Wywiady PLAYBOYA: Bill Gates

2016-09-06
Wywiady PLAYBOYA: Bill Gates

Współzałożyciel firmy Microsoft od lat jest wśród najbogatszych ludzi świata. W tym roku powrócił na pierwsze miejsce z majątkiem ocenianym na 79,2 mld dolarów. Ta rozmowa odbyła się ponad 20 lat temu, kiedy Gates był jeszcze przed czterdziestką, w rankingu najbogatszych Amerykanów zajmował drugie miejsce, ale był już okryty sławą najmłodszego miliardera na świecie, który sam doszedł do swojej fortuny.

PLAYBOY USA LIPIEC 1994

 

Internet dopiero raczkował, prace nad Windows 95 wciąż trwały i nawet sam Gates jeszcze nie używał tej nazwy, natomiast firmie Microsoft groziło realne ryzyko, że w związku z postępowaniem antymonopolowym może zostać podzielona na mniejsze przedsiębiorstwa. Przeczytajcie, jakiej przyszłości spodziewał się wówczas BILL GATES.

 

PLAYBOY: Zacznijmy od czegoś prostego. Opowiedz nam o przyszłości.
GATES: OK (śmiech). Dziś używa się komputera osobistego jako podstawowego narzędzia do tworzenia dokumentów różnych typów – edycja tekstów, arkusze kalkulacyjne, prezentacje. Jednak ilekroć chcemy znaleźć dokument, zarchiwizować go lub przesłać, tak naprawdę nie używamy formy elektronicznej. Drukujemy go na papierze i wysyłamy. W nadchodzącej erze informacyjnej szeroko rozumiany dostęp do dokumentów będzie odbywał się elektronicznie, po prostu poprzez podróż w sieci, którą ludzie nazywają teraz autostradą informacyjną. Określa się ją też „konwergencja cyfrowa”, który to termin spopularyzował John Sculley, oraz „informacją na czubkach palców” – tego terminu z kolei ja chętnie używam. Jestem pewien, że tak będzie. Mogę jedynie mylić się co do tego, jak szybko to nastąpi.

 

PLAYBOY: Jak szybko?
GATES: Optymiści sądzą, że w ciągu 3 lat. Inni uważają, że dziesięciu. Ja mam zapał neofity. Wydaję prawie 100 milionów rocznie, by zbudować taki rodzaj oprogramowania, który sprawi, że będzie to działać, będzie to łatwe w użyciu, i będzie należycie chronić prywatność. Myślę, że możliwe jest, że za 3 czy 4 lata przekonamy do tego miliony ludzi.


PLAYBOY: Wkrótce na ekranach: naród grubasów na kanapach?
GATES: Przecież już teraz można siedzieć przyklejonym do ekranu. Ale ten ekran to wielka pomoc. Może zaoszczędzić czas, który można potem wykorzystać na rzeczy, jakie chce się robić. Dla wielu ludzi będzie to właśnie odklejenie od telewizora.

 

PLAYBOY: Poza znajdowaniem dokumentów, co będziemy mogli robić?
GATES: Powiedzmy, że chcesz obejrzeć jakiś film. Zanim wybierzesz, chciałbyś wiedzieć, co podobało się innym, i zdecydować, na podstawie tego, co myślałeś o innych filmach, które obejrzałeś wcześniej, czy jest to film, który by ci się podobał. Będziesz mógł wyszukać tego typu informacje. Potem wybierzesz i dostaniesz film zgodnie ze swoim życzeniem. Potem możesz nawet podzielić się z innymi swoją opinią na temat tego filmu. Jednak jeśli będziemy o tym myśleć jedynie w kategoriach filmów na zamówienie, strywializujemy ostateczny wpływ, jaki to będzie miało na nas wpływ. Zmieni się sposób znajdowania informacji i podejmowania decyzji. Pomyśl o tym, jak znajdujesz ludzi o podobnych zainteresowaniach, jak wybierasz lekarza, jak decydujesz, jaką przeczytać książkę. Obecnie trudno jest dotrzeć do szerszego kręgu ludzi. Jest się przywiązanym do społeczności, która fizycznie nas otacza. Ale w nowym środowisku, z powodu tego, w jaki sposób informacja będzie zachowywana i udostępniana, ta społeczność rozszerzy się. Będzie to potężne narzędzie, infrastruktura szybko powstanie, a jego wpływ na nasze życie będzie ogromny.

 

PLAYBOY: A co z tymi, którzy mówią, że życie nie zmieni się aż tak bardzo, że to w większości czyste mrzonki?
GATES: Cóż, to takie same mrzonki jak komputer osobisty, zanim stał się rzeczywistym zjawiskiem.

 

PLAYBOY: W jaki sposób Microsoft zaangażuje się w budowę infostrady?
GATES: Obecny interaktywny interfejs użytkownika nie jest zbyt bogaty. Nie ma jeszcze opcji udostępniania i recenzji, smaczków, które sprawią, że ludzie zapragną mieć ten system. Microsoft wydaje mnóstwo pieniędzy na stworzenie interfejsu, który jest naszym zdaniem lepszy. Będzie działał w pudełkach sterujących twoim telewizorem, a ty będziesz dokonywał wyboru. Jesteśmy zaangażowani w stworzenie znacznie potężniejszego oprogramowania na drugim końcu kabla światłowodowego, programu, który będzie działał w komputerze, gdzie będzie baza danych z filmami, katalogi i wszystko inne.

 

PLAYBOY: Komputer typu mainframe?
GATES: Następca mainframe. Ale jego prędkość i pojemność możliwych do zachowania danych przekraczają zdolności oprogramowania, którego używa się obecnie do rezerwacji biletów lotniczych czy baz danych kart kredytowych. Oglądanie filmu nie wymaga dużo od komputera. Po prostu odczytujesz informacje z dysku magnetycznego i wysyłasz je po kablu. Ale jeśli tworzysz scenę w 3D – coś na kształt rzeczywistości wirtualnej – gdzie 20 ludzi gra razem w opcji multiplayer, to wymaga skomplikowanych obliczeń. Albo powiedzmy, że przemawia prezydent. Każdy obywatel ma możliwość naciskania guziczków na tak i nie, a te informacje są zbierane i wyniki po sekundzie lub dwóch wyświetlane są na ekranie. Nie nie jest łatwe, ale w zasięgu obecnej technologii. Nie trzeba być marzycielem, by wiedzieć, że technologia nie jest ograniczeniem dla powstania infostrady.

 

PLAYBOY: A jak możliwość bezpośredniej reakcji na to, co mówi prezydent, zmieni nasz system rządzenia?
GATES: Zmieni się idea demokracji przedstawicielskiej. Dziś twierdzi się, że nie korzystamy z dobrodziejstw bezpośredniej demokracji, bo ankietowanie każdego na każdy temat byłoby niepraktyczne. W istocie używamy demokracji przedstawicielskiej, ponieważ chcemy, by grupa osób o ponadprzeciętnych cechach zastanawiała się nad problemami i dokonywała wyborów, które na krótką metę może nie są oczywiste – choć w dłuższej perspektywie przyniosą wszystkim korzyść.

 

PLAYBOY: Czy zgadzasz się z tym?
GATES: Tak. Gdy dokonuje się wyborów lub ustala strategie w dziedzinie ekonomii, edukacji czy medycyny, społeczeństwu najlepiej służy wybór ludzi odznaczających się szczególną pracowitością, inteligencją i tych, których interesuje myślenie długofalowe.

 

PLAYBOY: Obdarzasz naszych obecnie wybranych urzędników wielkim zaufaniem.
GATES: To, co mamy, może nie jest idealne, ale i tak lepsze jest niż demokracja bezpośrednia. Tak czy inaczej, nie będziemy już mogli ukryć się za wymówką, że brak nam technologii pozwalającej zebrać opinie.

 

PLAYBOY: W co jeszcze zaangażowany jest Microsoft? Słyszeliśmy na przykład o oprogramowaniu, które może kierować na przykład pracą pralki automatycznej.
GATES: (Śmiech) To dosyć skrajny przykład, ale ludzie faktycznie czasem śmieją się z tego, że dostrzegamy możliwość sprzedawania oprogramowania w bardzo wielu dziedzinach. Opracowujemy też nową generację faksów, które, naszym zdaniem, będą lepsze i łatwiejsze w obsłudze. A także generację wideofonów (standardowy telefon z minikomputerem), w których guziczki zastąpi grafika na ekranie. Pracujemy też nad oprogramowaniem drukarek. Współpracujemy z ludźmi opracowującymi systemy nawigacji samochodowej. A w środowisku domowym, chcemy zaproponować coś, co można włożyć do kieszeni: nazywamy to Wallet PC.

 

PLAYBOY: Do kieszeni?
GATES: To futurystyczne urządzenie przypominające dzisiejsze palmtopy. By wejść do domu, nie musisz już przekręcać klucza w zamku, twój Wallet PC stwierdza, że wolno ci przejść przez określone drzwi i odbywa się to elektronicznie. W teatrze nie musisz mieć przy sobie biletów, twój Wallet PC udowodni cyfrowo, że zapłaciłeś za wstęp. Kiedy chcesz wsiąść do samolotu, nie musisz pokazywać biletu kolejnym 29 osobom, po prostu używasz tego urządzenia. Będą elektroniczne zaświadczenia. Elektroniczne pieniądze. Jest w tym urządzenie lokalizujące, możesz więc zobaczyć mapę okolicy, w której się znajdujesz i miejsc, w które chciałbyś się udać. To nasza wizja małego przenośnego komputera, powiedzmy, za 5 lat.

 

PLAYBOY: Czy używasz palmtopa?
GATES: Gdy jadę w podróż, biorę ze sobą standardowe przenośne urządzenie 486, bo mam na nim swoją pocztę elektroniczną. Przez tydzień używałem jednego z pierwszych Newtonów (pierwsze palmtopy, czyli kieszonkowe komputerki Apple – przyp. red.). Jeśli chcesz, mogę ci go odstąpić.

 

PLAYBOY: Co z nim nie tak?
GATES: Miał rozpoznawać pismo ręczne. Ale wnioskując po pierwszych egzemplarzach, ludzie są sceptycznie nastawieni do tego, czy to rozpoznawanie pisma naprawdę działa. Produkt jest nieźle technicznie zrobiony. Niestety, według mnie to niezbyt przydatne urządzenie, co pewnie odsunie tę kategorię na dalszy plan.

 

PLAYBOY: Spotkałeś się z takimi ludźmi jak szef QVC Barry Diller, właściciel Foxa Rupert Murdoch, agent Mike Ovitz, John Malone z TCI oraz Gerald Levin z Time Warner, by rozmawiać o przyszłości. Kto kogo szukał?
GATES: To dobra mieszanka. Ovitz zadzwonił do mnie. On rozumie, jakie możliwości dają nowe media. Myślał, że warto zobaczyć, jak nasze wizje się zazębiają. Chce być pewien, że kiedy ubija interesy, rezerwuje prawa dla swoich klientów w najlepszy możliwy sposób. Chce, żebyśmy myśleli o prawach licencyjnych.

 

PLAYBOY: To jest to, co ty możesz zrobić dla Ovitza. A co on może zrobić dla ciebie?
GATES: O, bardzo wiele rzeczy! Może rozpowiedzieć komu trzeba w Hollywood, że chcemy współpracować z ludźmi nad programami multimedialnymi. Mike może pomóc nam wymyślić strategie, jak wytłumaczyć innym, że te nowe narzędzia w przyszłości będą tym, czym dziś są studia producenckie.

 

PLAYBOY: Tyle słyszy się o Ovitzu, ale on sam nigdy nie mówi o sobie publicznie. Co to za człowiek?
GATES: To dziwne uczucie, gdy czyta się o kimś dużo w prasie zanim rzeczywiście się go spotka. Nie wiem zbyt dużo o Hollywood, więc gdy przeczytałem długi artykuł o Ovitzu w „New Yorkerze”, powiedziałem sobie: „Oho! Lepiej mieć się na baczności”. W istocie to całkiem sympatyczny człowiek. Cóż, kiedy się nad tym zastanowić, jak mógłby mieć takie powodzenie w tej branży, gdyby taki nie był?

 

PLAYBOY: Można by pomyśleć, że wobec ciebie będzie się czuł onieśmielony.
GATES: Jasne. Nie, żebym miał taką nadzieję. Zjedliśmy wspólnie mnóstwo długich kolacji, aż w końcu poszedłem obejrzeć Creative Artists Agency. Właściwie minęły już 2 lata, odkąd prowadzimy rozmowy. Wywodzimy się z różnych dziedzin, w których bez wątpienia ciężko pracujemy, koncentrujemy się na nich i odnosimy sukcesy. Chodzi o to, jakie są możliwości współpracy? Przez ostatnie 18 miesięcy poznałem wielu ludzi, którzy mają więcej trzeźwego i praktycznego podejścia, a nawet pokory, niż można by się spodziewać.

 

PLAYBOY: Na przykład?
GATES: Murdoch to dość spokojny typ. Genialny, ale spokojny. Malone wali wprost, gdy mówi o technologii i strategii. Jesteśmy niesamowicie podobni do siebie. On pracował w Bell Labs i zna się na biznesie i na technologii. Mam z nim o wiele więcej wspólnego, niż z niejedną z innych osób, z którymi miałem do czynienia wchodząc w rozmaite spółki… Dillera spotkałem kilka razy. Był tu dwukrotnie, nim wylądował w QVC, wtedy jeszcze objeżdżał okolicę i przyglądał się możliwościom. Spędził tu dużo czasu. To bardzo bystry facet. Zadawał dobre pytania. Nie wszyscy za nim przepadają, ale wszyscy cholernie go szanują. Najwyraźniej twardy z niego menedżer.

 

PLAYBOY: Poznałeś już jakieś gwiazdy filmowe?
GATES: Nie (robi pauzę). Właściwie to tak. Poszedłem na bankiet Golden Plate, gdzie było sporo gwiazd filmu: Barbra Streisand, Dolly Parton, Kevin – jak on ma na nazwisko?


PLAYBOY: Costner?
GATES: Zaćmiło mnie przez chwilę, ale wstyd! Rozmawiałem sporo z Michaelem Crichtonem (pisarz, reżyser, scenarzysta, producent – przyp. red.), ale on nie jest gwiazdą filmową.

 

PLAYBOY: Czy ktoś z tych sław cię rozpoznał?
GATES: Nie sądzę. Ale rozpoznało mnie kilku naukowców. I mnóstwo dzieciaków, bo dzieciaki częściej używają komputera.

 

PLAYBOY: Czy mieli pojęcie, że ściskają dłoń drugiego najbogatszego człowieka w Ameryce?
GATES: Nie.

 

PLAYBOY: A tak przy okazji, ile jesteś teraz wart?
GATES: Pamiętaj, że nie mam dolarów, a akcje Microsoftu. Więc tylko za pomocą mnożenia możesz przełożyć to, co mam, na jakąś oszałamiającą liczbę.

 

PLAYBOY: Ludzi bardziej onieśmiela twoja inteligencja czy forsa?
GATES: Niewielu ludzi czuje się onieśmielonych którąkolwiek z tych rzeczy. Tutaj, w pracy, wszyscy staramy się po prostu wykonać swoje zadanie. Moi ludzie pewni są słuszności swoich przekonań i znają swoje umiejętności. Ludzie, od których kupuję hamburgery, też nie są onieśmieleni (śmiech). Wszyscy cierpimy przez to, jak prasa wypacza nasze wizerunki. Działamy na bardzo konkurencyjnych rynkach. Kiedy ludzie mówią coś w rodzaju: „Bill Gates kontroluje to”, „Malone kontroluje tamto” albo „Ovitz kontroluje tamto”, mam nadzieję, że ludzie w to nie wierzą. Bo przecież każdego dnia mówimy sobie: „Co zrobić, by klient nadal był zadowolony? W jaki sposób dokonać dalszych innowacji na tym polu? Bo jeśli my tego nie zrobimy, zrobi to kto inny”. Ludzie nie doceniają tego, jak skutecznie kapitalizm utrzymuje w niepewności nawet najlepiej prosperujące firmy.

 

PLAYBOY: Od 1975 r., kiedy wraz z Paulem Allenem założyliście Microsoft, zdolność firmy do odradzania się jest bezbłędna i szalenie opłacalna. Gdybyś mógł ująć etos swojej korporacji w jednym zdaniu, jak ono brzmiałoby?
GATES: „Ruszmy głową, wymyślajmy i róbmy lepsze oprogramowanie niż ktokolwiek inny.”

 

PLAYBOY: Po jakim czasie stało się to bardziej biznesem niż dobrą zabawą?
GATES: Dosyć wcześnie: wtedy, kiedy wynająłem 4 gości i jeden z nich nie przychodził przez kilka dni. Powiedziałem: „Do cholery, nie uda nam się tego zrobić. Ludzie się wściekną. Muszę im zapłacić pensje”. Zabawa przerodziła się w poważną odpowiedzialność. Wtedy miałem zwyczaj obliczania, ile oprogramowania musimy sprzedać każdego dnia. Byłem we wszystko bezpośrednio zaangażowany. O 10 rano wiedziałem już, czy sprzedałem zaplanowaną na ten dzień ilość oprogramowania. Jeśli tak, zajmowałem się tygodniowym celem sprzedażowym.

 

PLAYBOY: Prawdziwy biznesmen.
GATES: Muszę przyznać, że zakradają mi się do głowy takie biznesowe myśli: mam nadzieję, że nasi klienci nam zapłacą, mam nadzieję, że ten produkt jest w porządku, mam nadzieję, że zrobimy to na czas. Dodawanie, odejmowanie. Podsumujmy sprzedaż, odejmijmy koszty i spróbujmy osiągnąć tę wielką dodatnią liczbę na dole.

 

PLAYBOY: Nie lubisz, kiedy nazywa się ciebie biznesmenem?
GATES: Nie. Z moich procesów myślowych, biznesowi poświęcam może z 10 procent. Biznes nie jest zbyt skomplikowany. Nie chciałbym pisać o sobie „biznesmen” na wizytówce.

 

PLAYBOY: Co zatem chciałbyś napisać na swej wizytówce?
GATES: Naukowiec. Chyba, że sam siebie oszukuję. Kiedy czytam o wielkich uczonych, jak na przykład Crick i Watson, o tym, jak odkryli DNA, sprawia mi to wielką przyjemność. Historie o sukcesach w biznesie tak bardzo mnie nie interesują.

 

PLAYBOY: Jak to się stało, że nie pracujesz w jakimś laboratorium?
GATES: Część moich umiejętności to zrozumienie technologii w połączeniu z biznesem. Powiedzmy więc, że jestem technologiem.

 

PLAYBOY: Jeśli biznes to 10 procent, jak rozkłada się pozostałe 90?
GATES: (głośno prycha)

 

PLAYBOY: Śmiało.
GATES: Zaczynasz dotykać sfer, które są zbyt efemeryczne i prywatne. Przyznaję, że to ciekawe pytanie. Ale zadawanie go tak publicznie jest zapewne...

 

PLAYBOY: Sam zacząłeś.
GATES: To prawda. No dobra. 90 procent zajmuje się całą resztą.

 

PLAYBOY: (głośno prycha)
GATES: Te procenty są trudne, bo zawsze zapomina się o czymś ważnym. „O rany, zapomniałem o rodzinie.” To znaczy... daj spokój, to za trudne.

 

PLAYBOY: Trudno uwierzyć, że znaleźliśmy coś, co jest dla ciebie za trudne.
GATES: Musi być jakaś inna miara, by wyjaśnić, co mam na myśli mówiąc, że biznes nie jest taki trudny. Ujmijmy to w ten sposób: powiedzmy, że dodałbyś mi 2 lata życia i pozwolił mi pójść do szkoły biznesu. Nie sądzę, że wtedy pracowałbym lepiej w Microsoft. (Wstaje) Popatrzmy na te półki i zobaczmy, czy są
tu jakieś książki z dziedziny biznesu. Ups. Nie znaleźliśmy żadnych.


PLAYBOY: Jak definiujesz słowo „bystry”?
GATES: (Przewraca oczami) Och, daj spokój. To bardzo nieuchwytne pojęcie. Istnieje pewna błyskotliwość, zdolność do przyswajania nowych faktów. Wchodzisz w nową sytuację, wysłuchujesz wyjaśnienia i natychmiast pytasz: „No, a co z tym i tym?”. Umiejętność zadania wnikliwego pytania. Umiejętność natychmiastowego pojmowania. Zdolność zapamiętywania. Kojarzenia ze sobą dziedzin, które mogą na początku nie zdawać się powiązane. Pewna kreatywność, która sprawia, że ludzie są skuteczni.

 

PLAYBOY: Rany. A ty jesteś bystry?
GATES: Według mojej małej definicji, jestem gdzieś powyżej przeciętnej.

 

PLAYBOY: Dlaczego ludzie krytykujący ciebie – i jednocześnie Microsoft – mówią, że nie jesteście innowacyjni, że wasze zmiany są ewolucyjne a nie rewolucyjne? Oto cytat: „Bill to po prostu gość od systemów, któremu udało się stworzyć większy zakres aplikacji w stylu ja też w oparciu o jeden niezwykle lukratywny produkt – MS-DOS – który 10 lat temu IBM praktycznie włożyło w jego ręce. Jedyne co robi od tej pory to pozostaje w temacie”.
GATES: (Uśmiecha się) DOS to 25 proc. naszych zysków. Ale wierz mi, to czysty zysk. Gdyby firma nie przynosiła dochodów, mógłbyś powiedzieć: „Ach, DOS – to dzięki niemu finansują inne rzeczy”. Jednak prawda jest taka, że wszystko tutaj przynosi zyski. A teraz robimy tyle innowacyjnych rzeczy, że nawet najbardziej zagorzali krytycy nie będą mogli nam nic zarzucić.

 

PLAYBOY: Może. Ale dlaczego w ogóle tak mówią – że sukces zawdzięczasz nie tylko wizji, szczęściu, zgraniu w czasie i ogromnej chęci odniesienia sukcesu, ale też temu, co przejąłeś od konkurencji to co oni spaprali? IBM przekazał ci prawa do licencji MS-DOS, bo sądzili, że przyszłość ma sprzęt, a nie oprogramowanie czy systemy operacyjne.
GATES: (Wstaje i przechadza się) Więc oto jest zebranie zarządu: „Słuchajcie, nie wiem, co robić. Czy ktoś coś ostatnio spaprał?”. To znaczy, ejże! „Hej wy z Digital Research: podobno, tam coś paprzą. Chodźmy, tam coś zrobimy.” Jaka była pierwsza firma zajmująca się oprogramowaniem mikrokomputerów? Microsoft. Pierwsza! Kogo to naśladowaliśmy, gdy rzuciliśmy szkołę i założyliśmy Microsoft? A gdy stworzyliśmy Altair BASIC? A kiedy organizowaliśmy konferencje CD-ROM i rozmawialiśmy o oprogramowaniu multimedialnym? A od kogo ściągaliśmy, gdy stworzyliśmy Microsoft Word? A od kogo wzięliśmy Excela? To nonsens.

 

PLAYBOY: Mówi się, że chcecie zdominować cały przemysłu komputerowy.
GATES: No ale cóż oznacza: wygrać? Gdybym był gościem, który chciałby tylko wygrać, już dawno zmieniłbym pole działania. Gdybym miał określone wyobrażenie mety, czy nie sądzisz, że minąłbym ją lata temu?

 

PLAYBOY: Czy chcesz zdominować przemysł oprogramowania?
GATES: Nie. Jedynie wtedy będziemy dobrze się mieli, jeżeli cała branża będzie się zdrowo rozwijać. Większość rodzajów oprogramowania nie nadaje się dla nas. A co do tych gałęzi, które są dla nas odpowiednie, i tak zawsze będziemy mieli konkurencję. To takie proste. Gdy tylko jakaś firma ma powodzenie, ludzie mówią, że chce wszystkich zdominować. Na przykład Disney. To wspaniała firma, ale są też ludzie w branży rozrywkowej, którzy zastanawiają się, czy Disney ma określone cele. Albo IBM, kiedy odnosili sukcesy. Ludzie przypisują innym przeróżne niedorzeczne motywy i plany.

 

PLAYBOY: Na przykład zaczynają nazywać Disneya „Mauschwitz” z powodu twardych negocjacji, jakie prowadzi?
GATES: Robią świetne rzeczy i są dobrymi biznesmenami. W naszej branży niektórzy ludzie boją się nas, bo jesteśmy za dobrzy. Poza branżą ludzie mówią: „Łał! O co chodzi z tym zamieszaniem wokół oprogramowania? (Gates odnosi się do oskarżeń Netscape o wykorzystywanie przez Microsoft pozycji na rynku oprogramowania i dołączaniu do Windows przeglądarki Interner Explorer – przyp. red.) To jasne, że chcę trzymać się firmy, która nie zniknie i która udowodniła, że jej produkty działają ze sobą i są całkiem dobre”. Właściwie to trochę odstrasza to inne dobre firmy w branży. Jeśli zdobędziesz dobrą reputację, to uznają cię za uzurpatora.

 

 

PLAYBOY: I będą chcieli obalić?
GATES: Tak. Prasa branżowa znęca się nad nami, odkąd jesteśmy największą z firm. Angażujemy się w ustalenie uczciwych standardów, a ludzie boją się nas, bo myślą: „O rany, nieźle sobie radzą”. To może być zniechęcające.

 

PLAYBOY: Może?
GATES: Ludzie nie doceniają faktu, że rynek nie pozwala na nic innego, jak tylko robienie coraz lepszych produktów. Nie ma tu zbyt wielkiego pola manewru. W świecie panuje o wiele większa konkurencja, niż sądzą ludzie, szczególnie w dziedzinie najnowszych technologii. Jeżeli jakaś firma przez chwilę przestanie dbać o ciągłe ulepszanie swoich produktów, jeżeli zrobi coś, co będzie postrzegane jako pokaz siły, bardzo szybko będzie musiała ustąpić miejsca komuś innemu.

 

PLAYBOY: Nie sugerujesz chyba, że nigdy nie wykorzystywaliście swej siły?
GATES: Dobra, próbowaliśmy skłonić wszystkich, by pisali programy pod Windows. Gdybyśmy zniechęcali ludzi do tworzenia oprogramowania pod Windows, zrobilibyśmy sobie wielką krzywdę.


PLAYBOY: A teraz Windows jest tak popularne na rynku komputerów osobistych, że dosłownie zmietliście z powierzchni konkurentów takich jak OS/2 IBM-a czy New Wave HP. Czy Windows wygrał?
GATES: Jeśli zdefiniuje się ten termin odpowiednio wąsko, to można powiedzieć, że tak. Windows ma poważny udział w oprogramowaniu komputerów osobistych opartych na DOS. Ale ciągle pracujemy nad nowymi wersjami. I pomimo obecnego sukcesu, jeśli nie będziemy utrzymywać niskich cen i nie będziemy ze wszystkich sił pracować nad ulepszaniem produktów, zastąpi nas ktoś inny. Oczywiście, sądzimy, że jest wystarczająco dużo ulepszeń w kolejnej wersji, 4.0, pod nazwą kodową Chicago, by przedłużyć sukces Windows o kolejne parę lat. A wtedy będziemy już mieli następną wersję.

 

PLAYBOY: Czy macie nieuczciwą przewagę nad konkurencją, bo wasi systemowcy – ci, którzy tworzą MS-DOS i Windows – swobodnie wymieniają dane z programistami piszącymi aplikacje? Przekraczacie w ten sposób „Wielki Chiński Mur” – etyczną granicę, która ma ich rozdzielać? To często powtarzany zarzut.
GATES: (Stanowczo) Nigdy nie nazywaliśmy tego Wielkim Murem Chińskim. A firmy często mają więcej niż jeden produkt. Kodak robi filmy i kamery, i te dwie gałęzie firmy mogą pracować razem. IBM robi komputery, urządzenia peryferyjne, oprogramowanie i aplikacje. Ford produkuje nie tylko samochody, ale i części zamienne. Gdy planują produkcję nowego auta, nie proponują wszystkim innym producentom części, by produkowali elementy do ich modelu. Tak naprawdę jesteśmy znacznie bardziej otwarci niż jakakolwiek inna firma, która ma szeroką gamę produktów. Podejmujemy dużo pozytywnych kroków mających na celu pomoc innym firmom. Oczywiście, nasz dział aplikacji najbardziej skupia się na Windows. Na początku, kiedy im powiedziałem: „Będziemy robić Windows”, nie wahali się. A inne firmy – owszem, nawet gdy błagaliśmy, by tworzyły pod Windows. To dało nam pozycję wiodącą, którą wzmacnialiśmy przez kolejne lata. Postawiliśmy los firmy na Windows i zasługujemy na to, by zebrać owoce. Było to ryzyko, które ogromnie się opłaciło. Gdy spoglądam wstecz, decyzja, by skupić się na interfejsie graficznym, wydaje się tak oczywista, że aż śmiech bierze. Ale na fenomenie pecetów skorzystali ich użytkownicy. Ludzie mogą teraz kupić komputery po bardzo niskich cenach. Ten rynek działa dokładnie tak, jak powinien. No i faktycznie, dla niektórych producentów to trudna sytuacja, co oznacza, że musimy cały czas ciężko pracować. Nie wolno nam odpocząć ani przez chwilę.

 

PLAYBOY: Porozmawiajmy o ostatnich śledztwach rządowych. W ubiegłym roku Federalna Komisja Handlu zleciła 3-letnią inspekcję działań Microsoftu. W tym czasie wielu waszych konkurentów skarżyło się na prowadzenie przez Microsoft interesów z pozycji siły i na wasze rzekome praktyki monopolistyczne. Głosy w Federalnej Komisji Handlu rozłożyły się 2–2 i sprawa utknęła w martwym punkcie. Teraz piłeczkę przejął Departament Sprawiedliwości. Czy zadają inne pytania niż Komisja Handlu?
GATES: Nie. Pytają o to samo.

 

PLAYBOY: Dlaczego po prostu nie odeślecie ich do akt Federalnej Komisji Handlowej?
GATES: To miliony kartek papieru.

 

PLAYBOY: Czy to dochodzenie was zaskoczyło?
GATES: Biorąc pod uwagę sukces jaki odnieśliśmy, to normalne i przewidywalne, że któraś z agencji rządowych przyjrzy się temu, co dzieje się w branży. Tyle że nami zajmuje się już druga z kolei i to już sprawa bez precedensu. Ale w porządku, przeżyjemy i drugie śledztwo. Może ono zająć wiele lat.

 

PLAYBOY: Czyżbyś miał nadzieję, że zajmie wiele lat?
GATES: Nie. Lepiej, żeby jak najszybciej się skończyło.

 

PLAYBOY: Co było najtrudniejsze w składaniu zeznań przed Komisją Handlu?
GATES: Nic takiego. Raz zacytowano mnie – myślę, że źle interpretując moją wypowiedź – przytaczają moją odpowiedź na pytanie „Jaka jest najgorsza rzecz, która mogłaby cię spotkać w kontaktach z Federalną Komisją Handlu?”. Odpowiedziałem „No cóż, jeśli wchodząc tam potknę się na schodach i roztrzaskam sobie głowę, to najgorsze, co może się zdarzyć”.

 

PLAYBOY: Brzmi to dość zawadiacko.
GATES: To prawda. Chodziło mi o to, że mało prawdopodobne zdarzenia mnoży się przez ich prawdopodobieństwo. Tak się je ocenia. Nie wybiera się po prostu jakiegoś zdarzenia, którego prawdopodobieństwo jest jak jeden do miliarda i nie trwoni się czasu wszystkich roztrząsając tę kwestię. W każdym razie nie przeszkadzało nam to, że tak skuteczna firma jak Microsoft, w tak ważnej branży jak nasza, jest sprawdzana przez agencję rządową, która upewnia się, że prowadzimy uczciwą konkurencję i że wszystko przebiega tak jak należy. W rzeczywistości spędziliśmy 3 lata na dostarczaniu Federalnej Komisji Handlu milionów dokumentów i objaśnianiu specyfiki naszej branży, tylko po to, by mieli pewność, że nic się nie zmieni. I to wszystko dzieje się zgodnie z prawem.

 

PLAYBOY: Czy Federalna Komisja Handlu musi zadawać sobie cały ten trud, by zrozumieć specyfikę waszej branży?
GATES: Tak. Trochę czasu to zajmuje. Ale gdyby nie sprawdzali naszej branży, status quo i tak byłoby zachowane.

 

PLAYBOY: To samo było z IBM i AT&T, przy czym ta druga firma została podzielona. (W 1982 r., po trwającym 8 lat procesie, AT&T została uznana za monopolistę i podzielona na mniejsze przedsiębiorstwa – przyp. red.). Boisz się tego samego?
GATES: Nie. Rząd decyduje, kiedy coś staje się na tyle ważne, by się temu przyjrzeć. Wtedy pozwala całej konkurencji, by dzwoniła i mówiła im: „Proszę, powstrzymujcie ich w ten sposób. Proszę, utrudniajcie im tworzenie dobrych projektów. Proszę, powiedzcie im, żeby już z nami nie konkurowali”. Microsoft zrobi myszkę, i zaraz inni goście, którzy robią myszki, mówią: „Dlaczego im nie powiecie, żeby nie produkowali myszek. Robią Windows i w dodatku robią myszki.” Jakiś człowiek, który robi arabskie nakładki na oprogramowanie, poskarżył się, że nie podoba mu się sposób, w jaki my to robimy. A rząd przygląda się temu całemu błotu, które rzucane jest na ścianę. Jeden z naszych konkurentów, przypuścił na nas paranoiczny polityczny atak w Federalnej Komisji Handlu, usiłując przekonać rząd, by pomógł mu konkurować z nami.

 

PLAYBOY: Wszyscy wiedzą, że był to Ray Noorda, szef Novella.
GATES: Rozczarował mnie.

 

PLAYBOY: „Rozczarował” to delikatne słowo. Czy nie byłeś wkur..., gdy pomyślałeś, że Noorda działa przeciw tobie?
GATES: Nie udało mu się, więc można okazać wielkoduszność.

 

PLAYBOY: Czy taki wylew negatywnych uczuć był dla ciebie bolesny?
GATES: Nie. To bardzo konkurencyjna branża.

 

PLAYBOY: To brzmi jak zblazowanie.
GATES: To tania zagrywka, gdy twój rywal podnosi słuchawkę i to, co mówi sprowadza się do: „Proszę skrzywdzić konkurencję tak i tak”. To proste zagranie. Absolutnie przewidywalne.

 

PLAYBOY: A ty nie chciałbyś w ten sposób komuś się odwdzięczyć? Na przykład, jednym z najgłośniej krytykujących cię
jest Philippe Kahn, szef firmy Borlandu. Wprost wyłazi ze skóry, by cię zaatakować.
GATES: Kiedy mieliśmy proces z Apple (w 1994 r. Apple domagało się zakazu wykorzystywania przez Microsoft i Hewlett-Packard interfejsu graficznego – przyp. red.), powiedział: „Ach, Windows – to jakbyś się zbudził, i usłyszał, że twój partner może mieć AIDS”. Cytowano te słowa w „Time”. W innym magazynie, myślę, że w „Business Week”, porównał nas do Niemiec z czasów II wojny światowej.

 

PLAYBOY: Jak zareagowałeś?
GATES: To była przesada. Nie sądzę, żeby ktokolwiek w to uwierzył. Ludzie, którzy robią takie rzeczy, po prostu sami się kompromitują. To było tak oburzające, napastliwe i nieodpowiednie. Pomyśleć tylko o holokauście i całej tej tragedii. Ale bardziej niepokoi mnie, gdy nagina się fakty tak, że ludzie nie mogą stwierdzić, co jest prawdą, a co nie. My nigdy nie robimy nic podobnego wobec konkurencji. Philippe to inteligentny gość. Krytykuję jego firmę, że nie jest w stanie więcej zarabiać, ale robię to tylko w jego obecności. Wszystko, co mówię ci o Philippe, mówiłem też jemu.

 

PLAYBOY: Mitch Kapor, założyciel Lotusa, mówi, że Microsoft wygrało i teraz wasza branża to „królestwo zmarłych”.
GATES: Mam dla Mitcha ogromny szacunek. Zgadzaliśmy się i nie zgadzaliśmy w wielu kwestiach, ale przez wszystkie te lata byliśmy przyjaciółmi. Po tym, jak to powiedział, widziałem się z nim i spytałem: „Hej, Mitch, co ty wygadujesz?”.

 

PLAYBOY: A czy on to naprawdę powiedział?
GATES: To człowiek o zdecydowanych opiniach na wiele tematów i sądzę, że ta uwaga wyjęta była z kontekstu. Od dawna chwali nasze oprogramowanie.

 

PLAYBOY: Czy Microsoft jest tak wielki, że nigdy nie ruszacie z ofensywą?
GATES: Nigdy. A jeśli przyjrzeć się infostradzie, wierz mi, większość firm zaangażowanych w ten projekt jest o wiele większa od naszej. Mamy tu do czynienia z niemiecką telekomunikacją i z brytyjskim Telcomem. Mamy do czynienia z NTT, korporacją, której wartość ocenia się jako najwyższą na świecie. Czy oni będą z nami konkurować? Współpracować? Na tej arenie jesteśmy maleńką firmą. Może przyjść chwila, kiedy poczujemy, że ktoś na rynku próbuje nas do czegoś przymusić i będziemy mieli nadzieję, że jest jakiś sposób, by tego uniknąć.

 

PLAYBOY: Jak długo spodziewasz się być aktywny w Microsofcie?
GATES: Przynajmniej przez najbliższe 10 lat widzę się w podobnej roli, jaką pełnię dzisiaj. Potem przyjdzie moment, w którym ktoś młodszy – prawdopodobnie będzie to ktoś młodszy – powinien tę wiodącą rolę przejąć. Wciąż będę grał jakąś rolę, ale nie szefa firmy.

 

PLAYBOY: Czy denerwuje cię perspektywa bycia zależnym od wizji kogoś innego?
GATES: Nie, muszę tylko wybrać właściwą osobę.

 

PLAYBOY: Czy musiałby to być ktoś taki jak ty?
GATES: Nie. Trzeba patrzeć na to z otwartym umysłem. Ktoś mógłby robić to inaczej a mimo to – dobrze. Nie można nastawiać się, by działał w ten sam sposób. Oczywiście, będzie to ktoś, kto świetnie rozumie technologię, ma mnóstwo energii i patrzy w przyszłość. Są pewne wymagania.

 

PLAYBOY: Takie jak twój styl zarządzania? Podobno czasami bywasz opryskliwy, nie wahasz się powiedzieć komuś, że jego pomysł to najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałeś. Nazwano to zarządzaniem przez zawstydzanie – rzucasz pracownikom trudne wyzwania, a nawet doprowadzasz niektórych do łez.
GATES: Nic mi nie wiadomo o płaczących pracownikach. Wiem natomiast, że jeśli ktoś się myli, inni nie powinni po prostu cicho siedzieć. Trzeba mówić. Wielkie organizacje wymagają od swoich ludzi wielkiego zaangażowania. Tyczy się to każdego przedsięwzięcia. Ja nigdy nie krytykuję osób. Krytykuję pomysły. Jeżeli sądzę, że coś jest stratą czasu albo w ogóle bez sensu, nie czekam z wytknięciem tego. Mówię od razu. W czasie rzeczywistym. Więc może się zdarzyć, że usłyszycie jak mówię „To najgłupszy pomysł, o jakim słyszałem” nawet wiele razy na jednym spotkaniu.

 

PLAYBOY: Co masz na myśli, gdy mówisz, że coś jest „przypadkowe”?
GATES: Że nie jest to żaden szczególnie natchniony pomysł. (Sarkastycznie) Jaki jest więc przepis na sukces firmy produkującej oprogramowanie? Trzeba postawić naprzeciw siebie mnie i wiceprezesa Microsoftu Steve’a Ballmera, a my zaczniemy wrzeszczeć na siebie!

 

PLAYBOY: Czy twoi pracownicy ci się stawiają?
GATES: Och, pewnie.

 

PLAYBOY: Na samym początku, dlaczego ty i Paul Allen zdecydowaliście się robić oprogramowanie – gdy wszyscy inni produkowali sprzęt?
GATES: Paul i ja uznaliśmy, że to oprogramowanie będzie napędzało tę branżę i będzie miało istotną wartość. A my przewidzieliśmy to najlepiej.

 

PLAYBOY: Czy Paul na początku nie chciał robić sprzętu?
GATES: I sprzęt, i oprogramowanie, a ja myślałem, że powinniśmy robić tylko oprogramowanie. Kiedy co 2 lata podwaja się moc mikroprocesora, w pewnym sensie można uznać moc komputera za prawie darmową. Zadajesz sobie więc pytanie: co to za interes produkować coś, co jest prawie za darmo? A jakie rzeczy są poszukiwane? Co ogranicza możliwości wykorzystania niemal nieskończonej mocy obliczeniowej? Oprogramowanie. Można też spojrzeć na to tak: znacznie lepiej rozumiałem się na oprogramowaniu niż na sprzęcie, trzymałem się więc tego, na czym się lepiej znam – a to akurat okazało się ważniejsze.

 

PLAYBOY: Twoim wielkim wejściem w systemy operacyjne było stworzenie 16-bitowego systemu operacyjnego MS-DOS.
GATES: Zawsze wiedzieliśmy, że będziemy robić systemy operacyjne, chociaż na początku myśleliśmy, że dla sprzętu biznesowego. Kiedy pomagaliśmy w budowie komputera osobistego IBM, pojawiło się pytanie, czy to my zrobimy system operacyjny.

 

PLAYBOY: A teraz MS-DOS pracuje w ponad 90 proc. wszystkich komputerów osobistych, czyli na około 100 milionach komputerów – i jest to system, który stworzył Microsoft. Czy ten układ był kluczem do wygranej?
GATES: Kluczowym punktem negocjacji było ograniczenie możliwości rywalizowania IBM z nami poprzez zakaz udostępniania przez nich licencji na MS-DOS innym producentom komputerów. Chcieliśmy mieć pewność, że tylko my będziemy mogli wydać licencję. Dobiliśmy z nimi targu godząc się na dosyć niską cenę, w nadziei, że pomoże to w popularyzacji systemu. Potem mogliśmy wykonać nasz ruch, ponieważ nalegaliśmy, by cała reszta biznesu została po naszej stronie. Wiedzieliśmy, że dobre produkty IBM są zwykle klonowane, tak więc nie trzeba było geniusza, by dojść do tego, że wtedy my moglibyśmy sprzedawać innym licencje na DOS-a. Wiedzieliśmy, że jeśli kiedykolwiek mamy zarobić dużo pieniędzy na DOS-ie, zarobimy je na tych, którzy robią komputery kompatybilne z IBM, a nie na samym IBM-ie. Zapłacili nam za DOS ustaloną cenę. Nie dostaliśmy tantiemów, chociaż na samej umowie sporo zyskaliśmy. Inni płacili tantiemy. Zawsze więc było to dla nas korzystne – rynek rósł, a inni producenci sprzętu mogli sprzedawać swoje komputery.

 

PLAYBOY: W 1986 r. było już wiadomo, że wygrał DOS.
GATES: Owszem. Potem zaczęły powstawać konkurencyjne klony DOS-a i ludzie z zupełnie nowymi systemami operacyjnymi. Ale już zgarnęliśmy większość rynku, więc mogliśmy obniżyć cenę i sprzedawać dalej.

 

PLAYBOY: Czy DOS swój szczyt popularności ma już za sobą?
GATES: Nie wiem. DOS ciągle sprzedawany jest z większością pecetów. Ale w ciągu kilku lat zastąpi go system operacyjny nowej generacji. W tym przypadku, sami sprawimy, że nasz produkt stanie się przestarzały – mam nadzieję. Inaczej zrobi to ktoś inny. Właściwie dawno już wyparłby go nowy system, gdybyśmy nie stworzyli Windows, niejako budując je na DOS-ie, co odnowiło jego możliwości. To, że zrobiliśmy to jako swego rodzaju dodatek do DOS-a, pozwoliło ludziom wciąż używać DOS-owych programów. Uznaliśmy, że to się ludziom przyda.

 

PLAYBOY: I tobie też. Taka gra na zwłokę.
GATES: Nie. Ludzie chcieli używać swoich DOS-owych programów. Wierz mi, byłoby o wiele łatwiej napisać Windows tak, aby system nie musiał obsługiwać aplikacji DOS. Ale wiedzieliśmy, że nie moglibyśmy zrobić tego przejścia bez zachowania kompatybilności. Tak naprawdę, następna wersja Windows jeszcze bardziej rozszerza możliwość korzystania z aplikacji DOS.

 

PLAYBOY: Co się stało z IBM? Według jednej książki, miałeś jakoby powiedzieć grupie ludzi pracujących dla Lotusa – po zbyt wielu drinkach – że IBM za 7 lat zwinie interes. Oczywiście IBM wciąż jest na rynku, ale się restrukturyzuje i zawęża specjalizację. Więc częściowo miałeś rację.
GATES: W tym biznesie gdy zorientujesz się, że jesteś w tarapatach, jest już zbyt późno, by się ratować. Jeżeli przez cały czas nie działasz w strachu, jesteś skończony. IBM może się podnieść, ale nigdy nie odzyska pozycji, jaką miało kiedyś. To właśnie w latach chwały, w latach największych zysków i największego podziwu, IBM robiło błędy, które późniejsi spowodowały straty miliardów dolarów.

 

PLAYBOY: Co to były za błędy?
GATES: Tego, jak należy prawidłowo zarządzać rozwojem oprogramowania nie da się ująć w kilku zdaniach. Ważne jest kogo zatrudniasz, jak organizujesz im pracę, jak planujesz specyfikację, jakie zmiany w niej dopuszczasz, jak testujesz produkt, jak zbierasz opinie od klientów. Jedynym prawdziwym sukcesem IBM, jeśli chodzi o oprogramowanie, były komputery typu mainframe, kiedy nie mieli żadnej konkurencji. W związku z tym, IBM nie rozwinęło tych procesów najlepiej.

 

PLAYBOY: Czy możliwe, że to samo dzieje się teraz z Microsoft? Jeśli chodzi o potęgę korporacji, twoją firmę nazywają nowym IBM.
GATES: Zastanawiałem się nad tym, ale myślę, że nie.

 

PLAYBOY: Ludzie z IBM mówili to samo.
GATES: To prawda. Ale czy w IBM próbowali odnowić swą wizję, czy naprawdę zwrócili uwagę na wczesne sygnały, że sprawy nie toczą się tak jak należy? Czy zarząd naprawdę skupiał się na tych rzeczach, czy też pozwolili sobie na nieco samozadowolenia? Czy pracowali ciężko, czy zatrudniali nowych ludzi. No i nie zapominaj, że gdy IBM-em zarządzał jego założyciel, firma kwitła – było tak jeszcze przez kilka kolejnych generacji menedżerów. Gdy firmy dogląda jej założyciel, albo jeśli ten założyciel wybierze właściwego następcę, firma może prosperować. My sami musimy się wykazać. Nie jestem w stanie udowodnić, że proces rozkładu się nie zaczął. Za pięć lat możesz do mnie zadzwonić i powiedzieć: „Hej, Bill, wygląda, że nie było żadnych oznak rozkładu”. Przynajmniej mam nadzieję, że tak się właśnie okaże.

 

PLAYBOY: Jakie było twoje pierwsze spotkanie z Lou Gerstnerem, nowym szefem IBM?
GATES: Miałem okazję, by powiedzieć mu, czym jest Microsoft.

 

PLAYBOY: On tego nie wiedział?
GATES: Nie mówię, że nie wiedział. Chciałem więcej porozmawiać z nim o firmie. Trochę to głupio wypadło, bo kiedy tam przyszedłem, powiedzieli mi: „Dziękujemy, że pan do nas przyszedł, panie Manzi” (śmiech). Jim Manzi (ówczesny szef Lotusa, rywala Microsoft – przyp red.) i ja nie jesteśmy do siebie wcale podobni, więc trochę mnie to zniechęciło. A potem weszliśmy do słynnej Biblioteki Toma Watsona, miejsca, gdzie byłem już kilkanaście razy i dość dobrze znam jej historię. Gerstner przez pewien czas wyjaśniał mi, co to za miejsce, chociaż już to wszystko wiedziałem. Nie byłem pewien, czy mam mu przerwać, czy nie. W końcu zaczęliśmy rozmawiać o interesach. Nie próbowałem dawać mu żadnych rad. Wiedział, że rozmawiałem wcześniej z radą nadzorczą i trochę mnie za to zbeształ.

 

PLAYBOY: Czy sądzisz, że się dogadacie?
GATES: Microsoft i IBM to firmy, które doskonale się uzupełniają, z wyjątkiem jednego małego działu IBM, który robi oprogramowanie do komputerów osobistych.

 

PLAYBOY: A jak dziś wyglądają wasze relacje?
GATES: IBM to nasz najlepszy klient. Mnóstwo swego kluczowego oprogramowania osadza w środowisku Windows. Z każdym miesiącem odkrywamy coraz więcej rzeczy, które możemy robić razem.

 

PLAYBOY: Czy przez te wszystkie lata twój chłopięcy wygląd bardziej ci pomagał czy przeszkadzał?
GATES: Trudno powiedzieć. Jeśli pytasz, czy specjalnie czochram sobie włosy – nie, nie robię tego. A niektóre rzeczy, na przykład piegi, po prostu są. Nie robię z tym nic świadomie. Pewnie mógłbym zacząć nosić szkła kontaktowe. Pewnie mógłbym częściej rozczesywać włosy.

 

PLAYBOY: Właściwie chciałem spytać, czy wiesz, że twój wygląd młodzieńca – lub jeśli mogę tak powiedzieć, kujona – może wyprowadzać twoich potencjalnych konkurentów i partnerów z równowagi i dać ci przewagę?
GATES: (Z uśmiechem) Myślę, że mój wygląd działał na moją niekorzyść, przynajmniej kiedyś. Ale gdy już konkurencja musiała przyznać, że wiemy, co robimy, mieli trudne zadanie, próbując nas zaszufladkować. Byliśmy młodzi, ale mieliśmy głowy na karkach, mnóstwo pomysłów i masę entuzjazmu.

 

PLAYBOY: Ostatnio ożeniłeś się, spełniając tym samym gorące życzenie niejednego z twych biznesowych rywali. Teraz, jak mówią, będziesz mniej koncentrował się na pracy.
GATES: Chyba żartują. Jeżeli naprawdę sądzą, że będę pracował o wiele mniej tylko dlatego, że jestem żonaty, mylą się.

 

PLAYBOY: Czy w każdym żarcie nie tkwi ziarno prawdy?
GATES: Życie człowieka żonatego jest prostsze. Z góry ustalone jest, z kim będę spędzał czas.

 

PLAYBOY: Byłeś jedną z najlepszych partii na świecie. Bez wątpienia jest wiele kobiet, które z radością zajęłyby miejsce Melindy.
GATES: Co? Chcą rozwiązywać ze mną łamigłówki? Chcą ze mną grać w golfa? Skąd wiedzą, że życie ze mną w ogóle jest ciekawe? Czy chcą czytać te same książki, co ja?

 

PLAYBOY: Co przyciągnęło cię do Melindy?
GATES: Och, nie wiem. To chyba zbyt osobiste pytanie. Nawet zanim spotkałem Melindę, to ilekroć ktoś zadawał mi takie pytanie, mówiłem, że interesują mnie osoby inteligentne i niezależne. I jestem pewien, że ciągle będę spotykał wielu ciekawych, błyskotliwych i niezależnych ludzi.

 

PLAYBOY: Jednak musi być w Melindzie coś, co sprawiło, że się z nią ożeniłeś. Nie mów, że robisz się coraz starszy i po prostu nadszedł już ten moment.
GATES: Jest w niej jakaś magia, coś, co trudno opisać, i to mnie pociąga.

 

PLAYBOY: Czy możesz opisać, jakie uczucia w tobie wzbudza?
GATES: O dziwo, sprawiła, że poczułem, iż chcę się ożenić. To coś niezwykłego! To było sprzeczne ze wszystkimi racjonalnymi przemyśleniami, jakie miałem na ten temat.

 

PLAYBOY: Wiem, że żartujesz – a zarazem mówisz poważnie. Cofnijmy się jeszcze bardziej. Które z rodziców miało na ciebie większy wpływ?
GATES: Mama częściej była blisko mnie, ale to tata ostatecznie o wszystkim decydował. Oboje wywarli na mnie wielki wpływ. Wychowano mnie zwyczajnie. W dni powszednie nie oglądaliśmy wieczorami telewizji. Zachęcano nas, byśmy starali się dostawać dobre stopnie. Nasi rodzice dużo mówili o wyzwaniach, które ich spotykają i traktowali nas tak, jakbyśmy mogli zrozumieć to i docenić. Moi rodzice wszędzie nas zabierali, a podróżowali sporo. Kiedy byliśmy mali, nasi dziadkowie dużo nam czytali, i tak weszliśmy w nawyk czytania. Moja siostra jest 2 lata starsza i razem uczyliśmy się wielu rzeczy.

 

PLAYBOY: Jak zachęcano was do tego, byście dostawali dobre stopnie?
GATES: Za każdą piątkę dostawaliśmy 25 centów. To było zabawne, bo był cały długi okres, kiedy miałem fatalne stopnie a moja siostra – same piątki. Tak było aż do ósmej klasy. Wtedy moja siostra odkryła chłopaków. Potem już nigdy nie miała samych piątek. Moja średnia wzrosła z 3,2 do 5,0 przez jedno lato. Chciałem mieć same piątki. I zdecydowałem, że będę mieć same piątki.

 

PLAYBOY: Dlaczego?
GATES: Bez szczególnego powodu. To wymaga tylko trochę wysiłku. Myślę, że nie chciałem, żeby ludzie mieli mnie za głupka. A kiedy masz same piątki, staje się to łatwiejsze.

 

PLAYBOY: Czy miałeś problemy z dyscypliną?
GATES: Ludzie myśleli, że ciągle się wygłupiam, że jestem klasowym klaunem. To było w porządku, w ogóle mi to nie przeszkadzało. Potem poszedłem do szkoły prywatnej, a tam nie było miejsca dla klauna. Starałem się to zmienić, ale albo nie podobał im się mój rodzaj humoru, albo humor był niemodny w tamtym sezonie. Tak naprawdę nie miałem określonej pozycji przez dobre parę lat. Próbowałem postawy „fajny gość ma wszystko w nosie”, a kiedy w końcu zacząłem się przykładać do roboty, ludzie mówili: „Oho, a myśleliśmy, że on jest głupi! Trzeba zrewidować poglądy”.

 

PLAYBOY: Czy twoi rodzice zastanawiali się, czy przypadkiem nie jesteś głupi?
GATES: O, nie. Tylko byli zdania, że wypadam grubo poniżej swoich możliwości. Kiedy faktycznie zacząłem mieć kłopoty w szkole, posłali mnie do psychiatry. Dał mi do zrobienia jakiś test i książki do poczytania, i rozmawiał ze mną o różnych teoriach psychologicznych – tak tylko, żebym zaczął myśleć o różnych rzeczach. Powiedział parę głębokich rzeczy, dzięki którym zacząłem trochę inaczej myśleć. To był fajny gość. Dlatego zawsze lubiłem film Zwyczajni ludzie, bo tamten gość był zupełnie jak psychiatra z filmu. Spotykałem się z nim tylko przez półtora roku, a potem już nigdy go nie widziałem ani też nie chodziłem do nikogo takiego od tamtej pory. Ale mój umysł skierował się już na właściwe tory.

 


PLAYBOY: Co on ci powiedział?
GATES: Ja powiedziałem mu: „Hej, toczę z rodzicami taką małą wojnę”. A on powiedział: „Och, nie martw się, na pewno ją wygrasz”. Ja na to: „Co? O co panu chodzi?” a on: „Wygrasz. Kochają cię i jesteś ich dzieckiem. Wygrasz”.

 

PLAYBOY: I co z tego wynikało?
GATES: Że jeśli myślisz, że musisz bardziej się przyłożyć, by z nimi wygrać, nie rób tego. To bitwa na niby. To śmieszne. To wystarczyło, bym pomyślał: „Hmm, to ciekawe”. Dał mi też do przeczytania książki Freuda.

 

PLAYBOY: Ile miałeś lat?
GATES: Jedenaście. Ale to był bardzo mądry gość. Zawsze stawiał mi wyzwania. Pytał mnie o różne rzeczy, ale nigdy nie mówił, czy dobrze odpowiedziałem. Mówił: „Ta odpowiedź jest w porządku”. Wtedy nasz czas zawsze się kończył, a on dawał mi coś jeszcze do poczytania.

 

PLAYBOY: Czy zastanawiałeś się kiedy, co by się z tobą stało, gdybyś poszedł do szkoły publicznej, zamiast do Lakeside, gdzie spotkałeś Paula Allena i pokochałeś komputery?
GATES: Byłbym lepszy w ulicznych bójkach.

 

PLAYBOY: Kiedy zorientowałeś się, że masz coś szczególnego do zaoferowania? Kiedy uświadomiłeś sobie, że jesteś inny?
GATES: (Parska śmiechem) Mamo, mamo! Mam coś szczególnego do zaoferowania, właśnie to odkryłem! Więc proszę, nie każ mi już jeść fasolki.

 

PLAYBOY: Wiesz, co mam na myśli.
GATES: Kiedy byłem mały, latem czytaliśmy książki i za każdą przeczytaną książkę dostawaliśmy kolorową zakładkę. Były dziewczynki, które w wakacje potrafiły przeczytać z 15 książek. Ja czytałem 30. Od drugiego do 99 miejsca – dziewczynki, a ja – na pierwszym miejscu. Myślałem sobie, hmm, to dziwne, bardzo dziwne. Lubiłem też testowe sprawdziany. Tak się składało, że byłem w tym dobry. Niektóre przedmioty przychodziły mi łatwo, na przykład matematyka. Wszystkie przedmioty przyrodnicze. Po prostu czytałem całe podręczniki w kilka dni na początku roku szkolnego.

 

PLAYBOY: Twoim rodzicom dobrze się powodzi, ale mimo to – jak zareagowali na twoje ogromne bogactwo?
GATES: Nie pokazuję im go. Ukrywam je przed nimi. Zakopałem je na trawniku. Trochę wystaje, mam tylko nadzieję, że nie będzie padać.

 

PLAYBOY: Małe szanse, zwłaszcza w Seattle.
GATES: Moje pieniądze nie mają dla nich znaczenia. Żadnego. Nie mają wpływu na nic z tego, co robię z rodzicami. (Milczenie) Jeśli ktoś jest chory, możemy sprowadzić najlepszego lekarza. Ale rozmawiamy o rzeczach, na które pieniądze nie mają żadnego wpływu.

 

PLAYBOY: Nie sugeruję, że rozmawiacie tylko o pieniądzach.
GATES: Nigdy o nich nie rozmawiamy.

 

PLAYBOY: Czy to, że jesteś multimiliarderem, nawet jeśli większość z tego tkwi w akcjach, których wartość zmienia się z dnia na dzień, nie przewróciło ci w głowie?
GATES: To śmieszna liczba. Ale nie zapominaj, że 95 proc. zamierzam po prostu rozdać. (Uśmiecha się) Nie mówcie ludziom, żeby pisali do mnie listy. Rezerwuję to sobie na czas, kiedy będę już po pięćdziesiątce. To duża suma do rozdania i zabierze to dużo czasu.

 

PLAYBOY: Komu ją oddasz?
GATES: Na cele dobroczynne, na cele naukowe. Nie chcę obciążać pieniędzmi dzieci, jeśli będę miał dzieci (Gates i Melinda mają troje dzieci, pierwsze przyszło na świat w 1996 r. – przyp. red.). Im wystarczy. Zadbam o nie.

 

PLAYBOY: Dasz im może z miliard?
GATES: Nie, nie, żartujesz chyba? Nic podobnego. Jeden procent tego.

 

PLAYBOY: Ale będą rosły myśląc: „O rany, jeśli tata zostawi mi część z tych pieniędzy…”
GATES: Powiem im jasno i wyraźnie, że będzie to suma skromna.

 

PLAYBOY: Chcesz więc, żeby same doszły do wszystkiego tak jak ty?
GATES: Nie, nie o to mi chodzi. Chodzi o to, że tak niedorzeczne sumy pieniędzy mogą przewrócić człowiekowi w głowie.

 

PLAYBOY: Człowiekowi w ogóle, czy tylko młodemu i niedoświadczonemu?
GATES: Myślę, że każdemu.

 

PLAYBOY: Czy tobie mieszają w głowie?
GATES: Ja jestem bardzo zrównoważony, dzięki moim rodzicom, mojej pracy i temu, w co wierzę. Czasem ktoś pyta mnie, na przykład, dlaczego nie mam samolotu. Dlaczego? Bo można się do takich rzeczy przyzwyczaić, a ja myślę, że to źle. Pozbawia cię to normalnych doświadczeń, w sposób, który prawdopodobnie osłabia i degraduje. Więc specjalnie mam te rzeczy pod kontrolą. To kwestia dyscypliny. Gdyby moja samodyscyplina kiedyś zawiodła, to też przewróciłoby mi się w głowie. Staram się więc do tego nie dopuścić.

 

PLAYBOY: Dlaczego więc nie dać dzieciakowi miliarda dolarów i pozwolić mu, by sam to kontrolował?
GATES: Kiedy sam tego nie zarobiłeś i – w odróżnieniu od dzieci, z którymi dorastasz – masz świadomość, że jesteś bogaty od dzieciństwa – to musi bardzo mieszać w głowie.


PLAYBOY: Czy bycie dzieckiem Billa Gatesa i tak nie namiesza im w głowach?
GATES: Będę szukał sposobów, by to zminimalizować w każdy możliwy sposób. Będę na tym polu tak kreatywny, jak tylko potrafię. Takie doświadczenie nie jest dobre dla dziecka.

 

PLAYBOY: Jakich rozrywek dostarczasz sobie za pieniądze?
GATES: Połykam dwudziestopięciocentówki, palę banknoty dolarowe – takie rzeczy. To znaczy, kiedy kupuję piłeczki do golfa, kupuję używane, i to jest moja rozrywka. Ha, ha, ha.

 

PLAYBOY: Ale naprawdę.
GATES: Buduję dom. Ma on poważne funkcje, ale większość z nich ma na celu rozrywkę. Jest sala kinowa. Wstawiam tam wielkie ekrany i kupuję prawa cyfrowe do arcydzieł światowego kina i tak dalej. Myślę, że zdrowo sobie folguję.

 

PLAYBOY: Krążą plotki, że dom jest głównie pod ziemią.
GATES: Całkowita nieprawda.

 

PLAYBOY: Kiedy będzie gotowy?
GATES: Sądziłem, że zajmie to cztery lata. Zajmie pięć – potem sam włączę się w projekt.

 

PLAYBOY: Co jeszcze cię bawi?
GATES: Lubię się uczyć. Lubię rozwiązywać zagadki. Przez ostatnie półtora roku grałem nawet trochę w golfa, bo robią to wszyscy w mojej rodzinie. Właściwie w tej chwili jestem nawet trochę od tego uzależniony. Wielką radość sprawia mi przebywanie na zielonej trawie. Właśnie dochodzę do wyników na poziomie 90 punktów (to średni wynik na poziomie amatorskim, profesjonaliści dochodzą do 65–70 punktów – przyp. red.)

 

PLAYBOY: Podobno nie oglądasz telewizji.
GATES: Oglądam. Nie mam żadnych odbiorników z antenami w moim domu, ale gdy jestem w pokoju hotelowym czy w innych miejscach, gdzie jest telewizja, włączam telewizor i skaczę po kanałach jak wszyscy. W niedzielę oglądałem kreskówki na Nickelodeonie. Są niesamowite.

 

PLAYBOY: Co puszczali?
GATES: Ren i Stimpy i Rugrats. Wspaniałe! Kreskówki bardzo się poprawiły od czasu, gdy ja byłem dzieckiem. Nie jestem odporny na pokusy telewizji. Staram się tylko trzymać od nich z daleka, bo lubię czytać.

 

PLAYBOY: Co czytasz?
GATES: „The Economist”, każdą stronę. Także „The Wall Street Journal” i „Business Week”. Czytam też „Time”. Kiedy podróżuję, od czasu do czasu wpada mi w ręce numer „People”. Czytam też „USA Today”.

 

PLAYBOY: Jaka jest najbardziej „przypadkowa” rzecz, jaką czytasz?
GATES: Beletrystyka. To całkowita „przypadkowość”. Moja starsza siostra czyta wszystkie te śmieciowe książki. Więc od czasu do czasu proszę ją, by mi coś poleciła. Poza tym czytam to, co wszyscy inni. Tak samo jak inni czekam na spóźniony samolot. Siedzę na takim samym siedzeniu w autobusie, co wszyscy. Tak, jestem tu cały dzień na spotkaniach. Tu, w Microsoft, ciężko pracuję. Jest wiele rzeczy, których nie doświadczyłem. Jest mnóstwo seriali komediowych, których nie widziałem. Nie mam jeszcze dziecka. Są religie, do których nie należę. Myślę, że każdy ma swój własny kawałek życia. Jadam w McDonaldzie częściej niż większość ludzi, ale to dlatego, że nie gotuję.

 

PLAYBOY: Czy wróciłeś do jedzenia mięsa?
GATES: Tak. Tylko przez 3 lata udowadniałem sobie, że mogę żyć bez mięsa. Ale jeśli chodzi o fast food i głębokie zrozumienie kultury fast food – służę radą.

 

PLAYBOY: W jakich sieciach jadasz? Jack-in-the-Box? McDonald’s?
GATES: Cóż, w tych stronach bardziej ekspansywny jest McDonald’s. Ale mamy też Jack-in-the-Box. Nie jestem typem faceta, który dochodzi do wniosku, że tylko dlatego, że kilku ludzi się rozchorowało, to i on musi. (To był czas epidemii szalonych krów – przyp. red.) Przez chwilę nie było tam tłumów, ale mnie to nie przeszkadzało.

 

PLAYBOY: Najnowsza biografia Gates’a i monografia Microsoftu, czyli Gates oraz Hard Drive, zagłębiają się w mitologię, która narosła wokół twoich dziwactw, nawyków i wybryków. Chcielibyśmy oddzielić prawdę od apokryfu.
GATES: OK.

 

PLAYBOY: Na początek coś łatwego. Zawsze piszą, że kompulsywnie kiwasz się na krześle – mogę zaświadczyć, że robisz to teraz i robiłeś to przez większość wywiadu.
GATES: Aha, no tak.

 

PLAYBOY: A co z twoim upodobaniem do szybkiej jazdy i kolekcjonowaniamandatów za przekroczenie prędkości?
GATES: (Z uśmiechem) Dostaję teraz mniej mandatów niż kiedyś.

 

PLAYBOY: Czy to prawda, że kiedyś przyczyniłeś się do wylania jakiegoś gliniarza z pracy za to, że dał ci mandat za przekroczenie prędkości?
GATES: Nieprawda.

 

PLAYBOY: A co z tą historią o tym, jak jechałeś z Albuquerque do Seattle i dostałeś 3 mandaty za przekroczenie prędkości od tego samego policjanta?
GATES: Nie, nie, nie. Zawsze mówię, jak było naprawdę. Dostałem 2 mandaty od tego samego policjanta, nie 3. Dostałem wtedy 3 mandaty, ale nie od tego samego policjanta. Nie wydaje mi się, żeby ktoś kiedyś sugerował, że dostałem 3 od tego samego policjanta.

 

PLAYBOY: Krąży też opowieść o tym, że twoja mama wybiera ci ubrania i pomaga ci łączyć kolory, spinając razem części garderoby – powtarza to twoja dawna dziewczyna, a ty najwyraźniej nie protestujesz.
GATES: Był taki czas w moim życiu, kiedy matka próbowała wyjaśnić mi, jaki kolor koszuli pasuje do jakiego krawata. Ale to było dawno temu. Myślę, że ludzie na ogół stosują się do rad swoich matek w sprawach mody. Nie uważam, że w tej dziedzinie mam większą wiedzę niż moja matka. No i wybranie jednej z koszul nie wymaga tak wiele wysiłku. W ciągu dnia nie patrzę na to, jakie kolory mam na sobie. Ale jeśli inni ludzie są szczęśliwsi, jeśli teraz wiem trochę więcej o tym, który krawat nosić do której koszuli, to OK. Wcześniej nie miałem o tym zbyt wiele pojęcia. Myślę, że teraz już coś wiem, ale raczej poniżej przeciętnej.

 

PLAYBOY: Czy to prawda, że zdominowałeś rynek przypinek McGovern-Eagleton, po tym jak Eagleton musiał wycofać się z wyborów? (W kampanii prezydenckiej 1972 r. Thomas Eagleton był kandydatem na wiceprezydenta u boku McGoverna, ale musiał zrezygnować, gdy wyszło na jaw, że leczył się psychiatrycznie. Gates przewidując jego rezygnację kupił tysiące przypinek po 5 centów, a po wycofaniu się Eagletona, sprzedawał je jako pamiątki dla kolekcjonerów po 10–25 dol. – przyp. red.)
GATES: Na pewno prawdą jest, że zarobiłem mnóstwo pieniędzy sprzedając przypinki z kampanii McGoverna i Eagletona. Chętnie ci je pokażę, ale to chyba nieistotne ile na nich zarobiłem.

 

PLAYBOY: Następna historia: 242 dol., które podobno zapłaciłeś pewnej nocy za pizzę z dowozem.
GATES: To po prostu szczyt dziennikarskich głupot.

 

PLAYBOY: Czy podczas studiów na Harvardzie miałeś fundusz powierniczy wart milion dolarów?
GATES: Nieprawda. (Wyrzuca ręce w górę, wstaje i zaczyna chodzić po pokoju) Skąd się biorą te wszystkie głupoty? Czy myślisz, że zacząć z forsą i zarobić jeszcze więcej to lepsza legenda niż zacząć bez forsy? W jakim sensie? Moi rodzice świetnie sobie radzą, i chodziłem do najprzyjemniejszej szkoły prywatnej w okolicach Seattle. Miałem szczęście. Ale nie miałem nigdy żadnego funduszu powierniczego, chociaż mój tata płacił za moje studia na Harvardzie, które były dość drogie.

 

PLAYBOY: Jak się czuł, kiedy rzuciłeś studia?
GATES: Powiedziałem im, że to urlop dziekański, że potem wrócę.

 

PLAYBOY: Niezły ruch.
GATES: Hej, gdyby mi się nie udało, to oczywiście bym wrócił. Harvard gotów był przyjąć mnie powrotem. Byłem studentem na urlopie.

 

PLAYBOY: Kiedy byłeś na Harvardzie, czy chodziłeś do Combat Zone, jaskini dziwek, narkotyków i filmów dla dorosłych?
GATES: To prawda. (Śmieje się) Ale sam fakt, że tam chodziłem, nie oznacza, że angażowałem się we wszystko, co się tam działo. Ale tak, chodziłem tam. To łatwe – wsiadasz tylko do metra. I jest dosyć tanio. Jadłem pizzę, czytałem książkę i przyglądałem się temu, co się działo. Chodziłem do barów.

 

PLAYBOY: Czy kiedykolwiek brałeś LSD?
GATES: Moja pełna błędów młodość skończyła się dawno temu.

 

PLAYBOY: Co to znaczy?
GATES: To znaczy, że były rzeczy, które robiłem, zanim skończyłem 25 lat, których potem już nie robiłem.

 

PLAYBOY: Jedna historyjka z LSD opowiada, jak gapisz się na stół bojąc się, że ukłuje cię rogiem w oko.
GATES: (Uśmiecha się)

 

PLAYBOY: O, widzę błysk przypomnienia w twoim oku…
GATES: To było po drugiej stronie tej granicy. Młody umysł może poradzić sobie z różnymi wygłupami, z którymi w moim wieku już chyba nie dałbym sobie rady. Nie sądzę, byś mógł wytrzymać brak snu albo jakiekolwiek wyzwania, jakim poddajesz swoje ciało, kiedy jesteś starszy. W każdym razie, nigdy nie
opuściłem żadnego dnia pracy.

 

PLAYBOY: A oto najdziwniejsza plotka: pewnego razu jeździłeś limuzyną po Seattle, wypatrując prostytutek.
GATES: Nie, nie, to nie tak. Przyjaciel Koreańczyk w liceum wynajął pewnego wieczoru limuzynę i pojechaliśmy do Burger Mastera. Spodobała mu się jedna z dziewczyn, które tam pracowały, pomyślał więc, że fajnie byłoby podjechać limuzyną i zostawić wielki napiwek w drive-in. Ale ta opowieść przeszła niezłą metamorfozę – od tej miłej dziewczyny sprzedającej hamburgery do czegoś znacznie bardziej ponurego. To nie jest rock and roll. W branży komputerowej nie ma groupies jak u gwiazd rocka.


PLAYBOY: Naprawdę? Jeden z twoich ludzi powiedział o tobie: „Bill Gates, gwiazda rocka”. A czy pewna młoda dama z Mensy, w  Atlancie, nie powiedziała, że potrzebuje jakiegoś software’u dla swojego Maka – na co ty dostarczyłeś jej to osobiście?
GATES: Kto tak powiedział? Wysłałem jej to. Są jakieś elementy prawdy we wszystkich tych legendach, ale z wielką dawką przesady, do której się nie przyczyniłem. To jest tak, ludzie myślą: „Patrzcie na tego gościa, jest kawalerem, odnosi sukces za sukcesem – czy on trochę tego nie wykorzystuje? No, kurczę, chociaż troszeczkę?...”

 

PLAYBOY: A odpowiedź brzmi?
GATES: Ci ludzie byliby kompletnie rozczarowani. Byliby rozczarowani, bo nocą zastaliby mnie na lekturze książki o biologii molekularnej genów albo też pracującego do późna, albo stwierdziliby, że mnie nie ma, bo latam tu i tam w interesach i tak dalej. Najfajniejszą rzeczą, jaką robię, jest moja praca, ale mam też wiele zainteresowań – odwiedzanie różnych miejsc, czytanie, robienie różnych rzeczy.

 

PLAYBOY: A kiedy latasz, to w klasie ekonomicznej?
GATES: Różnie. Klasą ekonomiczną latam, kiedy jestem gdzieś w USA w interesach. Ale kiedy lecę do Europy, lecę biznes klasą. Kiedy lecę z Paulem Allenem na mecz Trailblazers (drużyna NBA – przyp. red.), lecimy jego samolotem. Jeżdżę też własnym samochodem.

 

PLAYBOY: Czy przywileje psują?
GATES: Mogą psuć, zauważyłem. Łatwo jest dać się popsuć rzeczom, które alienują nas od tego, co ważne.

 

PLAYBOY: Czy obawiasz się, że źle by to wyglądało w oczach ludzi z Microsoft?
GATES: Nie, chodzi o mnie samego. Nie chciałbym przyzwyczaić się, że ktoś mi usługuje albo wozi mnie po mieście. Życie w sposób niezwykły byłoby dziwne.

 

PLAYBOY: Czy plotki wyprowadzają cię z równowagi?
GATES: Rzadko. Ale jest to trudne. Dobra sława Microsoftu, to, żeby ludzie wiedzieli, że robimy świetne oprogramowanie i by wywołać w nich entuzjazm dla nowych rzeczy, przekraczanie granic – to jest ważna część Microsoftu. To naturalne, że firmę kojarzy się z jej współzałożycielem i szefem. Ale dla mojego życia prywatnego to jest jakaś przeszkoda. Mimo to, co muszę znosić będąc osobą publiczną, to nic w porównaniu z tym przez co przechodzą ludzie naprawdę znani.

 

PLAYBOY: Czy jesteś gotów na życie celebryty?
GATES: Nie. Nie przeszedłem nawet kursu dla początkujących.

 


PLAYBOY: A może napisałbyś swoją własną książkę?
GATES: Gdybym miał napisać książkę, napisałbym ją o przyszłości, a nie o przeszłości. Kiedy osiągnę dojrzały wiek, koło sześćdziesiątki czy coś w tym rodzaju, może najdą mnie refleksje.

 

PLAYBOY: Możesz zacząć już teraz.
GATES: (Wzdycha) To nieuniknione, że musi wystąpić pewien stopień uproszczenia. Nie chodzi o to, że się skarżę. Szkoda tylko, że ktoś nie napisał porządnej książki. Może w przyszłości ktoś to uczyni. Po prostu nie podobają mi się te, które są. Są strasznie niedokładne. Co gorsza, nie udaje im się uchwycić elementu zabawy, podekscytowania. Jakie były trudne decyzje? Dlaczego wszystko się udało? Gdzie był łut szczęścia? A gdzie umiejętności? Po prostu nic z tego nie można poczuć, czytając te książki. W pewnym momencie chcieliśmy zachęcić do tego pewnego renomowanego pisarza, ale postanowiliśmy tego nie robić, bo nie chcieliśmy poświęcać na to czasu.

 

PLAYBOY: Nie myślisz, że ludzie chcieliby czytać twój odpowiednik Iacokki? (Lee Iacocca był prezesem Forda i Chryslera, jego wydana w 1984 r. autobiografia stała się bestsellerem – przyp. red.)
GATES: (Zirytowany) A co to ma znaczyć? Myślę, że odpowiedź brzmi nie. A kiedy już napiszę książkę, będzie sto razy lepsza niż którakolwiek do tej pory. Ale teraz nie chcę robić z siebie większego niż jestem. Już jestem większy niż chcę. Chciałbym trochę się skurczyć.

 

PLAYBOY: To dlaczego ze mną rozmawiasz?
GATES: Żeby powiedzieć, że komputery osobiste mogą robić fajne rzeczy; że oprogramowanie to wspaniała rzecz, że są w tym ekscytujące możliwości i że Microsoft jest w to zaangażowany – oto przesłanie Microsoftu, dla którego warto poświęcić czas. I jeśli chcecie do wszystkich tych komentarzy przylepić łatkę „rzecznik Microsoftu”, w porządku – też wiem, że ludzi bardziej interesują ludzkie historie niż to, co może dla nich zrobić technologia.

 

PLAYBOY: Może to dobra wskazówka dla nowych technologii?
GATES: To prawda. Powinniśmy pozwolić ludziom komunikować się z innymi ludźmi.

 

PLAYBOY: Proszę, skomunikuj się z nami: Kim jest Bill Gates?
GATES: Nie sądzę, by dało się prosto podsumować kogokolwiek.

 

PLAYBOY: No dobrze, gdy już to powiedziałeś, nic nie szkodzi spróbować.
GATES: (Śmieje się, a potem trochę urażonym głosem mówi, jakby recytował) Lubię swoją pracę, bo wiąże się z uczeniem się. Lubię być w towarzystwie bystrych ludzi, którzy starają się wymyślać nowe rzeczy. Podoba mi się to, że jeśli ludzie naprawdę się starają, mogą odkryć rzeczy, które będą miały prawdziwy wpływ na rzeczywistość. Nie lubię tracić czasu, kiedy nie dowiaduję się nic nowego ani sam nie jestem twórczy.

 

PLAYBOY: Tak jak podczas tego wywiadu?
GATES: No tak, niektóre z rzeczy, które mówisz, już wcześniej słyszałem. Jasne, że historia firmy była już szeroko omawiana.

 

PLAYBOY: Mam na myśli pytanie o to, kim jesteś.
GATES: Nikt jeszcze nie zadał mi tego pytania w tej formie. Kim jesteś? To pytanie wpija się w samo sedno zagadnienia. Poproszę o test wielokrotnego wyboru.

 

PLAYBOY: Zróbmy test wolnych skojarzeń. Na pewno wywoła jakieś myśli.
GATES: (Długa pauza) Nie, nie wiem, czy o czymkolwiek myślę.

 

PLAYBOY: Spróbuj jeszcze raz.
GATES: OK, mam przezwisko. Moja rodzina nazywa mnie Trey, bo jestem Williamem Trzecim. Mój tata ma to samo imię, co zawsze jest mylące, bo mój tata jest znanym człowiekiem i ja też jestem znany. Gdyby wiedzieli, że tak będzie, nie nadaliby mi tego samego imienia. Myśleli, że nie będę nikim znanym, więc powiedzieli „Hej, weźmy to samo imię, co tam”. Jeśli ludzie zwracają się do mnie „Bill”, to głównie w pracy i wtedy myślę o wszystkim, co powinienem robić. Kiedy ludzie mówią do mnie „Trey”, myślę o sobie jako o synu, jako o kimś młodym. Myślę o rodzinie, byciu dzieckiem, dorastaniu.

 

PLAYBOY: Czy podoba ci się Bill – osoba publiczna – taki, jakiego ci opisaliśmy?
GATES: Myślę, że spostrzeżenia na mój temat są tak szeroko rozrzucone, że trudno na nie zareagować. Kiedy się zaręczyłem, w „The Star” napisali, że przygotowałem dla Melindy mały konkurs, a gdy już go wygrała, poprosiłem ją o rękę. A wtedy ona powiedziała „Tak, o, tak!”. To mnie śmieszy, bo to takie nieprawdziwe i niedorzeczne. W „The National Enquirer” wynajęli astrologa, którego nigdy w życiu nie spotkałem, by powiedział o mnie różne rzeczy. To śmieszne! „Forbes” zajmuje się tymi, którzy są bogaci i tym, co sądzą na różne tematy. Uważam, że to, co o mnie napisali było głupie, ale w tym roku napisali ładny artykuł o moim przyjacielu Warrenie Buffecie. Uważam, że to dobry tekst. Tak więc zdaje się, że łatwiej jest czytać o innych ludziach. Ja zawsze kieruję się tym, by uniknąć skupienia na sobie. Nie z powodu jakichś głęboko ukrytych ciemnych sekretów. To raczej proste poczucie prywatności. Myślę, że jest to nawet trochę głupie.

 

PLAYBOY: Ludzie widzą, co osiągnąłeś i chcą wiedzieć, jaki jest człowiek, który osiąga to co ty.
GATES: Chodzi ci o to, że jeśli będą mieli podobny rodzaj życia osobistego do mojego, staną się tacy jak ja?

 

PLAYBOY: A czy ta cała infostrada nie opiera się na tym, że chce się mieć lepszy dostęp do większej liczby informacji?
GATES: Tak, ale jest bardzo dużo różnych rzeczy, którymi można się interesować.

 

PLAYBOY: A to jest jedna z nich.
GATES: Ale to trochę wyuzdane, nieprawdaż?

 

PLAYBOY: Może tylko dla gościa, który jest w centrum uwagi.
GATES: Kiedy będzie infostrada, umieszczę to tam. Każdy, kto zechce zapłacić, nie wiem, jednego centa, może zobaczyć, jakie oglądam filmy i jakie książki czytam i niektóre inne informacje. Jeśli wciąż będę interesujący, będę zbijał dolary, gdy tylko ludzie wpadną w tę część sieci.

 

PLAYBOY: Ile budynków jest tu na terenie? Czy byłeś w nich wszystkich?
GATES: Dwadzieścia pięć. Tak, byłem w nich wszystkich, ale jest kilka takich, które odwiedziłem tylko raz.

 

PLAYBOY: Czy przechadzasz się tutaj późno w nocy?
GATES: Właściwie zrobię to dziś wieczór. Jest piątek, a ja nie mam żadnych planów.

 

PLAYBOY: Czy zaglądasz ludziom do biur?
GATES: Jeśli widzę, że są w środku, wchodzę i patrzę, co wieszają na ścianach. Chcę poczuć jak tam jest, jaka jest energia, co osobistego w to wnoszą. Wieszają na ścianach artykuły na tematy branżowe, takie, które są dla nas szczególnie paskudne lub szczególnie miłe. Zaznaczają swoje postępy – ilość błędów albo nowych rozwiązań, które się sprawdziły. No i wpada się też na ludzi. Nawet w piątek wieczór będzie ich tu trochę i będę miał okazję spytać, co myślą.

 

PLAYBOY: Zmieńmy perspektywę na bardziej globalną. Jaka powinna być nasza postawa wobec Japończyków?
GATES: Ta nagonka na Japończyków wymyka się spod kontroli. To, jak ludzie trzymają się stereotypów w swoich wyobrażeniach, dlaczego firmy japońskie odnoszą sukcesy, nie znając przy tym zbyt wielu faktów, zakrawa na rasizm.

 

PLAYBOY: Pomijając to, że są teraz w dołku, dlaczego Japończycy odnoszą tak wielkie sukcesy?
GATES: Z dobrych powodów. Z powodu świetnych produktów. Podejścia długofalowego. Skupiania się na inżynierii i na tym, co jest potrzebne, by szybko wprowadzić produkt na rynek. Umiejętności przystosowania się do tego, by skutecznie sprzedawać na rynkach na całym świecie. Wierz mi, przed nimi są jeszcze wyzwania, ale to, co oni zrobili, nie mając zasobów naturalnych, nie będąc światową potęgą, to cud.

 

PLAYBOY: A my nie zrobiliśmy nic z wymienionych przez ciebie rzeczy? Jakie błędy popełniliśmy?
GATES: Właściwie Ameryka w tym okresie również radziła sobie świetnie. Niektóre amerykańskie firmy popełniały błędy i są rzeczy, które moglibyśmy zrobić, by ulepszyć nasze produkty. Na przykład moglibyśmy poprawić nasz system edukacji. Poza tym pozbyć się myślenia na krótką metę. Skupić się na inżynierii produktu zamiast na inżynierii finansowej. Moglibyśmy dopracować produkty. Ale my też wnieśliśmy wiele. Ameryka i Japonia to dwie wiodące światowe gospodarki jeśli chodzi o technologię i produkty innowacyjne. A w oprogramowaniu, technologii ery informacji i biotechnologii – naszej drugiej co do ważności branży – USA ma niesamowitą przewagę.

 

PLAYBOY: Nasz przemysł samochodowy staje na nogi. W końcu skupiliśmy się na robieniu lepszych aut a nie na zatrzymywaniu importu z Japonii. Ale co jest takiego w amerykańskiej mentalności, że straciliśmy wiodącą pozycję?
GATES: Nie sądzę, by chodziło tu o amerykańską mentalność. Nie musimy aż tak głęboko kopać, by znaleźć zalążek zepsucia. Sposób, w jaki te firmy samochodowe zarządzały procesami projektowania i produkcji, był niewłaściwy. Był przestarzały i ogromną ilość czasu zajęło reformowanie tych procesów. Potrzeba było Forda, żeby nadać tempo.

 

PLAYBOY: Czy Microsoft naśladuje model japoński?
GATES: W niektórych aspektach. Nasi pracownicy to Amerykanie, więc nie śpiewamy piosenek korporacyjnych ani nic w tym rodzaju. Podejścia długofalowe, podejścia globalne – wiele dobrych amerykańskich firm to stosuje i to nas łączy z Japończykami. Ale w żadnym sensie nie powiedziałbym, że naśladujemy japońskie podejście do rzeczy.

 

PLAYBOY: Jak nasze społeczeństwo powinno myśleć o przyszłości?
GATES: Bardziej optymistycznie. Jest postęp, na który częściowo składa się rozwój technologii, i w pewnym sensie świat staje się coraz bogatszy. To znaczy, rzeczy, które wymagają mnóstwa zasobów i czasu, możemy robić bardziej efektywnie. Ludzie zastanawiają się więc, czy będzie dla nich praca. Czy będzie coś do roboty? Dopóki nie zapewnimy każdemu dziecku fantastycznej edukacji, dopóki nie uprzątniemy centrów wszystkich miasta nie zabraknie nam rzeczy do zrobienia. A w miarę jak społeczeństwo będzie się bogaciło, możemy zdecydować się tak gospodarować zasobami, że ludzie będą mieli motywację, by wstać i pójść wykonywać te niedokończone prace.

 

PLAYBOY: Jeden z tekstów o tobie sugerował, że jeśli Microsoftowi uda się stworzyć i dostarczać odpowiednie oprogramowanie do komputerów, firma – na najbardziej podstawowym poziomie – będzie miała wpływ na nasze interakcje z infostradą. Jakie to uczucie wiedzieć, że możesz mieć taki sam wpływ na świat przez następne dwadzieścia lat, jakie miałeś przez minione dwadzieścia?
GATES: Byliśmy producentami wiodących produktów, dlatego mieliśmy okazję odegrać ważną rolę. Ale to wydarzyłoby się i bez nas. Ktoś wyprodukowałby standardowy system operacyjny i wypromował jakiś graficzny interfejs. Być może przyspieszyliśmy to nieco. Podobnie stanie się z infostradą. Jeśli zagramy w tym jedną z głównych ról, to dlatego, że zaproponujemy coś trochę lepszego niż inni albo zaproponujemy to wcześniej.

 

PLAYBOY: Jeśli nie wykonacie następnego kroku – czy obawiasz się upadku ze  szczytu, który osiągnąłeś?
GATES: Można to lepiej ująć. Gdybyśmy ciągle nie zatrudniali wspaniałych ludzi i nie pędzili naprzód z maksymalną prędkością, łatwo byłoby wypaść z czołówki i stać się firmą przeciętną. Może napędzać cię strachem, ale powinien to być nieustający strach. Mam w sobie trochę nieustannego lęku. Regularnie rozważam możliwość porażki.

 

PLAYBOY: A osobiście, zwalniasz nieco?
GATES: Kiedyś w ogóle nie brałem urlopów. Kiedyś zdarzało się, że nie spałem dwie noce z rzędu. Już tego nie robię.

 

PLAYBOY: A jak z nadążaniem za technologią? Czy to cię nie przerasta?
GATES: Nie. Ale jest trudniej niż wtedy, gdy byłem młody.

 

PLAYBOY: Jaka jest ostatnia rzecz, której nie rozumiałeś?
GATES: Kwantowa teoria grawitacji (śmiech). Spójrz na to biuro. Kto zdoła to wszystko przeczytać? Może jutro odpowiem na te setki e-maili, które w tej chwili czekają w mojej skrzynce.

 

PLAYBOY: Ludzie mogą nie uwierzyć, że ledwo nadążasz.
GATES: Skąd niby mieliby to wiedzieć? Mogę powiedzieć im, że taka jest prawda. Podobnie z rozmiarem mojego sukcesu. Nigdy bym go nie przewidział. Nie wyruszyłem w drogę z myślą, by osiągnąć jakiś określony poziom bogactwa czy też wielkość firmy. Pamiętam, jak w 1980 albo 1981 roku patrzyłem na listę ludzi, którzy zarobili wielkie pieniądze w przemyśle komputerowym. Pomyślałem sobie: niesamowite. Ale nigdy nie myślałem, że sam znajdę się na tej liście. Jasne, że się myliłem. Jestem na tej liście, przynajmniej tymczasowo.

 

PLAYBOY: Tymczasowo?
GATES: Jestem przygotowany na rozczarowanie. Nie cierpię rozczarowań. Nie chciałbym stracić tego co mam, ze względu na to, że teraz mogę robić nowe, ciekawe rzeczy. Po części dlatego pracuję tak ciężko jak mogę, starając się pozostać na szczycie.

 

PLAYBOY: Czy wystarczy ci jeden sukces Microsoftu?
GATES: Microsoft ma na koncie wiele, wiele udanych produktów. To tak, jakbyś powiedział do kogoś, kto od pięćdziesięciu lat jest żonaty, „Co, do cholery, miałeś tylko jedną żonę. Co z tobą nie tak? Myślisz, że stać cię tylko na jedną?”. To znaczy, oddany jestem jednej firmie. I to jest branża, w której zdecydowałem się pracować.

 

PLAYBOY: Ciekawą metaforę wybrałeś, tę o żonie.
GATES: Możecie to wydrukować.

 

PLAYBOY: Ujmijmy to tak: masz 38 lat, jesteś miliarderem, współzałożycielem największej firmy produkującej oprogramowanie i zmieniłeś tę branżę. Co chciałbyś zrobić na bis – jeżeli będzie bis?
GATES: Słowo „bis” zakłada, że życie nie jest ciągłym procesem, że życie określone jest przez jakąś skończoną liczbę osiągnięć. Według mnie, w Microsofcie czeka mnie jeszcze mnóstwo ekscytujących rzeczy: takich, które trzeba wypróbować, sprawdzić, czy da się to czy tamto zrobić za pomocą technologii. Są tu wspaniali ludzie, z którymi praca jest jak świetna zabawa. A w następnej dekadzie najciekawszą dziedziną będzie szeroko rozumiana informatyka. Mamy szansę znacząco się do tego przyczynić. To bardzo konkurencyjna branża. Nie będziemy wiedzieli aż do schyłku tego okresu, czy zrobiliśmy to dobrze czy nie. To dla mnie bardzo ekscytujące. No i ciągle dużym wyzwaniem jest stworzenie jeszcze lepszych edytorów tekstu albo wymyślenie, jak powinna działać elektroniczna encyklopedia czy przewodnik kinowy, wymyślenie, jakie narzędzia współpracy możemy zaoferować użytkownikom. Na tym będę się skupiał w przewidywalnej przyszłości.

 

PLAYBOY: A jutro? Masz jakieś plany na sobotę?
GATES: (Uśmiecha się) Praca.

 

Tekst: David Rensin
Zdjęcia: Mizuno
Przekład: Saba Litwińska

 

Więcej klasycznych wywiadów PLAYBOYA przeczytasz w naszych specjalnych wydaniach. Do kupienia w sklepie Marquard.pl.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska