Dokonać niemożliwego. Fragment książki „Wojny konsolowe”

2017-09-06
Dokonać niemożliwego. Fragment książki „Wojny konsolowe”

Obecnie bój o dominację na rynku konsol toczą Sony i Microsoft, jednak na początku lat dziewięćdziesiątych sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Walka o uwagę gracza rozgrywała się pomiędzy dwiema japońskimi firmami – Nintendo oraz Segą. Poniżej fragment książki „Wojny konsolowe” autorstwa Blake’a Harrisa, która opowiada o tej fascynującej rywalizacji.

Nieczęsto pięcioro bystrych, sceptycznych ludzi bywa czymś tak zachwyconych, że z zachwytu równocześnie opada im szczęka. Ale to, na co patrzyli zebrani w salce konferencyjnej Kalinske, Rioux, Toyoda, Nilsen i Schroeder, było być może najbardziej niesamowitą rzeczą, jaką kiedykolwiek widzieli. A chodziło o wczesne, niekompletne, zaledwie minutowe demo gry Sonic The Hedgehog. Gra była tak szybka, tak podniecająca i tak zupełnie inna od wszystkiego, co do tej pory mieli przed oczyma, że ich miny nie do końca oddawały to, co czuli.

– Przecież to… – zaczął Kalinske. – Genialne.

– Dzieło sztuki – dodała Schroeder.

– Strzał w dziesiątkę – zawyrokował Toyoda.

– Moje oczekiwania zostały zaspokojone – oznajmił Rioux.

Spojrzeli na Nilsena, ich etatowego gracza, czekając na ocenę.

– Ujdzie – powiedział, ściągając na siebie puste spojrzenia pozostałych. – Nie, czekajcie, niedobrze zabrzmiało. Ktoś mnie nauczy sarkazmu? Ten mój nie jest zbyt wiarygodny.

Cała piątka dalej gapiła się na grę niczym grupa złodziei po udanym niewiarygodnie skomplikowanym napadzie na bank. Pozwolili sobie na nieco gdybania na temat tego, co może wydarzyć się dalej. Czy Sega mogłaby zmienić sposób postrzegania gier? A jeśli udałoby im się zdjąć białe rękawiczki, uderzyć się w pierś i ogłosić wojnę? Może faktycznie staną w szranki z Nintendo?

Po powrocie z Nowego Orleanu dokładnie tego entuzjazmu oczekiwał Kalinske – manifestacji nieustraszonej ambicji, dzięki której poleci do Japonii przygotowany mentalnie. Teraz jego pracownicy go podziwiali. Był bystry, komunikatywny, inspirujący, miał obsesję na punkcie przewagi konkurencyjnej, a takie strategiczne myślenie bywało zaraźliwe. Lecz jego wizja nie urzeczywistniłaby się bez starannego planowania i zarządzania codziennymi operacjami przez Rioux oraz nieustannych starań Toyody, który chronił Amerykę przed Japonią. Dzięki tej kolektywnej pracy ekipa Segi mogła sobie pozwolić na gdybanie. Ale żeby naprawdę uwierzyć, że mogą zrobić wyrwę w rynku, potrzebowali zobaczyć coś takiego jak Sonic the Hedgehog.

– Mamy to – powiedział Kalinske, zapatrzony w Sonica.

Ich ukochany niebieski jeż jakimś cudem był i buntowniczy, i uroczy. Mieli postać, która personifikowała ducha Segi i dawała im szansę na partyzanckie znokautowanie Nintendo.

– Inni też muszą to zobaczyć – zarządził Kalinske. Wystawił głowę na korytarz i zaprosił do salki konferencyjnej wszystkich obecnych.

Pracownicy Sega of America zebrali się wokół odbiornika telewizyjnego i zareagowali dokładnie tak samo jak piątka, która zapoznała się z grą jako pierwsza.

– Ale… super – powiedział jeden z nich.

– Ja pierdzielę – bąknął inny. – Sprzedamy tego z milion, co?

Rzecz jasna był to jedynie retoryczny komentarz, lecz już sama myśl, że milion obcych ludzi chciałby mieć coś, co wyprodukowali, sprawiła, że trybiki umysłu Kalinskego przyśpieszyły. Jednak kombinacja obcowania z nowym demo, nowego, „zbusteryzowanego” image’u Segi oraz faktu, że szły do nich świetne gry (zarówno produkcji własnej, jak i od Electronic Arts), sprawiła, że przyszło mu do głowy coś, co mogło zmienić oblicze całego rynku.

– Nie, nie sprzedamy – powiedział. – Ani jednej sztuki. I to powiem Japończykom.

 


Fragment książki „Wojny konsolowe” publikujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN.

 

foto: niXerKG / CC 2.0 Flickr

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska