Jak powstaje supersamochód?

2017-08-17
Jak powstaje supersamochód?

Playboy.pl pojechał aż do Neckarsulm, żeby zobaczyć na własne oczy, jak powstaje supersamochód. Wyjątkowe Audi R8 o mocy 610 koni mechanicznych. Fabryka robi piorunujące wrażenie, podobnie jak auto.

 

Ta wycieczka była fantastycznie zaplanowana. Bo najpierw dostaliśmy auta na torze. Poznaliśmy moc Audi R8 V10 Plus (610 KM), zakochaliśmy się w nich, nie chcieliśmy się z nimi rozstać. A dopiero potem zaproszono nas do miejsca, gdzie te odlotowe auta powstają.

 

Audi niedawno wydzieliło swój dział samochodów sportowych. Powstało Audi Sport, w miejsce Quattro GmbH. Szefem jest Stephan Winkelmann, który dowodził Lamborghini przez wiele lat. Z ramienia Niemców oczywiście, do których należy włoska marka.

 

Audi Sport produkuje modele RS, najbardziej emocjonujące w gamie producenta z Ingolstadt (które - nota bene - wygląda jak prywatne miasto Audi). A na samej górze testosteronowej piramidki znajduje się właśnie Audi R8, wart co najmniej 800 tys. zł supersamochód.

 

 

Po jazdach na prywatnym torze Audi Sport udaliśmy się do fabryki. Zdjęcia z niej możecie zobaczyć w naszej galerii. I właściwie one najwięcej powiedzą.

 

Bo fabryka w Neckarsulm radykalnie różni się od tych, które już udało nam się zwiedzić - w Żylinie (KIA), Oxfordzie (Mini), Gliwicach (GM), czy Bielsku-Białej (Fiat). Tamte są niezwykle nowoczesne, wspaniałe, ale gigantyczne. A Neckarsulm, mimo tego że ogromna, to właściwie miejsce kameralne.

 

Pracuje tu 700 osób, tylko na jedną zmianę. Dziennie hale opuszcza 18 sztuk modelu, którego cykl produkcyjny to 6 dni. Dla porównania, wspomniane fabryki wytwarzają dziennie kilkadziesiąt razy więcej aut i zatrudniają kilka razy więcej osób, a przy dobrej koniunkturze pracują właściwie non-stop.

 

Przy produkcji Audi R8 ważne jest co innego. To supersamochód, każdy chce mieć własny egzemplarz, każdy ma być inny. Fabryka jest więc połączeniem taśmy z manufakturą.

 

Oczywiście, że wszystko odbywa się zgodnie z metodą wymyśloną przez Henry'ego Forda (taśma). Tyle tylko, że na poszczególnych stacjach auto spędza 23 minuty (takie choćby Audi A4 zaledwie minutę). Do każdego samochodu dobiera się inny lakier, wyposażenie, personalizuje się je tak, jak to tylko możliwe. Jasne, że to nie jest fabryka Bugatti, czy Rolls-Royce'a, gdzie możliwości są nieograniczone, ale jednak różnica z masową produkcją jest ogromna.

 

 

Logistyka nigdy nie była naszym konikiem, ale to jak zorganizowana jest fabryka w Neckarsulm robi gigantyczne wrażenie. Kilka przykładów. Do personalizacji służy "supermarket". Działa jak... sklep, a w rzeczywistości jest magazynem części. Pracownicy wybierają do specjalnych konstrukcji elementy wyposażenia, które są przypisane do konkretnych aut. I one podążają za rodzącym się modelem. Albo mające swoje GPS-y wkrętarki. Żeby był ślad o zamontowaniu poduszki powietrznej. Niemiecka precyzja i dbałość o szczegóły aż (pozytywnie) kłuje w oczy.

 

Oczywiście na kolejnych etapach dochodzą kolejne rzeczy od poddostawców (silniki np. z Węgier), ale wrażenie, że wszystko to taki troszkę większy warsztat, pozostaje do końca. A na końcu właśnie dzieją się momenty najprzyjemniejsze. Troszkę tak, jakby montowało się meble z Ikei, kiedy wszystko zaczyna do siebie pasować. Także tutaj: supersamochód, który przeszedł te wszystkie stacje ma uruchamiane najpierw elementy elektryczne, a wreszcie silnik. No i wszystko działa! Bo działać musi.

 

Ostatnie kilka stanowisk R8 przejeżdża już o własnych siłach. Potem trafia na parking i na niemieckie autostrady bez limitów prędkości. Każdy egzemplarz jest objeżdżany zanim zostanie wysłany do klientów (a najwięcej z nich mieszka w Stanach Zjednoczonych, blisko połowa).

 

Wizyta w takie fabryce pozwala zrozumieć, dlaczego tak wyjątkowe auto ma taką cenę, dlaczego trzeba nań trochę poczekać. No i dlaczego na torze właśnie tak, a nie inaczej jeździ.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska