5 najdziwniejszych skandali olimpijskich

5 najdziwniejszych skandali olimpijskich

Myślicie, że afera "Chemical Brothers", czyli wykrycie śladów dopingu u braci Zielińskich to największa awantura sportowa wszech czasów? Na olimpiadach skandali bywało o wiele więcej. Niektóre, trzeba przyznać, mogą zaskoczyć...

Sydney 2000: Eric Moussambani – płyń jak węgorz!

Éric Moussambani z Gwinei Równikowej dostał od dziennikarzy przydomek „węgorz”. Wiecie dlaczego? Bo mało nie utopił się w basenie podczas wyścigu na 100 metrów stylem dowolnym. Nawiasem mówiąc afrykański pływak i tak miał szczęście, że w ogóle trafił na Olimpiadę i że – gdy doszło do kwalifikacji – tylko on nie popełnił falstartu. W efekcie startował samotnie i ścigał sam ze sobą. Pierwszą połówkę jakoś jeszcze przetrwał, ale później było już tylko gorzej – pływak pokonał cały ten dystans w czasie mniej więcej dwa razy dłuższym niż najszybsi rywale. Dlaczego tak słabo? Podobno tak duży basen widział po raz pierwszy, bo w Gwinei ćwiczył w czymś znacznie mniejszym i trenował w dodatku bez profesjonalnej pomocy. Świat na takie tłumaczenie oczywiście zbaraniał z radości, ale sam Éric Moussambani – niezwykle skromny i sympatyczny – dostał od Speedo kilka milionów dolarów na promowanie pływania wśród obywateli Afryki. Skandal skończył się dobrze, ale długo po olimpiadzie trwała dyskusja czy w takich zawodach powinni startować zawodnicy nieprzygotowani i przypadkowi. 


Los Angeles 1994 Madeline de Jesus i jej siostra bliźniaczka

Cała afera zaczęła się od kontuzji zawodniczki Puerto Rico – Madeline de Jesus lekko nadciągnęła ścięgno podczas skoku w dal. Jak piszą, musiała tylko odpocząć, żeby po kontuzji nie było żadnego śladu. Pani Madeline poszła jednak o krok za daleko i poprosiła o pomoc własną siostrę bliźniaczkę Margaret, żeby ta ją zastąpiła podczas sztafety 4x400 m. Było to tym łatwiejsze, że obie bliźniaczki trenowały lekkoatletykę i wyglądały rzeczywiście identycznie. Nikt się z początku nie zorientował i Puerto Rico awansowało w kolejce. Potem całą sprawę wykrył trener de Jesus. Wybuchła wielka awantura, zakończona wycofaniem całej drużyny z dalszej rywalizacji. Zabawne, ale bolesne...


 

Montreal 1976: Borys Oniszczenko i elektryka

Ukrainiec, ale z reprezentacji pięcioboistów ZSRR, został przyłapany na kantowaniu podczas walki. Okazało się, że w jego szpadzie ukryto specjalny przycisk aktywujący lampkę sygnalizującą trafienie. W praktyce szpada nie dosięgała przeciwnika, ale trafienie zaliczano. Oniszczenko opuścił wioskę olimpijską w niesławie, a po powrocie do kraju pozbawiono go medali i przywilejów. Wikipedia podaje, że musiał utrzymywać się z pracy taksówkarza i że na jakiś czas "resocjalizowano" go na Syberii.  


Berlin 1936: Dora Ratjen, czyli chłop w świecie kobiet

Czwarte miejsce w skoku wzwyż przypadło Dorze Rajien. Dwa lata później niemiecka zawodniczka wystartowała na zawodach w Wiedniu, gdzie wyskakała rekord świata (1,7 m). Wszystko fajnie, ale później przypadkowo okazało się, że Dora to jednak... mężczyzna (ściślej był hermafrodytą). Herr Ratjen (później używał imienia Heinrich lub – jak chcą inne źródła – Horst) urodził się z defektem jąder, ale miał męskie narządy rozrodcze. Do tego nie urosły mu nigdy piersi i podobno nawet przeżył ejakulację, ale mimo tego jego rodzice postanowili go wychować jak dziewczynkę. Później trafił do sportu, gdzie – mając męską muskulaturę i przede wszystkim męską siłę – był lepszy od wielu pań. Źle to się wszystko skończyło. Aferę ujawniono, a medale odebrano. 

 

Los Angeles 1932: Stanisława Walasiewicz – i chłop, i baba
Na koniec zostawiamy polską zawodniczkę, która w Los Angeles wybiegała złoto, a cztery lata później, występując przed Hitlerem – złoto. Formalnie była Amerykanką, ale urodziła się w Polsce i w dodatku bardzo kochała swój kraj. Pani Walasiewicz (albo za oceanem Stella Walsh) zginęła w napadzie rabunkowym w USA. Przeszła po śmierci sekcję, która wykazała, że olimpijka była hermafrodytą. Czuła się kobietą, ale – podobnie jak Ratjen – miała w sobie "coś" z mężczyzny. Komitet Olimpijski nie zdecydował się na anulowanie wyników i rekordów Stanisławy Walasiewicz, ale afera jest aferą... 

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska