Taniec przy barze

Taniec przy barze

Po czym poznaje się dobrego aktora? Że pijany zagra trzeźwego. Nie odwrotnie, bo to łatwizna. Podobnie jest z uwodzeniem dziewczyn w klubach. Najlepszy gracz nigdy nie okaże, że wstawiony uderza hurtowo do każdej. Przeciwnie, laska zawsze ma wrażenie, że jest w centrum jego zainteresowania. Instrukcja podrywania w knajpie jest raczej prosta: trzeba potraktować kobietę indywidualnie i nie szpanować.

– Jest kilka prostych sposobów, które zawsze na mnie działają. Na przykład, kiedy po dłuższej gadce chłopak rzuca na odchodne: „Zaraz cię znajdę i pocałuję”, to nawet jeśli na początku mi się nie podobał, koduję sobie w głowie, że się niedługo spotkamy i na to czekam. Rozmawiam z innymi, a myślę o nim. Mistrzowska sztuczka! – śmieje się Renata. – Bez pudła działa też „jestem nieśmiały”. Raz, bo to przełamanie tego knajpianego stylu, że wszyscy jesteśmy tacy fajni i pewni siebie. A po drugie, uruchamia we mnie od razu instynkt macierzyński. Chcę się nim zaopiekować. Nie mogę go przecież tak zostawić.


Ale bar może być też polem minowym. – Źle wypada działanie na siłę i dawanie niechcianych dobrych rad. Mówisz facetowi trzeci raz, że go nie słyszysz, a on znów nadaje. Szczególnie kiedy jestem z przyjaciółkami i mamy temat do przegadania – naprawdę koncentruję się wtedy na tym. Nie będę się odrywać, żeby wymienić uprzejmości z natrętem. W ogóle wchodzenie w czyjąś rozmowę jest niegrzeczne. To jak dzwonienie piąty raz, kiedy ktoś nie odbiera – jeśli nie może to i tak nie odbierze, prawda? Po co męczyć. Facet, który z dumą odchodzi, ma większe szanse – mówi Anka. – Nie znoszę też „dzień doberków” i „jak mija dzionek”. Albo „Przysiądź się do nas, nie gryziemy”. Może nie przysiadam się, bo nie mam ochoty, a nie dlatego, że się boję? Gość naprawdę chce to usłyszeć przy kolegach? I klasyczny suchar „Jesteś taka ładna – po tacie czy po mamie?”. Jedyna właściwa odpowiedź to: „Po trzecim piwie”.


Kobieta chętnie przyjmie drinka, ale pod pewnymi warunkami. Jeśli mężczyzna źle to rozegra, dziewczyna poczuje się jak kupowany na targu towar: pan płaci, pan wymaga. A to niweczy całą akcję. – Nie lubię założenia, że po drinku mam go zabawiać rozmową i śmiać się ze wszystkich jego dowcipów. I niezręcznie jest, kiedy to barman przynosi napój do mojego stolika. Nie jest kelnerem! Wiem, w filmach tak robią, ale zwykle w eleganckich restauracjach, nie knajpach. Zresztą, co mam wtedy zrobić? Pomachać? Podejść do gościa? Nie zrobię nic i czuję się głupio. Nie mówiąc o tym, że nie zawsze mam ochotę na kolejny alkohol. Lepiej jak gość po prostu podejdzie i zapyta. Przy barze jest najłatwiej, ale można wszędzie, byle nie w łazience – żartuje Monika. – Ważne, żeby nie proponował drinka, kiedy piję jeszcze poprzedniego. Mam odstawić? Pić dwa naraz? Trzeba odczekać. Jeśli nie jestem zdecydowana, co – najlepiej zamówić to, co wcześniej piłam. Nie warto popisywać się zbyt wyszukanymi drinkami – dziewczyna musi to potem wypić, a nie zostawić z niesmakiem i złym wspomnieniem. I niech facet ma świadomość ryzyka. Że wezmę drinka, podziękuję i pójdę do swojego towarzystwa. Robiłam tak na studiach, kiedy każdy darmowy alkohol był na wagę złota.


W cenie jest zawsze klasa, szczególnie kiedy mówimy o piciu. Dobrze, kiedy mężczyzna potrafi postawić drinka nie okazując, że zrobił kobiecie uprzejmość. Już sama taka możliwość ma być dla niego przyjemna – tak to powinno wyglądać i tak robią to najskuteczniejsi. Można dyskretnie zostawić barmanowi mały napiwek, co pokazuje dodatkowo, że facet ma styl.


A jeśli najatrakcyjniejsza w knajpie jest barmanka? Najważniejsze znów, żeby zachować klasę. – Moja praca polega na ciągłym kontakcie z pijanymi ludźmi, czasem naprawdę mam dość swobody, z jaką goście traktują barmanki. Nie jestem ich służącą, po prostu robię dla nich drinki. To, że jestem miła, też jest częścią moich obowiązków. Facet, który traktuje taką dziewczynę z góry, przegrywa od razu. Nie muszę dawać mu swojego numeru ani iść z nim do łóżka. Wybrałam ten zawód, bo chcę mieć kiedyś własny bar, a nie dlatego, że nie przyjęli mnie do korpo. Klienci okazujący mi współczucie nie wiedzą, że bawię się w robocie znacznie lepiej, niż oni – śmieje się Majka. – Dobrze jest czasem pogadać z klientem, byle nie w tłoczny weekend. Zresztą najfajniejsi są faceci, którzy przychodzą w tygodniu, regularnie. Po jakimś czasie robi się to „swój” człowiek, a to pierwszy krok do flirtu. Nawet, jeśli nie zostaniemy parą – opłaca się przecież mieć znajomą barmankę.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska