest rodzaj miłego zaskoczenia, kiedy kobieta otwiera przed facetem serce i uda.

 

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska