Ford Mustang? Najlepiej V-8!

Ford Mustang? Najlepiej V-8!

Długo czekałem na przejażdżkę nowym Fordem Mustangiem. Nic dziwnego. Mówią, że przyjemność trzeba stopniować…


Od pierwszej generacji, która podbiła rynek w USA w latach 60., Ford Mustang jest legendą. Wystąpił w Bondzie i ponad 500 kasowych filmach, ale w zasadzie i poza kilkoma (nie całkiem udanymi) próbami w różnych krajach nie można go było kupić w Europie. To się zmieniło i to radykalnie, bo Ford chce mieć takie auto również na Starym Kontynencie. Stąd wybór silników i użycie w najtańszym Mustangu jednostki EcoBoost, która ma tylko 2,3 litra pojemności (choć moc 317 KM). Ja miałem to szczęście, że wskoczyłem na poziom GT. Dostałem Forda Mustanga w jego najmocniejszej wersji!

zdjęcie: Marek Setniewski


Jak wygląda Mustang wiadomo od dawna – przypomina pierwowzór, czyli designerom Forda sztuka przyciągnięcia pełnej uwagi klienta bez wątpienia się udała. Dostał mi się przy tym egzemplarz żółty, który z daleka niemal krzyczał „wiecie, że jestem z Ameryki, ale nie wiecie na co mnie stać” – nie lubię tego koloru, ale do Mustanga (mimo całej mojej niechęci) bardzo pasuje.

Samochód odpala się przyciskiem na desce rozdzielczej, bo czasy zwyczajnych kluczyków już chyba dawno za nami. Szkoda, bo Mustang – przynajmniej dla mnie – nie jest osobówką jak wszystkie inne dookoła. Odpalanie budzi do życia osiem cylindrów. Mustang mruczy nisko, przepełniając radością swojego właściciela. W sumie to oczywiste, bo z uczciwych 5 litrów wyciśnięto uczciwe 421 koni. Żadnego turbo (jak w EcoBoost)! Silnik jest wolnossący i bulgocze cichutko jak na rasowego „amerykana” przystało. Pieści uszy i każdemu życzę takich wrażeń. Napęd przenoszony jest na tylne koła, a do tego inżynierowie Forda zadbali o takie detale jak możliwość pełnego wyłączenia ESP, trzy tryby wspomagania kierownicy (mnie najbardziej odpowiadał ten sportowy, gdy wspomaganie praktycznie nie działa), 4 tryby jazdy (różnią się m.in. stopniem reakcji na gaz, żeby jak najlepiej przekazywać moc na różne nawierzchnie i ustawieniami ESP, które da się – w trybie na tor – wyłączyć całkowicie) oraz sportowe fotele Recaro.



zdjęcia: Marek Setniewski


Cóż. Mustang jest fajny i to nawet bardzo. Ma styl i prezencję, można go mieć w wersji z dachem bądź kabrio, a także jest wart swojej ceny. Nie spodobały mi się w zasadzie tylko dwie rzeczy. Najpierw wykończenie kabiny, bo jak dla mnie twarde plastiki na drzwiach w aucie za 178 tysięcy złotych to jednak przesada. Prowadzenie? W kategorii aut bulwarowych żadnych uwag, ale do sportu ten Ford się nie nadaje. Jest duży (długość nadwozia 4,74 m, na pokładzie 4 miejsca siedzące) i dość ciężki – 1720 kg, a przy tym nie jest to rajdówka. Plus za zestrojenie zawieszenia (z tyłu wielowahacz, czyli na zakrętach auto ładnie się układa), odpowiednią twardość amortyzatorów (dziur na czuć, a na torze nie ma specjalnych przechyłów) i układ kierowniczy, który jest wystarczająco precyzyjny, żeby szybko ominąć przeszkodę na drodze czy poszaleć niby-sportowo. Uprzedzam jednak, że nie jest coupé do sportu. Spalanie? Cóż, w naszych warunkach trzeba napisać, że Mustang lubi benzynę. Producent podaje, że średnie zużycie to 13,5 litra na setkę, ale uwierzcie, że w mieście można spodziewać się nawet dwudziestu i więcej litrów. Czy to dużo? Pominę to pytanie. Jak za poczucie wolności i świadomość, że się jeździ legendą – niewiele.


Ford Mustang 5.0 Ti-VCT V8
Silnik, 8-cylindrowy, 5-litrowy, benzynowy, wolnossący
Moc 421 KM przy 6500 obr./min
Moment Obrotowy 530 Nm
przy 4250 obr./min
V-max b.d km/h
0–100 km/h b.d s
CENA ok. 178 tys. zł

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska