20 pytań do Lee Childa

2017-03-01
20 pytań do Lee Childa

Twórca postaci Jacka Reachera, o którym napisał już 17 książek. Fanem jego twórczości jest Bill Clinton, który po każdej lekturze przesyła mu własnoręcznie pisany list. Zresztą nie tylko on – powieści Lee Childa przetłumaczono na 40 języków i sprzedano w ponad 60 mln egzemplarzy. Nieźle jak na faceta, który zaczął pisać w wieku 40 lat.

Przypominamy wywiad z Lee Childem, który opublikowaliśmy w numerze 1/2013. A pierwszą część cyklu o Reacherze pt. „Poziom śmierci” możecie kupić wraz z marcowym PLAYBOYEM!

1.

Hollywood właśnie zekranizowało pana książkę. Wytwórnia Paramount w roli Jacka Reachera obsadziła niewysokiego Toma Cruise’a. Podobno nie miał pan nic przeciwko temu. Proszę nie żartować, Reacher z pana książek to wielkie chłopisko. Musiał być pan rozczarowany.
Rozczarowany to nieodpowiednie słowo. Kiedy przenosi się książkę na duży ekran, coś trzeba poświęcić. Według mnie są trzy najważniejsze cechy Reachera: po pierwsze jest inteligentny, po drugie cichy i spokojny, a mimo to groźny, a po trzecie jest ogromny. Było bardzo prawdopodobne, że stracimy jedną z tych cech. Pytanie brzmiało tylko – którą. Przez długi czas zafiksowaliśmy się na jego posturze. Szukaliśmy wielkiego faceta, ale donikąd nas to nie doprowadziło. Nie było tak zbudowanego aktora, który poradziłby sobie z dwiema pozostałymi sprawami. I potem nas olśniło – dajmy sobie spokój z jego fizycznością, a skoncentrujmy się na inteligencji i spokoju.

 

2.

Którzy aktorzy byli jeszcze brani pod uwagę?
Brad Pitt, Hugh Jackman i Vince Vaughin. Była też koncepcja z czarnoskórym Reacherem: Willem Smithem lub Jamie Foxxem. Czy to też wywołałoby takie oburzenie? Reacher przecież nie jest czarny.

 

3.

Jak pan stworzył tę postać?
Nie kombinowałem za bardzo. Jeśli tworzysz dla bohatera całą listę zalet, to będzie on przekombinowany. Ja polegałem na swoim instynkcie. Po prostu stworzyłem faceta, jakim sam chciałbym być. On robi to, od czego ja chciałbym się wymigać. Kiedy poznajecie Reachera w pierwszej powieści, jego higiena jest wątpliwa. Oszukuje. Strzela ludziom w plecy. Nie walczy szlachetnie twarzą w twarz. Stosuje wszelkie chwyty, by wygrać, ale prawo i uczciwość są po jego stronie. Kiedy stworzyłem Reachera, miałem już 40 lat, więc jest on zlepkiem moich doświadczeń. To archetypowy tajemniczy nieznajomy, który pojawia się w ostatniej chwili, robi swoje i odjeżdża w stronę zachodzącego słońca. To postać istniejąca w każdej kulturze od ponad tysiąca lat – błędny rycerz. Reacher jest byłym oficerem żandarmerii. Zrobiłem z niego absolwenta West Point, który dosłużył się stopnia majora. Dzięki temu jest odpowiednikiem sir Lancelota.

 

4.

Czy pan, tak jak Reacher, chętnie pakuje się w ryzykowne sytuacje?
Chciałbym być człowiekiem, który nie przechodzi obojętnie obok. Ja zwykle tak robię, jedynie gdy dzieje się coś skandalicznego, staram się pomóc. Pewnej nocy szedłem Broadwayem i obok zatrzymała się taksówka. Kierowca, drobny Sikh, próbował wyrzucić z auta pasażera – mięśniaka ze studenckiego bractwa. Kierowca bał się, że ten pijany chłopak zwymiotuje mu w taksówce. Próbował go wywalić, ale ten nie chciał wysiąść. To była nierówna walka – drobny kierowca płacący 150 dol. za leasingowanie taksówki przez jedną noc kontra gburowaty chłopak, który mógł mu zrujnować całą zmianę. Przeszedłem więc przez ulicę i pomogłem kierowcy. Chłopak był agresywny, ale zbyt pijany, by stanowił zagrożenie. Chyba że byśmy się przewrócili, a on wtoczyłby się na mnie. Potknął się, a ja chwyciłem go za kołnierz. Miał ze 24 lata i pewnie pracował na Wall Street lub w podobnym miejscu. Chodzi mi o to, że ci goście nie są twardzielami. Ja dorastałem w innych czasach, w miejscu, gdzie siła fizyczna miała większe znaczenie.

 

5.

Kiedy po raz pierwszy pan się bił?
Dorastałem w Birmingham w Anglii. To jak New Jersey w USA. Odpowiedzią na wszystko była przemoc. Mój starszy brat Richard był wątły, a ja wyjątkowo duży jak na swój wiek. Rodzinna legenda głosi, że kiedy miałem 3 lata, a brat 6, ktoś ciągnął go za uszy, a ja wkroczyłem i pobiłem tamtego dzieciaka. Kilka lat później rodzice powiedzieli mi wyraźnie: „Musisz się nim opiekować”. W szkole na przerwach najpierw sprawdzałem, czy u Richarda wszystko w porządku i dopiero biegłem bawić się z kolegami.

 

6.

Dlaczego Birmingham za pana czasów było tak niebezpieczne?
Panowały wielkie podziały społeczne, filozofia przemocy. Jeśli twoi rodzice mieli większe aspiracje niż inni, stawałeś się celem. Jeśli dobrze ci szło w szkole, stawałeś się celem. W wieku 10–11 lat, kiedy z podstawówki przechodziło się do gimnazjum, jeśli trafiłeś do dobrej szkoły, było jeszcze gorzej. A ja dostałem stypendium w najlepszej szkole, ufundowanej w 1552 r. przez króla Edwarda. Chodzili do niej J.R.R. Tolkien i Kenneth Tynan (pisarz i krytyk teatralny – przyp. red.). Stary budynek to piękna gotycka budowla z cegieł zaprojektowana przez tego samego architekta, który stworzył brytyjski parlament. Opuszczałem teren swojej dzielnicy i wracałem do niej 2 razy dziennie. Nosiłem mundurek szkolny – niebieską marynarkę z czerwono-żółtym krawatem – który na innych działał jak płachta na byka. Biłem się niemal codziennie. Wysiadałem z autobusu i ostatni kilometr szedłem do domu na piechotę ulicą, która była granicą mojej dzielnicy. W Birmingham niektóre ulice były twoje, inne nie. Podział był wyraźny. Na tej ulicy zawsze czekało 2 albo 3 chłopaków, aby mnie zaczepiać. Zwykle się biliśmy. Nie czekałem aż oni zaczną, bo wiedziałem, po co tam stoją. Podchodziłem i waliłem, a oni oddawali.

 

7.

Czy to wtedy nauczył się pan uderzenia „z byka”, którym Jack Reacher w kilku książkach obezwładnia swoich przeciwników?
Widziałem jak ktoś to zrobił i potem naśladowałem. Po pewnym czasie waliłem kogoś „z byka” raz na tydzień. Miałem też nóż. Zwykle nosiło się także łańcuch rowerowy, którym można było kręcić lub owinąć go wokół pięści i wtedy służył za kastet. Niektórzy – ja również – zaszywali dwustronne brzytwy w klapach marynarek. Jeśli ktoś cię chwytał – cięły mu palce. Było ostro. W końcu doszedłem do momentu, gdy miałem dość zaczepek. Powiedziałem: „jeśli wyciągniesz nóż, złamię ci rękę”. Dwa razy to się zdarzyło. Wyginałem chłopakom nadgarstki tak, że pękały im łokcie. Takie burdy były normalką. Nikogo nie aresztowano. Policja jeśli już się pojawiała, najwyżej wytargała cię za uszy.

 

8.

Jak długo trwał ten okres walk?
Gdy kończył się okres bycia nastolatkiem, agresja zaczęła ze mnie uchodzić. Ale moje szczeniackie lata były w gruncie rzeczy fantastyczne. Zaczęło się wiosną 1969 r., kiedy mając 14 i pół roku straciłem dziewictwo. Zawsze czyiś rodzice byli poza domem, i w jego chacie robiliśmy imprezę. Cel był jeden – seks. Seks, drugs and rock&roll. Był piątkowy wieczór, grupa chłopaków i dziewczyny. Było trochę migdalenia się. Potem sprawy zaszły nieco dalej. W końcu wylądowałem w łóżku z 14-letnią blondynką. Następne, co zarejestrowałem, to jej 16-letnia siostra, która do nas dołączyła.

 

9.

To brzmi lepiej niż bójki.
I było lepsze. Koniec lat 60. i początek 70. były cudowne. Każdy był w jakimś zespole. Nie miało znaczenia, czy masz talent. Gdyby wtedy całą męską populację Brytanii w wieku od 14 do 20 lat podzielić na 4, mielibyśmy ówczesną liczbę grup muzycznych. Ja byłem w zespole Dark Tower. Grałem na gitarze. Kiepsko. Graliśmy covery Steppenwolf i Cream. Raz w sylwestra wystąpiliśmy w miejskim ratuszu. To był prawdziwy koncert, dostaliśmy pieniądze. Pamiętam też, jak na naszej próbie pojawił się wygadany, starszy chłopak – miał 19 lat, a my po 14, więc wydawał się dorosły. Chciał sprawdzić salę, bo następnego dnia miał w niej mieć próbę ze swoim nowym zespołem. Nazajutrz oczywiście też się pojawił i pomógł nam spakować sprzęt, a my pomogliśmy rozłożyć jego. Tym wygadanym chłopakiem był Robert Plant. Mieli z Led Zeppelin swoją drugą próbę. Słuchaliśmy ich pierwszej piosenki.

 

 

10.

Jak rodzice reagowali na pana rockandrollowe fascynacje?
Ojciec pracował w urzędzie podatkowym. Jest irlandzkim protestantem. Nienawidzi katolików i ma imperialne poczucie wyższości białego człowieka nad kolorowymi. Moja mama z kolei marzyła, że ja i moi 3 bracia staniemy się w jakiś sposób filarami społeczeństwa. Rodzice byli zacofani. Martwili się o zagrożenia z lat 50., a nie mieli pojęcia o tym, co przyniosły lata 60. i 70. Nie wiedzieli nic o narkotykach. Bali się tylko, żebym się nie upił. Raz mama znalazła u mnie w kieszeni haszysz zawinięty w folię aluminiową. Oddała mi go. Chyba myślała, że zbieram metal na potrzeby armii, tak jak ona w czasie wojny. Dzięki temu dorastałem, jakbym miał luźnych, tolerancyjnych rodziców. Nie kontrolowali mnie i nie zawracali głowy.

 

11.

Skończył pan prawo, jednak bardziej interesował pana teatr. Ostatecznie zdobył pan posadę telewizji. W wieku 40 lat stracił pan pracę i wtedy postanowił napisać powieść. To szalone.
To było szalone, ale całe życie dużo czytałem. 5 lat wcześniej przeczytałem serię Johna D. MacDonalda o detektywie Travisie McGee. Spodobała mi się i przyjrzałem się jej konstrukcji. Kiedy zostałem zwolniony, pomyślałem, że sam będę pisał. Wziąłem się na sposób – pomyślałem, że jeśli będę zastanawiał się, jakie to nieprawdopodobne, to nigdy nie zacznę. W piątek kupiłem więc skoroszyt i ołówki, a w poniedziałek zacząłem pisać. Byłem wściekły i spieszyłem się, co widać w pierwszej książce – jest w niej pośpiech i wściekłość. Oszczędności miałem tylko na 7 miesięcy.

 

12.

Dlaczego przybrał pan pseudonim literacki?
W brytyjskim show-biznesie to częsty zwyczaj. Związek twórców scenicznych ma zasadę, że nie można używać nazwiska podobnego do innego ze zrzeszonych artystów. Kiedy zaczynałem, był już aktor, który nazywał się jak ja. Przybranie pseudonimu było więc naturalnym posunięciem, ale też stworzyłem siebie na nowo. W domu często bawimy się słowami. Kiedyś jechaliśmy z żoną pociągiem z Grand Central (z Nowego Jorku). Współpasażer słysząc mój obcy akcent, zaczął opowiadać, jak kiedyś prowadził zagraniczny wóz – Renault Le Car (amerykańska nazwa Renault 5 – przyp. red.) Ale wymawiał to „li kar” i od razu weszło to do naszego domowego języka jako przedrostek do wszystkiego. Mówiliśmy Lee To, Lee Tamto, a kiedy urodziła się nasza córka, mówiliśmy o niej Lee Baby, a później Lee Child, co zaadaptowałem na swój pseudonim.

 

13.

Czy jeszcze myśli pan o sobie Jim Grant?
Kiedy robię rzeczy jako Jim Grant, np. rejestrując samochód. W paszporcie też mam Jim Grant. Ale teraz niemal wszystko w moim życiu związane jest z książkami, więc zazwyczaj myślę o sobie Lee Child.

 

14.

Których autorów powieści sensacyjnych pan ceni?
Johna Grishama. Jest wyrafinowanym i inteligentnym pisarzem, a każda jego książka to artystyczny eksperyment z literatury. W Ławie przysięgłych nie ma sympatycznych bohaterów. Z żadnym się nie identyfikujemy. Wszystko sprowadza się do pytania – jaki będzie werdykt i to prowadzi nas przez powieść. Lubię też Michaela Connelly’ego. Przechodzi mój tzw. trzyminutowy test lotniskowy. Jeśli przesiadasz się na lotnisku i masz 3 minuty, by wejść do księgarni, weź książkę Connelly’ego – nigdy się nie zawiedziesz.

 

15.

Jak dziś rodzice reagują na pański sukces?
Mój ojciec neguje niemal wszystko, co robię. Dla niego jestem za mało kalwinistyczny. Kupuję luksusowe przedmioty, nie pracuję w zawodzie godnym klasy średniej. Ojciec ma 88 lat i prawdopodobnie nie dociągnie do 89. Należy do „najwspanialszej generacji”. Ja w college’u świetnie się bawiłem, a on, gdy był w tym wieku, walczył w Europie jako inżynier naprawiający czołgi na linii frontu. Ale to było też dziwne pokolenie – przesadnie oszczędne i nieprzystosowane do powojennej prosperity.

 

16.

A pan rozsmakował się w luksusie?
Dla mnie pieniądze to wygoda. Kiedy chcę gdzieś lecieć, i lot, który mi pasuje o godz. 10, jest drogi, to lecę, nawet gdyby o godz. 13 był o połowę tańszy. A na lotnisku docelowym czeka na mnie limuzyna. Podróżuję bez stresów i pierwszą klasą.

 

17.

Gdzie kupuje pan ubrania?
W sklepie wysyłkowym Lands’ End. Można tam dostać garnitur za kilkaset dolarów. I takie noszę. Nie mówię, że dobrze wyglądam, ale gwarantuję, że w garniturze od Armaniego wcale nie wyglądałbym lepiej. Wydaję na co innego. Właśnie kupiliśmy dom na wsi w East Sussex w Anglii i go remontujemy. Jest z lat 20. XX wieku. Kupiliśmy też pięknego Renoira namalowanego w 1912 r. Mam jaguara ze sprężarką, kolekcję gitar. W zasadzie mógłbym pozwolić sobie na jeszcze lepsze życie, ale wolę mieć mniej niż więcej. Wolny czas spędzam jak Reacher – w samotności. Nie mam paczki kumpli, jak nakazywałby amerykański ideał. Kończę pracę o 18, oglądam baseball w TV. Jeśli mecz kończy się przed godziną 22, idę do Village (nowojorska Greenwich Village – przyp. red.) posłuchać muzyki w klubach. Jeśli mam jakiś stres, palę trawkę. Pewnie z 5 razy w tygodniu. Zależy nad czym pracuję. Trawka pozwala mi oderwać się od spraw codziennych. Wszystko upraszcza i pozwala wyodrębnić najważniejsze elementy. Jeśli męczę się nad książką, zapalam fajkę i odpowiedź czasem sama przychodzi.

 

18.

Jest pan na najlepszej drodze, by w dwie dekady stworzyć 20 powieści. To dużo. Ile pan jeszcze zamierza napisać?
Początkowo planowałem 21, aby zrównać się z Johnem D. MacDonaldem. Przez szacunek. On napisał 21 książek o Travisie McGee, a serię przerwała śmierć autora. Mógł napisać o wiele więcej. Pomyślałem, że ja powinienem stworzyć 21 książek o Reacherze i na tym zakończyć. Już wiem, że będzie to trudne – trzeba mieć nerwy ze stali, aby odrzucić kolejną ofertę od wydawcy. To byłaby dla mnie strata 30 albo 40 mln dolarów, więc nie mam pewności, co zrobię. Ale wcześniej czy później zakończę tę serię.

 

19.

Wie pan już jak?
Mam tytuł – Die Lonely (Umieraj w samotności). Reacher zasługuje na spektakularny koniec. Chcę doprowadzić do sytuacji, gdy będzie musiał wybierać, czy poświęcić osobę, którą chroni, czy siebie. Na jego drodze stanie przeciwnik, którego nie będzie w stanie pokonać i zdecyduje się sam poświęcić. Na podłodze zapyziałej łazienki w motelu wykrwawi się na śmierć.

 

20.

Będzie żył nadal w filmach...
W filmie Jack Reacher pojawiam się na moment. Reacher zostaje zatrzymany i spędza noc w areszcie. Rano wyciąga go jego prawnik. Reacher podchodzi do biurka na komisariacie, aby odebrać swoje rzeczy i sierżant oddaje mu jego szczoteczkę do zębów. Ja gram sierżanta.

 

Rozmawiał: Steve Oney
Przekład: Marek Krześniak

 

Lee Child. Brytyjski pisarz, twórca serii powieści sensacyjnych o Jacku Reacherze. Naprawdę nazywa się Jim Grant. Urodził się 29 października 1954 r. w Coventry, dzieciństwo spędził w Birmingham. Studiował prawo, ale jednocześnie amatorsko pracował w teatrze. Został asystentem reżysera, reżyserem i w końcu dyrektorem programowym w Granada Television w Manchesterze. W 1995 roku w wyniku redukcji etatów stracił pracę i postanowił zająć się pisarstwem. W swej pierwszej książce Poziom śmierci, którą możecie kupić razem z marcowym PLAYBOYEM, stworzył postać byłego żandarma Jacka Reachera, który stał się bohaterem serii powieści Childa. A także dwóch filmów – Jack Reacher: Jednym strzałem i Jack Reacher: Nigdy nie wracaj. Pisarz mieszka z żoną w USA.

 

Przypominamy, że powieściowy debiut Lee Childa możecie kupić wraz z marcowym PLAYBOYEM. Wystarczy kliknąć w obrazek poniżej:

 

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska