Donald Trump - miliarder z tupetem

Donald Trump - miliarder z tupetem

Obraża kobiety, Meksykanów, prezydenta Obamę, ale też polityków republikańskich, choć z tej partii chce dostać prezydencką nominację. ludzie, którzy wcześniej śmiali się z jego dziwnej grzywki, teraz oburzają się jego wypowiedziami, a jego kolejne wpadki trafiają na pierwsze strony gazet. Mimo to megalomański miliarder jest najpoważniejszym kandydatem do Białego Domu.

„Nielegalni, muszą wyjechać. Albo mamy swój kraj, albo nie” – to o imigrantach. „Tłuste świnie, psy, fleje i odrażające zwierzęta” – to o kobietach. „Z taką twarzą nie masz szans” – to o kandydatce do Białego Domu, byłej szefowej koncernu Hewlett-Packard Carly Fiorinie. „On nie jest bohaterem wojennym. Uważa się go za takiego, bo dał się złapać. Ja lubię ludzi, którzy nie dają się złapać” – to o senatorze McCainie, który 5 lat był torturowany w wietnamskiej niewoli i dla Amerykanów jest symbolem bohaterstwa. Czy to są słowa polityka? Oczywiście, że nie. A kandydata na prezydenta?

- Tyle osób mnie atakuje, a ja nie mam czasu na polityczną poprawność. Ten kraj też nie ma na to czasu. Przegrywamy z Chinami i Indiami – mówi 69-letni Donald Trump. I nie byłoby w tym dziwnego, że megalomański grubiański miliarder walczy o najwyższy urząd w państwie, bo w wyborach startował już czterokrotnie. Jednak polityczni spece przecierają oczy ze zdumienia, gdyż wyrasta na jednego z najpoważniejszych pretendentów. Wcześniej datkami wspierał zarówno partię Demokratyczną jaki Republikańską, a sam próbował sił jako kandydat niezależny, ale teraz ma tak duże poparcie wśród Republikanów, że ubiega się o nominację tej partii. Początkowo sądzono, że to kolejny sposób na autopromocję biznesmena, który potrafi awanturować się o to, że „Forbes” wycenia jego majątek na 4 mln dol. podczas gdy on twierdzi, że ma 10 miliardów. Szybko jednak zaczął przewodzić w przedwyborczych sondażach. Według tych z początku września chciało na niego głosować aż 32 proc. wyborców Partii Republikańskiej, podczas gdy faworyt partyjnych elit, syn i brat byłych prezydentów, Jeb Bush był dopiero na trzeciej pozycji z 9-proc. poparciem.

 

 

 

Obama, jesteś zwolniony! 

Trump postrzegany jest jako kandydat spoza układu i skupia wokół siebie tych, którzy pragną „zmiany kie- runku, w którym zmierza kraj”. Nie przeszkadza im to, że Trump nie odróżnia Hamasu od Hezbollahu, a Kurdowie mylą mu się z irańskimi siłami specjalnymi swoich firm nazywał idiotami, nierobami i życiowymi nieudacznikami, a jego ulubione stwierdzenie: „You’re fired!” (Jesteś zwolniony) stało się popularnym zawołaniem, które zaczęto drukować na koszulkach, czapeczkach i kubkach, jednak najlepsi dostawali szansę zrobienia kariery. Widzowie wierzą, że im Trump też pomógłby spełnić ich amerykański sen, a Republikanom pewnie wystarczyłoby, by powiedział „Obama, you’re fired!”. I chociaż telewizja NBC zakończyła współpracę z Trumpem, gdy powiedział o Meksykanach, że „przynoszą do nas narkotyki i przestępczość. To gwałciciele, choć zakładam, że niektórzy to dobrzy ludzie”, poparcie wyborców wcale nie spadło. 

Podoba im się, że Trump zapowiada kary finansowe dla koncernów, które księgują zyski za granicą, by uniknąć wyższych podatków w USA albo przenoszą produkcję do innych krajów. Do wyborców trafiają też jego słowa o cwaniakach z Wall Street, którym chce pod- nieść podatki. Jak sam podkreśla, on dzięki swojemu majątkowi jest niezależny od grup nacisków. – Jeb Bush zebrał 100 mln dol. na swoją kampanię? Śmieszy mnie to. Te 100 mln przekazane przez lobbystów uczyni z niego marionetkę – stwierdził. – Jeżeli będzie trzeba, wydam miliard dolarów na kam- panię – dodał chwaląc się, że zarabia 400 mln dol. rocznie, więc pieniądze nie są żadnym problemem.


Najbiedniejszy człowiek Ameryki 

Trump działa głównie na rynku nieruchomości. Ma kasyna,hotele,restauracje,ale jest także właścicielem praw do konkursu Miss Universe. Z własnego nazwiska zrobił jedną bardziej rozpoznawalnych marek świata. Złoty napis TRUMP musi pojawić się w nazwie i logo wszystkiego, co wznosi lub kupuje. Mamy więc Trump Casino, Trump International Hotel, Trump Marina Hotel and Casino, Trump Taj Mahal i Trump Tower. Nazwisko jest też na kadłubie prywatnego odrzutowca. Pojawiło się na kolekcjach ubrań, wodzie mineralnej, autorskich czasopismach i w nazwie internetowej szkoły biznesu. Przez kilka lat (2006–2011) można było kupić nawet wódkę Trump. 

Dziś Trump Organization zarządza ponad setką firm, nie jest to jednak kariera od pucybuta do milionera. Raczej od milionera do miliardera. Ojciec Fred Trump (przodkowie przybywając z Niemiec zmienili nazwisko z Drumpf) miał firmę budowlaną, która w czasach wielkiego kryzysu z pomocą amerykańskie- go rządu budowała mieszkania na Brooklynie i Queens. Zgromadził majątek wart 20 mln dol. i Trumpów stać było nie tylko na dostatnie życie, ale i prestiżowe uczelnie dla dzieci. Donald, który jako jedyny z rodzeństwa poszedł w ślady ojca, po ukończeniu Wharton Buisness School postanowił się usamodzielnić. 28-latek namówił bankierów na pożyczenie mu 80 mln dol., a polityków na udzielenie wartej 120 mln ulgi podatkowej. Kupił nieruchomości na Manhattanie i odsprzedał z zyskiem. Szybko zrozumiał, że bogaci klienci są w stanie zapłacić naprawdę dużo za luksus i poczucie prestiżu. I na to postawił. Wybierał najlepsze lokalizacje, najlepsze materiały, najdroższe elementy wykończeniowe. 

W jego budynkach ściany muszą być wyłożone mar- murem, a poręcze schodów mają lśnić. „Codziennie rano osobiście to sprawdzam”. Szybko Trumpa zaczęto łączyć z luksusem i to śmiało przekraczającym granicę blichtru. „Dzięki mojemu nazwisku na budynku mogę żądać kilkaset dolarów więcej od metra kwadratowego” – mówił Trump i zgarniał kolejne miliony. Jego strategię biznesową porównywano do żonglera, który pod- rzuca w górę zbyt wiele piłeczek naraz. Brał kredyty na inwestycje, które spłacał innymi kredytami. Bum mieszkaniowy trwał i interes się kręcił. Zainwestował w sieć kasyn w Atlantic City i własne linie lotnicze. Za ponad 300 mln dol. kupił 17 boeingów 727s, które miały oferować luksusowe loty. Pomysł nie chwycił i w 1992 r. linie zbankrutowały, a długi zostały. Gdy zagrożone bankructwem były kasyna, a apartamenty przestały się sprzedawać, wydawało się, że to koniec imperium Trumpa, które z każdym dniem coraz bardziej pogrążało się w długach. Wkrótce biznesmen mówił o sobie, że jest najbiedniejszym człowiekiem w Ameryce, bo jego długi urosły do 900 mln dol., a jego firmy zalegały bankom 6 mld dol.

Przełom nastąpił, kiedy przyszedł czas zapłaty kwartalnego ubezpieczenia za jacht nazwany – jakże by inaczej – Trump Princess. Trzeba było wysupłać, bagatela, 800 tys. dol. Trump był już zadłużony w banku na 115 mln dol. na konto jachtu. Jeśli nie dałby rady zapłacić ubezpieczenia, bank przejąłby łódź. Tylko co bank miałby robić z tym jachtem i kogo oprócz Trumpa byłoby na niego stać? A skoro to bank miał największe udziały w jachcie, kto ucierpiałby najbardziej, gdyby – nie daj Boże – zatonął? Doradca finansowy Trumpa wysłał więc do banku grzeczny list informujący, że przedsiębiorca w ramach cięć wydatków nie zapłaci raty ubezpieczenia. Gdy przyszła odpowiedź z banku, Trump zakrzyknął: „Nie wierzę! Zapłacili za ubezpieczenie!”. Wtedy zrozumiał, że dzięki temu, że jest zadłużony na tak ogromne sumy, nie może zbankrutować, bo pociągnąłby na dno kilka banków ze sobą. Banki też to wiedziały. Trump dogadał się z ponad 70 wierzycielami, część długów została rozłożona na dłuższy okres, a część umorzona. „Jestem w Księdze rekordów Guinnessa jako człowiek, który wyszedł z największych długów w historii” – podkreśla w jednym z dwóch wywiadów dla PLAYBOYA. „Niektórzy mają talent do gry na fortepianie, inni do wychowania dzieci, jeszcze inni do gry w golfa. A ja po prostu mam talent do robienia pieniędzy”. 

 

 

Z używek tylko kobiety 

– Nigdy nie brałem narkotyków, nigdy nie piłem alko- holu ani nawet filiżanki kawy – mówił PLAYBOYOWI Trump i dodawał: – Korzystałem z innych rzeczy, które mogłyby nie spodobać się ludziom. Z pewnością pasjami uwielbiam kobiety. 

Umawiał się z modelkami i był częstym bywalcem legendarnego klubu Studio 54. – Pewnie byłem jednym z nielicznych, którzy chodzili tam nie z powodu narko- tyków – wspominał. – Mogłeś tam spotkać nie jedną supergwiazdę, ale 30. Albo widziałeś topmodelki z całego świata, które rżnęły się tam na stolikach. Spotykałeś am najpiękniejsze kobiety świata, najpiękniejszych ludzi na świecie, a godzinę później oni uprawiali seks na twoich oczach. Czasy Studio 54 jednak dawno już minęły, m.in. z powodu AIDS, a Trump boi się chorób jak mało kto. Cierpi na germofobię – lęk przed zarazkami, objawiający się m.in. strachem przed uściśnięciem komuś dłoni, co dla polityka jest nie lada problemem. Od czasu, kiedy jego najbliżsi współpracownicy zginęli w wypadku śmigłowca, stał się też przewrażliwiony na punkcie bezpieczeństwa. Ludzie mówią, że jego grzywka jest tak dziwna, bo jest kuloodporna. To oczywiście żart, natomiast prawdą jest, że kiedy doszedł do wniosku, że pilot jego prywatnego boeinga nie ląduje dość delikatnie, załatwił to błyskawicznie: – Poszedłem do American Airlines i zapytałem „Kto jest waszym najlepszym pilotem”. „Nie dasz rady go zatrudnić, bo on zarabia tu kupę forsy”. „Ile?”. „125 tys. dol. rocznie”. Zaoferowałem mu 160 tysięcy. Swoim prawnikom płacę 5 razy więcej, a oni chronią mnie tylko przed procesami. A temu facetowi powierzam moje pieprzone życie! 

A jest to życie pełne blichtru, o którym krążą legendy. O złocie i marmurach już wspominaliśmy. Dodajmy więc, że kiedy dziennikarzowi PLAYBOYA pokazywał XIX-wieczny obraz ze swej kolekcji, nawet przez moment nie zachwycał się maestrią malarza. Po prostu wskazał na podpis w rogu i stwierdził z dumą: – Zobacz, to Renoir. Warty jakieś 10 milionów. 

Trump zachwala nie tylko swoje inwestycje. Jest też mistrzem autopromocji i wciąż opowiada, jaki jest wspaniały: „Jeśli ja tego nie zrobię, to pewnie nikt inny tego nie powie”. Nie jest człowiekiem szczególnie reli- gijnym, jednak nie przeszkadza mu to chodzić w nie- dzielę do kościoła. „Nie chcę iść do jakiegoś wieśniackiego kościoła, gdzie ty chodzisz” – powiedział kiedyś do drugiej żony. „Jeśli mam iść, to do takiego, gdzie ktoś mnie zna”. „Tony” – zawołał kamerdynera. – „Jak się nazywa ten kościół? Wiesz...” „Świętego Andrzeja, sir”. „A kto zna Donalda u Świętego Andrzeja?” – zdziwiła się żona.„Bóg”–odpowiedział kamerdyner. 


Co ślina na język przyniesie 

Gdy udało mu się wrócić na biznesowy szczyt, napisał książkę The Art of the Comeback. W sumie wydał już kil- kanaście biznesowych poradników, które stały się bestsellerami, a doradzanie innym weszło mu w krew. Jak nie w książkach, to na Twitterze: „Steve Jobs przewraca się w grobie” – skomentował wyniki sprzedaży iPhone- ’ów w styczniu 2014 r. Stwierdził, że powinny mieć większe ekrany, tak jak Samsungi i zapowiedział, że pozbędzie się akcji Apple. Jego uwagi nie dotyczą tylko biznesu. W ubiegłym roku, gdy do kraju mieli wrócić trzej zarażeni ebolą Amerykanie, tweetował: „Leczcie ich na najwyższym poziomie w Afryce. USA mają dość problemów. Ludzie, którzy wyjeżdżają do dalekich krajów by pomagać innym, są wspaniali. Ale muszą ponieść konsekwencje!”. 

Sam Trump nie lubi ponosić konsekwencji swych słów. W trakcie tej kampanii, podczas pierwszej debaty kandydatów Partii Republikańskiej, dziennikarka Megyn Kelly przyznała, że ludzie lubią to, że wali prosto z mostu, ale – jak dodała – ma to swoje złe strony, zwłaszcza gdy na Twitterze pisze o kobietach jako o tłustych świniach, psach, flejach i odrażających zwierzętach. – Tylko o Rosie O’Donnell (aktorka – przyp. red.) – próbował żartować Trump, jednak dziennikarka nie dała za wygraną: – O jednej z uczestniczek Celebrity Apprentice powiedział pan, że to byłby piękny widok zobaczyć ją na kolanach. Czy takie zachowanie przystoi człowiekowi, którego mielibyśmy wybrać na prezydenta? – Myślę, że wielkim problemem w tym kraju jest polityczna poprawność – odparł Trump przy aplauzie publiczności. Prawdziwa burza rozpętała się już po debacie, na antenie CNN, kiedy stwierdził: – Naskoczyła na mnie z tymi głupimi pytaniami. – Było widać, że krew płynęła jej z oczu, z... – zawahał się – ...wszędzie. 

Odczytano to jako aluzję, że prowadząca miała okres. Fala oburzenia przelała się przez media. Sztab wyborczy wydał oświadczenie, że Trump mówiąc „krew płynęła z niej wszędzie” miał na myśli „z nosa” i podkreślił, że tylko dewianci mogli zrozumieć to inaczej. 


A jak rozumieć fenomen Trumpa, który jest wielkim zaskoczeniem nawet dla publicystów? Ze zdziwieniem wskazują, że popierają go kobiety, mimo tego jak o nich mówi. Chcą na niego głosować żarliwi chrześcijanie, chociaż twierdził, że nie widzi powodu, by prosić Boga o odpuszczenie grzechów, ma za sobą dwa rozwody i popierał prawo do aborcji. Może liczyć na głosy umiar- kowanych Republikanów, choć zwolennicy tej partii gloryfikują interwencję w Iraku, a on mówi wprost: „Wydaliśmy 2 biliony dolarów, straciliśmy tysiące zabi- tych, wielu weteranów jest kalekami – to jedna z naj- głupszych interwencji w historii świata”. I w końcu ma poparcie wśród absolwentów wyższych uczelni, choć wydawałoby się, że wygaduje głupoty, które są obrazą dla inteligencji. To sprawia, że w szeregi pozostałych republikańskich kandydatów wkradł się strach. Nazywają go „ubocznym widowiskiem”, odwracającym uwagę od dyskusji o problemach kraju, ale już podczas drugiej debaty niemal wszyscy atakowali Trumpa. 

– Byłbym mocno zaniepokojony, gdyby to Trump miał kontrolę nad bronią nuklearną – powiedział sena- tor Rand Paul. – Nie potrzebujemy w Białym Domu kogoś, kto się dopiero uczy, już mamy kogoś takiego od 8 lat – dodawał gubernator Wisconsin Scott Walker. Gdy Trump wskazywał, że ma doświadczenie i sukcesy w biznesie, Carly Fiorina przypomniała bankructwa jego czterech firm. Z kolei Jeb Bush zauważył, że pro- pozycje Trumpa budowy muru na granicy z Meksykiem i deportacji pół miliona nielegalnych imigrantów rocznie są nierealne. Ten zrewanżował mu się komentarzem, że Bush chce zalegalizować imigrantów, bo jego żona pochodzi z Meksyku. 

Czy można zgwałcić współmałżonka? 

Co ciekawe, z trzech żon Trumpa tylko jedna była Amerykanką. Pierwsza to pochodząca z Czechosłowacji Ivana Zelníčková, która zaczynała karierę jako narciarka w Europie, a potem modelka w Kanadzie. W połowie lat 70. przyjechała do Nowego Jorku promować igrzyska olimpijskie, które miały odbyć się w Montrealu. Poznała Donalda i w 1977 r. została panią Trump. Przez lata pomagała mężowi w biznesie. Dochowali się też trójki dzieci (Donalda juniora, Ivanki i Erica). W 1989 r. odkryła, że mąż zdradza ją z królową piękności z Georgii, Marlą Maples (romans zaczął się dwa lata wcześniej, gdy Marla miała 21 lat). W 1992 r. ich sądowa batalia zakończyła się rozwodem, a rok później na świat przyszła córka Donalda i Marli – Tifanny, a świeżo upieczeni rodzice pobrali się. Tak, w tej kolejności. 

Sprawa pierwszej żony Donalda Trumpa powróciła podczas tegorocznej kampanii, kiedy dziennikarze przypomnieli pamiętniki Ivany, gdzie pisała, że mąż miał ją zgwałcić w 1989 r., choć przyznała, że nie została zgwałcona w „dosłownym i kryminalnym tego słowa znaczeniu”. Prawdziwą burzę wywołała odpowiedź prawnika Trumpa, który stwierdził, że „Nie można zgwałcić współmałżonka” (coś Wam to przypomina?). I na niewiele zdały się tłumaczenia, że chodzi o to, że prawo nie przewiduje takiej sytuacji. 

Drugie małżeństwo Trumpa przetrwało do 1999 r. W tym czasie Donald poznał 24 lata młodszą od siebie słoweńską modelkę Melanię Knauss. – Jeśli musisz używać viagry, to znaczy, że to nie ta kobieta – mówił 58-letni pan młody, żeniąc się w 2005 r. Świadkami ceremonii w Palm Beach byli m.in. książę Karol, Clint Eastwood i państwo Clintonowie. Obecność tych ostat- nich próbują dziś wykorzystać republikańscy kontr- kandydaci Trumpa, twierdząc, że to dowód jego brata- nia się z Demokratami. – Powiedziałem Hillary Clinton, że ma być na moim ślubie i przyszła. A wiecie dlaczego? Musiała, bo płaciłem na ich fundację – odpowiada w swoim stylu Trump. 

Walka z Godzillą 

Trump stał się czarnego koniem wyborów prezydenckich. Zbiera głosy niezadowolonych, a jak wynika z sondażu „The Washington Post” prawie 40 proc. Republikanów jest wściekłych na rządzących. Dla porównania w 1998 r., podczas afery z Moniką Lewinsky złość deklarowało tylko 14 proc. Republikanie przygotowują się więc do „odbicia” Białego Domu, ale ci najwyżej postawieni wcale nie chcą, by zrobił to polityczny outsider podejrzewany o to, że jest nasłany przez Demokratów po to, by prowadzić dywersję. 

– Lepiej, by nasza partia ryzykowała porażkę bez niego, niż próbowała zwyciężyć z nim – powiedział Lindsey Graham, senator z Karoliny Południowej. Z kolei jeden z kontrkandydatów Trumpa do partyjnej nominacji gubernator Wisconsin Scott Walker wycofując się z wyścigu wezwał pozostałych kandydatów do wspólnego frontu przeciwko Trumpowi. Tylko co można zrobić? Jak stwierdził Eugene Robinson z „The Washington Post”: „Atakowanie go za pomocą krytyki to jak próba zniszczenia Godzilli prądem: to go tylko uczyni silniejszym”.

Teraz pytanie brzmi, czy Hillary Clinton będzie Mechagodzillą. 


PS. To co ma na głowie Donald Trump, to nie jest zdechły szop ani tupecik. To jego prawdziwe włosy uformowane w zaczeskę, co własnoręcznie sprawdziła na jednym ze spotkań wyborczych wybrana z tłumu ochotniczka. 

 

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska