„Wróciłem i czuję się dziwnie” – wywiad z Adamem Nergalem Darskim

„Wróciłem i czuję się dziwnie” – wywiad z Adamem Nergalem Darskim

Wrócił do Polski z 1,5-miesięcznej trasy po Stanach Zjednoczonych u boku Slayera. Z liderem Behemotha rozmawiamy o tym, jak mu się podoba to, co zastał. I jak różne jest to od tego, co na jakiś czas zostawił.

PLAYBOY.PL: Czym trasa po Stanach Zjednoczonych, ze Slayerem i Lamb of God, różniła się od innych tras?

NERGAL: Dla nas to była jedna z najważniejszych tras, jakie zagraliśmy w życiu. I to nie jest przesada. Graliśmy z absolutnym liderem gatunku, Slayerem, zresztą Lamb of God to także potęga. Trasa była bardzo długa, całe 7 tygodni. Obejmowała całe Stany. Była fantastycznie zorganizowana. My mieliśmy 35-minutowy set, graliśmy jako pierwszy zespół wieczoru. To były cudowne koncerty.

 

PLAYBOY.PL: Publiczność przyjęła was dobrze? Nie byliście dla nich tajemnicą?

NERGAL: Graliśmy tak, jakby jutra miało nie być. Tylko w ten sposób można było do tego wszystkiego podejść, na bij-zabij. Mieliśmy politykę „sportową”, wziąć wszystko albo nic. Graliśmy va banque. No i ludzie to kupowali, dzień po dniu.

 

PLAYBOY.PL: No ale gra va banque zakłada, że można wygrać albo przegrać. Wygraliście?

NERGAL: Wygraliśmy. Wróciliśmy z tarczą.

 

PLAYBOY.PL: Ale na jakiej podstawie to oceniasz?

NERGAL: Oceniam wszystko razem, zbieram do kupy. Reakcje ludzi podczas koncertu, późniejszy wzrost zainteresowania nami w mediach społecznościowych, a wieczorem także rozliczenie merchandisingu. Nie ukrywam, że biliśmy rekordy sprzedaży. Najważniejsza jednak była reakcja w czasie rzeczywistym, którą się po prostu czuło. Wciąż nie mogę się otrząsnąć z euforii.

 

 

PLAYBOY.PL: A jacy są, jacy byli dla was muzycy Slayera, główni gwiazdorzy trasy?

NERGAL: Fantastyczni. Każdy z nich jest inny. Ale wszyscy byli bardzo przyjaźnie nastawieni. Socjalizacja między nami też nastąpiła, oczywiście z czasem. Tom Araya (wokalista i basita Slayera) jest ciepłym, miłym facetem. To mnie interesuje, reszta to tylko definicje. Był autentycznie zainteresowany tym, co robimy. Codziennie ktoś z nich oglądał nasz występ, czasami kilku członków naraz. A naprawdę nie musieli. Tym bardziej, że wiedzieliśmy, że Tom Araya w ogóle nie jest zainteresowany taką muzyką, ani udzielaniem się. A jednak stał, oglądał, gratulował. Nie musiał tego robić.

 

PLAYBOY.PL: Podczas trasy doszło do pewnego epizodu, dla fana muzyki metalowej myślę, że magicznego. Chodziło o wspólne wykonanie ze Slayerem utworu Evil Has No Boundaries. Co czułeś?

NERGAL: To było nieprawdopodobne. Cała moja przygoda ze Slayerem zaczęła się od tego utworu. On był dla mnie zawsze najbardziej rozpoznawalny, chociaż dla innych są utwory bardziej popularne, jak Angel of Death, czy Raining Blood. A ja wyjeżdżam im tu z pierwszym utworem z pierwszej płyty. Pamiętam plakaty, jakie miałem w domu, kasetę firmy RC, na której była kopia muzyki z winyla. Miałem tę kasetę, ten utwór miał w sobie straszny czad, był i jest chwytliwy i punkowy, kupiłem to od razu. No i mija 30 lat, a ja śpiewam tę piosenkę z nimi...

 

PLAYBOY.PL: A jak do tego doszło?

NERGAL: Staliśmy z Garym (Holtem, gitarzystą Slayera – przyp. red) i Kerrym (Kingiem, gitarzystą i liderem Slayera – przyp. red.) i gadaliśmy. Jak im o tym opowiadałem, że dla mnie ten utwór był bardzo ważny. Na co oni, że przecież go znają i zagramy go któregoś dnia wspólnie na próbie. Potem przez tydzień, drugi i trzeci nic się nie działo, ale nagle Gary podszedł i podczas ostatnich trzech koncertów, na próbach, graliśmy to razem.

 

PLAYBOY.PL: Trasa była szczęśliwa. Ty to potwierdzasz, to po tobie widać. A jednak, mimo że było tak dobrze, cały czas byłeś „w kontakcie” z Polską. Tu dużo się działo, głównie chodziło o masowe protesty w sprawie ustaw sejmowych dotyczących reformy sądownictwa. Reagowałeś jak mogłeś, chociażby na portalach społecznościowych. Dlaczego? Szczęśliwy człowiek, z dala od kraju, co cię obchodziło to, co tu się dzieje...?

NERGAL: Z wielu powodów. Jestem stąd. Czuję się Polakiem. Aczkolwiek przez ostatnich kilka koncertów – co zauważyłem po czasie – przedstawiałem nas jako Behemoth, z Europy, nie z Polski. To symptomatyczne. Wiesz, przez ostatnie wiele lat czułem, że w Polsce dzieje się coraz lepiej. Miałem wrażenie, że idziemy do przodu. A teraz mam wrażenie, że się cofamy.

 

PLAYBOY.PL: Dobra zmiana raczej ci nie pasuje?

NERGAL: No właśnie, moi adwersarze, jeśli mówię takie rzeczy, natychmiast zaliczają mnie do lewaków albo osób popierających PO. A ja wcale nie mówię, że PO było cudowne, nie gloryfikuję ich. Ja się na tym nie znam. Jeśli kradli, to trzeba to rozliczyć. Ale ja miałem wrażenie, że Polska idzie do przodu, że gonimy Berlin i Paryż. Coraz dumniej o tym myślałem i mówiłem. Jak wracałem do Polski, to czułem się zwyczajnie dobrze.

 

PLAYBOY.PL: A teraz?

NERGAL: A teraz się czuję dziwnie. To jest pierwszy raz od... od nigdy, kiedy wróciłem i mam poczucie konsternacji, że coś jest nie tak, że coś wisi w powietrzu.

 

PLAYBOY.PL: No ale co wisi?

NERGAL: Nie wiem.

 

 

PLAYBOY.PL: To następne pytanie, które być może pomoże to nazwać. Kłopoty ma trójmiejski klub B52, z powodu koncertów Behemotha, zaczęły się protesty, kiedy okazało się, że zagracie na festiwalu MateriaFest w Szczecinku... Dajesz wyraz swojemu niezadowoleniu!

NERGAL: Może to rodzaj mojej egzaltacji. Bo jak robię posta, to posługuję się prostym językiem, żeby przekaz dotarł do celu. Ubieram go w proste, nośne hasła. Ale jeśli mówię, że zbliżamy się niebezpiecznie do tego, co jest na Białorusi, gdzie opozycja jest tłamszona, to mam dokładnie to na myśli. Teoretycznie jesteśmy demokracją, ale czy praktycznie? Demokracja zakłada poszanowanie dla innych poglądów, dla różnic.

 

PLAYBOY.PL: Władze nie szanują poglądów Behemotha?

NERGAL: My chcemy tylko grać koncerty, tworzyć i wydawać płyty. A ja czuję, że ktoś próbuje mnie i nas cenzurować, odwoływać nasze koncerty, rzuca nam kłody pod nogi. No to, kurwa, dla mnie to nie jest wolność!

 

PLAYBOY.PL: Jesteś artystą i obracasz się w środowisku artystów. Czy to tylko twoje wrażenie, że ta wolność jest ograniczana, czy inni też tak to widzą?

NERGAL: Wiem, że jest potężna konsternacja i zaniepokojenie. Bardzo często zarzucana jest nam, artystom, właśnie egzaltacja. Że gówno wiemy, to raz, a dwa, że wyolbrzymiamy. Być może. Ale być może dlatego jesteśmy artystami, dlatego wychodzimy na scenę, gestykulujemy i mówimy głośniej, że mamy jakąś większą wrażliwość? Nie chcę powiedzieć, że jesteśmy kastą, że jesteśmy świętymi krowami, ale być może nasza wrażliwość sprawia, że lampka alarmu, jeśli coś się dzieje, zapala się wcześniej niż u przysłowiowego Kowalskiego, który cały dzień zarabia na chleb, wraca zmęczony do domu, ogląda mecz i idzie spać. I ja nie mam nic do Kowalskiego, bo to jest sól naszej ziemi. Niemniej wydaje mi się, że artyści mają jakiś wspólny mianownik. I teraz jesteśmy skonsternowani.

 

PLAYBOY.PL: To co mówisz wpisuje się też w opinie innych, np. Macieja Stuhra...

NERGAL: Bardzo go szanuję, jako artystę, ale także jako zaangażowanego człowieka, któremu nie jest wszystko jedno, który walczy na swój sposób. Jasne, że zarzucają mu i nam wszystkim, że działamy za pieniądze Sorosa. Ale nie, my mamy pieniądze, ciężko pracujemy, żeby je zarobić. Nikt nas nie próbuje kupić, mamy po prostu swoją wrażliwość i reagujemy na zło, na to co się dzieje. Ktoś wchodzi do naszych domów, mówi gdzie i jak mamy grać, a gdzie i jak nam nie wolno, wtedy my mówimy nie. Bo nie robimy niczego złego.

 

PLAYBOY.PL: A co to miałoby być, to zło?

NERGAL: Definicja zła jest dla mnie prosta: nie kradnę, nie molestuję dzieci, staram się być uprzejmy, jestem dżentelmenem i płacę olbrzymie podatki w Polsce. Pytałeś, dlaczego interesuje mnie Polska, kiedy odnoszę sukcesy w Ameryce. To proste, oddaję niemałe sumy temu krajowi. Chciałbym wiedzieć, co on z nimi robi. Żądam, żeby mój kraj mnie chronił, a widzę, że mnie zwalcza, zakazuje moich występów, utrudnia działalność artystyczną. Jeżeli tak jest to być może trzeba zmienić prawo? Wówczas niech państwo nie bierze ode mnie moich pieniędzy, a ja przeznaczę je na walkę z nim. Teraz jest tak, że ja im płacę, a oni mnie nie chronią, tylko działają przeciwko mnie.

 

PLAYBOY.PL: Byłeś fanem którejś wcześniejszej władzy?

NERGAL: Nie, ale ten rząd wydaje mi się wyjątkowo bezmyślny, bezrefleksyjny i fanatyczny. Robią rzeczy szalone i mnie to przeraża. Czekam tylko gdzie i co znowu pierdolnie, gdzie będzie kolejny wybuch. Patrzę na to wszystko całościowo. I boli mnie nie tylko to, jak działają, ale nawet to, jak wyglądają.

 

PLAYBOY.PL: Zmieńmy temat. Wasza ostatnia płyta The Satanist, okazała się dla większości fanów Behemotha waszym opus magnum. Ale teraz pracujecie dalej. Jak się nagrywa płytę po płycie, będącej dziełem życia?

NERGAL: The Satanist została faktycznie bardzo dobrze przyjęta. To, co w takiej sytuacji może zrobić artysta, by dalej tworzyć, to zapomnieć o wszystkim. Oddzielasz stare kreską, jakby tego nie było. Oczywiście, czerpiesz z tego wszystkiego, bo to się dzieje automatycznie. Ja tworzę rzeczy moje. One nie tracą radykalnego przekazu, są rozpoznawalne. Ale staram się nie myśleć o przeszłości, nie porównywać. Ciśniemy dalej i tyle.

 

PLAYBOY.PL: Materiał na płytę już macie?

NERGAL: Nawet więcej niż oczekiwaliśmy. Słychać, że to Behemoth, ale są rzeczy nowe, zaskakujące i takie, jakich nigdy nie graliśmy w życiu. Na poziomie riffowym, to podczas prób czujemy, że to bardzo solidny materiał. Mam nadzieję, że różnica będzie zaskakująca dla fanów. Ale tak naprawdę, ja sam chciałbym być zaskoczony, bo jak tworzę, to nie myślę o fanach, tylko o sobie. To może brzmi arogancko, ale na tym polega sztuka. Albo to ktoś potem kupuje albo nie, ja już na to wpływu nie mam.

 

PLAYBOY.PL: The Satanist jest płytą szokującą. Muzyka, ale też nazwa, otoczka, teksty. Uszyliście to tak, jak trzeba. Następna płyta to wszystko musi przebić?

NERGAL: Nie, skręcamy w bok. Raz uderzasz w nos, to potem trzeba poprawić sierpowym (śmiech). Wszystko się dzieje naturalnie, nie na siłę. To nie jest tak, że coś jest niewygodne, ale trzeba to robić, bo straci się elektorat. Nie. Ja rozumiem, że wiele zespołów tak funkcjonuje, od wielu lat, za każdym razem muszą odstawiać jakiś teatrzyk. U nas za każdym razem forma się zmienia, tak jak my się zmieniamy. Poprzednie płyty ukazywały się, jak byłem w innym miejscu, następna ukaże się, jak będę miał 42 lata. Co innego przeżyłem, czego innego doświadczyłem, więc płytę też chcę stworzyć inaczej. Nie lepiej, bo nie chciałbym dyskredytować tego, co było, tylko po prostu inaczej. Mnie chodzi o to, by robić muzę, w której jest pasja i autentyczność. A wracając do tego, czy trzeba przebić to, co było. Nie, trzeba obejść budynek z drugiej strony, zrobić coś, po czym ludzie znów powiedzą „o kurwa”, ale inaczej.

 

PLAYBOY.PL: Wróćmy do polityki na koniec. Czy nie jest tak, że pewne zjawiska nie zachodzą wyłącznie w Polsce? Mamy Węgry, są sytuacje, które niepokoją we Francji i Holandii. Wreszcie w Stanach Zjednoczonych, z których właśnie wróciłeś. Nazwijmy to wszystko powrotem konserwy. Czy ty nie widzisz tego w szerszym kontekście? Co dzieje się z ludźmi, że wybierają przywódców o autorytarnych zapędach?

NERGAL: Churchill powiedział, że wolność nie jest nam nigdy dana raz na zawsze. Nam się wydaje, że po II wojnie światowej, po obozach koncentracyjnych, po niewoli sowieckiej, że teraz będzie nowy standard, już na zawsze, na 500 następnych lat. A tu się okazuje, że nie. Że płynie fala, która uważa, że ten ład nie jest dobry.

 

PLAYBOY.PL: A może ludzie to niewolnicy, jak śpiewacie w Slaves shall serve. Może lubią przywódców z charakterystycznym wąsikiem?

NERGAL: Ludzie lubią być prowadzeni. Wybierają systemy monoteistyczne, by mieć gotowy zestaw odpowiedzi na swoje pytania. Nie chcą myśleć, nie chcą brnąć. Tak samo jest pewnie i w polityce. Ufają tym, którzy dają im odpowiedzi, nie muszą się zastanawiać, czy są one dobre.

 

 

Fot: Barberian, Oskar Szramka

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska