Historyczny wywiad z Michaelem Jordanem

Historyczny wywiad z Michaelem Jordanem

Najlepszy koszykarz w historii. 6 razy poprowadził swoją drużynę Chicago Bulls do mistrzostwa NBA, 5 razy ogłaszany był najbardziej wartościowym koszykarzem ligi, 14 razy wystąpił w meczach Gwiazd. Ta rozmowa odbyła się, kiedy Byki dopiero po raz pierwszy sięgnęły po mistrzostwo, a Amerykańscy zawodowi koszykarze po raz pierwszy lecieli na igrzyska olimpijskie – powstawał pierwszy koszykarski Dream Team.

 

PLAYBOY USA MAJ 1992

To również czas, kiedy cały świat zamarł, po tym jak największy rywal Jordana Magic Johnson ogłosił, że jest zarażony wirusem HIV. Przeczytajcie, jak na to wszystko reagował „Jego Powietrzna Wysokość” - MICHAEL JORDAN.

PLAYBOY: Jak dowiedziałeś się o Magicu?

JORDAN: Jego agent Lon Rosen zostawił mi wiadomość, gdy byłem na treningu. Powiedział, że to pilne, że musi ze mną porozmawiać. Kiedy oddzwoniłem, powiedział „Magic zwołuje dziś konferencję
prasową. Ogłosi koniec kariery. Ma  pozytywny wynik testu na HIV”.


PLAYBOY:  Gdzie byłeś, kiedy to usłyszałeś?

JORDAN: Jechałem do domu. Niemal wyleciałem z drogi. Powiedziałem: „To chyba jakiś głupi dowcip”. A on na to: „Earvin chce z tobą o tym pogadać”. Dał mi jego numer i kiedy dotarłem do domu, zadzwoniłem. Był bardzo spokojny. Powiedziałem: „Cholera, mniej się denerwujesz ode mnie, ja o mały włos wyleciałbym z drogi”. On na to: „Chcę tylko, żebyś żył normalnie dalej. Ja dam sobie radę, moje dziecko też da radę, żona tak samo”.


PLAYBOY: Czy przed oświadczeniem Magica, zawodnicy rozmawiali o AIDS?

JORDAN: Wiedzieliśmy o tej chorobie, ale większość chłopaków nie sądziła, że może to dotyczyć osób heteroseksualnych. To zawsze byli geje, narkomani albo osoby, które zaraziły się przez transfuzję. A ta wiadomość była jak uderzenie w twarz.

PLAYBOY:  Czy zrobiłeś sobie testy?
JORDAN: Robię sobie testy już od dwóch lat.

PLAYBOY: Dlaczego?
JORDAN: Bo mam polisę ubezpieczeniową, która tego wymaga.


PLAYBOY: Zdziwiłbyś się, gdyby okazało się, że inni sportowcy też mają pozytywny wynik testów.

JORDAN: Nie.


PLAYBOY: A przed oświadczeniem Magica też byś się nie zdziwił?

JORDAN: Jedna z największych gwiazd publicznie przyznała się, że stało się to z powodu rozwiązłości. A to nie jest jedyny rozwiązły sportowiec. Jestem więc prawie pewien, że nie będzie ostatni.


PLAYBOY: Opowiedz więc nam o życiu w ciągłej drodze w NBA.

JORDAN: Wiele już powiedziano o okazjach, jakie przydarzają się w podróży. Jasne, są okazje, ale okazje są wszędzie. Po meczu przychodzą różne kobiety. Gracze mają świadomość tego, wiedzą kto jest kim i co jest
do czego. Jeśli nie masz się na baczności, narażasz się na ryzyko.


PLAYBOY: Ale są tacy, którzy nie myślą o konsekwencjach.

JORDAN: Magic sam to powiedział: „Nigdy nie wierzysz, że to może przydarzyć się tobie. A potem żądli cię pszczoła”.

PLAYBOY:
Czy zawodnicy naprawdę wyciągną z tego naukę, czy to chwilowe zmartwienie, które przeminie?
JORDAN: Na pewno ukróci to nieco zabawę. Ale sądzę też, że dzięki temu mężczyźni i kobiety będą mogli bardziej otwarcie rozmawiać o bezpiecznym seksie. Przypadek Magica sprawi, że zawodnicy nie będą obawiali się
o to pytać i o tym rozmawiać.


PLAYBOY: Wcześniej największym zmartwieniem zawodnika było, aby dziewczyna
nie zaszła w ciążę...
JORDAN: Albo żeby nie złapać choroby wenerycznej lub opryszczki. Teraz się o to modlisz.


PLAYBOY: Jak układały się wasze relacje z Magikiem na początku twojej kariery?

JORDAN: Podziwiałem go, gdy byłem w liceum. Nazywali mnie Magic Jordan. Mój pierwszy samochód miał tablicę rejestracyjną Magic Jordan. To był (Pontiac) 1976 Grand Prix.


PLAYBOY: Wasze stosunki stały się jednak dośc napięte, kiedy trafiłeś do NBA.

JORDAN: Było trochę zazdrości, kiedy przyszed- łem do ligi. Gdy zaczynał Magic miał nawet więcej talentu i odnosił większe sukcesy. Powinien więc dostać lepsze kontrakty reklamowe niż ja, ale nie zadbano o to marketingowo. A ja miałem szczęście do odpowiednich fachowców. Było więc trochę zazdrości.

PLAYBOY: Jak udało się wam przez to przejść?

JORDAN: W moim trzecim roku (w NBA – przyp. red.), zaprosił mnie do gry w letnim meczu charytatywnym. W szatni wszystko sobie wyjaśniliśmy i tak zaczęły się nasze dobre
stosunki.


PLAYBOY: Jednak nie wszystko zostało wyjaśnione. O co chodziło z rzekomym „wykluczeniem Jordana” w Meczu Gwiazd NBA w 1985 r. Naprawdę uważasz, że Isiah Thomas specjalnie nie podawał ci piłki?

JORDAN: Jeśli obejrzysz nagranie z tego meczu, zobaczysz, że tak właśnie było. Kiedy rozniosło się, że starał się wykluczyć mnie z gry, takie chore sytuacje zaczęły się nawarstwiać.


PLAYBOY: Niesnaski podobno zaczęły się już przed Meczem Gwiazd?

JORDAN: To był mój pierwszy All-Star weekend. Większość czasu spędzałem w pokoju, bo nie wiedziałem, co mam robić. Nie było tam nikogo z moich kolegów z drużyny. Nie chciałem znaleźć się w sytuacji, w której poczułbym się niekomfortowo. Kiedy w końcu wyszedłem z pokoju, wsiadłem do windy, w której był Isiah Thomas. Musiałem zjechać na dół na spotkanie. Wtedy po raz pierwszy miałem z nim do czynienia. Powiedziałem: „Cześć, jak leci?”. Tylko tyle. Byłem mocno onieśmielony, bo go nie znałem i nie chciałem go drażnić. Nie chciałem też sprawiać wrażenie żółtodzioba ani wyjść na głupka. Nie odzywałem się więc i stałem w rogu. Kiedy poszliśmy na spotkanie, nadal nic nie mówiłem. Kiedy weekend się skończył, doszły mnie słuchy, że podobno byłem zarozumiały i arogancki, i nawet nie rozmawiałem z nim w windzie tylko chłodno go przyjąłem. A ja mówię, że to Isiah Thomas zaczął.


PLAYBOY: Jak się wtedy poczułeś?

JORDAN: Byłem bardzo rozczarowany i smutny, bo nigdy nie chciałem nadepnąć nikomu na odcisk. Kiedy przyszedłem do NBA, uważałem, że jestem na samym dole hierarchii, że jestem żółtodziobem, który dopiero zaczyna piąć się w górę. Na poczatku mojej gry w Bulls, chcieli żebym kierował zespołem, ale powiedziałem trenerowi Kevinowi Loughery’emu, że nie czułem się komfortowo w tej roli. W drużynie mieliśmy zawodników, którzy grali od 6 czy 7 lat, a ja byłem pierwszoroczniakiem. Jak mógłbym mówić tym facetom, co mają robić? Mogłem tylko wyjść na parkiet i dać z siebie wszystko w grze. I zawsze tak do tego podchodziłem. A w tamten weekend gwiazd uznali to za brak szacunku.


PLAYBOY: Pierwszy mecz po tamtym All-Star weekend graliście we własnej hali przeciwko Detroit. Jak do niego podszedłeś?

JORDAN: Normalnie cały czas bym się uśmiechał i cieszył grą, ale wtedy przez cały mecz byłem bardzo skupiony. Z mojego punktu widzenia to był trudne spotkanie. A następnego dnia przeczytałem „Jordan zemścił się
zdobywając 49 punktów”. Isiah pewnie też to widział. Od tego momentu zaczęła się nasza rywalizacja. Zawsze starałem się go szanować i być uprzejmy, ale ciągle słyszałem, że obgaduje mnie za plecami. Powiedziałem sobie, czas skończyć z byciem miłym. Pieprzyć to. Po prostu grajmy w kosza. Nie musimy być najlepszymi przyjaciółmi.


PLAYBOY: Czy to doświadczenie ostatecznie wyszło ci na dobre?

JORDAN: Cóż, dzięki temu dowiedziałem się, jaka jest zawiść na tym poziomie. A z drugiej strony to tylko biznes. Zamierzam korzystać ze wszystkich okazji, jakie się nadarzą. Oni w mojej sytuacji postąpiliby podobnie.


PLAYBOY: Inni zawodnicy byli zazdrośni o twoje kontrakty reklamowe i propozycje biznesowe?

JORDAN: Tak. Ale czemu ja miałbym rezygnować z okazji? Dlatego że inni nie dostali takich propozycji? Bo oni nie chcą, żebym ja skorzystał, a jeśli to zrobię, to będą wkurzeni? Pieprzyć to. Niektórzy mogą to potępiać. Już widzę tych ludzi piszących listy do redakcji: „Mam już dość oglądania wszędzie Michaela Jordana”. A kim ty jesteś? Gdybyś był na moim miejscu, robiłbyś to samo. Nie będę się tym przejmował. To biznes. Chcę wykorzys- tać swoją szansę i kończąc karierę chcę być finansowo ustawiony. Nie robię niczego, czego nie robiliby inni na moim miejscu.


PLAYBOY: Kiedy przyzwyczaiłeś się do bycia celebrytą?

JORDAN: W czwartym roku (w NBA – przyp. red.).


PLAYBOY: Wcześniej nie?

JORDAN: Naprawdę coraz bardziej cieszyłem się z popularności tak mniej więcej przez 4 lata. Wtedy zaczyna cię to męczyć. Ludzie zaczynają wykorzystywać to, że jesteś miły, a ty chcesz mieć więcej czasu dla siebie. Zmienia się twoje nastawienie. Ja teraz staram się być bardziej otwarty. Wcześniej krępowałem się mówić o swoich odczuciach.


PLAYBOY: Co masz na myśli?

JORDAN: Teraz powiem ci, jeśli coś mi się nie spodoba. Wcześniej zatrzymałbym to dla siebie. Dziś mocniej wyrażam własne opinie, bo ludzie coraz częściej wyrażają swoje opinie na mój temat.


PLAYBOY: Porozmawiajmy trochę o twoim wizerunku publicznym. Dlaczego nie poszedłeś do Białego Domu, kiedy prezydent Bush zaprosił drużynę?

JORDAN: Nie chciałem iść. Miałem co innego do roboty. Kiedyś powiedziałbym grzecznie: „Miałem swoje powody”, ale dziś powiem, że to nie twoja sprawa. Byki (Chicago Bulls – przyp. red.) wiedziały, że nie idę, więc dlaczego tobie miałbym się z tego tłumaczyć? Zapytaj ich, dlaczego nie poszedłem. Oni wiedzą. Mówię tak, gdyż teraz ludzie chętnie oceniają moje zachowanie. A przecież mogę mieć inne zdanie. Kogo to, do cholery, obchodzi? Przecież ludzie nie żyją moim życiem. Czy ja ich pytam, dlaczego idą do łazienki?


PLAYBOY: Oni nie muszą sobie radzić z tym, z czym ty masz do czynienia.

JORDAN: To prawda. Ludzie mówią, że chcieliby być Michaelem Jordanem. OK, spróbuj przez rok. Spróbuj przez 5 lat. Jak już przebrniesz przez rozrywkowy etap, to czeka cię moment, kiedy przylatujesz do jakiegoś miasta o 3 nad ranem i 15 osób czeka na autografy, a ty jesteś śmiertelnie zmęczony. Bolą cię kolana, bolą cię plecy, całe ciało cię boli, a musisz jeszcze dać 15 autografów o 3 nad ranem.


PLAYBOY: A co się dzieje, jeśli odmówisz?

JORDAN: Ktoś zrobi zdjęcie mówiąc: „Patrzcie jaki ważniak”. Podczas jednej z podróży dotarliśmy do Denver o 3 nad ranem i trzy osoby czekały w hotelowym lobby. Byłem zmęczony. Powiedziałem: „Przepraszam, wybaczcie proszę, ale jestem zmęczony”. Usłyszałem: „To pewnie te zasady Jordana”. Poszedłem dalej. Któregoś dnia powiem: „Weź się pier...”. Może jak będę odchodził z ligi.


PLAYBOY: Opowiedz nam o sezonie, w którym zdobyliście mistrzostwo. Był tak burzliwy jak to opisano w książce The Jordan Rules?

JORDAN: Nie czytałem jej.


PLAYBOY: W książce Sam Smith wspominał o biletach, które dostawałeś na mecze ubiegłorocznych finałów, na które wszystkie miejsca były wyprzedane. Wynikało z tego, że traktowano cię wyjątkowo. Dostajesz za darmo bilety na mecze Byków?

JORDAN: Płacę za każdy cholerny bilet. Nikt mi ich nie daje. Kupuję po 50 dol. bilety w lożach i rozdaję dzieciom. Jeśli zostają mi jakieś wolne bilety, daję je Scottiemu Pippenowi i Horece’owi Grantowi (zawodnicy Chicago Bulls – przyp. red.), rozdaję je ludziom, ale za wszystkie płacę. Nie proszę nikogo, żeby mi za nie oddał. W ubiegłym roku wydałem 100 tys. dol. na bilety, które rozdałem. Te pieniądze zapłaciłem Bykom i innym drużynom, więc nie truj mi o biletach.


PLAYBOY: Inna anegdota, która pokazuje cię jako samolubnego strzelca, to ta opowiedziana przez centra Bulls Billa Cartwrighta o meczu przeciw New Jersey. Według niego miałeś pretensje do trenera Phila Jacksona, że zdjął cię z boiska, bo chciałeś zdobyć więcej punktów.

JORDAN: Według Sama Smitha, Cartwright powiedział, że marudziłem, bo nie mogłem zdobyć 50 punktów, ale dzięki temu inni mogli rzucić po 20. To największe kłamstwo w Ameryce. Cały nasz atak jest ustawiony tak, by Cartwright rzucał tyle punktów ile da radę. Jeśli nie jest w stanie ich zdobywać, to jego cholerny problem. Ja mogę tylko podawać mu piłkę. Nie mogę się ruszać za niego.


PLAYBOY: A co z zarzutem, że chcesz tylko zdobywać punkty?

JORDAN: Nie rzucam tylko dlatego, że chcę zdobyć punkty. Rzucam, bo jest okazja trafić. Nie ma znaczenia kto zdobywa kosze. Jeśli masz okazję do rzutu, to rzucasz. I wygrywamy. Smith przedstawił to, jakbym był samolubny, jakby zależało mi na tym, ile punktów ja zdobędę, a ja martwiłem się o nasze zwycięstwo. Kogo obchodzi, ile kto rzucił?


PLAYBOY: Tytuł króla strzelców nic dla ciebie nie znaczy?

JORDAN: Już nie dbam o to. Jeśli zdobędę tytuł najlepszego strzelca w tym roku, to zdobędę. Jak nie – to nie. Wiem, że gdybym chciał, to bym po niego sięgnął, ale już o niego nie walczę. Będzie co ma być.


PLAYBOY: Jaki był twój kontakt z autorem książki?

JORDAN: [Wiceprezes Bulls Jerry] Krause i ja jesteśmy najbardziej krytykowanymi osobami w tej książce, ale my dwaj jesteśmy jedynymi, którzy nie poszli na lunch z tym gościem. I tak planował nas wykończyć, więc po co chciał nas zapraszać na lunch?


PLAYBOY: Czy spodziewałeś się, że kiedyś coś takiego ci się przydarzy?

JORDAN: Wiedziałem, że stanę się celem. Dochodzi się do punktu, kiedy ludzie są już znużeni oglądaniem ciebie na piedestale, czystego i nieskazitelnego. Mówią: „Zobaczmy, czy nie ma tam jakichś brudów”. Ale nigdy nie spodziewałem się, że to przyjdzie z wewnątrz. Sam przez 8 miesięcy starał się udawać, że jest przyjacielem rodziny. Ale ta rodzina opowiadała o tym, jak bardzo mnie nie znoszą. Chodzi mi oto, że jeśli tak mnie nie znosili, to jak mogli ze mną grać? Dlaczego nie poszli do Jerry’ego Reinsdorfa (właściciela Bulls – przyp. red.) i nie poprosili, aby mnie wymienił. Nie wiem jak zdobyliśmy mistrzostwo, skoro było między nami tyle nienawiści. Wydawało mi się, że dobrze się dogadujemy.


PLAYBOY: Czy teraz patrzysz na kolegów z drużyny i zastanawiasz się, czy naprawdę to wszystko mówili?

JORDAN: Mogę sobie wyobrazić, że niektóre z tych słów padły z powodu złości, zazdrości lub rozczarowania. Wyobrażam sobie jednak też, że Sam Smith mógł manipulować ich wypowiedziami, tak aby osiągnąć swój cel. Powiedzmy, że Horace Grant był zły po jednym meczu, bo miał za mało okazji do rzutów albo ja rzucałem o wiele więcej niż inni. Sam mógł wyczuć tę złość i drążyć ten temat. W książce przedstawił to jako problem całego sezonu, a chodziło o jeden mecz.


PLAYBOY: Coś jeszcze dręczy cię w tej książce?

JORDAN: On żeruje na pewnych tematach. Słyszałem, że jest historia o tym jak Pippen, Grant i ja rozmawialiśmy o penisach naszych synów. Napisał, że spędziliśmy 30 minut debatując, czyj syn ma największego penisa. Jaki jest sens umieszczania tego w książce? Wiadomo, że to żarty, więc po co to?


PLAYBOY: Wróćmy do walki o mistrzostwo. Wydaje się, że dla ciebie zdobycie tytułu mistrzów NBA to było za mało. Chciałeś to zrobić „w należyty sposób”.

JORDAN: Kiedy wygrywaliśmy z Filadelfią w ubiegłorocznych play-offs, a Detroit grał z Bostonem, wszyscy mówili: „Mam nadzieję, że wygra Boston”. Ja odparłem: „O nie, jeśli mamy dotrzeć na szczyt, to najtrudniejszą drogą, bo inaczej będziemy jako drużyna krytykowani za to”. Przede wszystkim Scottiemu Pippenowi nigdy nie nie przeszłyby te bóle głowy, czy co on tam miał w finale konferencji w 1990 r. przeciwko Pistons (wcześniej 3 lata z rzędu Byki przegrywały w play-offs z Detroit, a w decydującym 7. meczu w 1990 r. Pippen cierpiał na potworną migrenę – przyp. red.). Jako drużyna nigdy nie nie wyzwolili- byśmy się z poczucia, że zawsze ulegaliśmy „Tłokom”. Zawodnicy z Detroit nie mieli do nikogo szacunku.

 

PLAYBOY: To także dotknęłoby ciebie.
JORDAN: Wszystko spadłoby też na moją głowę. Ludzie mówiliby, że zdobyliśmy mistrzostwo, ale i tak nie pokonaliśmy Detroit. Nie chciałem, słuchać takich bzdur, dlatego liczyłem na najtrudniejszą drogę.


PLAYBOY: Chodziło też o to, jak ludzie porównywali cię do Magica i Larry’ego Birda?

JORDAN: Kiedy to robiono, nie miałem szans równać się z tymi dwoma największymi, bo ludzie zawsze powtarzali: „Tyle wspaniałych meczów, a nigdy nie poprowadził swojego zespołu do mistrzostwa”. Chciałem więc dołączyć do nich i świetnie mi się to udało.


PLAYBOY: Magic sprawiał, że przy nim jego koledzy z drużyny grali lepiej. Tobie zarzucano, że tego nie potrafisz.

JORDAN: Mecze o mistrzostwo były dla mnie szansą pokazania, że nie tylko zdobywam punkty. Wszyscy chcieli postrzegać to jako pojedynek Magic kontra Michael. Zdawałem sobie z tego sprawę. Obiecywałem, że jeśli dotrzemy do finałów, to zrobię wszystko byśmy wygrali, bo może już nie będę miał takiej szansy. Więc kiedy doszliśmy do finałów, starałem się łatać wszelkie dziury – rzucałem, podawałem, zbierałem – robiłem wszystko, za co wcześniej chwalono Magica.


PLAYBOY: Czy był taki moment w roku, kiedy pomyślałeś: „Uda nam się dojść na szczyt”?

JORDAN: Kiedy wygraliśmy z Detroit przed meczem All-Star.


PLAYBOY: Już wtedy?

JORDAN: Pokonaliśmy ich w Detroit. Wcześniej nie wygraliśmy tam od jakichś 10 spotkań. Musieliśmy się przekonać, że jesteśmy w stanie pokonać ich w ich własnej hali. W finale konferencji w poprzednim roku dobrze graliśmy na własnym parkiecie, ale pojechaliśmy do nich i w siódmym meczu nas rozbili.


PLAYBOY: Porozmawiajmy o meczach z Detroit w ostatnich play-offs. Przeszliście Nowy Jork i Filadelfię. Zostali Pistons.

JORDAN: Czekaliśmy na to. Mieliśmy przewagę własnego boiska. Wygraliśmy u siebie ostatnie 6 czy 7 meczów. Pierwsze spotkanie było kluczowe, bo wiedzieliśmy, że będą nas prowokować. Pippen wiedział, co będzie robił Dennis Rodman. Nie mógł pozwolić, żeby to zaprzątało mu myśli. Trzeba grać, odwrócić głowę i walczyć dalej. Wygraliśmy oba mecze w Chicago i pojechaliśmy do Detroit z hasłem: „Pozamiatajmy ich”.


PLAYBOY: Widzieliście strach w ich oczach?

JORDAN: Tak. Nie byli w stanie nas sprowokować, a próbowali wszystkiego, aby pozbawić nas pewności siebie.


PLAYBOY: Czego na przykład?

JORDAN: Bili nas, popychali, gadali głupoty. Stwierdziłem: „Oni zawsze pieprzą te swoje brednie do każdego. Zobaczmy jak zniosą, gdy ktoś im będzie dogadywał”. Zacząłem więc sam ich zaczepiać. Markowi Aguirre powiedziałem: „To już nie jest twój dom. Już nie jesteś z Chicago. Teraz mieszkasz w Detroit, tam jest twoje miejsce”. Rodmanowi: „Ty najlepszym obrońcą? Lepiej rusz dupsko”. To go diabelnie zirytowało. Za każdym razem, kiedy mnie mijał, bum, uderzał mnie kolanem w brzuch. Albo w plecy. Chciał mnie sprowokować. A ja zacząłem robić dokładnie to samo co on. Chciałem go wkurzyć. Powiedziałem Scottiemu, żeby odciągnął go na stronę i bum, walnąłem go. Rodman wściekł się, bo zaczęliśmy stosować jego sposoby. Wiedziałem, że go mamy.


PLAYBOY: A co na to Isiah?

JORDAN:Był bardzo pasywny. Myślę, że był pewny, że mają na nas sposób i nie musi angażować się w walkę. Był bardziej jak reżyser a nie agresor. Kiedy w końcu stał się agresywny, było już za późno.


PLAYBOY: Czy zawodnicy Pistons próbowali zrobić ci krzywdę?

JORDAN: Laimbeer próbował. Kiedy zdarzyło się to pierwszy raz, myślałem, że to taki ligowy chrzest. Ale to g... zaczęło się powtarzać. On nawet nie próbuje zablokować mojego rzutu. Leci na mnie całą masą. A ja skaczę w górę i mogę stracić kontrolę, wszystko może się zdarzyć. Irytuje mnie to, ale sobie radzę. Czekam tylko na mój ostatni rok.

PLAYBOY: Czy Laimbeer jest gorszy od reszty, nawet od Rodmana?

JORDAN: Nie. Sądzę, że Rodman i Laimbeer są podobni. Starają się sprostać swojemu wizerunkowi dupków.


PLAYBOY: W tych meczach z Detroit spuściliście im porządne lanie.

JORDAN: Dlatego zeszli z parkietu (nie gratulując zwycięzcom – przyp. red.) Zawstydziliśmy ich. To było jak triumf dobra nad złem.


PLAYBOY: Co masz na myśli mówiąc „zło”?

JORDAN: Ich styl gry w koszykówkę. Jeśli kogoś przewrócisz ostro go faulując, to podnosisz go i pytasz: „Nic ci się nie stało?”. Zawodnicy Pistons przewrócą cię i jeśli będzie możliwość, to jeszcze kopną. W ten sposób próbują zastraszać przeciwników. Zło jest w ich podejściu do gry, w ich niesportowym zachowaniu. Ich wizerunek złych chłopców przyniósł im trochę złota, ale też wiele wstydu


PLAYBOY: W Detroit będą wściekli, kiedy przeczytają, że tak o nich mówisz. Oni uważają, że nie masz do nich szacunku.

JORDAN: Szacunku za co?


PLAYBOY: Za ich sukcesy.

JORDAN: To prawda. Wszyscy to wiedzą. Byli wystarczająco cwani, aby wykorzystać swój wizerunek i wygrać. Zwyciężyli nie tylko brutalną siłą. Mieli też talent do wygrywania. Ale bez brutalności też mogliby mieć ten talent.


PLAYBOY: Czy zdziwiłeś się, kiedy w ostatnim meczu zeszli z parkietu przed końcem?

JORDAN: Tak. Isiah Thomas jest prezesem związku koszykarzy i jednocześnie sam robi taką niesportową akcję? Ja przez 3 lata zmuszałem się, żeby im gratulować, życzyłem im szczęścia w finale i mówiłem, żeby zdobyli tytuł dla Wschodniej Konferencji.


PLAYBOY: To chyba z trudem przechodziło przez gardło?

JORDAN: Z rudem, ale to sportowa rywalizacja i tak należy się zachowywać.


PLAYBOY: Kiedy zorientowałeś się, że mistrzostwo NBA jest w waszym zasięgu?

JORDAN: W pierwszym meczu finału przeciw Lakersom. Dawali z siebie wszystko, my byliśmy beznadziejni, a mimo to mieliśmy szansę odrobić straty. Tylko tego potrzebowaliśmy. Dzięki nim uwierzyliśmy w siebie. Pierwszy mecz był naszym moralnym zwycięstwem (Lakers wygrali dwoma punktami – przyp. red.) W drugim spotkaniu wypunktowaliśmy ich.


PLAYBOY: Większość ludzi patrzyła na pierwsze spotkanie w ten sposób, że Lakersi pokonali was w Chicago.

JORDAN: Tak, ale to my nabraliśmy rozpędu.


PLAYBOY: Co czuliście przed piątym meczem z Lakersami?

JORDAN: Byliśmy bardzo zdeterminowani.

PLAYBOY: Baliście się?

JORDAN: Nie. Ja się nie bałem. Mieliśmy jeszcze trzy mecze, a musieliśmy wygrać jeden. Nie denerwowałem się. Wyszliśmy zrelaksowani.


PLAYBOY: Kiedy dotarło do ciebie, że tytuł jest wasz?

JORDAN: Kiedy John Paxson zaczął trafiać seriami. Przymierzał i bum. Po prostu ich rozwalił. Trochę radości odebrało mi to, że nie stało się to w Chicago. Gdyby to było u nas, pewnie byśmy nie przeżyli, bo fani by nas zadusili. Ale w LA było podobnie.


PLAYBOY: Co działo się w szatni po finale? Wyglądało, jakby poniosły cię emocje.

JORDAN: Próbowałem to powstrzymać, ale nie mogłem. Znosiłem tyle rozczarowań przez lata, że kiedy w końcu wygraliśmy, zapanowały nade mną takie emocje jak nigdy wcześniej. Nie żałuję tego. Musiałem dać im upust.

 

PLAYBOY: Czy olimpiada będzie dla was jakimś wyzwaniem? (Po raz pierwszy na olimpiadzie mieli zagrać koszykarze z NBA – powstał pierwszy Dream Team – przyp. red.)
JORDAN: Wiesz, to jedna z tych sytuacji, kiedy wyzwaniem będzie wspólna gra, jako zespół. Jeśli przyjrzysz się drużynom, z którymi mamy się zmierzyć, to będzie masakra. Nawet nie powinni się zbliżyć punktami do nas. To my nauczyliśmy ich koszykówki. Mamy najlepszych zawodników, jacy teraz grają i to będzie najlepsza drużyna koszykówki, jaka kiedykolwiek powstała. Kto ma nas pokonać? Japończycy? Chińczycy? Nie dorównają nam sportowo. Już nie wspominając o naszej psychicznej przewadze, gdy przy piłce będzie Magic czy ktokolwiek z naszej drużyny. Jest Stockton, Barkley, ja, Robinson, Bird... Daj spokój. To są ludzie, którzy nawet w Europejczykach budzą respekt, jak więc inni mają nas pokonać? Jeśli jakiś mecz zakończy się ich niewielką porażką, to dla Europy będzie to moralne zwycięstwo.


PLAYBOY: Co zrobiłbyś, gdyby do olimpijskiej drużyny trafił Bill Laimbeer lub Isiah Thomas?

JORDAN: Uszanowałbym ich jako kolegów z drużyny i gralibyśmy jako zespół.


PLAYBOY: Mimo wszystko?

JORDAN: A gdybym zrezygnował, to myślisz, że nie wzbudziłoby to kontrowersji? Zostałbym, żeby uniknąć rozgłosu i złych emocji. Amerykanie nie powinni tak się zachowywać, kiedy reprezentują swój kraj. Po prostu trzeba to zrobić.


PLAYBOY: Jak myślisz, dlaczego Magic chce grać na olimpiadzie? Co mu to da, biorąc pod uwagę wszystkie jego osiągnięcia?

JORDAN: Osiągnął wszystko, co jest w koszykówce do osiągnięcia poza jednym – nigdy nie zagrał na olimpiadzie. Nie zdobył złotego medalu. I może to go zżera. Pewnie podjąłby to ryzyko nawet wiedząc, że to zabrałoby mu dzień lub dwa z życia. I wiesz co? Gdybym był w jego sytuacji, pewnie też bym to zrobił. Cały czas będę go wspierał. W życiu coś się zmienia, kiedy zdobywasz złoty medal. Słyszysz, jak cały świat wiwatuje na twoją część. To największa feta w koszykówce.


PLAYBOY: Nawet większa niż po zdobyciu mistrzostwa NBA?

JORDAN: Tak. Tytuł był dla Chicago i dla fanów Bulls, a olimpiada będzie dla wszystkich w USA.


PLAYBOY: Pomimo wszystkich zaszczytów, szacunku, sławy i pieniędzy jakie zdobyłeś w karierze, nadal jesteś czarnym facetem w kraju zdominowanym przez korporacje białych. Ostatnio nawet czarnoskórzy pisarze oskarżali cię, że nie jesteś dość czarny.

JORDAN: Zdaję sobie sprawę, że jestem czarny, ale chcę żeby postrzegano mnie po prostu jako człowieka. Każdy tego chce. O to walczył Martin Luther King – żeby każdy był równo traktowany i postrzegany jako człowiek.
Czasami tego nie rozumiem. Z jednej strony walczymy o równość, a tu ludzie mówią, że nie jestem dość czarny? Właśnie wtedy kiedy wydawało mi się, że staram się być jak inni? Staram się być wzorem dla czarnych dzieciaków, białych, żółtych i zielonych. Wydawało mi się, że to jest dobre w moim charakterze. Nie zrzucajcie mnie z piedestału, na którym chcieliście mnie postawić. Jestem krytykowany za to, że nie odwdzięczam się swojej społeczności – otóż to nieprawda. Robię to. Po prostu nie szukam przy tym rozgłosu. Mógłbym zwołać konferencję prasową i opowiadać o tym co zrobiłem dla czarnej społeczności. Ale wolę o tym nie mówić i ludzie nie wiedzą.


PLAYBOY: Takie oskarżenia bolą?

JORDAN: Tak, to bardzo niesprawiedliwe. Chcą, aby było więcej czarnych godnych naśladowania, a wbijają mi nóż w plecy, kiedy staram się być bardzo pozytywnym wzorem.


PLAYBOY: Nie wydajesz się osobą zainteresowaną polityką.

JORDAN: Swoje polityczne poglądy zawsze zostawiam dla siebie.


PLAYBOY: Ale niektórzy chcieliby, żebyś był bardziej zaangażowany.

JORDAN: Zobacz, co się stało w Karolinie Północnej (w czasie studiów Jordan grał w University of North Carolina – przyp. red.). Skrytykowano mnie za to, że poparłem Harveya Gantta, czarnoskórego faceta, który startował w wyborach do Senatu przeciwko Jesse Helmsowi. Zdecydowałem go nie wspierać, bo nie znałem jego osiągnięć, nie wiedziałem, czy nie ma nic złego na sumieniu. Zanim wystąpiłbym z poparciem, chciałem przynajmniej wiedzieć kim on jest. Ale nie wiedziałem. Znałem natomiast Jesse Helmsa i go nie popierałem. Wysłałem więc Ganttowi pieniądze na kampanię. O tym jednak nikt nie mówił, tylko zarzucano mi, że nie wystąpiłem i nie poparłem go oficjalnie.


PLAYBOY: Jak sobie radzisz z naciskami ze strony Jesse Jacksona i innych aktywistów? (Jackson był czarnoskórym kandydatemna prezydenta USA – przyp. red.)

JORDAN: Nigdy nie poddaję się takim naciskom, bo zachowuję swoje opinie dla siebie. Unikam publicznego udzielania poparcia politykom. Po prostu taki jestem. Mogę sobie na to pozwolić. Czy się komuś to podoba, czy nie.


PLAYBOY: Jak zareagowałeś, kiedy Operacja PUSH (People United to Save Humanity – organizacja założona przez Jesse Jacksona – przyp. red.) wezwała do bojkotu firmy Nike?

JORDAN: To była ważna kwesta, ale jeśli już walczysz o to, by czarni mieli większą kontrolę i kierownicze stanowiska, walcz, aby tak było u każdego producenta butów. Nie wybieraj jednej firmy z samej góry i nie mów: „Hej, macie za mało czarnych w kierownictwie”. Bo skupiasz się na Nike, a Reebok i inne firmy tylko korzystają na tym, że nas atakujesz. To nie fair. Powiedz, że w całej branży obuwniczej jest za mało czarnych na wyższych stanowiskach – wtedy OK, jestem z tobą. Może trzeba zmienić podejście. Przyjdź do czarnoskórych zaangażowanych w pracę firmy i zapytaj nas, czy czarni są awansowani na wyższe stanowiska. Powiem, że tak. John Thompson jest w zarządzie Nike. Mam nadzieję, że ja zasiądę w radzie konsultacyjnej i ruszymy z tym. Oczywiście, że chcemy osiągnąć więcej. Sądzę, że PUSH pomogło większej liczbie czarnych przebić się w biz- nesie, ale podeszli do tego ze złej strony.


PLAYBOY: Lubisz grać w golfa, a nie ma dyscypliny o bogatszej historii wszelkiego rodzaju wykluczeń. Czy sądzisz, że ludzi z czarnej społeczności zirytowało to, że grasz w ekskluzywnych klubach, mimo ich restrykcyjnych zasad?

JORDAN: Myślę, że otwieram czarnym drzwi do tych miejsc. Sam Smith w swej książce napisał, że odmówiono mi członkostwa w żydowskim klubie golfowym, ale to nie prawda. Nigdy się o to nie starałem. We wszystkich klubach golfowych, gdzie składałem podanie, zostałem przyjęty. Według niego powiedziałem, że gdybym wygrał los na loterii, to kupiłbym na własność pole golfowe i zakazała na nie wstępu Żydom. Po co miałbym kupować los na loterii? Mogę sobie kupić całą loterię.

PLAYBOY: W jakich klubach jesteś członkiem?

JORDAN: W Chicago – Wynstone, w Wexford – Hilton Head, w Rancho Santa Fe – the Farms. Należę też do Governor’s Club w Chapel Hill.


PLAYBOY: Płacisz składki członkowskie?

JORDAN: Tak, płacę. Przeszedłem przez normalne procedury przyjęcia. Nigdy nie chcę być uprzywilejowany. Nie chcę być maskotką.


PLAYBOY: Kiedy po raz pierwszy miałeś do czynienia z rasizmem?

JORDAN: Kiedy rzuciłem napojem w dziewczynę, która nazwała mnie czarnuchem. To było, kiedy w telewizji leciał serial Korzenie.


PLAYBOY: Ile miałeś lat?

JORDAN: 15. To był ciężki rok. Buntowałem się. Wtedy uważałem się za rasistę. Po prostu byłem przeciw wszystkim białym.


PLAYBOY: Dlaczego?

JORDAN: Przez setki lat cierpienia, jakie nam zgotowali. Pierwszy raz zobaczyłem to w Korzeniach. Początkowo byłem strasznym ignorantem, ale otworzyły mi się oczy na to, kim byli moi przodkowie i przez co musieli przejść.


PLAYBOY: Ile czasu zabrało ci wyjście z tego stanu?

JORDAN: Cały rok. Nauka przyszła od rodziców. Musisz umieć powiedzieć OK, to było kiedyś. Teraz zaczynamy od nowa i zobaczymy, co się stanie. Łatwo byłoby nienawidzić ludzi do końca życia i niektórzy tak robią. Trzeba radzić sobie z tym co jest tu i teraz i starać się zmieniać to na lepsze.


PLAYBOY: Kim chciałeś być, kiedy dorastałeś?

JORDAN: Zawodowym sportowcem.


PLAYBOY: Kiedy zacząłeś o tym myśleć?

JORDAN: ZAWSZE myślałem, że będę sportowcem. Jedyne co wiedziałem, to że nie chcę zwykłej roboty. Ja i praca nigdy nie byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Lubiłem grać.


PLAYBOY: Twój ojciec stwierdził, że byłeś
najbardziej leniwym z jego dzieci.
JORDAN: Nie kłamał. Próbował mnie zmienić, ale to się nie udawało. Nie był w stanie odciągnać mnie od sportu. Pierwszą pracę miałem chyba w 11. klasie (16–17 lat – przyp. red.) i rzuciłem ją po tygodniu.


PLAYBOY: Co to było?

JORDAN: Byłem hotelowym konserwatorem. Czyściłem baseny, malowałem balustrady, zmieniałem filtry w klimatyzatorach i zamiatałem zaplecze. Powiedziałem sobie: „Nigdy więcej”. Prędzej zostanę żulem, niż będę mieć pracę od 9 do 17.


PLAYBOY: Jako dziecko miałeś przykre zdarzenie związane z pływaniem, prawda?

JORDAN:Poszliśmy z przyjacielem popływać. Brodziliśmy, skakaliśmy w fale. Prąd był tak silny, że wciągnął go pod wodę, a on chwycił mnie. Nazywa się to śmiertelnym uściskiem, bo człowiek, gdy czuje że ginie, chwyta z całej siły. Niemal musiałem złamać mu rękę, inaczej wciągnąłby mnie ze sobą.


PLAYBOY: Uratowałeś go?

JORDAN: Nie, utonął. Od tego czasu nie wchodzę do wody.


PLAYBOY: Ile miałeś lat?

JORDAN: Byłem mały, miałem 7 albo 8 lat. Teraz nie zbliżam się do wody. Nie umiem pływać i wiem, że z wodą nie ma żartów.


PLAYBOY: Nawet na łódce?

JORDAN: Nie wchodzę na pokład bez kamizelki ratunkowej. Nie wchodzę taż na małe łódki. To musi być duża łódź.


PLAYBOY: Nie wstydzisz się o tym mówić, prawda?
JORDAN:Nie. Mam to gdzieś. Każdy ma jakąś fobię. Ja unikam wody.


PLAYBOY: Zawsze byłeś najlepszy w sporcie?
JORDAN: Nie, ale mam takie ambicje. Zawsze chciałem tylko grać, cały czas. Oddawałem swoje kieszonkowe braciom, żeby za mnie zmywali naczynia i sprzątali w domu.


PLAYBOY: Martwiło to ojca?
JORDAN: Mój ojcec jest mechanikiem. Próbował odłożyć trochę pieniędzy reperując auta innych. I moi starsi bracia mu pomagali. Mówił im, żeby podali mu klucz 9/16 i to robili. Jak ja z nim szedłem i mówił mi, żeby mu podać klucz 9/16, nie wiedziałem o co, do diabła, mu chodzi. Irytowało go to i mówił: „Nie masz za cholerę pojęcia o tym, więc lepiej idź siedzieć z kobietami”.


PLAYBOY: Byłeś popularny wśród dziewczyn w szkole?
JORDAN: Zawsze myślałem, że zostanę kawalerem. Nie mogłem umówić się na randkę.


PLAYBOY: Daj spokój.
JORDAN: Za bardzo się wygłupiałem. Zawsze żartowałem z kobietami. Byłem klaunem. Nabijałem się z innych. To był mój sposób na przełamanie lodów z ludźmi, którzy byli bardzo poważni. W szkole miałem dobre oceny
– dostawałem A i B (najwyższe), ale z zachowania N i U (do poprawy i niedostateczna), bo ciągle się wygłupiałem i cały czas gadałem.


PLAYBOY: Słyszałem, że poważnie przygotowywałeś się do kawalerskiego życia.
JORDAN:Od 7 do 9 klasy chodziłem na zajęcia praktyczno-techniczne. To były łatwe lekcje. Jedliśmy na nich, a ja zawsze byłem łakomczuchem. Robiliśmy też różne rzeczy – zawsze myślałem, że sam będę musiał szyć, gotować i sprzątać.


PLAYBOY: Co z tego potrafisz?
JORDAN: Och, umiem zszyć koszulę, umiem naprawić ubranie.

PLAYBOY: Nadal?
JORDAN:Mógłbym teraz podszyć spodnie. Umiem gotować, sprzątać itd. Ale czy to robię? Nie, Nie chcę. Ale gdybym musiał, to bym umiał.


PLAYBOY: Jako dziecko, często oglądałeś koszykówkę?
JORDAN: Trochę oglądałem uczelniane rozgrywki ACC ( Atlantic Coast Conference), bo tam gdzie mieszkałem, nigdy nie pokazywali profesjonalnej ligi w TV. Nie znałem nikogo z NBA, jedynie Davida Thompsona i Waltera Davisa, gości z mojego regionu.


PLAYBOY: North Carolina zwerbowała cię, kiedy byłeś jeszcze w liceum?
JORDAN: Zwerbowali mnie, kiedy byłem w 11 klasie. Mój trener do nich napisał i przysłali skauta. Trafiłem do North Carolina poprzez Five-Star camp (obozy przygotowawcze – przyp. red.), choć Dean Smith (legendarny trener Uniwersytetu North Carolina – przyp. red.) nie chciał, żebym tam szedł.


PLAYBOY: Dlaczego?

JORDAN: Chciał mnie ukryć przed światem. W Five-Star otwierały się drzwi do wszystkich uczelni i tam by mnie zauważyli. W dwa tygodnie zdobyłem tam jakieś 10 trofeów. Byłem w drużynie gwiazd i zostałem MVP przez 2 tygodnie z rzędu, a mój zespół w obu tygodniach zdobył mistrzostwo. Po tym wszyscy chcieli mnie angażować.


PLAYBOY: North Carolina to był twój wybór od początku?

JORDAN: Zawsze chciałem iść do UCLA. To była moja wymarzona uczelnia.


PLAYBOY: Dlaczego?

JORDAN: Bo gdy dorastałem, mieli tam świetną drużynę. Kareem Abdul-Jabbar, Bill Walton, John Wooden. Ale nigdy nie dostałem propozycji z UCLA.


PLAYBOY: Nawet po takim sukcesie na obozie Five-Star?

JORDAN: Podobno usłyszeli, że zależy mi, by być blisko domu, co niekoniecznie było prawdą. Chciałem też iść do Virginii, by grać z Ral-phem Sampsonem przez jego ostatnie 2 lata na uczelni. Napisałem do Virginii, a oni odesłali mi formularz dla ubiegających się o przyjęcie. Nikt nie przyjechał, zobaczyć jak gram. Wtedy odwiedziłem Uniwersytet North Carolina i spodobała mi się tamtejsza atmo- sfera, więc szybko się zdecydowałem.


PLAYBOY: Zdaje się, że planowałeś, by w college’u grać też w baseball?

JORDAN: Chciałem, ale mi to wyperswadowali. Nadal chcę grać w baseball. Może tego lata zagram w lidze AAA (najwyższy poziom niższej ligi – przyp. red.). Prowadzę rozmowy z ludźmi z Charlotte. Znasz George’a Shinna, właściciela Charlotte Hornets (zespół NBA, w 2002 r. przeniósł się do Nowego Orleanu, a w Charlotte powstał zespół Bobcats, w 2010 r. przejął go... Michael Jordan. Przed sezonem 2014/2015 wrócili do nazwy Hornets – przyp. red.)? Muggsy Bogues i Dell Curry (koszykarze Hornets – przyp. red.) ubiegłego lata grali w niższej lidze baseballu. Powiedziałem im, że też chcę. Nie wierzą mi. A ja mówię serio. Myślę też o footballu amerykańskim.


PLAYBOY: Gdyby wyszło ci z baseballem, na jakiej pozycji grałbyś?

JORDAN: Cóż, kiedyś byłem rzucającym, ale teraz pewnie wyrwałbym sobie rękę ucząc się różnych zagrań. Wolałbym zacząć gdzieś w polu albo na pierwszej bazie. Zrobię to.
Ale nie chciałbym od razu trafić do najwyższej klasy rozgrywek. Gracze byliby na mnie wkurzeni. Nie chcę takich animozji. Chcę zacząć na dole i piąć się w górę.


PLAYBOY: Jako zawodowiec miałeś 4 trenerów. U którego najbardziej lubiłeś grać?

JORDAN: Który był dla nie najlepszy? Kevin Loughery.


PLAYBOY: Dlaczego?

JORDAN: Dał mi pewność siebie. W moim pierwszym roku (w NBA) rzucał mi piłkę i mówił „Hej, dzieciaku, wiesz, że potrafisz grać, więc graj”. Nie sądzę, by u innego trenera tak się dało. Zobacz, co Loughery robi teraz w Miami. To samo co ze mną – daje tym chłopakom pewność siebie, daje im możliwość tworzenia własnej tożsamości jako graczy. Przy innych trenerach musisz wpasować się w ich system.


PLAYBOY: Nawet u Douga Collinsa?

JORDAN: Czułem, że Doug próbował manipulować mną. Chodziło o kontrolę, władzę. Poznałem to po tym jak radził sobie z Pippenem i Grantem. Godziłem się na to, bo zawsze szanowałem trenerów. Jednak Loughery nigdy nie próbował tego robić. Mogłem traktować go jak przyjaciela.


PLAYBOY: A jakim trenerem jest Phil Jackson?

JORDAN: Phil to dobry trener. Ma w sobie coś z Deana Smitha. Jest wyluzowany, mądry. Do wszystkiego podchodzi filozoficznie.


PLAYBOY:
Portland Trail Blazers mogli wybrać cię w drafcie (Huston wzięli Hakeema Olajuwona, Portland – Sama Bowie, a Michael poszedł do Chicago Bulls – przyp. red.) Jak to zmieniłoby twoje życie?
JORDAN: Nie miałbym tych samych możliwości z biznesowego i finansowego punktu widzenia.


PLAYBOY: Czy byłoby ci łatwiej?

JORDAN: Nie. Draft potoczył się tak jak chciałem. Portland już mieli Clyde’a Drexlera, więc byłbym głupi, gdybym się tam pchał.


PLAYBOY: Czy twój sukces z Nike zaskoczył cię? (W 1986 r. wprowadzono buty Air Jordan, był to pierwszy przypadek stworzenia kolekcji odzieży sygnowanej nazwiskiem sportowca – przyp. red.).

JORDAN: Taaa, to było coś. Początkowo sądziłem, że to chwilowa moda. Ale teraz jest coraz lepiej. Liczby są porażające.


PLAYBOY: Kiedy zacząłeś interesować się biznesową stroną kariery?

JORDAN: 4 lata temu.


PLAYBOY: Wcześniej nie?

JORDAN: Przez pierwsze 4 lata po prostu cieszyłem się grą w koszykówkę i nie interesowały mnie pieniądze. Przeszedłem jednak szkolenie ProServ (jedna z pierwszych firm zajmujących się managementem sportowym –przyp. red.).


PLAYBOY: Jakie szkolenie?

JORDAN: W kwestiach finansowych, no wiesz, księgi z miesięcznymi przychodami i wydatkami. Moi rodzice też wykonali dobrą robotę. Oni, tak jak ProServ, pomogli edukować mnie, kiedy wcale się tym nie interesowałem. Ale coraz bardziej zbliżam się do momentu, kiedy przestanę grać, więc lepiej już pilnować spraw finansowych.


PLAYBOY: Czy chcesz mieć konkretną sumę liczoną w milionach dolarów na koncie, kiedy będziesz kończył karierę?

JORDAN: Jestem już zabezpieczony na moment, kiedy odejdę z ligi i zakończę współpracę z Nike i innymi firmami.


PLAYBOY: Jakaś kanadyjska firma proponowała ci niewiarygodne pieniądze za to, byś na jeden dzień do nich poleciał.

JORDAN: Tak. Chcieli, żebym za ćwierć miliona dolarów rozdawał autografy. To podpisywanie się wkurza mnie. Ludzie bywają niebezpieczni.


PLAYBOY: Raz w Houston zadusiliby cię...

JORDAN: Było 4 czy 5 ochroniarzy i 5 tysięcy ludzi, którzy mnie otoczyli. Miałem rozdawać autografy tylko przez godzinę. Kiedy zostało jeszcze 10 minut, ludzie zaczęli coraz bardziej napierać. Stoły zaczęły się łamać, a małe dzieci z przodu dusiły się w ścisku, bo więksi z tyłu naciskali. Ochroniarze nie byli w stanie nic zrobić. W końcu udało im zebrać się wokół mnie i zacząłem przeciskać się do wyjścia. Od tej pory nie brałem udziału w żadnej sesji rozdawania autografów. Nigdy więcej.


PLAYBOY: Masz jeszcze jakieś inne zasady: co zrobisz dla pieniędzy, a czego nie?

JORDAN: Mój czas jest dla mnie bardzo ważny, podobnie jak wiarygodność, gdy coś promuję. Jeśli reklamuję McDonalda, to chodzę do McDonalda. Jak reklamuję płatki Wheaties, to jem Wheaties. Jeśli reklamuję Gatorade, to piję Gatorade. Mam całe zgrzewki Gatorade, uwielbiam pić Gatorade. Nie rekalmuję niczego, czego naprawdę nie używam.


PLAYBOY: Jakie propozycje odrzuciłeś?

JORDAN: Dwa czy trzy lata temu firma Quaker Oats zaproponowała mi reklamowanie fasoli z wieprzowiną Van Camp’s. To nazywało się chyba Beanee Weenee. Słyszałeś kiedyś o fasoli z wieprzowiną Beanee Weenee? Jak mógłbym stanąć przed kamerą i powiedzieć, że jem Beanee Weenee? Gdybym chciał być prawdziwym biznesmenem, mógłbym podpisać o wiele więcej kontraktów, takich jak z Johnson Products. Miałem z nimi umowę na reklamowanie produktów do pielęgnacji włosów. Były jeszcze 2 lub 3 lata do końca kontraktu, kiedy zacząłem łysieć. Zerwałem więc umowę. Gdybym był chciwy, mógłbym powiedzieć: „Pieprzyć was, nie wiecie, że wypadają mi włosy, więc wisicie mi kasę”. Ale nie zrobiłem tego.


PLAYBOY: Reklama Gatorade z tobą rodzi pytanie – jak chcesz, żeby cię nazywano?

JORDAN: W szkole podstawowej i średniej mówili na mnie Mike. Kiedy poszedłem do college’u – Michael. To kwestia dojrzałości. Kiedy jesteś dzieciakiem, wołają na ciebie Mike. Mike przestań to, Mike przestań tamto. Kiedy dorastasz, jest już Michael to, Michael, tamto. Teraz wśród zawodowców jest już
Air to, Air tamto. Wszystko się zmienia.


PLAYBOY: Więc raz na zawsze, jak się do ciebie zwracać: Mike czy Michael?

JORDAN: Mike.


PLAYBOY: Które mecze najbardziej pamiętasz?

JORDAN: Mecz z Cleveland, w którym zdobyłem 69 punktów, to było pamiętne spotkanie, podobnie jak 63 punkty w Bostonie.


PLAYBOY: Czy oglądasz później nagrania z meczów?

JORDAN: Już nie. Kiedyś tak. Jakieś 3 czy 4 lata temu robiłem to, by się zmotywować. Kiedy wracałem do domu i nie miałem nic do roboty, oglądałem mecz. Czasami w ramach przygotowań oglądałem mecze przed wyjściem na parkiet. Jeśli mieliśmy grać z Detroit, to oglądałem mecz Detroit. Wygrany. Nie lubię oglądać meczów, które przegraliśmy.


PLAYBOY: Wiele razy oglądałeś ten mecz z Bostonu?

JORDAN: Ten z 63 punktami? Nie, nie często, bo wiem, że przegramy. Ile razy bym go nie oglądął, zawsze przegramy. Powinniśmy byli wygrać. Nie oglądam tego spotkania.


PLAYBOY: Kiedy masz taki dzień, że trafiasz wszystko jak w meczach, gdy zdobywasz 50 czy 60 punktów, czujesz przed meczem – w szatni, na ławce – że tak będzie?

JORDAN: Nie. Czuję to, kiedy zaczyna się mecz. Wszystko samo się układa. Wszystko co robisz, wychodzi ci. Masz przechwyty, udają się akcje w ataku. Po prostu masz wszystko pod kontrolą. Jesteś w harmonii ze wszystkim, co się dzieje. Możesz kontrolować tempo, możesz wszystko kontrolować – jak byłbyś w stanie zrobić wszystko. Nie musisz się spieszyć, jakbyś sam był na placu zabaw.


PLAYBOY: Czy możesz to teraz wywołać? Możesz sam wprowadzić się w ten stan?

JORDAN: Wchodzę w to w momentach stresowych. Tak reaguję, kiedy jest sytuacja, że mogę coś zrobić teraz albo nigdy. Ale żebym to mógł wyjaśnić, musiałbym być psychologiem.


PLAYBOY: Czy koszykówka jest dla ciebie ucieczką?

JORDAN: Kiedy wchodzę na parkiet, nie muszę o niczym myśleć. Jeśli mam problem poza boiskiem, po meczu mój umysł jest jaśniejszy i przychodzą mi do głowy lepsze rozwiązania. To jak terapia. Odstresowuje mnie i pomaga rozwiązywać problemy.


PLAYBOY: Jednym ze stałych elementów twojej kariery jest to, że kiedy jesteś chory lub kontuzjowany, zawsze się na kimś wyładowujesz. Dlaczego?

JORDAN: Mam wyjątkową zdolność skupiania się, kiedy jestem kontuzjowany. Koncentruję się na grze, a nie na tym, że coś mnie boli. Nie próbuję być agresywny ani nie pozwalam, aby kontuzja wyeliminowała mnie z gry.


PLAYBOY: Masz jakieś przesądy?

JORDAN: Mam te same rytuały przed każdym meczem. W określony sposób sznuruję buty. Zawsze noszę spodenki z North Carolina. Na każdy mecz zakładam nowe skarpetki i nowe buty. I zawsze sprawdzam, gdzie siedzi moja żona lub rodzice, żebym nie musiał się martwić czy nie mieli jakiegoś wypadku, albo że nie dostali biletów.


PLAYBOY: Jaka według ciebie jest twoja pozycja w koszykówce? Jesteś najlepszy?

JORDAN: Nigdy nie mogę powiedzieć, że jestem najlepszy. Myślę jednak, że robię na boisku więcej, niż ludziom się wydaje. Nie jestem tylko ofensywnym graczem. Potrafię podawać i sądzę, że w obronie umiem grać równie dobrze co w ataku. Sądzę, że większość gwiazd nie może powiedzieć tego o sobie. Nie można uznać, że jestem jedno- czy dwuwymiarowym zawodnikiem.


PLAYBOY: Gdybyś budował zespół wokół siebie, jakiej jednej cechy byś wymagał?

JORDAN: Serca. To byłoby najważniejsze. Myślę, że serce do gry wiele znaczy. To odróżnia świetnych zawodników od dobrych.


PLAYBOY: Co świetni koszykarze mają oprócz umiejętności rzucania?

JORDAN: Wytrzymałość psychiczną. Kiedy trzeba zdobyć kosza, musisz mieć pewność siebie, by wyjść na pozycję i oddać 3 wspaniałe rzuty. Wiesz, że musisz to zrobić. To mnie nakręca.


PLAYBOY: Jaka jest według ciebie najlepsza piątka wszech czasów?

JORDAN: Ja, Magic, Bird, Worthy, McHale lub Malone i David Robinson lub Abdul-Jabbar.


PLAYBOY: I pokonalibyście każdego?

JORDAN: Bawiłem się w to kiedyś z Jerrym Krause. On wybrał Oscara Robertsona, Billa Russella, Jerry’ego Westa. Na pozycję niskiego skrzydłowego wziął Dr. J. , a na silnego skrzydłowego Gusa Johnsona. Powiedziałem, że zniszczyłbym go. Ze wszystkich zawodników wszech czasów nie wybrał Magica, nie wybrał Birda. Wykluczył też mnie. Wziął Westa jako rzucającego obrońcę (pozycja Jordana – przyp. red.)


PLAYBOY: A jeśli nie mógłbyś wybrać siebie?

JORDAN: To też wziąłbym Westa.


PLAYBOY: Nigdy nie byłeś najlepiej opłacanym koszykarzem i pewnie nigdy nie będziesz. Żałujesz tego?
JORDAN:Odkąd przyszedłem do ligi, nigdy nie kłóciłem się o kontrakty. Podpisywałem je i honorowałem. Jeśli ktoś sam chciał dać mi podwyżkę, to ją przyjmowałem. Nie zamierzałem się o nią wykłócać, bo podpisałem kontrakt. Kiedy Patrick Ewing renegocjował swoją umowę w ubiegłym roku, miał do tego podstawy. Miał opcję zrezygnowania z kontraktu. I był gotów wywalczyć te pieniądze za wszelką cenę. Jeśli ja zerwę swój kontakt, nie będę mógł podpisać kolejnego przez 5 lat. Kto 3 lata temu, kiedy podpisywałem umowę wiedział, że pensje tak wyskoczą w górę. Hot Rod Williams spowodował tę eksplozję zarobków (W NBA obowiązuje limit wynagrodzeń w drużynie, ale kiedy Miami chciało zatrudnić Williamsa z Cleveland, jego zespół mógł przedstawić równorzędną ofertę, aby zawodnik pozostał w klubie. Skończyło się na tym, że przeciętny koszykarz podpisał 7-letni kontrakt na niebotyczną wówczas sumę 26,5 mln dol. – przyp. red.). Kiedy podpisywałem kontrakt na 3,25 mln dol., czy ile w tym roku zarobię, byłem wśród 3 najlepiej opłacanych. Teraz, po 3 latach, pierwszoroczniacy podpisują umowy na 2,5–3 mln dol. To nakręca zarobki. Jak mogę zmienić umowę? Powinienem zacząć się wykłócać? Mam wyjść do mediów i narzekać, że zasługuję na więcej? Wszyscy wiedzą, że zasługuję na większe pieniądze. Jeśli szef zdecyduje dać mi podwyżkę, to świetnie. Ale wykłócanie się nie jest w porządku, a ja zawsze chcę być w porządku. Wy w prasie możecie wywierać nacisk na niego, ja – nie. Mam nadzieję, że Reinsdorf przemyśli to. Jeśli coś z tego wyjdzie, to świetnie, jak nie, to znów mam przechlapane. Ale czy się tym przejmuję? Nie.


PLAYBOY: Czy na boisku jest coś, co jeszcze cię zaskakuje?
JORDAN: Zasadniczo spodziewam się wszystkiego. Czy to nie jest niesamowite? Kiedyś sam siebie zaskakiwałem: konkretnymi zagraniami, tym jak udawało mi się wydostać z opresji. Ale w pewnym momencie jesteś już pogodzony z tym, że masz talent, że jesteś kreatywny.


PLAYBOY: Kiedy odejdziesz na emeryturę, będziesz potrzebował jakiegoś innego kreatywnego zajęcia?
JORDAN:Golf mógłby być dobry do tego. Musisz wybierać uderzenia odpowiednio do sytuacji. I zawsze jest rywalizacja. Myślę, że w golfie nawet większa. Zawsze się zastanawiasz – zwłaszcza w mojej profesji – jak by to było grać przeciw sobie samemu, jeden na jednego. W golfie masz tak, bo mentalnie walczysz sam ze sobą. To jest wyzwanie.


PLAYBOY: Kiedy planujesz emeryturę?
JORDAN: Za jakieś 4 lata. Jeśli się uda, to się uda. Jeśli zmęczę się koszykówką wcześniej, to nie dotrwam.


PLAYBOY: A jeśli Reinsdorf dojdzie do wniosku, że warto odpowiednio zapłacić, abyś pograł dłużej i wypełniał hale kibicami?
JORDAN: Nie zgodziłbym się grać rok dłużej dla pieniędzy. Gram, bo to kocham. A zarabiam tylko przy okazji. Jeśli nie będę cieszył się z gry, nie będę dbał o to, ile mi zaproponują. Nie będę grał wyłącznie dla pieniędzy.


PLAYBOY: Jakoś trudno sobie wyobrazić, że miałbyś odejść.
JORDAN: Ludzie mówią: „Nigdy nie będziesz a w stanie odejsć, zawsze będziesz chciał być w świetle jupiterów”. Wszyscy starzy bokserzy wracają na ring, ale ja nie wrócę. Kiedy odejdę, to na zawsze. Nie zamierzam robić sobie wstydu powrotem, tak jakbym naprawdę potrzebował poklasku tłumów do życia. Było dobrze kiedy to trwało, mam miłe wspomnienia, ale już nie jest mi potrzebne do życia. I moja rodzina to popiera. (Michael od- szedł w 1993 r., by grać w baseball. Wrócił w 1995 r. i zdobył z Bykami jeszcze 3 mistrzostwa. Znów odszedł w 1998 r. by na lata 2001–2003 wrócić do gry NBA w Washington Wizards – przyp. red.)


PLAYBOY: Jak to jest być żonatą supergwiazdą?
JORDAN:Wspaniale.


PLAYBOY: Dlaczego?
JORDAN: Decyzja o tym by się ustatkować i ożenić zapadła w odpowiednim momencie. Mam spokojniejsze życie z żoną i dwójką dzieci. Gdybym się z kimś spotykał, może bardziej denerwowałbym się tym zarażeniem się (Magica – przyp red.). A gdybym był singlem, byłbym jeszcze bardziej przerażony. Ale zdecydowałem się ożenić, mieć dzieci, ustatkować się z rodziną i cieszę się, że to zrobiłem.


PLAYBOY: Dorastałeś w raczej stabilnym rodzinnym środowisku. Czy małżeństwo było dla ciebie czymś naturalnym?
JORDAN: To było całkiem nowe doświadczenie. Codziennie uczysz się czegoś nowego. Bycie razem z drugą osobą do końca życia to coś, nad czymś trzeba pracować. Czekają was dobre i złe chwile. Jako para, jako jedność, jako rodzina musicie przez to przejść. Posiadanie dzieci zawsze pomaga przetrwać te problemy. I przykro to mówić, biorąc pod uwagę sytuację Magica, ale kiedy patrzę na swoje dzieci, czuję się szcześciarzem.


PLAYBOY: Chciałbyś mieć jeszcze gromadkę?

JORDAN: Może nie gromadkę. Raczej parę.


PLAYBOY: Co na to Juanita?
JORDAN:Zgadza się ze mną. Ale ona chce samych chłopców, ja chcę dwie dziewczynki. Sam miałem dwóch braci i dwie siostry,
więc chcę taką kombinację.


PLAYBOY: Czy martwisz się o swoich chłopców, o to co ich czeka w związku z tym, że są synami Michaela Jordana?

JORDAN: Nie. Chciałbym, aby mieli własne życie. Nie zamierzam nimi sterować. Chcę tylko nauczyć odróżniać dobro od zła, a potem pozwolić im dokonywać własnych wyborów. Wiem, że Jeffrey kocha koszykówkę. Ma obręcz do kosza w każdym pokoju.


PLAYBOY: Rozumie już o co chodzi w grze?

JORDAN: Tak. Często robi kroki. Wie jak rzucać osobiste. Mówię, żeby rzucał, cofa się, kozłuje, koncentruje się i bum. Kiedy robi wsad, też pokazuje styl. A kiedy jest bardzo podekscytowany, rzuca i mówi Yes! Lubi się popisywać.


PLAYBOY: Skąd czerpiesz wzorce wychowania?

JORDAN: Głównie od rodziców. Mama mówiła, żebym radził sobie z tym co mnie spotyka w życiu i żebym cieszył się tym co jest i tak robię. Jeśli zdarzy się coś dobrego, jestem wdzięczny. Okazuję szacunek i uznanie temu, komu to zawdzięczam. A kiedy dzieje się coś złego, staram się radzić w pozytywny sposób.


PLAYBOY: Czy obserwujesz byłych graczy, aby sprawdzić, jak udało im się przejść z NBA do zwykłego codziennego życia?

JORDAN: Julius Erving robi dokładnie to co ja bym chciał. Czy gdzieś widujesz Juliusa? Czy coś o nim słychać? Wycofał się z życia publicznego i robi coś co lubi. Ja chcę zrobić tak samo. Kiedy nadszedł jego czas i wycofał się z gry, odszedł dumny i szanowany. Dokładnie to chcę zrobić. Kiedy uznam, że osiągnąłem swój szczyt i poczuję, że ubywa mi umiejętności albo, że inni gracze, nad którymi dominowałem zaczynają mi dorównywać, będę chciał odejść

 

PLAYBOY: Wiesz, że będzie długa kolejka chętnych do tego, aby ci to udowodnić.
JORDAN: I będzie długa lista artykułów o tym, że taki a taki rozwalił Jordana. Prędzej zrezygnuję z gry zanim się na to wystawię. Nie ma wątpliwości.


PLAYBOY: Niewielu było w stanie odejść.

JORDAN: Wiesz co myślę? Niewielu gra dlatego, że kochają ten sport. Większość gra, bo zarabiają niezłe pieniądze. Ja nie dbam o to. W ciągu 5 lat mógłbym dojść do zarobków rzędu 6–7 mln dol., a może i większych. Ale jeśli nie będę kochał tej gry, żaden czek mnie do tego nie przekona. (Gdy odchodził w 1993 r. zarabiał 4 mln dol., po powrocie jego roczna pensja przekroczyła 30 mln dol. – przyp. red.)


PLAYBOY: Czy bierzesz pod uwagę grę w Europie po odejściu z NBA?

JORDAN:Tak, myślałem o tym. Z przyjemnością pojechałbym do Europy pograć przez rok. Mógłbym grać raz w tygodniu, To byłoby jak wycieczka.


PLAYBOY: Za czym nie będziesz tęsknił, kiedy skończysz grać?

JORDAN: Nie będę tęsknił za blichtrem, nie będę tęsknił za rozdrażnieniem ludzi czekających nocami po autografy, za hotelami. Tego nie będzie mi brak.


PLAYBOY: A wrzasków?

JORDAN: Za nimi też nie będę tęsknił. Krzyczenie na innego człowieka to bezsens. Dlaczego wrzeszczysz? Boli cię coś? Nie potrzebuję wrzasków ani wiwatów. Nie obudzę się nagle w środku nocy i nie zdziwię się: „Dlaczego nagle wrzaski ustały?”. To i tak mnie nie napędzało. To była wewnętrzna determinacja, by udowodnić ludziom: „Cokolwiek powiecie, że nie dam rady, to ja zrobię”. Nawet po ubiegłym roku, kiedy wygraliśmy wszystko i pokazałem ludziom, że potrafię podawać, że potrafię bronić i potrafię rzucać, stwierdzili: „Niech pokaże, że potrafi to robić cały rok”.

PLAYBOY: Jakie wyzwanie ci pozostało?
JORDAN: Wyzwanie to nadal wygrywać i zdobywać kolejne mistrzowskie pierścienie. Ludzie nie uznają twej wielkości, dopóki nie zdobędziesz trzech, czterech, a nawet pięciu pierścieni. Uznają cię za wielkiego, jeśli twoja drużyna wygrywa. Chcę nadal wygrywać i chcę udowadniać, że jestem ważnym elementem tych zwycięstw.

PLAYBOY: Jak myślisz, jakiego elementu koszykówki będzie ci najbardziej brakowało, kiedy odejdziesz na emeryturę?
JORDAN:Współzawodnictwa, zgrupowań przed sezonem. Kiedy wracamy, by przygotować się do kolejnego roku na obozie treningowym i widzisz tych wszystkich nowych zawodników, to daje mi kopa. Rywalizujesz z nimi każdego dnia. Kiedy ktoś pyta: „Jak to jest grać z Michaelem Jordanem?”, chcę odpowiedzieć, że zapier... na treningach jak w meczu. Kiedy gram przeciw komuś, kto jest nowy w NBA, robię wszystko, by zmusić go do szacunku. „Może słyszałeś o mnie, ale teraz stoję tu przed tobą”. To mnie napędza. Jak gra przeciwko Zachodowi. Nie spotykają się z nami za często. Chcę się im pokazać i powiedzieć: „Tego wam brakowało”. 

Tekst: Mark Vancil
Zdjęcia: Mark Hauser
Przekład: Marek Krześniak

 

Więcej klasycznych wywiadów PLAYBOYA przeczytasz w naszych specjalnych wydaniach. Do kupienia w sklepie Marquard.pl.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska