Tak zaspokoisz kobietę: upada mit o ich orgazmach

2016-09-08
Tak zaspokoisz kobietę: upada mit o ich orgazmach

Wygląda na to, że podział na różne rodzaje kobiecych orgazmów, który jest nam facetom wpajany od lat, to bzdura. Do takich wniosków dochodzą naukowcy, którzy teraz twierdzą, że istnieje wyłącznie jeden damski orgazm: łechtaczkowy. Co z tego dla nas wynika?

Dotąd wszystko wydawało się jasne, choć było skomplikowane. Naukowcy rozróżniali kilka rodzajów kobiecych orgazmów: łechtaczkowy, pochwowy i dodatkowe, rozmaicie nazywane, na przykład będące efektem stymulacji różnych punktów, na czele ze słynnym punktem G.

 

Tymczasem wieloletnie badania włoskich naukowców wywracają te powszechnie uznane twierdzenia do góry nogami. W opublikowanym w „Clinical Anatomy” artykule Włosi dowodzą, że mamy do czynienia wyłącznie z jednym rodzajem orgazmu, a jest nim ten łechtaczkowy.

 

Badacze dowodzą, że łechtaczka jest żeńskim odpowiednikiem naszego penisa. Jest tak samo skonstruowana, z tego samego „materiału” wykonana. Wystarczy stymulacja łechtaczki, by kobieta miała orgazm. Jednocześnie wyjaśniają, z czego wynika błąd w dotychczasowym pojmowaniu damskiego orgazmu. Otóż wszystkie problemy, jakie mają kobiety z dotarciem na szczyt, biorą się z anatomii. Łechtaczka u każdej z pań jest inaczej zbudowana, większa bądź mniejsza, znajduje się w innej odległości od pochwy, jest umiejscowiona głębiej lub płycej.

 

Bywa, że podczas stosunku łechtaczka jest pobudzana, a bywa że nie. Jeśli tak, wówczas fałszywie – według Włochów – utożsamiamy końcowe doznanie z orgazmem pochwowym, podczas gdy jest to również orgazm łechtaczkowy. Z kolei problemy z osiągnięciem satysfakcji, jakie ma sporo kobiet, to wynik braku pobudzania łechtaczki. Wynika to z jej umiejscowienia zbyt głęboko w ciele lub zbyt daleko od wejścia do pochwy. W takim wypadku podczas stosunku łechtaczka nie jest pobudzana, a z orgazmu nici.

 

Badani, jak już stwierdziliśmy, wywracają do góry nogami dotychczasowe twierdzenia. Oznacza to zdjęcie z kobiet poczucia winy za trudność w dochodzeniu na szczyt. Panie nie powinny bowiem winić swojej anatomii, czyli ułożenia łechtaczki lub jej rozmiaru. Z kolei dla nas oznacza to, że pogoń za rzekomo „szlachetniejszym” orgazmem pochwowym, jest pogonią za czymś nieistniejącym. Według naukowców powinniśmy skupić się na kobiecych łechtaczkach, w jakiejkolwiek odległości od pochwy się znajdują. Możemy pobudzać je podczas stosunku, możemy w inny sposób (manualnie lub oralnie). Byleby tylko próbować, a będzie dobrze.

 

Na koniec tylko jedna, ale za to wielka, wątpliwość/pytanie od nas. Z doświadczenia i rozmów wiemy, że są kobiety, które przyznają, że osiągają orgazm w wyniku pieszczot piersi. To bardzo rzadkie, ale słyszeliśmy o takich „szczęściarach”. Łechtaczka nie jest wówczas w ogóle pobudzana, a jednak orgazm ma miejsce. Zatem albo oznacza to, że badania Włochów są nic niewarte, albo wspomniane kobiety podczas pieszczot piersi w jakiś sposób stymulują swoje łechtaczki (np. pocierając udami, napinając mięśnie). W każdym razie kwestia ta wymaga dodatkowych badań.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska