Wywiad PLAYBOYA z Arkadiuszem Milikiem

Wywiad PLAYBOYA z Arkadiuszem Milikiem

Z okazji głośnego transferu Arkadiusza Milika do włoskiego SSC Napoli (za 32 miliony euro!) zapraszamy do lektury naszego archiwalnego wywiadu z piłkarzem. Rozmowa była opublikowana w majowym numerze PLAYBOYA. Z Milikiem rozmawiał Roman Kołtoń.

Już jako nastolatek wzbudzał wielkie zainteresowanie silnych klubów z całej Europy. Arkadiusz Milik – mając dwadzieścia lat - wbił gola Niemcom, mistrzom świata, co jesienią 2014 roku przyczyniło się do pierwszej wygranej w historii Polaków nad odwiecznym rywalem. Już wówczas był piłkarzem Ajaxu Amsterdam, w którym na pozycji środkowego napastnika królowali swego czasu tacy piłkarze, jak Marco Van Basten, Zlatan Ibrahimović i Luis Suarez. Dokąd Arka zaprowadzi piłkarska droga, którą zmierza?

 

PLAYBOY: Wiesz, gdzie był Robert Lewandowski, gdy liczył 22 lata?
MILIK: Przechodził z Lecha do Borussii Dortmund... Chyba, albo już był w Dortmundzie...

 

PLAYBOY: Właśnie przechodził - do czerwca 2010 roku grał w Poznaniu, w lipcu stał się piłkarzem Borussii, a w sierpniu świętował 22. urodziny. Tymczasem Ty - obchodząc 22. urodziny - od ponad trzech lat jesteś w zawodowym cyrku na Zachodzie...
MILIK: Hm, trudno nas porównywać. Każdy przypadek jest inny. Jeden rozwija się w takim rytmie, ktoś inny w innym rytmie, a jeszcze trzeci piłkarz popada w marazm. Ja robię wszystko, aby z każdym dniem, każdym miesiącem, każdym rokiem, iść dalej. Robert też niesamowicie rozwinął się, gdy znalazł się w Dortmundzie. W drugim roku był mocniejszy, niż w pierwszym. W trzecim był mocniejszy niż w drugim. W czwartym jeszcze mocniejszy – aż wreszcie znalazł się w Bayernie Monachium...

PLAYBOY: Świat zawodowego futbolu – w takiej rywalizacji, jak w Niemczech, czy Holandii – pozwala się rozwijać.
MILIK: Na pewno, ale to indywidualne przypadki – mimo wszystko. Nie lubię być zresztą porównywany z Robertem Lewandowskim. Mam wrażenie, że to nawet jest... bezsensowe. Mam 22 lata, a Robert 27, po finałach EURO będzie miał 28. urodziny. Każdy musi skoncentrować się na sobie.

 

PLAYBOY: Stawiam jednak tezę, że Lewandowski z Milikiem czuje się o wiele lepiej w reprezentacji. Ty rzecz jasna również korzystasz na tym, że masz Lewandowskiego u boku. Wręcz piorunująco graliście w eliminacjach EURO 2016 - „Lewy” strzelił 13 bramek, a Ty 6, ale też zaliczyłeś 6 bezpośrednich asyst. Robert – zanim stałeś się jego partnerem w drużynie narodowej – wręcz cierpiał. Jego średnia bramek w kadrze wynosiła zaledwie 0,3 gola na mecz. Teraz jest zupełnie inna – w eliminacjach EURO 2016 sięgnęła 1,3 gola na mecz!
MILIK: Naprawdę ciężko jest jednemu napastnikowi. A dwóch stanowi już dużo większy problem dla defensywy. Jednego łatwiej wyeliminować. Szczególnie trudno coś zrobić w ataku pozycyjnym. Polska od dawna nie ma też takiego zawodnika, który swobodnie czułby się jako „playmaker”– zawodnik, którego określa się mianem „dziesiątki”. Z taką „dychą” byłoby łatwiej jednemu napastnikowi. Dam przykład z tego sezonu – z Ajaksu. Davy Klaassen – taka „dziesiątka” w naszym klubie - był długo kontuzjowany. I grało mi się dużo trudniej. Często byłem sam. Trafiało do mnie mało piłek w „szesnastce”...

 

PLAYBOY: W „szesnastce”, czyli w polu karnym...
MILIK: Dokładnie. Gdy nie ma partnera w ataku albo nie ma odpowiedniego „playmakera”, to nie ma kto się pokazać, brakuje wymiany podań. Nie ma kto zamknąć strefy, czyli wypełnić określonego pola gry. Gdy tylko Klaassen wrócił, zaczęło to wszystko lepiej funkcjonować. Patrząc na tę kwestię w drużynie narodowej, warto przypomnieć, że debiutowałem u Waldemara Fornalika, ale jeszcze nie byłem w pełni gotowy, aby pomóc Robertowi Lewandowskiemu. Dopiero się kształtowałem... Teraz z Robertem jesteśmy w sumie dość podobnymi napastnikami, jeśli chodzi o styl. Obaj lubimy pole karne, ale obaj również pokazujemy się do gry – na skrzydłach, czy w środku pola. Myślę, że wzajemnie się uzupełniamy i stąd efekty.

 

PLAYBOY: Gdy zaczynały się eliminacje EURO 2016 – we wrześniu 2014 roku – czekała nas wyprawa do Portugalii - do Faro, gdzie zmierzyliśmy się z Gibraltarem. W tym czasie reprezentacja młodzieżowa Polski – w której byłeś filarem – wyjeżdżała do Grecji na decydujący mecz w grupie. Część dziennikarzy nawet uważała, że powinieneś jechać do Grecji. Adam Nawałka uznał inaczej...
MILIK: Powiem tak – każda decyzja powodowałaby, że uśmiech zagościłby na mojej twarzy. Gdyby przyszło mi grać w Grecji, również radowałbym się. Bo byłem częścią tej reprezentacji młodzieżowej. Graliśmy naprawdę wiele ciekawych meczów, zajmowaliśmy, a to 1. a to 2. miejsce w grupie...

 

PLAYBOY: Strzeliłeś we wcześniejszych meczach eliminacyjnych 9 goli!
MILIK: Gdybym pojechał do Grecji, miałbym za zadanie przyczynić się do zwycięstwa albo remisu, który również dawał nam udział w barażach. A tam przegraliśmy 1:3, choć dwa gole straciliśmy w samej końcówce. I nie przeszliśmy dalej... Z drugiej strony drużyna narodowa ma priorytet. Adam Nawałka uznał, że już na Gibraltar mają być najlepsi. Że drużyna musi się kształtować. Mi piłkarzowi nie wypada wybrzydzać. Więcej – Biały Orzeł na piersi zobowiązuje. Naprawdę tak to czuję!

 

PLAYBOY: Jednak po meczu z Faro selekcjoner Nawałka miał sporo uwag do Ciebie.
MILIK: Miał, oj, miał... Na lotnisku stanowczo ze mną rozmawiał. Ta rozmowa dużo mi dała. Człowiek po takim dialogu – czy raczej monologu – ma czas na przemyślenie pewnych spraw. Sam wiedziałem, że nie zagrałem najlepiej. Jednak opinia człowieka z boku, jeszcze odpowiedzialnego za drużynę, ma dodatkową wartość. Zdarzają się słabsze mecze i często samemu doskonale, jako piłkarze, zdajemy sobie z tego sprawę. Jednak rozmowy też się przydają – także surowe... A to była wyjątkowo surowa rozmowa...

 

PLAYBOY: Minął miesiąc od tej rozmowy i znowu jesteś w kadrze. Więcej – Nawałka w Ciebie wierzy! Wystawia w pierwszym składzie przeciwko Niemcom – obok Roberta Lewandowskiego! A przecież w klubie czasami siadałeś na ławce. Chyba nawet bezpośrednio przed meczem z Niemcami zaliczyłeś kilka spotkań bez gry w Ajaksie...
MILIK: Na początku sezonu 2014/2015 grałem pół na pół. Czasami w pierwszej jedenastce, a czasami zajmowałem miejsce na ławce. Jednak wcale nie czułem się słaby. To był dobry czas. Po prostu miałem w klubie konkurenta – Kolbeinna Sigthorssona. Islandczyk był wówczas czwarty sezon w Ajaksie. Miał udział w mistrzostwach kraju i awansach do Ligi Mistrzów. Walczyłem o skład, raz grałem raz nie. Gdy grałem, to strzelałem. Jednak trener Frank de Boer nie miał jeszcze przekonania, aby konsekwentnie stawiać na mnie...

 

PLAYBOY: Osiem meczów ligowych, ale w pięciu nie „wąchasz” murawy – mówiąc po piłkarsku. Jest jeszcze mecz Pucharu Holandii, w którym strzelasz sześć bramek - amatorom, ale jednak sześć bramek to zawsze wyczyn. I z Niemcami na murawie Stadionu Narodowego w Warszawie słuchasz „Mazurka Dąbrowskiego”, jako zawodnik podstawowej jedenastki. Przychodzi 51. minuta i pokonujesz Manuela Neuera, najlepszego bramkarza świata. W 85 minucie gola strzela Sebastian Mila. 2:0 dla Biało-Czerwonych – ten mecz zmienia oblicze naszej reprezentacji...
MILIK: W tamtym momencie chyba tego sobie nie uświadamialiśmy. Mamy pomysł na grę, a ja jestem częścią tego pomysłu, co jest dla mnie niezwykle szczęśliwe. Nie wracamy za często do tego meczu, czy innych ważnych meczów – jednak dziś zrobię wyjątek. W futbolu nie ma czasu na „wspominki”, wszystko pędzi do przodu... Jakbym miał jednak przypomnieć sobie tamte chwile, to cała drużyna zagrała z serduchem! To przyniosło efekt. Przecież do momentu gola na 1:0, nie mieliśmy specjalnie sytuacji. Może jakiś jeden strzał z dystansu, ale niegroźny. A Niemcy mieli o wiele więcej okazji. Staraliśmy się jednak, jak mogliśmy, aby uprzykrzyć im życie. Aż w końcu zobaczyłem Łukasza Piszczka na skrzydle z piłka przy nodze. Dośrodkował, skoczyłem i wpadła do bramki. Był w tej akcji jednak i pomysł. Zgodnie z założeniami trenera, mieliśmy w kilku wbiegać w pole karne. Byłem ja, był Robert, był Maciej Rybus... Patrząc na wszystko z perspektywy czasu, to wypada przyznać, że lepiej graliśmy w rewanżu we Frankfurcie nad Menem. Przegraliśmy 1:3 we wrześniu 2015 roku, ale pokazując wiele fajnych akcji, nie brakowało płynnej gry i sytuacji... W Warszawie może doszedł atut własnych trybun. I ta świadomość, że dotychczas nigdy nie udało się ograć Niemców.

 

 

PLAYBOY: Wielkie mecze dają efekt długofalowy. Drużyna Górskiego narodziła się meczami z Anglią w 1973 roku - w 1974 był medal Mundialu. Drużynę Piechniczka ukształtował mecz z NRD w Lipsku w 1981 roku - w 1982 roku przyszedł medal Mundialu. Kilka lat temu Polska prowadzona przez Beenhakkera pokonała Portugalię w Chorzowie – jesienią 2006 roku. I pozwoliło to wygrać grupę eliminacji EURO, co nie dane nam było nigdy wcześniej.
MILIK: Na pewno taki mecz, jak ten z Niemcami – wygrany 2:0 – daje dużo pewności siebie. Jednak życie biegnie do przodu. Za nami właśnie marcowe spotkania międzypaństwowe – z Serbią i Finlandią. I o tym myślę, o tym, dlaczego nie udało mi się strzelić gola. Tym żyje się chwilę, ale później znowu wraca do kolejnego meczu ligowego Ajaksu. I tak będzie do końca ligi, w której mamy szansę na mistrzostwo Holandii.

 

PLAYBOY: Żyjesz na co dzień w Holandii, która nawet nie dostała się do baraży. Walczyła w nadzwyczaj trudnej grupie, z której awansowali Czesi, rewelacyjni Islandczycy i Turcy. Kto wie jednak, czy nasza grupa nie była jeszcze mocniejsza – z Niemcami, z nami, Irlandczykami – którzy po barażach też jadą do Francji – oraz Szkotami, którzy zajęli 4. miejsce... Podopieczni Gordona Strachana są chyba lepszym zespołem, niż wiele z tych, które znalazły się w finałach EURO 2016.
MILIK: Każda drużyna była groźna. A Irlandczycy i Szkoci naprawdę potrafią grać w piłkę i jeszcze nadzwyczajnie walczyć. Więcej, mówiło się, że Gruzja też będzie odbierać punkty. I tak się stało - odebrali Szkotom! Muszę przyznać, że Irlandczycy i Szkoci mają niesamowite charaktery do futbolu. To jest niezwykle pożyteczne. Jednak my również pokazaliśmy charakter, a do tego mieliśmy lepszych piłkarzy. Stąd – obok Niemców – bezpośredni awans do finałów... Nota bene – w obu meczach na Wyspach doznałem kontuzji.

 

PLAYBOY: Rzeczywiście – opuszczałeś murawę w Dublinie i w Glasgow przed czasem...
MILIK: Myślę, że zabrakło mi doświadczenia. W obu sytuacjach mogłem trochę się zastanowić, być może tę konkretną piłkę odpuścić. Jednak nie kalkulowałem. W Dublinie naderwałem więzadło poboczne w kolanie. W Szkocji było w tym jeszcze więcej przypadku. Wpadliśmy na siebie z rywalem – ciało w ciało. Początkowo myślałem, że to coś niegroźnego, ale jednak miałem lekkie nadciągnięcie – i z Irlandią w Warszawie nie mogłem wystąpić...

 

PLAYBOY: Skąd futbol w Twoim życiu?
MILIK: Nie pamiętam momentu, w którym się pojawił... Nagle przyszedł i był ze mną. Czuję, jakby był ze mną od zawsze. Jakbym urodził się z... futbolem. Od piątego roku życia grałem stale. Z kolegami, sam, w każdej chwili. Trener Sławomir Mogilan – który można tak powiedzieć, jest dla mnie jak ojciec - mieszkał trzy bloki ode mnie. Namówił mnie, abym zapisał się do Rozwoju Katowice. I tak się na dobre zaczęło.

 

PLAYBOY: Spełniasz swoje marzenia, o co wcale nie jest łatwo. W futbolu wielu się dobrze zapowiada, a później może co najwyżej przed telewizorem oglądać wielkie mecze...
MILIK: Tym bardziej mnie to wszystko cieszy... Piłka nożna stała się moją pracą, choć przecież nie traktuję jej jak pracy. Dla mnie to pasja. Jednak pozwala mi żyć. Mam dochody, mogę się rozwijać jako człowiek. Już jako dziecko wyznaczałem sobie cele. I dążyłem do nich...

 

PLAYBOY: Myślałeś, że będziesz jechał na finały wielkich turniejów?
MILIK: Aż tak to nie! Takich marzeń nie miałem. To wydawało się tak nierealne, tak odległe...

 

PLAYBOY: Jesteś napastnikiem – zawsze chciałeś nim być? To Cię najbardziej kręci w futbolu – strzelania goli?
MILIK: Zawsze ciągnęło mnie do przodu, zawsze chciałem wykańczać akcje. Świetnie się czuję w obrębie pola karnego. Uwielbiam kończyć akcje...

 

PLAYBOY: I nigdy nie grałeś na innej pozycji? Ok - w reprezentacji w kilku meczach zdarzało Ci się występować na skrzydle...
MILIK: Nie tylko w reprezentacji. Grałem również w juniorach – na skrzydłach. A nawet zdarzało mi się występować w środku pola – jako ten bardziej ofensywny środkowy pomocnik. Jednak moim powołaniem jest strzelanie bramek. I widział to Adam Nawałka, gdy trafiłem do Górnika. Od początku wystawiał mnie w ataku. Lubię dogrywać i strzelać - już walka o piłkę mnie tak nie cieszy, choć wiem, że dziś jest konieczna również na mojej pozycji. Jednak moja charakterystyka to ciąg na bramkę, bez dwóch zdań!

 

PLAYBOY: Jako nastolatek – gdy byłeś jeszcze w Rozwoju – zagrałeś w sparingu Legii Warszawa. Strzeliłeś nawet gola. Chciał Cię ówczesny dyrektor sportowy Legii, Marek Jóźwiak, ale... odmówiłeś.
MILIK: Proszę mi wierzyć, że pilnie śledziłem wszystko to, co dzieje się w futbolu... I podjąłem rozsądną decyzję...

 

PLAYBOY: Pod wpływem rodziców?
MILIK: Rozmawiałem z rodzicami, z innymi bliskimi mi osobami, ale... Decyzję podjąłem samodzielnie. Rodzice mówili o tym, że w Warszawie można się zagubić. Że są tam pokusy wielkiego miasta. To też odegrało swoją rolę. Bardziej jednak myślałem, o tym, czy będę grał, czy nie. I wychodziło na to, że w Legii nie mam szans. Mnóstwo obcokrajowców. Ktoś z nich odchodzi, za chwilę przychodzi ktoś inny. Wielkie pieniądze w tle. Kto da szansę młodemu chłopakowi? Górnik Zabrze też złożył mi ofertę. Wiedziałem, że jest tam trener z charyzmą (wówczas Adam Nawałka – przypis red.), mający swoją ideę futbolu. Można nawet powiedzieć, że ideologię futbolu (śmiech). Z Zabrza blisko do domu w Tychach, blisko do Katowic, które tak dobrze poznałem jako nastolatek. Rozmawiałem z wieloma ludźmi. Sławomir Mogilan też był piłkarzem – też wiedział, jak to funkcjonuje i powtarzał, że w Legii może być ciężko. Wspólnie dyskutowaliśmy, ale to ja podjąłem decyzję, że pójdę do Zabrza...

 

PLAYBOY: Gdy latem 2011 roku znalazłeś się w Górniku, to powoli czułeś, że spełniają się Twoje marzenia.
MILIK: Byłem rozczarowany po walce o mistrzostwo Polski juniorów z Rozwojem Katowice. Myślałem, że wygramy, a zajęliśmy trzecie miejsce. Po kilku tygodniach już debiutowałem w lidze – we Wrocławiu przeciwko Śląskowi... Od razu dość regularnie grałem w lidze, choć na bramki musiałem poczekać do marca 2012 roku, gdy dwa razy trafiłem z Koroną Kielce...

 

PLAYBOY: Jesień 2012 roku to już rewelacyjny czas. Jako nastolatek stajesz się najbardziej obiecującym polskim piłkarzem. Strzelasz 7 bramek w lidze, kilka dogrywasz, pojawiasz się nawet na murawie Stadionu Narodowego w meczu z Anglią w eliminacjach Mundialu...
MILIK: To wszystko się działo błyskawicznie. I pojawiają się oferty z Zachodu...

 

PLAYBOY: Byłeś już dogadany z VfB Stuttgart, gdy wkracza do gry Bayer Leverkusen?
MILIK: Nie, dogadany to nie, ale rozmawialiśmy. Bayer Leverkusen to jednak wielka firma...

 

 

PLAYBOY: Płaci za Ciebie 2,6 miliona euro – obawiałeś się Legii, ale nie bałeś się – po półtora roku w polskiej lidze – Bayeru...
MILIK: Wiedziałem, że będzie ciężko, ale wiedziałem, że pozwoli mi to również uczynić krok do przodu. Zdawałem sobie sprawę, że jeśli nie zacznę regularnie grać w Bayerze, to ten klub wypożycza piłkarzy, aby ich ograć. Byłem pół roku w Leverkusen, ale w rywalizacji ze Stefanem Kiesslingiem nie miałem szans. Kiessling regularnie strzelał po kilkanaście bramek w sezonie, a w tamtym cyklu rozgrywek strzelił nawet 25, co pozwoliło mu wywalczyć tytuł króla strzelców Bundesligi. Latem 2013 roku znalazłem się na wypożyczeniu w Augsburgu, gdzie kontuzjowany był Paragwajczyk Raul Bobadilla. Pauzował dwa miesiące, ale wrócił i nagle było czterech napastników. W tym jeden wypożyczony, czyli ja. A wiadomo, jak się patrzy na wypożyczonych piłkarzy.

 

PLAYBOY: Trener Marcus Wienzierl nie poznał się na Tobie?
MILIK: Nie chcę być na siłę krytyczny, bo swoje szanse dostawałem – zagrałem 18 meczów w Bundeslidze i jeszcze 2 w Pucharze Niemiec. Może nie były to spotkania w pełnym wymiarze czasowym, ale czasami zaczynałem w pierwszym składzie, czasami grałem w ławki – dwadzieścia, czy dziesięć minut. Nie dawałem trenerowi podstaw do tego, aby stawiał na mnie w większym wymiarze. Brakowało bramek, brakowało takich wejść, w których strzeliłbym ważnego gola – albo najlepiej dwa... (śmiech)

 

PLAYBOY: Napastnik przemawia gola...
MILIK: Nie ma co ukrywać, że napastnika rozlicza się przede wszystkim z goli. Rzecz jasna mamy na murawie wiele innych zadań, ale gdy nie strzela się bramki, to czuje się niedosyt. Samemu, ale pewnie i inni to czują. Trener, koledzy, kibice... Aby jednak strzelać gole, potrzeba zaufania. Jeden mecz i ławka – tak trudno zbudować pewność siebie. Też jak grasz regularnie, czujesz automatyzmy. Przychodzi taka swoboda, która pozwala podejmować decyzje.

 

PLAYBOY: Latem 2013 roku odzywa się Ajax. Było pewnie wiele innych ofert na zdolnego, choć mało grającego napastnika...
MILIK: Były oferty, ale... Ajax to jest firma, która pozwala się rozwinąć. W dodatku grająca ofensywny futbol. W Amsterdamie gra się dla kibiców. Jak obrońca popełni błąd, to się nie liczy. Liczy się, czy była ładna gra i padły gole dla Ajaksu. Ajax mnie wypożycza, ale zastrzega sobie w umowie prawo pierwokupu...

 

PLAYBOY: I korzysta z tego prawa wiosną 2014 roku, wykładając tylko 2,5 miliona euro. Choć już wtedy jesteś wart dużo więcej. Bayer Leverkusen może sobie pluć w brodę – w pierwszym sezonie w Holandii strzelasz 23 gole i zaliczasz 10 asyst. W drugim – na początku kwietnia - masz 21 bramek i 13 asyst. Strzelasz gole nie tylko w lidze, ale i zaliczasz trafienia w Lidze Mistrzów, w Lidze Europy, czego zresztą doświadcza Legia wiosną 2015 roku...
MILIK: Przyszedłem się ograć i nigdzie mi się stąd nie spieszy. Mam kontrakt do 2019 roku...

 

PLAYBOY: Jak to było z koszulką z numerem czternaście? Ostatecznie grasz w Ajaksie z dziewiątką...
MILIK: Pierwsza rozmowa w szatni Ajaksu. Pytanie o numer. Patrzę na tablicę, który wolny. Jest kilka wolnych – w tym czternastka. Mówię do kierownika drużyny, że chętnie wezmę czternastkę. Miałem w myślach napastnika, który grał z tym numerem w Arsenalu Londyn – Thierry'ego Henry. Kierownik jednak tylko się głośno zaśmiał. Czternastka w Ajaksie zarezerwowana – dla upamiętnienia najwybitniejszego piłkarza tego klubu, Johana Cruyffa, który zresztą niedawno zmarł. Rzecz jasna znałem nazwisko Cruyffa, ale nie wiedziałem, że akurat grał z czternastką...
Teraz zaczynają się pojawiać oferty – wielkie nazwy z całej Europy...
Nie wiem (śmiech). To znaczy wiem, ale... ostatecznie wiem tylko dlatego, bo mnie jakiś dziennikarz zapyta, wymieniając nazwę danego klubu. Tyle tylko, że to wszystko znam z przekazów ustnych...

 

PLAYBOY: Jak to? A internet?!
MILIK: Mam konto na Twitterze, Instagramie, Facebooku... Więc coś tam do mnie dociera, ale... Zupełnie wyłączyłem się z normalnych tekstów, informacji, spekulacji... Dzięki temu mam „czystą” głowę. Koncentruję się na piłce!

 

PLAYBOY: Ajax nie przesadza z młodzieżą w składzie? Masz 22 lata i czasami jesteś jednym ze starszych na murawie!
MILIK: Na treningach, gdy są gierki ośmiu na ośmiu – i jest z nami trzech-czterech z drugiej drużyny Ajaksu – też często gram w „starszych”. Taka jest polityka Ajaksu. Pozwala dojrzeć zawodnikom... Tu czasami życie toczy się błyskawicznie. Było trochę kontuzji i trener De Boer postanowił wziąć skrzydłowego z drugiej drużyny. 18-letni Vaclav Cerny ćwiczył z nami kilka razy i pojawił się na murawie z Celtikiem i strzelił gola! Później nie powiodło mu się tak dobrze, ale wszystko przed nim. To pokazuje, że Ajax chętnie korzysta nawet z nastolatków.

 

PLAYBOY: Zbigniew Boniek mówi, że najlepszy wiek dla piłkarza to 26-30 lat. To jeszcze ile Cię czeka!
MILIK: Zgadzam się z tym, choć mam dwadzieścia dwa lata, a prezes sześćdziesiąt (śmiech). Doświadczenie jest niezwykle ważne. Nabiera się go z każdym dniem, z każdym meczem. Na pozycji napastnika również jest istotne. Później łatwiej sobie poradzić, łatwiej się znaleźć, aby trafić do siatki...

 

PLAYBOY: Twój menedżer Przemysław Dawid Pantak – gdy pojawiła się oferta z Olympique Marsylia – powiedział spokojnie: „Proszę sprawdzić, ile czasu w Ajaksie spędzili Ibrahimović, czy Suarez”. Sprawdziłem – Zlatan ponad trzy lata, zanim poszedł do Juventusu, skąd trafił do Interu, Barcelony, Milanu i PSG. Z kolei Luis w Amsterdamie spędził trzy i pół sezonu, aby powędrować do Liverpoolu, a stamtąd do Barcelony...
MILIK: Ja jestem drugi sezon. Zobaczymy, co przyniosą najbliższe tygodnie. Na pewno nie podejmę żadnej decyzji przed EURO 2016. Warto spokojnie dokończyć sezon – oby mistrzowski – w Ajaksie, a później jeszcze spokojniej czekać na finały mistrzostw Europy. Nie muszę zresztą nigdzie odchodzić latem. Mogę zostać i znowu spróbować powalczyć z Ajaksem w Lidze Mistrzów.

 

PLAYBOY: Na boisku polujesz, a jak w życiu? Zapolowałeś na poważnie? Twoją partnerką jest modelka Jessika Ziółek.
MILIK: Jak poznałem moją obecną partnerkę, to... przestałem polować. Nie jesteśmy zaręczeni, nie planujemy na razie dzieci, ale... jest nam ze sobą dobrze. Jessika pozwala mi skoncentrować się na piłce nożnej. Myślę, że uzupełniamy się. Życie piłkarza to kolejne cele. Warto dbać o siebie każdego dnia, od diety poczynając. Poznając moja partnerkę, wykonałem... dobry ruch!

 

PLAYBOY: W Górniku zarabiałeś 5 tysięcy złotych pensji. O ile płacili na czas... A raczej nie płacili... Za chwilę zacząłeś zarabiać w Leverkusen kilkadziesiąt tysięcy euro miesięcznie – i wpłaty były terminowe. To przepaść!
MILIK: Tak, ale... specjalnie się nad tym nie zastanawiałem. Owszem, człowiek może sobie na więcej pozwolić, spłacić auto, spokojnie żyć. Jednak nigdy nie grałem w piłkę dla pieniędzy. Chciałem zrobić karierę. A jak ktoś radzi sobie w futbolu, to przychodzą za tym pieniądze.

 

PLAYBOY: Utrzymujesz kontakty z kolegami, z którymi zaczynałeś w Tychach, czy grałeś w Rozwoju Katowice?
MILIK: Siłą rzeczy to się urywa. Jeszcze z kilkoma chłopakami z rocznika 1994 - którzy byli ze mną w Rozwoju – wymieniam esemesy, czy czasami rozmawiam. Jednak na wszystko brakuje czasu. Po meczu jest... przed meczem. Po następnym meczu jest znowu kolejny mecz. Życie toczy się błyskawicznie.

 

PLAYBOY: Myślisz, gdzie będziesz za cztery-pięć lat?
MILIK: Myślę, żeby pisać swoją historię. Wykonałem krok z juniorów Rozwoju do Górnika. Później przeniosłem się do Leverkusen, byłem w Augsburgu, teraz jestem w Ajaksie, grałem w młodzieżówce, a za chwilę w drużynie narodowej. I to wszystko w niespełna pięć lat. Teraz cieszę się na niezwykły turniej we Francji. To będzie fantastyczne doświadczenie i... na tym się koncentruję.

 

BIO
ARKADIUSZ MILIK
Piłkarz. Napastnik.
Urodził się 28 lutego 1992 roku w Tychach. Jako 6-latek zaczął trenować w Rozwoju Katowice. Mając 17 lat, 5 miesięcy i 3 dni zadebiutował w Ekstraklasie – w Górniku Zabrze. To był koniec lipca 2011 roku. Po półtora roku przeszedł do Bayeru Leverkusen. Kolejny sezon to FC Augsburg, a od lata 2014 roku jest w Ajaksie Amsterdam, gdzie podpisał kontrakt do 2019 roku. W 2012 roku zadebiutował w reprezentacji Polski, w której rozegrał dotychczas 24 mecze, strzelając 10 bramek. W 2015 roku nominowany do „Best Player in Europa Award” UEFA - za sezon 2014/2015. Skromnym głosem z Polski po raz pierwszy w gronie wyróżnionych. Właśnie podpisał kontrakt z włoskim SSC Napoli. Kosztował 32 miliony euro, co jest najwyższą kwotą kiedykolwiek zapłaconą za polskiego piłkarza.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska