Porno przez gogle VR – próbowaliśmy!

Porno przez gogle VR – próbowaliśmy!

Dużo piszemy o nowinkach w przemyśle zabawek dla dorosłych. Tyle że większość z nich albo jest dopiero w fazie eksperymentów albo nie mieliśmy jeszcze okazji lub ochoty z nich skorzystać. Teraz spróbowałem jednej z nowinek. Nie jest to wprawdzie seks-robot, a porno w wirtualnej rzeczywistości. Ale bądźmy szczerzy – czy wy wiecie jak to wygląda?

Ja się dowiedziałem. Okazja nadarzyła się podczas wizyty w Disco:VR – największym w Polsce salonie gier wirtualnej rzeczywistości. W naszym serwisie możecie już przeczytać relację, w której piszę głównie o miejscu i o tym, jak mi się grało. Po grach przyszedł jednak czas na dodatkową atrakcję. Na pierwszy rzut oka najciekawszą.

 

– Czego jeszcze powinienem spróbować? – cierpliwie pytałem oprowadzającego mnie po Disco:VR pracownika. – Koniecznie musisz wejść do samochodu – mówił. – Może chcesz postrzelać do zombie? – A macie coś innego niż gry? – drążyłem. – Mamy filmy. – Ale jakie filmy, takie normalne, z dystrybucji kinowej? – nie przestawałem. – Nie, robione specjalnie na VR. Wiesz, na przykład ostatnio organizowaliśmy wieczór kawalerski... – zdradził nieco speszony pracownik. W mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. – Porno?! Macie pornografię w wirtualnej rzeczywistości? Wiesz skąd jestem? Muszę to zobaczyć!

 

No więc zobaczyłem. Filmy ogląda się w Disco:VR na goglach Samsung Gear. Siadłem w specjalnym kąciku filmowym, pracownicy podali mi gogle i słuchawki. Nie wiedząc do końca czego się spodziewać zanurzyłem się w tym dziwnym świecie.

 

 

Przed moimi oczami ukazała się krótkowłosa kobieta, całkiem typowa dla produkcji porno. No, może dla tych lekko archaicznych produkcji porno. Na razie w sukience, ale widać na przykład, że piersi ma spore. No dobra, czekam, ale w końcu jestem w wirtualnej rzeczywistości, więc wypadałoby się porozglądać. Patrzę więc w górę, na bok, w dół... i w dole widzę pokaźnych rozmiarów penisa. Zaczynam rozumieć – seans będzie pierwszoosobowy. Twórcy chcą, żebym wyobraził sobie, że ten organ należy do mnie. No nie wiem...

 

Muszę to powiedzieć – jakość jest niestety dość nędzna. Obraz jakiś niewyraźny i z zakłóceniami, które pojawiają się kiedy spojrzy się jak najbardziej w dół, w górę czy na boki. Tak więc na przykład wspomniany penis potrafił dość mocno się deformować. A sama akcja filmu? Trwała krótko i była klasyczna. Najpierw chwila wdzięczenia się przez aktorkę, później seks oralny, w międzyczasie zrzucenie ubrań, a na końcu pozycja z nią na górze. Raz tyłem, raz przodem.

 

Czy było podniecająco? Nie bardzo. Raz, że sam film trochę trącił myszą i przypominał raczej toporną pornografię rodem z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych niż technologiczną rewolucję. Dwa, że oglądanie porno w goglach pośród przechadzających się po Disco:VR ludzi to jednak trochę dziwne doświadczenie. Trzy – jakość, zakłócenia i deformacje. W rezultacie efekt finalny bliższy był raczej oglądaniu filmu Davida Cronenberga niż typowemu seansowi z PornHubem. Zwłaszcza pod koniec. Kiedy bowiem piersiasta aktorka przestała ujeżdżająca niby-to-mojego członka zaczynała coraz intensywniej jęczeć z rozkoszy... nastąpiło cięcie. Po chwili zobaczyłem tą samą kobietę z założonymi na oczy goglami podobnymi do moich i masturbującą się do obrazu, o którym nic nie wiedziałem. Po chwili pojawiły się napisy i moja przygoda z pornografią w wirtualnej rzeczywistości się skończyła. Przynajmniej na razie.

 

Na razie też z obejrzenia filmu XXX w technologii Virtual Reality dowiedziałem się tyle, co z grania w gry – że VR na pewno ma przed sobą przyszłość, ale ta ciągle jeszcze nie nadeszła. Zbyt to wszystko niedopracowane. A poza tym chyba wciąż zbyt dziwne. Na pewno jednak w branżę porno-VR będzie się inwestować. Niezależnie od tego czy w PLAYBOYU napiszemy, że przecież lepiej iść na imprezę i poznać jakąś piękną kobietę. A nawet jeśli nie aż tak piękną to przynajmniej żywą.

 

fot. iStock / Christian Berns, Flickr

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska