Kayah – ciąg dalszy wywiadu z wrześniowego PLAYBOYA

2017-08-18
Kayah – ciąg dalszy wywiadu z wrześniowego PLAYBOYA

We wrześniowym PLAYBOYU możecie przeczytać pełny wywiad, w którym Kayah opowiada o tym, co to znaczy być playboyką i obywatelką, a także zgłasza pewne zastrzeżenia co do męskiego ego. Opowiada też o innych ciekawych rzeczach, niestety nasze łamy nie są z gumy – nie wszystkie pytania odpowiedzi zmieściły się w papierowym wydaniu. W związku z tym tutaj publikujemy ciąg dalszy rozmowy.

PLAYBOY: O tobie można powiedzieć: silna kobieta! To w relacjach pomaga czy odstrasza?
KAYAH: Jestem postrzegana jako silna kobieta, ale ci którzy dobrze mnie znają, wiedzą, że „drżę na wietrze jak liść". Życie wymagało ode mnie twardej postawy już od najmłodszych lat. Kiedy urodziłam syna i sukces płyty zaglądał w okna, musieliśmy się z mężem podzielić obowiązkami w nietypowy sposób. Nietypowy, jeśli zgadzamy się na stereotypy oczywiście… Musiałam przejąć stery w mojej rodzinie, w obliczu absorbującej pracy i absorbującego małego dziecka, Rinke się nim zajmował, bo ja kułam żelazo. Tak jest w naszym zawodzie, jest tylko piętnaście minut. A czy odstrasza? Myślę, że słabych mężczyzn tak. Ale co mi po słabych mężczyznach. Co z nimi robić?

 

PLAYBOY: Świat mężczyzn jest daleki od świata kobiecego?
KAYAH: Jest takie przecudowne zdanie Manueli Gretkowskiej, którą uwielbiam. Pytana jakie zdanie ma na temat teorii że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus, odpowiedziała, że mężczyźni są z kobiet. Szacunek do matki powinien przekładać się na każdą kobietę.

 

PLAYBOY: A jak sobie radzisz z tymi podziałami politycznymi, które ostatnio się nasilają?
KAYAH: Jest to bardzo smutne zjawisko. Wiem, że jest wynikiem prania mózgu i manipulacji, bardzo przemyślanych taktyk. Dla mnie kluczem jest miłość. Szacunek i empatia. Można się nie zgadzać, ale nie trzeba sobie skakać do gardeł i napuszczać jednych na drugich. Jesteśmy jednością. Nasz dom, podwórko, kraj, planeta, to jeden organizm. Łódka, którą płyniemy wspólnie. Jeśli jest w niej dziura, choć nie po twojej stronie i tak możesz być pewny, że wleje się woda, która prędzej czy później łódkę zatopi.

 

PLAYBOY: Na swoich własnych płytach nagrywałaś rock, soul, world music, muzykę klubową, był kwartet smyczkowy i tango. Jest jakiś muzyczny pomysł, który chodził za tobą, ale nie odważyłaś się z jakichś względów go podjąć?
KAYAH: Ja ciągle poszukuję nowych środków wyrazu. Dlatego trudno mnie zaszufladkować. Dla jednych to zarzut, dla innych zaleta. Każdy artysta ma momenty, kiedy wydaje mu się, że powiedział już wszystko, że nie doskoczy do wysoko przez siebie kiedyś zawieszonej poprzeczki. Pamietajmy, że ja nie tylko śpiewam, ale również komponuję i piszę teksty. Żeby coś opisać muszę to przeżyć, to wymaga czasu, wymaga go także ustosunkowanie się do tego, dystans, potem znalezienie właściwych słów. Czasem sobie także myślę, że chętnie, podobnie jak w Kayaxie, sprawdzę się na innym gruncie.

 

PLAYBOY: A były takie pomysły na życie?
KAYAH: Mnóstwo. Często mam napady genialnych pomysłów na biznes. Tylko, że na to trzeba mieć czas i trzeba mieć współpracownika, który się na tym zna i do którego można mieć zaufanie. Jest coś takiego, że jeśli nie ruszysz z jakimś pomysłem w ciągu 12 dni, to spada procent jego powodzenia. Bardzo chciałam projektować ubrania i meble dla dzieci, a odkąd mam psa, projektować obroże, posłania, kocyki. Miałam genialny pomysł, żeby organizować śluby, ale w zupełnie inny sposób. Nie zdradzę w jaki, bo może jeszcze do tego wrócę (śmiech). Natomiast ewidentnie zaprzepaszczony jest mój pomysł stworzenia własnej linii szmat. Jestem kojarzona z konkretnym stylem, trochę boho, etnicznym i miałam wiele sygnałów, że to byłaby fajna droga. Chyba nie chciałam żeby dziewczyny wyglądały tak, jak ja (śmiech). Ale gdyby to się okazało komercyjnym sukcesem, dlaczego nie… Ciągle wracam do tego tematu. Miałam też taki epizod w Niemczech, że miałam na rynku swój zapach: „Kayah”. Kto wie, może pójdę w perfumy. Nos mam nie tylko na zdjęciach. Jestem zapachowcem.

 

PLAYBOY: Ale praca nad nową płytą trwa?
KAYAH: Mam w telefonie materiał, myślę, że na dwa albumy.

 

PLAYBOY: Nucisz sobie do telefonu nowe pomysły?
KAYAH: Tak, nagrywam. Ale jak przesłuchują te piosenki, słyszę, że znowu mnie wzięło na soulowe pościelówy. Nie wiem, o co chodzi... Ewidentnie to muzyka, na której wyrosłam. Ale to nie jest kierunek, który teraz najbardziej mnie interesuje.

 

PLAYBOY: Z jakim przesłaniem chciałabyś pozostawić czytelników?
KAYAH: Odnoszę wrażenie, że tych przesłań podczas naszej pełnej rozmowy było dość dużo (śmiech). Pragnę jedynie życzyć wszystkim otwartego serca i głowy. Dobrego życia w dobrym kraju, pełnym życzliwych i bezinteresownych ludzi. Ale dostaniemy tylko to, co sami wyślemy.

 

 

Całą rozmowę znajdziecie we wrześniowym numerze magazynu PLAYBOY. Do kupienia na sklep.marquard.pl.

 

fot. Piotr Porębski

 

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska