Jak zostać kierowcą supersamochodu?

Jak zostać kierowcą supersamochodu?

Zamiast wydawać zbędne 1,5 miliona na Ferrari 458 Italia, Lamborghini Huracan albo inny nieziemsko drogi superbolid możesz otrzymać do wyłącznej dyspozycji ponad 30 najszybszych i najdroższych supersamochodów jakie świat widział na oczy za dużo mniejsze pieniądze.

Zakup supersamochodu to bardzo duży wydatek. Nawet jeżeli kupisz 5 letnie Ferrari w dobrej cenie, (samochody te tracą na wartości z prędkością huraganu) to w dalszym ciągu czekają cię wydatki związane z utrzymaniem samochodu z serwisem, z naprawą, przeglądami okresowymi, lista jest długa. W większości przypadków supersamochody nie mają autoryzowanych serwisów w Polsce a to oznacza, że jak ci się przepali żarówka to czeka cię wyprawa do Niemiec lub Austrii do najbliższego serwisu. Teraz pewnie myślisz czy warto pakować się w takie koszty? Odpowiedź brzmi: tak i nie. Jeżeli stać cię na nowe auto to koszty dodatkowe są tylko kropelką w morzu twoich wydatków i nawet ich nie zauważysz. Jeżeli jednak liczysz się wydatkami to transport supersamochodu na lawecie do serwisu razem z przeglądem i wymianą części możesz mocno odczuć w portfelu.

W wypożyczalniach nie znajdziesz supersamochodów ale jest alternatywa. Elitarny klub miłośników pięknych, szybkich i drogich samochodów - SuperCarClub, którego współwłaścicielem jest kierowca rajdowy Krzysztof Hołowczyc. Zasady są proste. Im więcej wpłacisz, tym więcej i dłużej możesz używać. Najważniejsze jest to, że nie interesują cię przeglądy, koszty utrzymania, transport i wyprawa do serwisu. Twoja rola ogranicza się do wyboru samochodu.

Dzień dziś był wyjątkowo paskudny, deszcz lał od samego rana, postanowiliśmy więc się rozerwać. Wybraliśmy trzy bardzo różne samochody, które różnią się dosłownie wszystkim. Nissan GTR, Maserati Gran Turismo S i czerwony diabeł Ferrari 458 Italia. Wszystkie trzy auta to istne potwory pod niemal każdym względem. Mają ogromne ryczące silniki, nieziemską moc i są tak paliwożerne, że jak Boeing 747.

Nissan GTR

Wsiadam do GTRa, wszystko jest na swoim miejscu. Siedzę nisko ale nie tak jak w Ferrari. Odpalam silnik i słyszę wybuch! Dźwięk jaki wydaje ten samochód przyprawia o gęsią skórę. Ale to nie wszystko. Okazało się bowiem, że to dopiero początek koncertu jaki przygotował dla mnie Nissan. Ledwo musnąłem pedał gazu a samochód wyrwał do przodu niczym stado dzikich koni, szarpnął i zaryczał przerawźliwie głośno i zaskrzeczał. Pomyślałem że to pewnie hamulec ręczny zostawiłem zaciągnięty. Nie to nie hamulec, dowiedziałem się od Kamila szefa SuperCarClubu, który siedział obok. Okazuje się że GTR ma tak sztywne i zwarte zawieszenie, które reaguje na każdy ruch, na każdy skręt samochodu wydając jęki rodem z horroru. Wyjazd z miasta był prawdziwą katorgą dla tego auta, ale sprawnie wydostaliśmy się na obwodnicę i wreszcie na autostradę. GTR prowadzi się bardzo pewnie ale opanowanie 550 koni nie jest takie proste i wymaga chwili. Na szczęście stały napęd na cztery koła wybacza nieduże błędy. Samochód wygląda niepozornie a jego moc zdradzają jedynie cztery stalowe rury wydechowe. Wygląd nie jest to bez znaczenia bo jak się za chwile dowiesz, jazda Ferrari ma swoje zalety ale ma też wady. Kokpit GTRa jest tak zaprojektowany, że nie zwracałem na niego większej uwagi podczas jazdy, ale zdarzyło mi się zerknąć na prędkościomierz. Okazało się, że jadę 140 km/h a wskazówka zegara jest na samym dole wskaźnika. W normalnym samochodzie pozycja ta odpowiada prędkości 10 km/h. O tym, że prędkości w takim samochodzie się nie czuje nie muszę mówić. Nissan GTR jest szybki, głośny, narwisty, niezwykle szybki i dynamiczny.

Ferrari 458 Italia

Nie zdążyłem przyzwyczaić się do Nissana a przyszła pora na przesiadkę. Ferrari 458 Italia, 570 koni mechanicznych, silnik 4,5 litra i osiem cylindrów. Czerwony diabeł czekał na mnie pomrukując równomiernie. Bardzo niskie zawieszenie sprawia małe trudności przy wsiadaniu, ale gdy już usiądziesz to okazuje się, że przed twoimi oczami masz najpiękniejszy widok na świecie. Bajecznie piękny, wymodelowany kokpit, kierownica rodem z F1, z centralnie umieszczonym czarnym koniem i ryczący silnik za plecami oddzielony jedynie cienką szybą od kierowcy. Krótki instruktaż, zmiana biegów łopatkami, kierunkowskazy na kierownicy, wycieraczki poniżej, wsteczny w przycisku między siedzeniami, jedziemy. Ferrari to zupełnie inny kaliber, inna kultura jazdy inny komfort albo jak kto woli jego brak. Nisko osadzony fotel kierowcy sprawia wrażenie, że szorujesz tyłkiem o asfalt, do tego cały nowy układ przełączników na kierownicy powoduje mały mętlik w głowie. Jak by tego było mało, za plecami silnik wydaje tak przeraźliwie głośny hałas, że nie słyszysz swoich myśli. Wiadomo im szybciej tym głośniej, ale hałas jakoś nie przeszkadza, pozwala się skupić na jeździe, a raczej na czerpaniu przyjemności z prowadzenia Ferrari. Italia został zaprojektowany do szybkiej jazdy i zanim przekroczysz 150 km/h nie usłyszysz prawdziwej symfonii. Jest jednak coś w prowadzeniu Ferrari co rozprasza i irytuje. Na szczęście nie jest to nic związanego z samym samochodem, są to niestety inni kierowcy, którzy albo siedzą Ci na ogonie w odległości 2 metrów, którzy podziwiają twój spoiler albo Ci którzy chcą się z tobą ścigać. Auto prowadzi się wspaniale, w zakrętach jest niemal przyklejone do jezdni, przyspiesza niezwykle raptownie ale nie szarpie jak GTR, którego pedał gazu jest czuły jak cyngiel karabinu snajperskiego.

Maserati Gran Turismo S

Przyszła pora na kolejną zmianę. Legendarna Włoska marka, Maserati model Gran Turismo S, potężny silnik o pojemności 4,7 litra i 440 koni mechanicznych. Wsiadłem do środka i świat się zatrzymał. Dosłownie i w przenośni. GTS w porównaniu z GTR i 458 to duża, luksusowa limuzyna, to dużo starszy brat, który jest dorosły, zrównoważony i odpowiedzialny. Gdy zamykasz drzwi to świat dookoła cichnie, już nie słyszysz ryczących, narwanych silników, słyszysz tylko... cisze. Tu nie siedzisz na poziomie ulicy szorując tyłkiem po ziemi, w Maserati masz miękkie, wygodne sofy. Wszystkie wskaźniki i przełączniki nie zostały upchnięte na kierownicy jak w Ferrari, tu wszystko jest po staremu… No właśnie, po staremu to dobre określenie szczególnie jeśli rzucisz okiem na deskę rozdzielczą i środkowy panel, na którym wszystko wygląda jak z poprzedniej epoki. Ruszam powoli, potem szybciej, silnik słyszę. Przyspieszam a do moich uszu dochodzą dźwięki… symfonii. Trudno to opisać ale pedał gazu w Maserati pracuje jak spust instrumentu muzycznego, którego każda z setki pozycji wydobywa z silnika niesamowite i niezwykle przyjemne dźwięki dla mojego ucha. To nie jest ryk, warkot czy pomruk. To melodia, która zmienia się w trakcie jazdy. Oczywiście mimo ważącego 2 tony supersamochodu, GTS jest młody duchem. Z łatwością przyspiesza i dotrzymuje tempa swoim młodszym kolegom.

Zastanawiasz się, który supersamochód jest dla ciebie? Odpowiedź jest prosta: każdy. Ponieważ każdy z tych trzech samochodów jest inny, do zupełnie innej jazdy. Jeżeli planujesz dłuższą podróż to przyda ci się komfortowy, cichy samochód z miękkim i wygodnym zawieszeniem jak Maserati. Jeżeli potrzebujesz samochodu do codziennej jazdy po mieście, doskonały będzie szybki, dynamiczny ale nie tak głośny i mniej kosztowny w naprawianiu drobnych otarć lakieru GTR. Planujesz krótki wypad poza miasto na weekend? Przyda ci się agresywny, głośny, rzucający się w oczy i dający całą masę wspaniałych doznań Ferrari.

 

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska