Turystyk w Dubaju

Turystyk w Dubaju

Wyobraźcie sobie, że nagle dzwoni telefon i ktoś w słuchawce miłym głosem proponuje „Trzeba przetestować Harleya w Omanie i Dubaju”. Kto odmówi takiej propozycji? Nikt przy zdrowych zmysłach!

Dwa hasła ukute przez Harleya Davidsona sprawiają, że – zawsze, gdy tylko nadarza się okazja – mam ochotę pojeździć tymi legendarnymi dwukołowcami. Pierwsze jest całkiem grzeczne. „Nie liczą się mile, liczą się wspomnienia”. Drugie jest znacznie bardziej ostre i wulgarne, ale też bardziej przekonywujące. „Pieprzyć to, jedźmy!”, co każdego biurowego safandułę zmienia nagle w buntownika i swobodnego jeźdźca. Zakładasz więc skórzaną kurtkę, kask, rękawice, a miasto nagle zatrzymuje się i ustępuje ci miejsca. Tak było w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Omanie, gdzie – jak się okazuje – są idealne warunki do podróży, równe jak stół drogi i pozaziemskie krajobrazy.

 

Mrożenie czy peeling?

Choć pustynię kojarzymy ze słońcem i rozpalonym niebem, między wydmami najpierw złapał mnie grad, żeby parę kilometrów dalej mokre zimno zamieniło się w piaskową burzę. Nie wiem zresztą, co lepsze – peeling twarzy piaskiem z wydm, czy krioterapia małymi lodowymi kuleczkami? Miałem otwarty kask i uwierzcie, że bolało piekielnie... Z drugiej strony podczas takiej wyprawy zamknięty kask byłby faux pas, bo właśnie po to wyjeżdża się w tak oryginalne miejsca, żeby poczuć inny świat. W otwartym kasku czuć rozgrzany asfalt zlany deszczem, aromatyczne opary znad garnków wywiewane na ulice, spaliny potężnych SUV–ów i wielbłądzie odchody. Takie są zapachy bezdroży Emiratów i Omanu. Jednak Dubaj, miasto – arcydzieło inżynierii, architektury i fantazji szejków jest całkowicie inne. Na podbój tej metropolii wybrałem najmniejszy z całej floty najnowszych turystyków – SuperLow 1200T.

 

Kompaktowy tourer

Harley ma nisko osadzony środek ciężkości, co daje pewność i komfort zarówno w korkach jak i w górach na trasie z Emiratów do Omanu. Ten motocykl nie do końca jest typowym mechanicznym wołem jucznym, bo nawet marketingowcy określają go pieszczotliwie „kompaktowym tourerem”. Silnik? Klasyka gatunku, czyli V-2 Evolution z chłodzeniem powietrzem, o pojemności 1,2 litra i mocy 68 koni. Niby niedużo, ale moment – 96 Nm – idzie „od dołu”, a i sam motocykl nie jest ciężki (268 kg). W dwóch sakwach z zapasem zmieściłem cały ekwipunek. W odróżnieniu od pozostałych touringów SuperLow 1200 T nie ma fabrycznej nawigacji. To było zgubne i pokrzyżowało nieco moje plany zwiedzenia Burdż Chalify – swego czasu najwyższej budowli świata, Burdż al-Arab – najwyższego i najbardziej ekskluzywnego hotelu na naszej planecie, Wysp Palmowych – największych sztucznych wysp na świecie czy Mall of the Emirates – gigantycznego centrum handlowego, które kryje m.in. z krytym stokiem narciarskim. Tuż obok każdego z tych miejsc przejeżdżałem i widziałem je z niewielkiej odległości, ale choć były na wyciągnięcie dłoni, w dotarciu do moich celów przeszkodziła – o dziwo – świetna miejska infrastruktura. Czteropasmowe ulice w centrum miasta są fajne, ale trudno sprawdzać drogę na smartfonie (nie, nie miałem uchwytu na kierownicę, a droga miała być prostsza niż się okazało), gdy brakuje przystanków autobusowych czy zatoczek. Do tego dochodzą nazwy ulic, które Europejczyka wprawiają w zakłopotanie i ból głowy. Co prawda wszystkie wypisano „jak u nas”, ale imiona szejków w 30-stopniowym upale i w otoczeniu buchających żarem silników samochodów były nie do powtórzenia. Dzięki temu przekonałem się, że Dubaj to nie tylko kraj bogatych Arabów mieszkających w pałacach i jeżdżących najbardziej ekskluzywnymi autami. Tych akurat widziałem ledwie kilka.

 

Raj dla jednośladów

Z początku wściekałem się, że nie wsiadłem na większego touringa z nawigacją, ale to dzięki SuperLow 1200T zobaczyłem Dubaj nieznany z telewizji czy internetowych przewodników. Zgrabnie i żwawo przeciskałem się między samochodami stojącymi w gigantycznych korkach, a niestety tamtejsi kierowcy nie są przyzwyczajeni do ustępowania miejsca motocyklistom, bo tych tutaj jest jak na lekarstwo. Spotkałem zaledwie kilku kurierów na skuterach i dwóch facetów na starych ścigaczach. I tu nasuwa się pytanie – dlaczego mieszkańcy Emiratów nie jeżdżą jednośladami? Przecież drogi, którymi dysponują – nawet te oddalone kilkaset kilometrów od przemysłowo-biznesowej cywilizacji – są bardziej równe od naszych autostrad tuż po oddaniu ich do użytku. Plenery? Jak w stanie Nevada, gdzie najpierw stepowa szarzyzna przechodzi w żywą zieleń, by na końcu zmienić się w marsjański pomarańcz wydm. A wystarczy jeden z touringów Harleya Davidsona, zwłaszcza mój faworyt – Sportster SuperLow 1200T, by gonić zachodzące za skaliste wzgórza słońce. Pieprzyć to, jedźmy! Tak przecież mówią...

 

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska