Optymistyczny człowiek orkiestra. Rozmowa z Mariuszem Pujszo

2017-02-27
Optymistyczny człowiek orkiestra. Rozmowa z Mariuszem Pujszo

Z showbiznesu przeszedł do biznesu, zawodowo zaraża ludzi optymizmem i zawsze ma głowę pełną pomysłów. A przede wszystkim Mariusz Pujszo ma wielki dystans do siebie.

PLAYBOY.PL: Jak pan wspomina początki kariery filmowej?

PUJSZO: Najpierw była rola w serialu Wakacje. Miałem kilkanaście lat, wygrałem kasting, spróbowałem i poczułem, że to jest to! Później grałem jeszcze w kilku filmach w Polsce, ale jakoś mi to nie wystarczało. No i w wieku 22 lat wyjechałem do Francji.

 

PLAYBOY.PL: Dlaczego pan wyjechał?

PUJSZO: Wyjechałem, bo goniły mnie ambicje. Chciałem podbić świat. Chciałem być aktorem, który gra na całym świecie i poznaje ludzi z całego świata. To nie była emigracja zarobkowa, ale artystyczna. I udało się. We Francji byłem artystą, żyłem ze swojej sztuki. W końcu napisałem scenariusz filmu Królowie życia...

 

Mariusz Pujszo dobrych parę lat temu na Festiwalu w Cannes.

 

PLAYBOY.PL: …który okazał się pana największym międzynarodowym sukcesem. Dlaczego w Polsce niewiele osób go kojarzy?

PUJSZO: Steven Spielberg dobrze go kojarzył, bo kupił ode mnie prawa do remake'u tego filmu. A w Polsce? To było w latach dziewięćdziesiątych. Nie było internetu, a mediów jakoś to nie interesowało. Może popełniłem błąd, że raczej o to nie zabiegałem. Film był pokazywany na całym świecie, i w Polsce też, ale w telewizji niezbyt często. Sam napisałem scenariusz tego filmu i zagrałem w nim główną rolę. Ludzie pukali się w czoło: – „Myślisz, że kogoś tym zainteresujesz?” – pytali. Udało się – przekonałem Françoisa Velle, by obsadził mnie w tym filmie, dzięki czemu francuska prasa okrzyknęła mnie „polskim Sylvestrem Stallone'em”. Do tej pory jestem jedynym polskim aktorem, który napisał scenariusze i grał główne role w wysokobudżetowych zachodnich produkcjach. Budżety tych filmów to 7-8 mln dol. każdy.

 

PLAYBOY.PL: Skoro za granicą szło panu tak dobrze to dlaczego po dwudziestu latach zdecydował się pan jednak na powrót do Polski?

PUJSZO: Miałem interesy w Polsce, więc wróciłem. Poza tym pomyślałem, że skoro tak dobrze sprawdziłem się za granicą, teraz dla odmiany spróbuję zrobić coś fajnego w kraju. Przywiozłem ze sobą nawet kilka osób z Francji. A ostatecznie Warszawę i Paryż dzielą 2 godziny lotu – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby być raz tu, a raz tu.

 

Z Karoliną Gorczycą i Pawłem Delągiem na planie filmu Komisarz Blond i Oko sprawiedliwości.

 

PLAYBOY.PL: Mówił pan o budżecie swoich filmów. Pomysł na kontrowersyjny film Polisz Kicz Projekt był taki, że wcale nie potrzebował wielkich pieniędzy. Chodziło o coś innego, bardziej przewrotnego.

PUJSZO: To film nieco podobny koncepcyjnie do Borata, ale powstał 6 lat przed nim. Ludzie nie do końca wiedzieli wówczas, jak go oglądać i jak go rozumieć. Chciałem sprowokować ludzi do zmiany myślenia. Dziś można powiedzieć, że to film kultowy. Zrobiłem go w formule making-of. Często, nawet po latach, ludzie mówią mi, że nie widzieli filmu, tylko materiał zza kulis, z kręcenia tego filmu. I o to mi właśnie chodziło! (śmiech) Film ma zagorzałych przeciwników, ale ma też grono wiernych fanów, którzy ustawiają go w swojej filmotece na wyjątkowym miejscu. Gust tych drugich podzielała część amerykańskiej widowni – film trafił do pierwszej dziesiątki najpopularniejszych nieanglojęzycznych produkcji w największej sieci wypożyczalni. Doniósł mi o tym kiedyś telefonicznie poseł Liroy. Zadzwonił i powiedział, że jest w szoku! Nieco utarłem nosa tym, którzy myśleli, że film wymaga wielkich budżetów. To był projekt zrealizowany za grosze, a do dziś wzbudza emocje, nazywano go nawet „Nowym Rejsem”, a to przecież duży komplement! Ten film był niejako protoplastą wszystkich filmów paradokumentalnych typu W11, które dziś przyciągają przed ekrany masę widzów. Być może nieco wyprzedziłem tę epokę.

 

PLAYBOY.PL: Jest coś, czego pan w życiu żałuje?

PUJSZO: Nie mam czego żałować. Mam takie kolorowe życie – napisałem nawet książkę Królowie życia, która jest niejako opowieścią o mnie. Teraz pracuję nad kolejnym scenariuszem, który również ma wiele wątków autobiograficznych. Lubię żyć intensywnie, zawsze żyłem z przytupem i humorem. Wszystko, co mi się w życiu przydarzyło, wymagało, żebym był optymistą. Ludzie mówią o mnie „człowiek orkiestra” - bo tu scenarzysta, tu reżyser, tu aktor, tu wydawca, tu organizator, wielkich gal. A w dodatku jestem fanem poszukiwania skarbów. Najważniejsze to mieć do siebie dystans – byłem jedynym aktorem, który przyszedł odebrać osobiście nagrodę Złotego Węża (polski odpowiednik Złotych Malin, czyli nagród przyznawanych najgorszym filmom – przyp. red.) za rolę w filmie Kac Wawa.

 

Zabawa na gali Luksusowa Marka Roku. Od lewej Maciej Orłoś, Dariusz Wojciechowski (prezes Deluxe Original Vodka),Bilguun Ariunbaatar.

 

PLAYBOY.PL: Dlaczego się pan na to zdecydował? Nie zirytowała pana ta nagroda?

PUJSZO: Mam bardzo dużo dystansu do samego siebie. Uwielbiam się z siebie śmiać. Poszedłem tam, bo uważam, że jak komuś coś nie wyjdzie to nie powinien spuszczać głowy, tylko raczej mówić: „dobra, nie wyszło mi, trudno, następnym razem mi wyjdzie.” Trochę jak w Ameryce. Odbierając Złotego Węża powiedziałem, że to najważniejsza nagroda filmowa w Polsce, bo rozdaje się ją w kraju, w którym ludzie najbardziej cieszą się, kiedy drugiemu nie wyjdzie. Nie cieszymy się kiedy sąsiad wybuduje nową fabrykę, ale wtedy, kiedy fabryka mu spłonie. Gala rozdania Złotych Węży ma to do siebie, że nikt na nią nie przychodzi. Pomyślałem, że ja pójdę, żeby organizatorom było milej (śmiech). Zażartowałem, że skoro nikogo innego tam nie ma to ja mogę przychodzić co roku. I rzeczywiście w następnym roku znowu dostałem tę nagrodę (śmiech). Tym razem za Ostatni klaps, co jest już zupełnym nieporozumieniem.

 

PLAYBOY.PL: Z czego jest pan najbardziej dumny?

PUJSZO: Przede wszystkim z tego, że nie oglądam się na innych, ale ROBIĘ. I nigdy się nie poddaję, jak w przypadku wieloletniego szukania kogoś, kto wyłoży pieniądze na Królów życia. Wymyśliłem pierwszy internetowy talent show Zostań Gwiazdą Filmową. Organizuję galę, które są rozpoznawalne nie tylko w Polsce. Na mojej gali w Cannes zgromadziłem ponad 100 laureatów Oscarów, była Uma Thurman, piękny hotel Carlton pękał w szwach. Moje gale to platformy towarzysko-biznesowe. Możemy odsapnąć i się zrelaksować, ale też zdobyć nowe kontakty biznesowe. Słynne Polskie noce w Cannes transmitowała Fashion TV, mówiono o tym, że „Polacy robią świetne imprezy”. To budujące. Robię gale Osobowości i Sukcesy Roku, a od 7 lat prestiżową galę Luksusowa Marka Roku – to jedyna tego typu gala na świecie. Po głowie chodzi mi pomysł, by zrobić z niej imprezę międzynarodową, mniej lokalną. Może w Paryżu?

 

Z żoną Consuellą Pujszo i córką Natalią Pujszo.

 

PLAYBOY.PL: Różnych aktywności rzeczywiście panu w życiu nie brakuje. Skąd w panu tyle energii?

PUJSZO: Moje motto brzmi: „Nie ten odnosi sukces, kto rano wstaje, ale ten, kto wstaje uśmiechnięty i optymistycznie nastawiony do życia.”

 

PLAYBOY.PL: Właśnie, skoro przy tym jesteśmy: jest pan założycielem fundacji „Jestem optymistą”. Skąd taki pomysł?

PUJSZO: Stwierdziłem, że to zabawne, że mamy najróżniejsze święta, takie jak dzień teściowej czy dzień leworęcznych, ale nie mamy święta optymizmu. Dlatego proklamowaliśmy dzień optymisty – dzięki nam przypada każdego roku 21 sierpnia. Nad realizacją tego pomysłu pracowałem dobrych kilka lat. Zorganizowaliśmy też Światowy Festiwal Optymizmu w Ostródzie i nagradzamy ludzi tytułem Optymisty Roku: wręczyliśmy statuetki m.in. Aleksandrowi Dobie, Majce Jeżowskiej czy Władysławowi Kozakiewiczowi. A to tylko początek listy. Podczas Festiwalu w Ostródzie Rafał Maserak prowadził kurs optymistycznego tańca, odbywały się spotkania autorskie, odbywały się imprezy w amfiteatrze... długo by wymieniać. Przez cały dzień w mieście dużo się działo! I wszyscy ci ludzie byli uśmiechnięci.

 

PLAYBOY.PL: Czyli sam jest pan optymistą?

PUJSZO: Oczywiście! Jakiego optymizmu było trzeba, żeby przez 11 lat dzień w dzień biegać po całym Paryżu i niestrudzenie szukać producenta, który zainwestuje w mój film? Tyle musiałem czekać, żeby w końcu zrealizować scenariusz do Królów życia. I w końcu się udało! Gdyby nie wiara w siebie, niczego bym nie zdziałał. To pierwsza rzecz. Druga jest nieco bardziej osobista. Zdarzyło się piętnaście lat temu, że mój przyjaciel, mój największy przyjaciel, popełnił samobójstwo. Co gorsza, było to samobójstwo typowo biznesowe – w pewnym momencie zabrakło mu optymizmu, wiary w to, że będzie lepiej. Nie chcę wymieniać ani nazwiska ani firmy, ale dziś jego firma jest jedną z największych firm prywatnych w Polsce. Trzeba być optymistą. Takie jest moje przesłanie.

 

fot. z archiwum Mariusza Pujszo

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska