Motocykle w stylu retro

Motocykle w stylu retro

Retro jest modne. Jeśli sądzicie, że motocykle stylizowane na maszyny sprzed lat buduje tylko Harley, Vespa czy Triumph, jesteście w błędzie.

 

Brough Superior

Przed 90 laty Brytyjczyk Georg Brough pod własnym nazwiskiem założył w Nottingham firmę budującą motocykle na zamówienie. Mister Brough składał je ręcznie i pieczołowicie (każdy egzemplarz był np. dwukrotnie rozkładany i montowany ponownie). Dokładnie je też testował. Zanim motocykl trafił w ręce zachwyconego klienta, musiał przejść próbę prędkości na zwyczajnej drodze. W przypadku modeli z mocniejszymi silnikami – Brough SS100 – minimum oznaczało, że tester musiał się rozpędzić do… 160 km/h, co jak na lata 20. XX wieku i kiepskie drogi było prędkością iście kosmiczną. Jednośladami marki Brough Superior jeździli bogacze i ówcześni celebryci (Lawrence z Arabii miał 7 sztuk i na takim właśnie jednośladzie zginął), bo niektóre z tych maszyn kosztowały więcej niż mały… dom!
Firma z Nottingham przestała istnieć w roku 1940, ale teraz postanowiono ją wskrzesić. Oczywiście według starych dobrych zasad, czyli zero masówki, hand made i wyłącznie na prywatne zlecenia. Firma nie jest już jednak brytyjska lecz… francuska, bo prawa do marki ma spółka z siedzibą w Tuluzie. Nowy Brough Superior SS100 wygląda klasycznie, ale trudno go nazwać repliką. Maszyna została opracowana od podstaw (włącznie z silnikiem), czyli nie znajdziecie w nim archaicznego gaźnika lecz nowoczesny wtrysk, jest też świetne zawieszenie marki Öhlins, hamulce z tarczami z ceramicznych spieków od Beringera oraz podwozie z elementami tytanowymi. Silnik ma – jak w oryginale – dwa cylindry w układzie V-twin i pojemność jednego litra. Bez paliwa i oleju Brough Superior SS100 waży 186 kg, a że silnik może mieć w zależności od wersji od 100 do 140 koni, mocy wystarczy, żeby jeździć bardzo dynamicznie. I stylowo, bo Brough Superior SS100 został wykończony skórą, ma mnóstwo polerowanych elementów z metalu. Cena: od 50 tys. euro.

 

 

IMZ Ural

Fabryka motocykli w syberyjskiej miejscowości Irbit zaczęła działać jeszcze przed II wojną światową. Od tamtego czasu wyprodukowano tam ponad 3 miliony motocykli z silnikami bokser (z cylindrami ułożonymi naprzeciw siebie) i wózkami bocznymi potocznie zwanymi „koszami”. Najpierw były to słynne „emki” (seria M-72) wzorowane na etatowych jednośladach armii hitlerowskiej, potem pojawiły się nieco zmodernizowane „kaśki” (K-750), a teraz mamy „Urale”. Firma z Rosji zyskała poważnego inwestora z USA i sprzedaje motocykle globalnie! Urale są ciężkie (ponad 330 kilogramów), hałaśliwe (silniki bokser są chłodzone powietrzem, czyli nic nie tłumi gangu), paliwożerne, ale mają klimat – wyglądają prawie dokładnie tak samo jak Urale z początku produkcji. Technologicznie, nawiasem mówiąc, pozostają klasyczne aż do bólu. Wprawdzie pojemność 41-konnego silnika górnozaworowego podniesiono do 750 cm3 i zastosowano wtrysk paliwa ze względu na wymogi norm ekologicznych, ale trudno tu mówić o szalonych osiągach i wielkich prędkościach (maksymalnie można się rozpędzić do 112 km/h). Na wyposażeniu są już hamulce tarczowe (do niedawna były tylko bębnowe), żarówki halogenowe i 18-calowe koła lecz to nie zmienia faktu, że Ural jest gniotsja nie łamiotsja. Cena w USA 16 tys. dolarów.

 

 

 

Indian Motorcycles

To najstarsza amerykańska firma produkująca motocykle, bo Indian Motorcycles pierwsze modele wypuściła w roku 1901, czyli dwa lata przed słynnym Harley Davidsonem. Indiany były – ze względu na widlasty silnik i gabaryty – porównywane z HD. Łatwo je jednak odróżnić choćby po potężnie rozbudowanych „łezkowatych” błotnikach. Tak też jest w najnowszych modelach z serii Chief, które zadebiutowały przed dwoma laty po reaktywacji marki. W ofercie prócz Chiefa są bardziej popularne Indiany Scout, Chieftainy oraz Roadmastery. Każdy z tych motocykli jest – najdelikatniej mówiąc – wielki. Wyobraźcie sobie, że do napędu służą dwucylindrowe silniki benzynowe Thunder Stroke 111, o pojemności 1,8 litra (75 KM) i że maszyna z bakiem zalanym 20 litrami paliwa waży – jak wspomniany Roadmaster – aż 421 kilogramów. Jeździ się jednak takimi Indianami zaskakująco precyzyjnie, lekko a zarazem stabilnie. Brakuje wprawdzie biegu wstecznego, co może sprawiać kłopoty przy manewrowaniu, ale za to motocykl jest lepiej niż dobrze wyposażony (podgrzewana kanapa i manetki, elektrycznie regulowana pozycja przedniej szyby, zapłon bez kluczyka). Cena: od 55 tys. zł

 

 

Royal Enfield

Royal po angielsku znaczy królewski, a taki przymiotnik idealnie pasuje do wszystkiego, co ma silnik i jeździ. Motocykle Royal Enfield mają brytyjski rodowód i historycznie rzecz biorąc ta firma jako jedyna na świecie (w branży motocykli) działa od trzech stuleci – pierwsze maszyny Enfield zbudowano w roku 1893. Pomijając niektóre detale techniczne indyjskie Royal Enfieldy niewiele różnią się od jednośladów sprzed 60 lat (w Chennai, dawniej nazywanym Madrasem, składane są od roku 1957!). Od tamtego czasu wprowadzono oczywiście wiele poprawek, czyli przede wszystkim zmodernizowano silniki (teraz mają dwie świecie i wtrysk, ale wciąż w ofercie są też gaźniki), hamulce i zawieszenia. Hindusi produkują Enfieldy na cały świat. Wciąż w sprzedaży są modele klasyczne i repliki maszyn wojskowych C5 EFI Military, ale ostatnio pokazano też indyjskiego cafe racera Continental GT535 ! Można go mieć również w Polsce. Cena od 16 tys. zł.

 

 

 

Polski Pojazd

Na koniec najlepsze – Polski Pojazd, czyli maszyna „designed in Poland”. Oficjalnie to jeszcze prototyp, ale wkrótce – o ile bracia Marcin i Michał Bielawscy rodem z Buka pod Poznaniem znajdą odpowiednie fundusze – retro-maszyna ma szansę wyruszyć na drogi. Na razie jest jeszcze nazywana rowerem, ale gdy tylko zyska silnik, Polski Pojazd na pewno znajdzie się w niejednym garażu. Maszyna, która formalnie będzie motorowerem, jako żywo przypomina amerykańskie motocykle z początku XX wieku i – co najciekawsze – będzie w dwóch odmianach – spalinowej (w ramie znajdzie się jednocylindrowy silnik o pojemności 50 cm3 produkcji Morini) lub elektryczna (prace nad pozyskaniem takiego motoru trwają). Cena nie została podana, ale wróżymy temu jednośladowi dobrą przyszłość. Projekt jest naprawdę bardzo zaawansowany i naszym zdaniem skazany na sukces!

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska