Patent, dzięki któremu dasz jej orgazm wszech czasów

2017-02-24
Patent, dzięki któremu dasz jej orgazm wszech czasów

Tym razem mamy coś dla bardziej zaawansowanych. Mamy nadzieję, że wszyscy do nich należycie. Dzięki prostemu patentowi, możecie sprawić, że wasza partnerka przeżyje uniesienie, o jakim wcześniej nie marzyła. Co powiecie na wstrzymanie jej orgazmu?

Stara prawda mówi, że najlepsze dostają ci, którzy cierpliwie czekają. Właśnie tak jest ze wstrzymaniem orgazmu. O ile standardowe szczytowanie kobiety znają doskonale z łóżkowych igraszek z wami, o tyle teraz proponujemy wam coś znacznie bardziej zaawansowanego.

Każda kobieta jest inna i inaczej reaguje. To banał, który zawsze powinnyście mieć z tyłu głowy. Orgazm jest zwieńczeniem seksu. Wiecie doskonale, jak wygląda on u waszej partnerki, czy potrzebuje na niego więcej, czy mniej czasu, ile mniej więcej trwa. No i kluczowa rzecz, czy osiągnięcie go nie sprawia żadnego problemu, czy kobieta musi się namęczyć (a właściwie wy), by szczęśliwy koniec zwieńczył dzieło.

Po co w ogóle wstrzymywać tak oczywistą rzecz? Pytanie zasadne, tym bardziej w przypadku par, dla których piękniejszej połowy orgazm nie jest sprawą oczywistą i łatwą. Otóż okazuje się, że technika pozwala radykalnie zintensyfikować odczucie przyjemności. O ile „zwykły” orgazm jest przyjemny, o tyle ten po jej zastosowaniu – wielokrotnie przyjemniejszy, dłuższy i intensywniejszy (przyznało to 65 proc. ankietowanych kobiet). Naprawdę warto popracować nad osiągnięciem efektu.

Teraz czas na zastrzeżenie: w przeciwieństwie do innych łóżkowych patentów, ten wcale nie należy do najłatwiejszych. Wymaga wielu zabiegów, tak przed, jak i w trakcie trwania zbliżenia. Trzeba się przygotować. Jak? Przede wszystkim nie robić nic z zaskoczenia, tylko wcześniej (niekoniecznie w łóżku, może być na randce) sprawę omówić. Czy w ogóle partnerka jest tematem zainteresowana, czy jest gotowa „w to wejść”? Jeśli nie, trudno. Ale jeśli tak, do dzieła. Nota bene: patent dotyczy raczej osób w stałych związkach, które znają swoją seksualność, reakcje, ciała i... orgazmy.

Druga sprawa to cierpliwość. Rzecz nie jest dla tych par, które nudzi np. seks oralny (idealny do wykonania „zadania”), ani tych, których stosunek obliczają na najwyżej dwie minuty. Zabawa, o której piszemy, wymaga trochę więcej czasu.

No dobrze, do dzieła. Wszystko zostało omówione, partnerka wyraziła entuzjazm. Ale o co tak naprawdę chodzi i jak się do tego zabrać? Wstrzymywanie orgazmu polega na stopniowym doprowadzaniu partnerki do stanu wrzenia, kiedy jest „tuż, tuż” przed szczytowaniem, po czym przerywaniu, by uniemożliwić jej finisz.

Niby proste, ale cała sztuka ma kilka haczyków. Przede wszystkim wymaga całkowitego skupienia na reakcjach i potrzebach partnerki i zapomnieniu o sobie. Tylko w ten sposób będziemy w stanie rozpoznać ten moment, kiedy powinniśmy skończyć. Po drugie: samo zakończenie to nie ma być brutalna „zmiana tematu”. Nie chodzi o to, żeby rozgrzać partnerkę do czerwoności, a potem iść do kuchni, by zrobić sobie kanapkę, a ona w tym momencie „ostygnie”. Nie, nie, nie.

Kobiecy orgazm to zjawisko znacznie bardziej złożone od naszego, męskiego. My szczytujemy w sposób prostu, by nie powiedzieć prymitywny. Z kolei kobiety (w większości) wspinają się na pewien poziom rozkoszy, którego orgazm jest zwieńczeniem. Nam po orgazmie chce się odpocząć/spać/włączyć telewizor. Kobiety są pobudzone zarówno przed, w trakcie, jak i po.

Używając himalajskiego porównania (bo orgazm to przecież Mount Everest) we wstrzymaniu kobiecego orgazmu chodzi o założenie bazy przed atakiem szczytowym. No i powracanie do tej bazy na odpoczynek, choć szczyt nie został zdobyty.

Wielu mężczyzn jest w stanie dokonać wszystkiego podczas stosunku, ale dużo lepszą metodą jest seks oralny. Po pierwsze, nie ma ryzyka, że próba zakończy się orgazmem, ale nie tej osoby, której powinna. Po drugie: dużo łatwiej wówczas prowadzić obserwację reakcji partnerki. Doprowadzamy ją na skraj uniesienia, po czym – najlepiej stopniowo – przerywamy. Rozluźniamy dotyk, język kierujemy z łechtaczki w kierunku brzucha lub ud. Coś co było tak blisko, zostaje – no właśnie – odwleczone w czasie!

A potem zaczynamy wspinać się z bazy ponownie. Znów jesteśmy bliscy jej szczytu. I znów zawracamy. Można tak robić dwa, trzy albo więcej razy. Na pewno znajdziecie swoją własną ulubioną formułę. Żeby to było możliwe, musicie tylko jedno: spróbować.

Na koniec drobiazg, który doda wam otuchy. Jeśli się nie uda, a partnerka osiągnie orgazm, który chcieliście odwlec w czasie, to trudno. To chyba nie jest najgorsza z możliwych rzeczy, postarasz się bardziej następnym razem. Nagroda może być naprawdę wartościowa.

fot. iStock

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska