Mikrus – mniejszy niż Maluch

2017-07-18
Mikrus – mniejszy niż Maluch

Moda na małe samochody dotarła do Polski pod koniec lat 50-tych XX wieku. Wtedy to polscy konstruktorzy postanowili stworzyć środek transportu, który będzie miał prostą konstrukcję, a jego koszty wytwarzania będą niskie. Bardzo mocno zainspirowali się niemieckim Goggomobilem Isard T 300. Po dogłębnym przeanalizowaniu dokumentacji technicznej i dopasowaniu jej do polskich realiów w 1957 roku powstał pierwszy polski mikrosamochód – Mikrus.

Ten malusieńki samochód mierzył nieco ponad 3 metry, wyposażony został w dwusuwowy silnik o pojemności 296 cm3, który generował moc 14 koni mechanicznych. W rzeczywistości było ich jednak około 10, czyli mniej więcej tyle ile można spodziewać się po kosiarkach spalinowych. Ta jednostka napędowa pozwalała rozpędzić Mikrusa do prędkości 75 km/h, jednak wówczas kierowcy samochodu przed oczami pojawiało się całe życie.


Mikrus przeznaczony był dla dwóch osób dorosłych i dwójki dzieci. Jego wyposażenie było tak bogate, że porównywano je do półek sklepowych w czasach PRL-u – posiadał odsuwane okna, prędkościomierz i licznik przejechanych kilometrów, lampki kontrolne ładowania oraz kierunkowskazów, stacyjkę z włącznikiem rozrusznika i koło zapasowe znajdujące się pod nogami pasażera – taka oto full opcja. Dodatkowym plusem (tak zwanym plusem dodatnim) był stosunkowo pojemny bagażnik – miał on 200 litrów. Jednak wyzwaniem było zapakowanie do niego walizek, ponieważ w Mikrusie nie było klapy bagażnika – dostęp do niego był jedynie z wnętrza samochodu.

 

 

Dzięki przychylnej decyzji władz, plany produkcji Mikrusa były bardzo optymistyczne. Zakładały one nawet budowę nowej i bardzo nowoczesnej, jak na tamte czasy, hali produkcyjnej, w której produkowane miały być te małe samochodziki. W 1958 roku w ręce prywatnych użytkowników oddano pierwsze 100 Mikrusów, a nowi właściciele zostali zobowiązani do składania okresowych raportów z ich eksploatacji. Mimo stosunkowo dobrej oceny właściciele narzekali na występowanie bardzo dużej ilości usterek silnika oraz duże zużycie paliwa. Dodatkowo jak na swoje rozmiary Mikrus był drogim samochodem, ponieważ kosztował 50 tysięcy złotych, co równało się 50 średnim pensjom.


Wady oraz zbyt duże koszty produkcji spowodowały, że podjęto decyzję o zaprzestaniu produkcji Mikrusa. Z taśm produkcyjnych w Rzeszowie i Mielcu zjechało łącznie 1728 sztuk polskiego mikrosamochodu. Tak skończyła się krótka historia Mini zza „żelaznej kurtyny”.


Jeden z zachowanych egzemplarzy z 1959 roku trafił do łódzkiego warsztatu Custom Factory, który od 2011 roku prowadzą dwaj pasjonaci klasycznych pojazdów: Artur i Jakub. Cel jaki przed nimi postawiono nie był łatwy. Właściciel owego samochodu, zapragnął mieć auto w stanie, jakby zjechało właśnie z linii produkcyjnej. Pomimo doskonałej znajomości środowiska pasjonatów motoryzacji klasycznej w Polsce i bliskich relacji ze wspomnianą grupą przez właścicieli Custom Factory, odnalezienie części zamiennych do Mikrusa graniczyło z cudem. Niemal 90 proc. blach całego auta zostało wykonanych ręcznie lub pochodziły z trzech kolejnych egzemplarzy, które w między czasie dokupił właściciel Mikrusa. Remont i swoiste SPA przeszły również wszystkie podzespoły mechaniczne. Każda część została rozmontowana i ponownie złożona z największą starannością. Cały proces renowacji to przeszło 500 roboczogodzin.


Efekt pracy Custom Factory możecie zobaczyć na zdjęciach wykonanych i wystylizowanych przez Martę Piotrowską. Na żywo Mikrusy spotkacie w muzeach bądź na zlotach miłośników motoryzacji klasycznej.

 

Materiał partnerski

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska