Rajdowe legendy PRL-u

Rajdowe legendy PRL-u

Krzysiek Hołowczyc, Janusz Kulig, Leszek Kuzaj, Tomek Kuchar, Robert Kubica... Te nazwiska znacie na pewno. Gorzej z gwiazdami oesów sprzed kilkudziesięciu lat. Czas przypomnieć kilku najlepszych rajdowców z czasów PRL.

Polska to kraj, który z rajdami ma wiele do czynienia. Dość powiedzieć, że pierwszy Rajd Polski zorganizowano w roku 1921. W historii starsze są tylko zawody w Monte Carlo! Postanowiliśmy opisać sylwetki tylko kilku rajdowców, bo właśnie zbliża się kolejna (edycja naszego rajdu-legendy. Gdy ten numer PLAYBOYA znajdzie się w kioskach, będziecie kibicować zawodnikom WRC – nad jeziora jak zwykle zjedzie cała czołówka kierowców z mistrzostw świata. W wolnej chwili sięgnijcie po naszą – krótką z konieczności (czyli niepełną i subiektywną) – ściągawkę. Obiecujemy, że w przyszłości dopiszemy suplement, bo przecież rajdowców w historii mieliśmy bez liku.

 

Marian Bublewicz (1950-1993)

Zaczynał od taksówki i własnego warsztatu samochodowego. Dla kibiców Marian Bublewicz pozostanie na zawsze „Bublem”, który zdominował rajdy w latach 70., 80. i 90. XX wieku. Marian Bublewicz był tytanem pracy, który poświęcał niemal wszystko, żeby tylko odpowiednio przygotować się do startów. W czasie treningów jeździł metodycznie, kilometr za kilometrem, nawet przez kilka godzin. Potrafił też sprzedać futro żony, żeby kupić opony – wszystko z myślą o wyniku. Był uparty i z rzemieślniczą wręcz precyzją wyjeździł nie tylko tytuł wicemistrza Europy z roku 1992, ale też najwyższy stopień podium w RSMP w latach 1975, 1983, 1987, 1989, 1990, 1991 i 1992. Marian Bublewicz był na liście priorytetowej FIA (najlepsi kierowcy świata), był też twórcą profesjonalnego teamu rajdowego Marlboro Rally Team Poland. Zginął tragicznie w roku 1993 podczas Rajdu Zimowego, gdy na jednym z zakrętów swoim rozpędzonym Fordem Sierra Cosworth wypadł z trasy i nieszcześliwie uderzył w samotnie tam rosnące drzewo. Służby ratownicze, które dotarły na miejsce, nie były odpowiednio przygotowane – kierowcę zakleszczonego w samochodzie trzeba było wycinać... strażackimi toporkami. Gdy już „Bubel” trafił do szpitala (pomijając fakt, że i tam nie było odpowiedniego wyposażenia), nie udało się niestety opanować krwotoku wewnętrznego i kierowca zmarł.

 

Ryszard Żyszkowski

Piszą o nim „pilot legenda” i nie bez racji. Pan Ryszard, który dziś pracuje w Toyocie i zajmuje się samochodami testowymi dla dziennikarzy, jest jednym z najlepszych polskich pilotów rajdowych. Na koncie ma 20 tytułów mistrza Polski, w generalce RSMP wygrywał 38 razy. Partnerował m.in. Andrzejowi Jaroszewiczowi oraz Marianowi Bublewiczowi (także gdy doszło do jego feralnego wypadku), od 1973 roku ścigał się w oficjalnym zespole OBR FSO. W czasach kariery pilota zasiadał na prawym fotelu topowych samochodów wyczynowych tamtych czasów, od Lancii Stratos przez Fiata 124 Abarth po Forda Sierrę Cosworth. Niewielu jednak pamięta, że Żyszkowski zaczynał od rajdów i wyścigów, i że na odcinkach i torze bywał też mistrzem w roli kierowcy!

 

Maciej Wisławski

Popularny „Wiślak” zaczynał jako rajdowiec (ścigał się Syreną i Wartburgiem), ale w końcu został pilotem. Dodajmy jednym z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych w kraju. Maciek Wisławski, z zawodu inżynier ogrodnik (w swoim czasie jeden z największych skierniewickich producentów róż), pilotował m.in. Andrzeja Lubiaka, Andrzeja Kopra, Krzysztofa Hołowczyca, Leszka Kuzaja, Kajetana Kajetanowicza i – aktualnie – Łukasza Byśkiniewicza. Na koncie ma tytuł rajdowego mistrza Europy (1997), jest także wielokrotnym mistrzem Polski. Prowadził magazyn Automaniak w TVN Turbo, użyczył także swojego głosu w grach komputerowych i nawigacji Automapa.

 

Jerzy Landsberg (1950-1979)

Do nazwiska Landsberg przylgnęła etykietka legendy polskich sportów motorowych. Po części dlatego, że zginął tragicznie na odcinku specjalnym, a także dlatego, że był niepokorny i hardy. Jerzy Landsberg, który – jak chce wieść gminna – był pierwszym zawodnikiem w Polsce, któremu w dowodzie, w rubryce zawód, wpisano „kierowca rajdowy”.  Miał w nosie nawet milicję – na jednym z rajdów nie zatrzymał się do kontroli drogowej za co go zdyskwalifikowano. Landsberg zaczął karierę w motorsporcie od fotela pilota w roku 1970, żeby później startować za kierownicą najpierw Fiata 125, a później Renault 5 LS. Francuskie auto, choć z silnikiem o niewielkiej mocy, było bardzo szybkie i Landsberg kręcił na nim czasy co najmniej tak samo dobre jak... ekipa FSO (w roku 1976 kierowca zajął drugie miejsce w „generalce” Międzynarodowego Rajdu Warszawskiego Polskiego Fiata, co starczy chyba za cały komentarz). Po Renault Landsberg

przesiadł się do Opla Kadetta GT/E, na którym najpierw zajął doskonałe 13. miejsce w klasyfikacji generalnej odbywającego się zimą Rajdu Monte Carlo 1978. To był najlepszy rok w karierze Landsberga. Najlepszy w sensie wyników, ale też dramatyczny! Podczas treningu do majowego rajdu Elmot na trasie odcinka Złoty Stok-Orłowiec Landsberg próbował ominąć na dużej prędkości traktor, który nagle wyjechał z lasu. W efekcie wylądował na drzewie, zabijając na miejscu pilota (doktor nauk ekonomicznych Marek Muszyński) i ciężko przy tym uszkadzając kręgosłup szyjny. Kilka miesięcy później wrócił do ścigania (na wrześniowym rajdzie Wisły pojawił się w gorsecie), pewnie wygrywając w końcówce sezonu tytuł rajdowego mistrza Polski. Tragicznie zmarłego Muszyńskiego zastąpił Janusz Szajng i nic nie wskazywało, że szybko dojdzie do drugiej, jeszcze gorszej w skutkach tragedii. W Rajdzie Krokusów 1979 kierowca Opla prowadził z bardzo dużą przewagą, gdy doszło do bardzo groźnego wypadku – Landsberg z nieustalonych do dziś powodów zjechał z drogi wprost w betonowy przepust i skarpę. Samochód uderzył w nią z ogromną siłą. Szajng zginął na miejscu, a Landsberg nie odzyskawszy przytomności – tydzień później.

 

Adam Polak

Wszechstronny zawodnik: Adam Polak startował w rajdach, rally crossie i wyścigach. Z zawodu inżynier mechanik, z pasji – fanatyk prędkości. – W swoim dorobku posiada 16 tytułów Mistrza Polski i Wicemistrza Polski w wyścigach płaskich, rajdach samochodów turystycznych i rallycrossie. Wielokrotnie startował w europejskich wyścigowych rozgrywkach pucharowych i rajdach samochodowych. Startował samochodami P. Fiat 125p 1300 i 1500, P. Fiat 1800 Akropolis i Monte Carlo, FSO Polonez 1500 i 2000, Stratopolonez, P. Fiat 3200 prototyp, Łada 1300, Fiat Cinquecento, Ford Fiesta, Renault Mégane, Toyota Celica – podaje Wikipedia. Od pewnego czasu Adam Polak jest również kierowcą w rajdach historycznych. Na koncie ma m.in. Rajd Monte Carlo Historique 2012.

 

Sobiesław Zasada

Prawdopodobnie najlepiej rozpoznawalny polski kierowca rajdowy. Był kierowcą fabrycznym Steyra Pucha, Porsche, BMW i Mercedesa. Na koncie 3 tytuły mistrza Europy, 11 wygranych w generalce mistrzostw Polski oraz 148 rajdów na najwyższym stopniu podium. Dziś ma 86 lat, ale to wciąż czynny biznesmen – szefuje grupie Zasada, której jest założycielem i głównym udziałowcą. Czasem ściga się jeszcze na Rajdzie Żubrów (zabawowa impreza o charakterze półoficjalnym dla kierowców z doświadczeniem i w sile wieku), ale jeszcze w roku 1997 Zasada pojechał w Rajdzie Safari zaliczanym do WRC – Polak pilotowany przez żonę ukończył imprezę na 11. miejscu w klasyfikacji generalnej i był drugi w grupie N. Jeździł w największych imprezach świata (np. w maratonach transkontynentalnych Londyn – Sydney, Londyn – Meksyk, Vuelta America del Sur, Gran Premio Argentino), w roku 1973 wyjeździł Fiatem 125p aż trzy rekordy prędkości w jeździe długodystansowej (na 25 i 50 tys. kilometrów oraz 25 tys. mil). Napisał wiele książek o prowadzeniu samochodu (np. słynną „Szybkość bezpieczną”), prowadził też własne programy w telewizji.

 

Andrzej Jaroszewicz

Mówili na niego „czerwony książę”, bo jego ojcem był Piotr Jaroszewicz – komunistyczny premier w czasach Edwarda Gierka. Andrzejowi Jaroszewiczowi przypisywano dziesiątki kochanek (wśród nich była Maryla Rodowicz) i życie ponad stan, a tymczasem ten „największy playboy PRL” był nie tylko pięciokrotnie żonaty, lecz zasłynął także w rajdach. Karierę zaczął kolorowo – w pierwszym swoim rajdzie – Polskim 1964 – miał zaledwie 17 lat i jechał Mercedesem 220 SE pożyczonym bez wiedzy ojca od Józefa Cyrankiewicza. Zajął wtedy 12. miejsce, nie niszcząc samochodu! Gdy do władzy doszedł Gierek i ojciec został drugim najważniejszym człowiekiem PRL, młody Jaroszewicz został szefem tzw. OBR FSO, czyli Ośrodka Badawczo-Rozwojowego działającego przy fabryce samochodów na Żeraniu. Szefował tam i... jednocześnie był kierowcą testowym. Dzięki funduszom rządowym udało się stworzyć nietypowy ośrodek badawczy, w którym pracowano nad planami rajdowego Fiata 125. Pieniądze Gierka poszły również na późniejsze starty Jaroszewicza w mistrzostwach Europy w Fiacie 124 Abarth i Lancii Stratos, ale – warto to po raz kolejny zaznaczyć – kierowca naprawdę miał talent. W roku 1975 i 1976 zajął trzecie miejsce w mistrzostwach Europy, a na koncie miał wygrane w rajdach: Polski, Warszawskim, Wisły, Tatr, Krakowskim – „Krokusach” czy bułgarskim Zlatni, wiele też razy stawał na podium. Ciekawostka? Na długo przed Robertem Kubicą Jaroszewicz wsiadł do samochodu F1. W roku 1979 za kierownicą bolidu Wolf Racing WR1 wykonał kilka okrążeń na torze Poznań. Ostatnio Andrzej Jaroszewicz wraz żoną Alicją Grzybowską napisał książkę „Czerwony książę”, którą wydało Prószyński i S-ka.

 

Marek Varisella (1930-1997)

Gdyby życiorys kierowcy patrzeć tylko przez pryzmat wyników to Marka Varisellę trzeba byłoby plasować wśród kierowców z drugiej linii. Prawda jest jednak taka, że był na ustach wszystkich – to on wraz z Marianem Repetą odważył się wystartować w Rajdzie Monte Carlo za kierownicą... Syreny 101. W roku 1960 zajęli w tych zawodach wprawdzie odległe, bo 99. miejsce, ale za to DOJECHALI, choć Syrena nie należała ani do szybkich (moc zaledwie 28 koni, zwykła skrzynia biegów), ani tym bardziej bezawaryjnych (załoga w trasie musiała m.in. wymieniać... tłoki). Marek Varisella startował autami z Bielska do końca lat 60., żeby później znaleźć swoje miejsce w teamie Fiata. Wygrał „stodwudziestką piątką” słynną Barbórkę w roku 1975, był też członkiem ekipy bijącej rekord w jeździe długodystansowej pod Wrocławiem (pospołu z Sobiesławem Zasadą i Andrzejem Jaroszewiczem). Dwa razy Varisella był również kaskaderem w telewizyjnych serialach Życie na gorąco i 07 zgłoś się!

 

Longin Bielak

Nazwisko młodszym czytelnikom PLAYBOYA zapewne skojarzy się z salonem dilerskim Peugeota, który do niedawna w podwarszawskich Łomiankach prowadził pan Longin. Trzeba mieć jednak świadomość, że Bielak to była w motorsporcie prawdziwa instytucja. Ścigał się już w końcu lat 40. XX wieku, a na koncie ma 21 tytułów mistrza i wicemistrza Polski w rajdach i wyścigach. Sam zbudował dla siebie wyścigówkę, a także stawał na podium wespół z Jackie Stewartem i Jochenem Rindtem. Aż 10 razy startował w Monte Carlo (jechał m.in. Syreną)!

 

Andrzej Dąbrowski

Z zawodu muzyk, z pasji – rajdowiec. Bywał też dziennikarzem i jest zdolnym fotografikiem. Znacie przeboje „Zielono mi” i „Do zakochania jeden krok”? To właśnie robota Andrzeja Dąbrowskiego, który przez wiele lat był nie tylko wziętym wokalistą, ale też znajdował się na szczycie rankingów jazzowych perkusistów. Szczyt jego rajdowej kariery przypada na lata 70. (choć tytuł rajdowego wicemistrza Polski zdobył w roku 1957), ale w karierze Dąbrowskiego był nie tylko zespół fabryczny FSO (nawiasem mówiąc na okładce jednej płyt jest i rajdówka marki Fiat, i sam piosenkarz we własnym kombinezonie), wyścigi płaskie, ale też starty w rallycrossie, dwa sezony wyścigów w pucharze Cinquecento oraz wielokrotnie zdobywane tytuły mistrza Polski dziennikarzy.

 

Tekst powstał we współpracy z Adam Feliks Próchnik.

 

 

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska