Bracia od tuningu – wywiad z Rafałem i Grzegorzem Collinsami

2017-08-10
Bracia od tuningu – wywiad z Rafałem i Grzegorzem Collinsami

Mają wprawdzie angielskie nazwisko, ale są Polakami z krwi i kości. Bracia Collins, których wyjątkowe samochody cieszą się ogromną popularnością w TVN Turbo, są też ambasadorami limitowanej edycji Stock Prestige Carbon. Nie bez powodu. Włókno węglowe w ich projektach motoryzacyjnych zajmuje bardzo ważne miejsce.

PLAYBOY: O co chodzi z tymi Collinsami?

BRACIA: Pytasz o nazwisko? (śmiech)


PLAYBOY: Jak na policji – od tego zawsze się zaczyna. Collinsowie w Polsce nazywali się kiedyś Rafał i Grzegorz Chmielewscy...

RAFAŁ: Prawda. Ale spróbuj to komuś przeliterować przez telefon.
GRZEGORZ: Robimy sporo rzeczy w Wielkiej Brytanii i na Bliskim Wschodzie. Mamy dzieci na wyspach i dlatego taka operacja miała sens. Weź na przykład Julię Collins, czyli moją córkę Julcię. W uszach Anglików lepiej brzmi „Dżulia Collins” niż „Dżulia Cimieleski”.

 

PLAYBOY: W rodzinie nikt nie miał nic przeciw? W końcu to zmiana nazwiska. 

RAFAŁ: Absolutnie nie. To była nasza decyzja, którą wszyscy zaakceptowali. Przecież nie wyrzekamy się rodziny i wszyscy o tym dobrze wiedzą.
GRZEGORZ: Generalnie to się sprzedaliśmy dla hajcu, wiesz? Żartuję oczywiście. Teraz możesz się pośmiać i trochę wyluzować.

 

 

PLAYBOY: Jesteście rodem z Legnicy. Znacie Popka?
BRACIA: Znamy!

 

PLAYBOY: Ale teraz czy wcześniej go znaliście?
RAFAŁ: I teraz, i wcześniej. On jest – pomijając fakt, że mieszkał w Londynie bardzo długo – z naszej dzielnicy.
GRZEGORZ: Legnica jest mała. Znamy się, ale on jest starszy.

 

PLAYBOY: Skąd w ogóle pomysł na przeróbki samochodów?

RAFAŁ: Zaczynaliśmy od zera. 

GRZEGORZ: No, nie gadaj (śmiech). 

RAFAŁ: Ja miałem sklep z komputerami. 

GRZEGORZ: A ja pamiętam swoje początki w budowlance. Byłem pomocnikiem na budowie. A ty Rafał nie czaruj, bo zanim był ten sklep, to jeszcze „staż na zmywaku” zaliczyłeś. 

 

 

PLAYBOY: Trzymaliście się razem od początku?

RAFAŁ: Jak to w rodzinie – NIE!  (śmiech).

GRZEGORZ: Na poważnie to początki były trudne. Miałem 17 lat, gdy dostałem w agencji pierwszą pracę – czyszczenie toalet. Jeden dzień to robiłem, ale robiłem. Żadna praca nie hańbi, jednak nie tego chciałem. Załapałem się potem na budowę. 
RAFAŁ: A później to już samochody. Na szczęście. 

 

PLAYBOY: Skąd pomysł i które auto zostało przerobione przez Collinsów jako pierwsze?

RAFAŁ: To jeszcze trzeba dopowiedzieć. Naprawdę miałem sklep z komputerami. Włączyłem telewizor, żeby coś brzęczało. Szukałem muzyki, ale wpadł mi przed oczy jakiś niemiecki kanał. Akurat przerabiali samochód i na dole, na pasku, były ceny tych przeróbek.

GRZEGORZ: I wtedy Rafał zadzwonił, że ma dla nas pomysł na życie.


PLAYBOY: Fajnie tylko wy nie jesteście... mechanikami.

BRACIA: No nie, ale klient usłyszał, że się znamy i uwierzył. Doszkalaliśmy się na zderzaku naszej Laguny. 

GRZEGORZ: To był pełen body kit. Dwa pasy przez cały samochód. Felg do tej „renówki” nie było, ale dobraliśmy coś w końcu. Był też ogromny pająk na karoserii. Kwintesencja życia 18-latka. Albo wieś-tuning...

RAFAŁ: Złożyliśmy się pół na pół i za ostatni grosz najpierw wynajęliśmy garaż. Myślałem, że da się te nasze prace jakoś połączyć. No, że Grzesiek będzie dorabiał na budowie. 

GRZEGORZ: Jeszcze czego! Po 3 miesiącach zamknąłem budowlany biznes.

 


PLAYBOY: W roku 2010, czyli siedem lat temu przyjechał klient na przeróbkę BMW serii 6?

RAFAŁ: Zgadza się. I od razu zapytał, czy już taką beemkę robiliśmy. 

GRZEGORZ: A my od razu odpowiedzieliśmy, że już trzy były na rozkładzie, a ta będzie czwarta. Powiem szczerze średnio mu to auto zrobiliśmy, ale się z nami zaprzyjaźnił i znamy się do dziś. Jest też dobrym klientem. 

 

PLAYBOY: Jest duży popyt na tuning Collinsów na Wyspach?

BRACIA: Jak najbardziej!

 

PLAYBOY: A gdybyście spróbowali stworzyć profil klienta. Jaki byłby?

RAFAŁ: Normalni ludzie, chociaż nikt nigdy nie przywiózł do nas Volkswagena Passata (śmiech). 

GRZEGORZ: Dzień w dzień mamy za to klientów, którzy mają popularne Mercedesy czy tańsze BMW. Ferrari, Lamborghini czy inne drogie auta przyjeżdżają średnio dwa trzy razy na miesiąc. 

 

PLAYBOY: Co się trudniej przerabia?

GRZEGORZ: W sumie to trzeba uściślić. Robimy nie tyle przeróbki, co np. repliki oraz konwersje aut.
RAFAŁ: Bierzemy starszą generację auta iks i przerabiamy na nowość. Ma w każdym razie tak wyglądać.


PLAYBOY: Ktoś takie coś chce mieć?

RAFAŁ: Jeszcze jak. To całkiem popularne, bo ludzie albo lubią swoje auta i nie chcą ich zmieniać, albo zamawiają u nas „odmładzanie”, bo nie mogą się pochwalić posiadanymi pieniędzmi. Warunek – to wszystko musi być zrobione premium.

GRZEGORZ: Dam ci przykład. Ostatnio był u nas klient, który chciał konwersję starszej klasy S. Był gotów wydać pół miliona złotych! Przekonaliśmy go, że można to zrobić i taniej, i lepiej. Bo z komponentami, które nam dostarczają, zawsze jest loteria. Otwierasz pudełko i się okazuje, że go trzeba wzmacniać i podklejać, bo się kupy przysłowiowej nie trzyma.


PLAYBOY: Co było najdroższe?

GRZEGORZ: Ja ci powiem, na jakim najdroższym aucie pracowaliśmy, ok? Mieliśmy dwa Pagani Huayra, w dodatku jednocześnie. Każdy po półtora miliona funtów!

RAFAŁ: W całej Wielkiej Brytanii były w sumie trzy takie auta. Dwa były u nas, a ten ostatni egzemplarz miał Tom Hardy, ten od filmu Batman

GRZEGORZ: To była dobra robota. Parę miesięcy później, gdy już zaczęliśmy kręcić dla TVN Turbo, zadzwoniliśmy do właściciela. Poprosiliśmy, żeby ten samochód nam pożyczył do zdjęć. 

 

PLAYBOY: I pożyczył?

RAFAŁ: Zgodził się bez chwili wahania. Kazał tylko numery rejestracyjne zasłonić i tyle. 

GRZEGORZ: Dwa miesiące Pagani stał u nas. 


PLAYBOY: Nie spieszyło się z oddaniem superbryki, co?

RAFAŁ: I tak, i nie (śmiech).

GRZEGORZ: Pagani jest trudne w jeździe. Nie chodzi o prowadzenie, ale o to, że się każdy gapi, zajeżdża drogę, żeby zrobić zdjęcie. Trzeba bardzo uważać, żeby tego auta nie uszkodzić. W końcu to duże i w dodatku cudze pieniądze.

 

PLAYBOY: Jaka jest Polska waszym zdaniem? Też przecież wydajemy sporo na auta.

RAFAŁ: Pewnie. Ale jakoś poważny tuning nie jest popularny. Ludzie kupują drogie auta i...

GRZEGORZ: … wejdę w słowo, Wydajecie mnóstwo pieniędzy na utrzymanie samochodu. Powłoki ceramiczne, detailing – takich rzeczy Anglicy nie praktykują w takiej skali.

PLAYBOY: Spytam jeszcze o modną działalność charytatywną. 

RAFAŁ: Angażujemy się w nią całym sercem. 

GRZEGORZ: I własnym portfelem, bo tak wypada. Mieliśmy kiedyś fana Ferrari, który był nieuleczalnie chory i w dodatku przykuty do wózka. Przerobiliśmy mu ten wózek na „małe Ferrari”.

 

PLAYBOY: Zaczął szybciej jeździć?

RAFAŁ: No tak, ale tylko o 2 km/h (śmiech). To było spore wyzwanie, bo wózek nie pozwala na jakieś technologiczne szaleństwa. 

GRZEGORZ: Ale za to dostał fajnie wyszywaną tapicerkę skórzaną, lepsze opony, uchwyt do iPada! Chłopak bardzo się ucieszył. 

RAFAŁ: Warto wspomnieć, że dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy tuningowaliśmy całą karetkę. 

GRZEGORZ: A teraz zajmiemy się... szpitalem. Dokładnie to oddziałem dziecięcym, który po swojemu postaramy się przerobić. Na wiele nie możemy sobie pozwolić, bo to w końcu szpital, ale będzie „made by Collins”. 

 

PLAYBOY: A lubicie włókno węglowe?

BRACIA: Przyjrzyj się naszym samochodom! Karbon jest szlachetny i lubimy z tym materiałem pracować.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska