Rolls Royce Black Badge – wrażenia z jazdy ciemniejszą stroną Ghosta i Wraitha

Rolls Royce Black Badge – wrażenia z jazdy ciemniejszą stroną Ghosta i Wraitha

Nie tylko dla statecznych prezesów w dojrzałym wieku, a dla młodych, którzy życie nocne stawiają na równi z dziennym – tak Rolls-Royce mówi o modelach Ghost i Wraith w wersji Black Badge. Aby zaprezentować ich możliwości, firma zaprosiła wybranych dziennikarzy do Budapesztu.

Muszę przyznać, że żaden samochodowy wyjazd służbowy nie wywołał u mnie takiego entuzjazmu, jak właśnie ten – gdy dowiedziałem się, że to właśnie ja polecę do Budapesztu, aby pojeździć nie jednym, ale dwoma nowiutkimi Rollsami, byłem w siódmym niebie. Chyba każdy, nawet ten, kto nie jest miłośnikiem motoryzacji, chciałby chociaż raz w życiu poprowadzić samochód, o którym zwykły śmiertelnik może jedynie pomarzyć…

 

Po dotarciu na miejsce do położonego tuż nad Dunajem hotelu i szybkim przegrupowaniu oba modele zostały podstawione pod wejście. Na pierwszy ogień poszedł Ghost – otworzyłem drzwi i wprost oniemiałem. Wybór wersji kolorystycznej tapicerki jest, cóż, co najmniej kontrowersyjny…

 

 

Kolor to jednak kwestia gustu, więc nie mam zamiaru się go czepiać. Jeśli zaś chodzi o samo wrażenie z wnętrza, to na pierwszy rzut oka widać, że mamy do czynienia z materiałami najwyższej jakości. Kierowcę ze wszystkich stron otaczają naturalne materiały, głównie skóra oraz drewno. Jak tłumaczył później jeden z pracowników Rolls-Royce’a, ich obecność sprawia, że organizm wytwarza mniej pozytywnych jonów, dzięki czemu kierowca czuje się lepiej za kierownicą. W środku znajdziemy rozwiązania, które firma od lat stosuje w swoich samochodach, jak choćby charakterystyczny sposób otwierania i zamykania wywietrzników oraz jedyny w swoim rodzaju zegarek. Nie brakuje jednak elementów rodem z BMW, jak chociażby specjalne pokrętło, służące do sterowania systemem w samochodzie. Jednak nawet motoryzacyjny laik, który miał w życiu możliwość podróżować zaledwie kilkoma samochodami wiedziałby, że ma do czynienia z autem wyjątkowym, gdyby miał możliwość przejażdżki Rollsem. To po prostu zupełnie inny poziom jakości i przywiązania do detali – takich, jak chociażby światełka umieszczone za podsufitką, dzięki którym wygląda ona jak rozgwieżdżone niebo w bezchmurną noc.

 

 

Prowadząc Rolls-Royce’a nie można liczyć na anonimowość – przechodnie robili sobie zdjęcia na tle obu samochodów, a gdy tylko nasz konwój ruszył spod hotelu pojawiło się kilku spotterów, którzy nie bali się wbiec na jezdnię, aby móc zrobić zdjęcia z jak najlepszego miejsca. Muszę przyznać, że siadając za kierownicę miałem pewne obawy, które jednak zniknęły po kilku minutach. Samochód jest bowiem naprawdę duży i ciężki (ponad 5,30 metrów i niemal 2,5 tony), jednak prowadzi się go niezwykle łatwo. O poziomie komfortu trudno mi mówić – już po kilkunastu przejechanych kilometrach nie miałem najmniejszej wątpliwości, że gdyby mi zakomunikowano, że powrotny lot do Warszawy zostaje odwołany, a ja mogę tę trasę pokonać Ghostem, to przyjąłbym tę informację z ogromnym entuzjazmem. I nawet kolor tapicerki nie byłby problemem.

 

 

Po kilkudziesięciu kilometrach nastąpiła zamiana samochodów i z Ghosta przesiadłem się do Wraitha. W tym przypadku kolory w środku były zdecydowanie bardziej stonowane – postawiono na klasyczne połączenie czerni i bieli. Jazda Wraithem nie różni się zbytnio od tej Ghostem – jest równie wygodnie i luksusowo. Jeśli natomiast miałbym oceniać auta z zewnątrz, to sportowa sylwetka Wraitha zdecydowanie bardziej trafia w moje gusta.

 

Jazda po zwykłych drogach to jednak nie wszystko, co zostało dla nas przewidziane tego dnia. Po kilkudziesięciu minutach jazdy dotarliśmy bowiem na tor testowy. Nasz gospodarz obwieścił, że co prawda samochody marki Rolls-Royce nie są tworzone z myślą o jeździe sportowej, co oczywiście nie znaczy, że nie oferują frajdy z jazdy nieco bardziej agresywnej. Każdy z kierowców miał do wykonania kilka manewrów: slalom między pachołkami, test łosia i hamowanie awaryjne, a także dzięki długiemu fragmentowi prostej drogi mógł się przekonać, jakim przyspieszeniem może się pochwalić każdy z modeli. Rolls po raz kolejny mnie zadziwił – slalom przy prędkości około 40 kilometrów na godzinę okazał się dziecinnie prosty do przejechania, podobnie jak test łosia przy niemal 100 km/h. Jeśli zaś chodzi o hamowanie awaryjne, to auto po naciśnięciu pedału hamulca w jednym momencie stanęło w miejscu. Nasz instruktor porównał je do kamienia rzuconego na piasek. Cóż – nic dodać, nic ująć. Przyspieszenie z kolei wgniotło mnie w fotel – po wciśnięciu pedału gazu do oporu dwunastocylindrowy, podwójnie doładowany silnik uwolnił całą drzemiącą w nim moc, rozpędzając 2,5-tonowy samochód od zera do setki w około 5 sekund!

 

 

W wersji Black Badge zarówno Ghost, jak i Wraith zmieniły się pod względem wizualnym. Słynna figurka Ducha Ekstazy nadal błyszczy, ale tym razem zdecydowanie ciemniejszym odcieniem. W przypadku obu modeli mroczniejsza strona jest potężniejsza od jasnej – chociaż pod marką Wraitha pojemność i moc silnika jest taka sama (6,6-litrowy V12 generujący 632 KM), to moment obrotowy wzrósł z 800 do 870 Nm. W Ghoście z jednostki udało się z kolei wycisnąć 604 KM w stosunku do 570 w standardowym modelu. Z całą pewnością nie ma innych aut, które robiłyby równie duże wrażenie podczas nocnej jazdy po mieście – o czym mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze. O tym, co wydarzyło się później w budapesztańską noc, nie mogę niestety powiedzieć – zobowiązałem się do zachowania dyskrecji. Dość powiedzieć, że Rolls-Royce otwiera drzwi, które zazwyczaj pozostają zamknięte...

 

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska