Gotowi na niebieskie wino?

2017-08-30
Gotowi na niebieskie wino?

Jest naprawdę niewiele niebieskich napojów, które należy pić. Niebieskie izotoniki są w porządku, do tego kilka drinków w tym kolorze. Ale wino? Hiszpańska firma postanowiła złamać tabu, choć na razie idzie jej jak po grudzie, przynajmniej w Europie.

Zaczęło się w 2016 roku. Hiszpańska firma o nazwie Gïk ogłosiła, że wyprodukowała niebieskie wino wykonane z mieszaniny białych i czerwonych winogron. – No tak, ale przecież białe i czerwone winogrona nie wytwarzają niebieskiego wina... – mówisz. I masz rację!

 

Niebieski kolor wina pochodzi z dwóch naturalnych pigmentów: antocyjanów (znajdują się w czerwonych winogronach) i indigotyny (E132, znajdującej się w żywności i... dżinsach). Smak według zapewnień Hiszpanów się przez dodanie ich nie zmienił. Lokuje się gdzieś pomiędzy słodkimi białymi winami różnych marek.

 

Zresztą hiszpańscy producenci wina nawet nie określają samych siebie jako winiarzy, swoją rolę opisują jako „twórcy”. W 2016 roku obiecali jednak ekspansję Gïk na cały świat. Nie wszystko poszło dobrze, z powodu kłopotów z inspektorami z rodzimej Hiszpanii i całej Unii Europejskiej.

 

Chodziło bowiem o nazwę. Firmie zabroniono używać nazwy „wino”, bo „niebieskie wino nie istnieje jako oficjalny produkt UE". To właściwie oznaczało wyrok śmierci dla Gïk. No bo marka musiała próbować sprzedawać płyn jako „inny napój alkoholowy”, oznaczony jako zawierający „wino w 99 procentach i sok winogronowy w 1 procencie”. Tylko takich wynalazków jest mnóstwo, tymczasem nikt ich nie kupuje i nie traktuje jak wino. Coś jak wino owocowe w Polsce. Dobrze wiemy, że ani to wino, ani owocowe.

 

Jednak porażka w UE nie zabiła Gïka. Niebieskie wino trafiło w końcu do Stanów Zjednoczonych. Jeszcze przed premierą na rynku amerykańskim zebrano 30 tys. zamówień. Co najważniejsze: Hiszpanie w Stanach Zjednoczonych mogli faktycznie nazywać swoje wino winem, choć nie w każdym stanie. Efekt był piorunujący, ponad 100 tys. sprzedanych butelek w kilka tygodni.

 

Gïk okrzepł, wkrótce rozpocznie wielką kampanię marketingową w Miami, Bostonie i Teksasie. Firma współpracuje z lokalnymi importerami, aby uzyskać zgodę na jak najwięcej licencji. Chodzi oczywiście o nazwę „wino” na butelce, bez której nie ma mowy o sukcesie. Zyskuje popularność dzięki przemyślanym akcjom na portalach społecznościowych, ale także dzięki szeptanej propagandzie. Hiszpanie wiedzą, że na salony i do dobrych restauracji nie mają szans się dostać, ale chodzi im raczej o uświetnianie imprez. Chcą być niecodziennym alkoholowym gadżetem.

 

Atramentowe wino ma szanse na stałe zadomowić się w Stanach Zjednoczonych. Jak będzie z nim w Europie? Dopiero się okaże, ale perspektywy są raczej marne, biorąc pod uwagę unijne prawo.

 

A wy, napilibyście się niebieskiego wina?

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska