2016-08-18
Bóg dziewictwa

Kwestia zachowania dziewictwa przez młode kobiety wciąż jest w kulturze islamu niemal świętością. Zapraszamy do lektury fragmentu książki kontrowersyjnej dziennikarki Mony Eltahawy, która jest żarliwym manifestem walki o prawa kobiet w kulturze Bliskiego Wschodu.

„W arabskim społeczeństwie wciąż panuje przeświadczenie, iż ten cienki fałd tkanki zakrywający ujście zewnętrznych narządów płciowych to najcenniejsza część dziewczęcego ciała, dużo bardziej cenna niż oko, ręka czy noga. Dla arabskiej rodziny znacznie mniejszym nieszczęściem jest, gdy córka straci oko, niż kiedy straci dziewictwo. W porównaniu z utratą błony dziewiczej mniejszą katastrofą jest nawet utrata życia."
Nawal as-Sadawi, The Hidden Face of Eve
(Ukryta twarz Ewy)

 

Nasze błony dziewicze nie należą do nas, to własność naszych rodzin.


Odkryłam tę prawdę, a raczej ukazano mi ją, podczas dyskusji o prawach muzułmańskich kobiet zorganizowanej w Amsterdamie. Tego wieczoru chyba po raz pierwszy miałam okazję porozmawiać o seksie ze swoimi – Arabkami czy też muzułmankami. Jedna z nich, Holenderka pochodząca z Maroka, oznajmiła: „Uprawiając seks po raz pierwszy, czułam się tak, jak gdyby moja matka, ojciec dziadkowie, znajomi z sąsiedztwa i sam Bóg ze wszystkimi aniołami stali przy mnie i patrzyli”. Śmiałyśmy się z tego do rozpuku. Czułam ulgę, rozmawiając z kobietami, które były w stanie zrozumieć, że dziewictwo może być ciężarem, a pozbycie się go może wiązać się z poczuciem winy; z kobietami, które mnie nie oceniały. To była ulga rozmawiać z nimi, wiedząc, że nie zapytają: „Jak mogłaś się nie bronić?” – jak pielęgniarka z pogotowia, której przyznałam się, że padłam ofiarą napaści seksualnej.


W rzeczywistości „broniłam się”, i to bardzo długo – teraz wydaje mi się, że nawet zbyt długo. Strzegłam swojej błony jak porządna dziewica aż do dwudziestego dziewiątego roku życia. Byłam posłuszna zasadzie przekazanej mi przez rodziców, którzy z kolei przejęli ją po swoich rodzicach: nie ma seksu przed ślubem. Akceptowałam to. Długo zwlekałam z rozpoczęciem współżycia i smutno mi, gdy wspominam siebie z tamtych czasów: tyle lat nie pozwalałam sobie zaznać czegoś tak przyjemnego i po prostu się tym cieszyć. Mijały lata, a ja wciąż czekałam; przerażała mnie sama myśl o seksie przed ślubem. Byłam posłuszna zasadom wpojonym mi przez rodzinę, szkołę, religię i społeczeństwo. Wytresowano mnie dobrze i do samego końca byłam „porządną dziewczyną”. Moja błona dziewicza była zabezpieczona przed feminizmem, ku któremu się skłaniałam. Mój feminizm walczył z chustą na głowie, ale nie z błoną dziewiczą. Dlaczego?


Dlaczego byłam posłuszna? I dlaczego czekałam tak długo, aby w końcu wypowiedzieć posłuszeństwo?


Te pytania powracały raz za razem, kiedy znalazłam się, proszę sobie wyobrazić, w Oklahomie. W 2010 roku prowadziłam na tamtejszym uniwersytecie stanowym kurs z zakresu problematyki gender i nowych mediów na Bliskim Wschodzie, i to właśnie tam, w sali wykładowej, zaczęłam publicznie rozliczać się z bogiem dziewictwa.


Jak dyskutować na temat dziewictwa z grupą amerykańskich studentów, aby nie mieli wrażenia, że rozmowa nie ma odniesienia do ich własnego życia, albo, co gorsza, nie uznali jej za próbę atrakcyjnego ukazania obcej kultury? Kobiety, seks i kultura są jak trójkąt bermudzki, w którym otwarta dyskusja często schodzi na manowce, albo dlatego że studenci czują się w obowiązku bronić danej tradycji kulturowej, albo z powodu poczucia wyższości – kiedy chcą za wszelką cenę pokazać, że ich kultury omawiane problemy nie dotyczą.


Osobiste świadectwo to nie tylko oręż walki politycznej. To bomba burząca zrzucona na ten trójkąt. Znacznie łatwiej omawiać to, co dzieje się „tam”, przywołując osobiste doświadczenia, więc pokazałam mojej grupie libański film Karmel. Reżyserka, Nadine Labaki, gra w nim właścicielkę salonu fryzjerskiego w Bejrucie; ona oraz jej przyjaciółki i koleżanki z pracy tworzą zbiorowy portret libańskiej kobiety.


Jedna z przyjaciółek decyduje się iść przed ślubem na zabieg odtworzenia błony dziewiczej, ponieważ obawia się, że przyszły mąż ją odtrąci, gdy przekona się, że nie jest dziewicą. W pierwszej chwili moja grupa była wstrząśnięta tym, że kobieta nie może ujawnić szczegółów swojego życia intymnego mężczyźnie, którego zamierza poślubić. Padły też pytania, dlaczego z utraty dziewictwa robi się tak wielką sprawę. Przypomniałam studentom, że w Stanach Zjednoczonych dziewictwo jeszcze niedawno także było „wielką sprawą”, a zmieniło się to dopiero w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku.


– A słyszeliście o balach cnoty? – zapytała młoda studentka. Miała na myśli oficjalne bankiety, które w Ameryce urządza się dla ojców i córek. Nastoletnie dziewczyny składają wówczas ślubowanie, w którym obiecują zachować dziewictwo do ślubu. Te bale są fundamentem amerykańskiej kultury czystości.


„Tak!”, zawołałam w myślach. Problem dziewictwa był „tam”, a teraz pojawił się „tutaj”. Owszem, słyszałam o balach cnoty, w telewizji, ale ta koncepcja była dla mnie i dla reszty grupy równie obca, co odtworzenie błony dziewiczej.


A potem nagle osobiste świadectwo wytrąciło nas z samozadowolenia.


– Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że podpisałam ślubowanie cnoty w obecności mojego taty – wyznała inna studentka.


Niczego lepszego nie mogłam sobie wymarzyć. Odwaga dziewczyny, która postanowiła podzielić się swoim doświadczeniem, przypomniała nam, że dziewictwo to nie jest sprawa, która istnieje gdzieś daleko, w Libanie, o której tylko pisze się w prasie. Że mamy ją na wyciągnięcie ręki, w naszej sali wykładowej. Z podobnymi sytuacjami stykałam się w Oklahomie dość często. Czasem żartuję, że czułam się jak na Bliskim Wschodzie, bo panował tam podobny klimat, wytworzony przez mieszankę religii i konserwatywnej polityki. Przyglądałam się, jak religijna amerykańska prawica, szczególnie na Południu, ogranicza prawa reprodukcyjne kobiet, i byłam pełna podziwu dla niebywale odważnych feministek i aktywistek walczących o te prawa w południowych stanach.


W mojej grupie znalazły się osoby próbujące dyplomatycznie wypytywać koleżankę, która przyznała się, że ślubowała zachować cnotę.


– Uważasz, że dokonałaś wolnego wyboru, i ja to szanuję – powiedziała jej wtedy jedna ze studentek. – Ale, jak twierdzi Eve Ensler (amerykańska dramatopisarka i aktywistka ruchu feministycznego, autorka sztuki Monologi waginy i powieści Dobre ciało – przyp. red.), składając przysięgę ojcu, oddajesz swoją seksualność w obce ręce aż do dnia ślubu, kiedy oddasz ją mężowi, składając kolejną przysięgę.


Praca nauczyciela jest jak alchemia. Weź kilku studentów, rzuć trudny temat, a wynik z całą pewnością będzie zdumiewający.


Staram się, aby atmosfera na moich zajęciach była jak najbardziej osobista. Dzieląc się własnymi doświadczeniami, aby przybliżyć omawiany temat – a więc żeby odwdzięczyć się za tamto szczere wyznanie przed całą grupą, a jednocześnie pokazać, że solidaryzuję się z tym konserwatywnym sposobem myślenia, który sama kiedyś wyznawałam, mogłam przynajmniej powiedzieć moim uczniom, jak długo zwlekałam z rozpoczęciem współżycia. Nigdy nie złożyłam przysięgi czystości, ale kiedyś również uważałam, że z seksem należy poczekać do ślubu. Tyle że ślubu wciąż nie było i w końcu miałam dość tego czekania. Ale nie miałam z kim się tym podzielić. Tajemnica pogłębiała mój wstyd i poczucie winy; przez długi czas mogłam rozmawiać o seksie wyłącznie z tymi koleżankami, które nie były muzułmankami.


Dziś mam znacznie więcej śmiałości, co jednak nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem i pozytywnym przyjęciem. Na pewnej konferencji dla muzułmańskich kobiet, kiedy wyznałam, jak trudno było mi poradzić sobie z poczuciem winy po seksie przedmałżeńskim, jedna muzułmanka powiedziała mi wprost:


– Koran mówi jasno, że „cudzołożnica jest dla cudzołożnika”, więc i ty trafiłaś na swojego „cudzołożnika”.


Urocze.


To mnie nie zniechęciło, a czasem z pomocą przychodziła mi też nienasycona potrzeba, aby dzielić się swoimi przeżyciami i zrzucać z serca poczucie winy. W ten sposób wyrobiłam sobie odporność i grubą skórę. Z Oklahomy wróciłam zahartowana. Zdarzało mi się tylko płakać wieczorami w pustym pokoju hotelowym; był to jedyny sposób, aby otrząsnąć się ze wspomnień sięgających czasami nawet dwudziestu lat wstecz.

 

 

Fragment książki Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie Mony Eltahawy publikujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.

 

Mona Eltahawy jest  niezależną dziennikarką i komentatorką. Jej eseje o prawach kobiet w świecie islamu  pojawiały się w różnych publikacjach, w tym w „The Washington Post” i „The New York Times”. Gościnnie występowała w MSNBC, BBC, CNN, PBS, Al-Dżaziry, NPR, i wielu innych stacjach radiowych i telewizyjnych. Ceniona jest za ostre i krytyczne wypowiedzi.  Mieszka w Kairze i Nowym Jorku.

 

fot. Michał Huniewicz/Flickr (CC BY 2.0)

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska