Wywiad z dwukrotnym mistrzem Europy Kajetanem Kajetanowiczem

2016-09-19
Wywiad z dwukrotnym mistrzem Europy Kajetanem Kajetanowiczem

Wczoraj po raz drugi zdobył Mistrzostwo Europy w rajdach. Już za pierwszym razem stał się trzecim Polakiem – po Sobiesławie Zasadzie i Krzysztofie Hołowczycu – który sięgnął po ten tytuł. Z nami w styczniu 2016 roku rozmawiał o urywaniu mieczy w pucharach i o kasku, który przyniósł szczęście. Zdradzał m.in., ile kosztuje ubezpieczenie samochodu rajdowego i wyjaśniał, jak dziewczyny pomagają trenować koncentrację.

 

1. Jak wygląda puchar mistrza Europy?
Jeszcze go nie dostałem, ale bardzo mnie to nie ekscytuje. Puchary, które zdobyliśmy na różnych rajdach, raczej rozdajemy. Głównie na cele charytatywne i sponsorom. Oni chyba bardziej się z nich cieszą. Nie chodzi o to, że mam lekceważący stosunek do pucharów, ale dopóki pamięć mam dobrą, najważniejsze są wspomnienia. Mam kilka pucharów w pokoju, większość jest na strychu, część w garażu, ale myślę, że ponad połowę rozdaliśmy.

 

2. Jest puchar, którego nie oddasz?
Ostatnio oddałem ten, o którym myślałem, że go nie oddam (śmiech). To był duży ładny puchar za austriacki rajd Jänner 2015. Wygraliśmy na nim 17 z 18 odcinków specjalnych. Oddałem też dwa puchary za „Karową” (w Rajdzie Barbórka oddzielne trofeum przyznaje się za OS na warszawskiej ulicy Karowej – przyp. red.). Został mi jeden z ułamanym mieczem. „Pani Karowa” na pucharze trzyma miecz. To jest odlew. Jak po rajdzie ładowałem puchary do bagażnika, łapałem je za te miecze. Dwa wtedy ułamaliśmy. No, nie łapie się za miecz pucharu, który waży kilka kilogramów (śmiech).

 

3. Jesteś przesądny?
Ja nie, ale Wiślak był przesądny (wieloletni pilot Kajetanowicza Maciej Wisławski – przyp. red.). Kiedyś na zapoznaniu z trasą czarny kot przebiegł nam drogę. Maciek zaczął się drzeć: „Stój, stój, stój, stój!”. Musieliśmy stać i czekać aż przejedzie następne auto. Kilkanaście minut!

 

4. A twój kask? Podobno jest specjalnie malowany. To twój amulet?
To nie jest przesąd, ale również buduje emocje. Ten kask to dla mnie ważny temat. Co prawda w 2016 roku prawdopodobnie będę miał inny, ale mistrzostwo Europy zdobywałem w nim. Przed wyjazdem na Rajd Irlandii pomalowałem go w barwy polsko-irlandzkie, bo w Irlandii mieszka moja siostra. Z tyłu kasku Szymon Chwalisz narysował jej portret ze zdjęcia, które zrobiono, gdy byliśmy mali. Siostra od lat mieszka
w Irlandii i do Polski przylatuje raz, dwa razy do roku. Ja pierwszy raz tam poleciałem. Siostra odwiedziła mnie na rajdzie. To, że tam była dodawało mi energii i dodatkowej chęci do walki, choć trochę się też rozkleiłem. Jednak udało mi się skoncentrować i pojechaliśmy bardzo dobrze. Zajęliśmy 2. miejsce i w tym kasku jechałem już do końca sezonu. Może to historia niezbyt porywająca dla innych, ale ja to bardzo przeżywałem. To malowanie było bardzo przemyślane – siostra cały czas była ze mną z tyłu głowy. Jest starsza o 2 lata. Kiedy byliśmy mali, biliśmy się. Cały czas staraliśmy się udowodnić, kto jest silniejszy. Mam jeszcze na twarzy blizny po jej paznokciach.

 

 

5. A kiedy ostatni raz biłeś się jako dorosły?
Jakąś połowę życia wstecz to z chłopakiem, który już nie żyje. Zginął na motorze. To jeden z powodów, dlaczego teraz unikam takich sytuacji. Poszło o jakąś pierdołę. Umówiłem się z nim na ustawkę. Sam przyjechałem do jego miasta i chciałem udowodnić, że nie może mi podskakiwać. No i tłukliśmy się. W końcu nas rozdzielili, a kilka tygodni później on się zabił. Wtedy pomyślałem, że zajmujemy się jakimiś pierdołami, a są rzeczy, o które naprawdę powinniśmy dbać i je doceniać. Oczywiście są takie sytuacje, kiedy musisz zainterweniować.

 

6. Jesteś twardym góralem z Ustronia jak Piotrek Żyła. Wiemy, że skoki cię nie kręciły, ale na nartach jeździsz?
Jeździłem. Wszystko co robię, jest podporządkowane rajdom. Z nart zrezygnowałem, żeby się nie połamać. Brzmi to odpowiedzialnie, ale ja sam bywałem nieodpowiedzialny. Wszystko zawsze robiłem najszybciej jak się da, nawet jeśli tego dobrze nie potrafiłem. Kiedyś na szkolnych zawodach narciarskich dojechałem nawet do mety bez jednego kijka, bo został wbity na starcie. Zająłem wtedy trzecie czy czwarte miejsce. Zawsze chciałem być najszybszy i na tych nartach robiłem cuda. Tak samo było później na motorze. Cokolwiek robię, chciałbym być jak najszybszy, ale to nie znaczy, że robię to dobrze i bezpiecznie. Dlatego wystawiłem na sprzedaż motocykl do motocrossu. Mocny sprzęt. Przyjechało małżeństwo z synem. Pomyślałem „To ja go sprzedaję, by być bezpiecznym, a oni chcą go kupić dziecku?”. Jak widziałem, że chłopak jeździł bez kasku, bez butów, to ze trzy razy powiedziałem im, żeby zastanowili się, czy chcą ten motocykl kupić, że to niebezpieczne. Planowałem sprzedać sam motocykl, ale stwierdziłem: „Bierzcie maszynę ze wszystkim”. Dobrego interesu na pewno nie zrobiłem, ale mogę spać z czystym sumieniem.

 

7. Ty pewnie zaczynałeś jak byłeś jeszcze młodszy. Jak to było pierwszy raz pojechać na OS-ie tak szybko jak na autostradzie?
To się stało grubo zanim miałem swój pierwszy samochód. Myślę, że można się przyznać – chociaż robię to z wielką pokorą, zahaczając nawet o wstyd – jeździłem samochodami taty. Bez prawa jazdy. Tata jest mechanikiem.

 

8. I jeździłeś tym, co było akurat na warsztacie?
No nie, pewnie że nie. Ale i tak tata dopiero teraz się dowiaduje, że w jednym samochodzie było pogięte zawieszenie i co robiliśmy, żeby je naprawić albo ile razy tłumik był spawany po jakimś skoku przez tory. Było dużo takich sytuacji, np. w Mitsubishi Colt , gdy mocno skrzywiłem oś. Żeby ją wyprostować, waliliśmy w krawężnik samochodem od drugiej strony (śmiech). Jazda to był mój główny cel. Były inne, jak to u nastolatka – dziewczyny, zabawa, dyskoteki – ale główny cel, to było przejechać się samochodem. A jeszcze wcześniej, jak byłem mały, wyprowadzałem rodzicom samochód z garażu. Mieszkaliśmy wtedy w bloku i 400 metrów dalej mieliśmy garaż. Każdej niedzieli po obiedzie jechaliśmy do babci – taki rodzinny rytuał. Wszyscy wychodziliśmy z domu, a ja te 400 metrów biegłem, żeby jak najprędzej otworzyć garaż i wyjechać maluchem. Potem jeszcze na wsi pozwalali mi pojechać nim kilka metrów. Na kolejną niedzielę czekałem już od poniedziałku.

 

9. Kiedy po raz pierwszy poczułeś, że chcesz rajdy traktować zawodowo?
To się nie stało, o tak, na pstryknięcie palca. To był proces. Robiłem różne głupoty jak byłem młody. Chyba każdy ma na koncie takie rzeczy, którymi się nie należy chwalić. Chociaż mówi się, że mistrzom więcej się wybacza... (śmiech)

 

10. A do czego możesz się przyznać?
Kiedyś na przykład sprzedawałem czajniki. Przez kilka tygodni. Ale uznałem, że chodzenie od drzwi do drzwi to nie jest robota dla mnie. Miałem kilkanaście lat i to była jedna z moich pierwszych prac. Chodziło o to, żeby pokazać rodzicom, że nie jestem tak wielkim leniem, za jakiego mnie mieli.

 

11. A byłeś leniem?
Okropnym. W szkole nauczyciele też mieli do mnie wielkie pretensje – zwłaszcza wychowawczyni – że nie potrafię wykorzystać swoich zdolności. Jednak dla mnie liczyło się tylko ściganie. Rajdy – oprócz tego, że były i są moją wielką, wielką pasją – zawsze dawały mi wielkiego kopa i jednocześnie były też dla mnie ratunkiem. Teraz to fajnie brzmi, że wszystko poświęciłem i postawiłem na jedną kartę, ale ja chyba nic innego nie potrafiłbym robić. Przynajmniej miałem dużą motywację, żeby jeździć szybko autem. I dlatego też tak chętnie zaciągałem kolejne kredyty (śmiech).

 

 

12. No właśnie. Jakie to są koszty? Słyszeliśmy o kosmicznych kwotach, otym że samo ubezpieczenie auta to 100 tys. złotych.
To już nieaktualne. Mało kto chce ubezpieczać samochód rajdowy, bo szkodowość jest wysoka. Teraz stawki są bardzo niekorzystne. Gdybyście chcieli ubezpieczyć auto, którym jeżdżę i które kosztuje 1,2 mln zł, trudno byłoby znaleźć polisę za jedną trzecią tej wartości. Trudno byłoby je ubezpieczyć tak, by nie mieć dopłat po jakimś dzwonie.

 

13. Ty mało „dzwonisz”, ale jeśli już się to zdarzy, to tracisz zniżki?
Tak. Plus-minus wygląda to tak: znajdujesz jakąś ubezpieczalnię i po jednym dzwonie, maksymalnie po dwóch, ona zamyka opcję ubezpieczenia samochodów do sportu. Furtka dla kierowców rajdowych jest już zamknięta, bo przekonują się, że to nie jest dobry interes (śmiech). Boją się nawet Kajetanowicza, który ma niską szkodowość i który mógłby dla nich zrobić wiele pozytywnego, nawet wizerunkowo. Dlatego nie ubezpieczam samochodów od kilku lat.

 

14. Ile aut w sumie skasowałeś?
Nie tak dużo. Naprawdę zastanawiam się, jak to się stało, że tak mało. Ze trzy… Mieliśmy oczywiście kilka historii, przez które mechanicy i blacharze mieli więcej roboty, ale to nie były auta do skasowania.

 

15. Jako początkujący zawodnik jeździłeś granatowym Maluchem. My chcemy zapytać o seks. Jak to robić w takim aucie?
Pytanie jest, jak to zrobić w „kubełku” (fotelu kubełkowym – przyp. red.). To nie był zwykły maluch, ale rajdowy – nie było składanych siedzeń. Ale jeżeli jest dwoje pożądających siebie ludzi, to robisz to w takich miejscach i w taki sposób, że to jeszcze dodatkowo kręci. Ja słyszałem historie, jak dziewczyny wypychały w maluchach przednią szybę nogami (ogólny wybuch śmiechu). Nie można być nudnym, bo robienie tego ciągle w tym samym miejscu – w łóżku w domu – spowoduje, że to się w końcu wypali.

 

16. No to w jakim najdziwniejszym miejscu to robiłeś?
Hmmm. Muszę się zastanowić, które było najdziwniejsze. Bo jeśli chodzi o jakieś windy czy samoloty, to nie jest jakoś bardzo wydumane. Najdziwniejsze... Las na przykład jest fajnym miejscem. Hmmm... Wyobraźcie sobie jakieś miejsce, które nigdy nie przyszłoby wam do głowy, że można tam to zrobić, a ja wam powiem, czy to się zdarzyło.

 

17. O kurczę, ostro! No to... wagonik kolejki linowej?
Nie ma problemu. Kolejka na Szyndzielnię! Tam jest fajnie, bo są ciemne szyby. Mało tego, często panuje tam mgła i niewiele widać, co najwyżej z drugiego wagonika i to tylko w jednej chwili, kiedy się mijają.

 

18. Czy na rajdach są ładne kobiety?
Nooo, tak. Wokół sportów samochodowych są czasami naprawdę piękne dziewczyny. To dobry trening na koncentrację.

 

 

19. Jak to? Musisz się skupiać, żeby nie patrzeć na dziewczyny, czy patrzysz jednocześnie na nie i na drogę?
Jak już jesteś na OS-ie, musisz być tak skoncentrowany, że o niczym innym nie myślisz. I to da się wyćwiczyć. Po to jest ciężki trening na koncentrację przy wysokim tętnie, podczas którego staramy się nie zwracać uwagi na pewne rzeczy, które mogą rozpraszać. Gdy trener cię meczy, tętno wchodzi na poziom, który masz w aucie. Wtedy zadaje ci jakąś łamigłówkę albo każe rozwiązywać zadania, jednocześnie gdzieś przy głowie odbija piłkę i opowiada jakieś historie: „Wiesz, dzisiaj na parkingu stanąłem przy zielonym Fiacie Punto, a po prawej stronie stała Alfa Romeo 145”. Odbija piłką cały czas, a ja biegnę na bieżni i rozwiązuję zadania. Nie są trudne, np. od 200 mam jak najszybciej odliczać do tyłu co 2,5 i  albo co 3,2. Kończysz to, siadasz na dużej piłce, trzymasz kierownicę i oglądasz prezentację, na której pokazują ci różne znaki, zdjęcia i musisz jak najwięcej z tego zapamiętać. A trener zaraz wraca do swojej historii i mówi: „A teraz mi powiedz, jakiego koloru było to Punto. I czy stało po prawej, czy po lewej stronie?”. To są rzeczy, które musisz ogarnąć, bo rajdy samochodowe, to sport, gdzie na wynik ma wpływ wiele czynników. Nie mówię tylko o samym zespole, który jest bardzo skomplikowanym tworem czy o samochodzie. Podczas rajdu dzieje się tak wiele rzeczy, które mogą cię rozproszyć, że niektóre musisz ignorować. Musisz być sam dla siebie psychologiem i ten trening w tym pomaga. Oczywiście jesteśmy ludźmi i to nie zawsze się udaje. A dziewczyny też są tu zadaniem. Im piękniejsza dziewczyna tym trudniejsze zadanie (śmiech). Jest taki rodzaj kobiet, które lgną do kierowców rajdowych. Chyba jesteśmy dla nich jakimś uosobieniem odwagi, ale tak naprawdę jesteśmy normalnymi ludźmi.

 

20. A masz jakieś lęki? Może przed lataniem?
Pilotowałem samolot! Kolega, kierowca rajdowy, dał mi poprowadzić swoją Cessnę. Podobno bardzo dobrze sobie radziłem, ale nie kręciło mnie to. Chociaż nie wiem, jak to się stało, że wsiadłem z nim do samolotu, a nigdy nie siadłbym na prawy fotel w jego samochodzie. W ogóle nikt nie namówi mnie, abym na prawdziwym odcinku specjalnym usiadł na prawym fotelu. Podobnie na torze. Nawet gdy jadę ze swoimi współpracownikami zwykłą drogą i jestem zmęczony, to nie cwaniakuję tylko siadam na prawy fotel, ale i tak wtedy nie zmrużę oka.

 

Wywiad pierwotnie ukazał się w 1/2016 numerze PLAYBOYA.

 

Rozmawiali: Rafał Jemielita i Marek Krześniak

 

Kajetan Kajetanowicz to dwukrotny rajdowy mistrz Europy, czterokrotny rajdowy mistrz Polski w klasyfikacji generalnej i trzykrotny zwycięzca Rajdu Polski. Urodzony 5 marca 1979 r. w Cieszynie. W rajdach zadebiutował w 2000 r. startując Fiatem 126p w Rajdzie Cieszyńska Barbórka. W latach 2010–2013 Subaru Imprezą wywalczył 4 razy z rzędu Rajdowe Samochodowe Mistrzostwo Polski. W 2015 r. wraz z pilotem Jarosławem Baranem wywalczył tytuł Mistrza Europy. Wczoraj jako duet dokonali tego dwukrotnie.

 

fot. Lotos Rally Team

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska