Otwarte związki coraz popularniejsze – może i ty otworzysz swój?

2017-01-03
Otwarte związki coraz popularniejsze – może i ty otworzysz swój?

Niedawne badania, przeprowadzone przez badaczy z Instytutu Kinseya dowiodły, że 21 procent Amerykanów ma za sobą udział w intymnej relacji z osobą trzecią za zgodą swojego partnera. Ten odsetek w rzeczywistości jest zapewne wyższy – sam temat otwartych związków nadal jest dość stygmatyzujący, przez co nie wszyscy z takimi doświadczeniami się do nich przyznają.

Jednak czasy się zmieniają i dowodem na to może być choćby dodanie opcji „otwarty związek” przez serwis randkowy OkCupid. Innymi słowy, jeśli chodzi ci po głowie zerwanie z monogamią (za zgodą partnera), nie jesteś odosobnionym przypadkiem. Zanim jednak założysz konto na Tinderze, należy wyjaśnić sobie kilka kwestii tak, aby wszystko zadziałało.

 

Po pierwsze terminologia. „Konsensualna nie-monogamia” odnosi się do związków, w których partnerzy dają sobie nawzajem zielone światło jeśli chodzi o uczuciowe i/lub seksualne relacje z innymi ludźmi. Zalicza się do nich poliamoria (czyli związki głównie uczuciowe), swingowanie (głównie seksualne) oraz otwarte związki (połączenie jednego i drugiego). To różnica względem poligamii, która zazwyczaj ma związek z wiarą i dotyczy mężczyzny, żeniącego się z kilkoma kobietami.

 

Poliamoryści podkreślają, że ich związki są równe i oparte na obopólnej zgodzie, co również odróżnia ich od poligamistów. W istniejącym związku, każda ze stron jest dla siebie pierwszym partnerem, a „dodatkowi” są traktowani drugorzędnie.

 

Po drugie: trzeba zrozumieć psychologię. Niektórzy ludzie twierdzą, że monogamia po prostu nie jest dla nich i ideę posiadania przez resztę życia tylko jednego partnera seksualnego uważają za bezsensowną. Otwarty związek może być także widziany jako wybór całkowicie zgodny z ludzką naturą, ponieważ z perspektywy ewolucji ludzie są zaprogramowani do nie-monogamii. W czasach, gdy ludzie parali się myślistwem i zbieractwem, posiadanie większej liczby partnerek seksualnych było dobrym wyborem dla mężczyzn, ponieważ zwiększało szansę przekazania swoich genów dalej. Było to także dobre rozwiązanie z perspektywy kobiet – w przypadku uprawiania seksu z wieloma mężczyznami nie miały pewności co do ojcostwa, zatem całe plemię opiekowało się nią i jej potomstwem.

 

Zalety poliamorii, które zostały potwierdzone przez badania to między innymi zwiększona zażyłość emocjonalna pomiędzy partnerami, lepsze umiejętności komunikacyjne i więcej zasobów finansowych, fizycznych (gdy chodzi o prace domowe) oraz emocjonalnych do dzielenia się niż w tradycyjnym, dwuosobowym związku.

 

Po trzecie: miej plan. Ze względów praktycznych powinieneś zapytać sam siebie, czy masz wystarczająco dużo czasu. To mit, że otwarte związki wymagają mniej pracy i są bardziej niezobowiązujące od monogamicznych. W przypadku tych drugich, jedynymi osobami, o których musisz myśleć, jesteś ty sam i twoja druga połówka. W otwartych relacjach, masz co najmniej dwie osoby (poza sobą), które powinieneś starać się uszczęśliwić. Mnie osobiście tego typu związki nieco przerażają, ponieważ trudno mi znaleźć czas na włożenie naczyń do zmywarki, a co dopiero zająć się dwoma (lub więcej) partnerami.

 

Po czwarte: postaraj się przewidzieć potencjalne konsekwencje. Generalnie, największym problemem w otwartych związkach jest zazdrość. Ludzie, którzy uczestniczą w tego typu relacjach, rozumieją że zazdrość jest rzeczą normalną i nie świadczy o słabości. Nowe badania, przeprowadzone przez Uniwersytet w Michigan dowodzą, że odczuwają zazdrość rzadziej od tych, którzy uczestniczą w związkach monogamicznych. Otwarte związki mogą pomóc parom nauczyć się, jak radzić sobie z uczuciami w zdrowy sposób, który nie zakłada wzajemnego zakazywania sobie pewnych zachowań i wkraczania w prywatność drugiej strony.

 

Oczywiście, jest całkowicie zrozumiałe, że większość z nas nie chce wyobrażać sobie swojego partnera uprawiającego seks za każdym razem, gdy zamkniemy oczy. Niektórzy jednak, zamiast zazdrości, odczuwają radość z tego, że ich partnerzy czerpią radość ze związku z inną osobą. Dla ludzi w otwartych związkach ta radość jest źródłem satysfakcji. Zazdrość jest tym, co postanawiasz zrobić ze swoimi uczuciami i nie wynika z tego, co robi twój partner. Ale, jak w przypadku innych decyzji związanych z seksem, wszystko musi następować za obopólną zgodą. Jeśli robimy coś, co nie zostało wcześniej uzgodnione, jest to uważane za zdradę – niezależnie od tego, czy mówimy o związku otwartym, czy też monogamicznym.

 

Przekonanie się o tym, co działa, a co nie, może wymagać wielu prób i błędów. Negocjowanie (oraz renegocjowanie) granic i zasad jest koniecznie, aby wszystko się udało. Przykładowo: niektóre pary mają zasadę, że nie zaczynają relacji z nowymi partnerami, dopóki ich „podstawowi” nie poznają tych nowych osobiście. Dobra wiadomość jest taka, że coraz więcej terapeutów specjalizujących się w zagadnieniach dotyczących seksu zaczyna patrzeć na mniej tradycyjne związki bardziej przychylnym okiem.

 

A kiedy otwarty związek nie jest najlepszym pomysłem? Na pewno wówczas, gdy twój partner stanowczo odmawia i opowiada się za monogamią. W takiej sytuacji można zastosować jedno z dwóch rozwiązań – albo uszanować jego pogląd i zrezygnować ze swoich planów albo rozstać się i związać z kimś, kto pod tym względem będzie podzielał nasze poglądy. Nie forsuj także otwartego związku jako ostatniej opcji ratunkowej dla relacji, która chyli się ku upadkowi. W takiej sytuacji partnerzy czują się jeszcze bardziej zranieni i nieszczęśliwi, niż w przypadku zakończenia tradycyjnego związku. Niezależnie od ciekawości lub motywacji, zanim zdecydujemy się na otworzenie związku na osoby trzecie, relacja musi być oparta na solidnym podłożu, z obustronnym postanowieniem szczerości, całkowitej przejrzystości i zaufania.

 

Autor: Debra W. Soh/playboy.com

Przekład: Michał Miernik

 

Debra W. Soh jest autorką piszącą o seksie i neurolożką szczególnie zainteresowaną rzadkimi upodobaniami seksualnymi, która na co dzień pracuje na Uniwersytecie York w Toronto. Pisała m.in. dla „Harper's", „Wall Street Journal" i „New York Magazine".

 

fot. 123ducu / iStock

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska