PLAYBOY za zamkniętymi drzwiami, czyli historia Playboy Mansion

PLAYBOY za zamkniętymi drzwiami, czyli historia Playboy Mansion

To opowieść o raju na ziemi. Dla tego raju właściciela i wielu – choć nie wszystkich – obserwatorów.

Rezydencja narodziła się w głowie Hugh M. Hefnera – twórcy Playboy Enterprises Inc. Jest projekcją jego marzeń o szczęśliwym życiu, miłości i pracy. Po wielu latach okazało się, że podobne marzenia ma wielu mężczyzn na świecie. Hefner chciał mieć miejsce, w którym mógłby jednocześnie pracować, kochać się i imprezować.

 

Przez kilka pierwszych lat redakcja PLAYBOYA zajmowała kilka pokoi przy 232 East Ohio Street w Chicago. Dziennikarze potykali się o rozłożone na korytarzach zdjęcia. Terminy castingów kolidowały z godzinami kolegiów redakcyjnych. Przeszkadzały flirtujące playmates. Na dodatek wszyscy mieli ochotę bez przerwy imprezować. – Nie mogłem dłużej tego znieść. Potrzebowałem więcej przestrzeni. A od lat miałem w głowie każdy najdrobniejszy szczegół Rezydencji. Wcześniej brakowało mi pieniędzy – mówi Hefner.

 

Kiedy PLAYBOY odniósł sukces, Hefa stać już było na stworzenie raju na ziemi. Zaczął się zastanawiać nad lokalizacją. Padło na zabytkowy dom przy 1340 North State Parkway, wybudowany w 1899 roku, położony kilkaset metrów od jeziora Michigan. W czasach świetności bywali w nim prominentni wojskowi i politycy, a nawet sam prezydent Theodore Roosevelt.

 

Hef zapłacił za dom astronomiczną sumę 300 tysięcy dolarów, a 100 tysięcy zainwestował w jego przebudowę. Dom miał dwa piętra, 11 pokoi, salę balową, pięć sypialni, kilka łazienek, recepcję i jadalnię. Powierzchnia liczyła 7 tysięcy stóp kwadratowych. Pod koniec 1959 roku w pustym jeszcze budynku odbyło się przyjęcie inaugurujące powstanie Rezydencji. Tak zaczęła się najdłuższa w dziejach świata impreza.

 

Imprezy w chicagowskiej Rezydencji szybko stały się tematem numer jeden nie tylko w całych Stanach. Nieliczne informacje o szaleństwach Hefa i spółki przedostawały się do mediów. To potęgowało zainteresowanie. Zwłaszcza tych, którzy odwiedzali pierwszy chicagowski Playboy Club, położony kilka ulic od Rezydencji. Tam wstęp miał każdy (popularność klubu była ogromna, więc wiele osób odchodziło z kwitkiem w sobotnie wieczory), a do Rezydencji wybrani. Współpracownik Hefnera Lee Wolfberg wspomina: – To był ciągły korowód wchodzących i wychodzących playmates, sław i króliczków.

 

Chicago było wtedy centrum amerykańskiej rozrywki w Stanach, popularniejszym od Las Vegas. Keith Hefner (brat Hefa i jeden z jego najbardziej zaufanych ludzi) mówi: – Króliczki bez przerwy kłóciły się i godziły, wymieniały partnerami, zakochiwały i odkochiwały. Myślę, że zdawały sobie sprawę z tego, że ten okres szczęśliwego życia w Rezydencji się skończy, więc wykorzystywały swój czas do maksimum.

 

W samym sercu Rezydencji znajdowały się pomieszczenia należące do Hefa. Wśród nich główne: wyłożone grubym śnieżnobiałym dywanem z ogromnym legendarnym łożem – miejscem pracy, odpoczynku i zabawy. To tu przychodziły mu do głowy najlepsze pomysły. Łóżko miało kilka wmontowanych silniczków, które pozwalały na wibracje i obrót w obie strony. Obok stała kamera na trójnogu z okiem ostentacyjnie skierowanym na środek łóżka. Tuż obok znajdował się pokój dla króliczków i egzotyczna łazienka: z rzymską wanną z masażem, w której mieścił się tuzin kąpiących, niezliczoną ilością luster i wodnym łóżkiem. Nawet w ubikacji w ścianę wbudowano telewizor i telefon, żeby Mieszkaniec Numer 1 zawsze mógł zadzwonić po służbę.

 

W Rezydencji pokoje dla gości oznaczono kolorami. Najbliższe pomieszczeniom Hefa (czyli pokoje Czerwony i Niebieski) były najbardziej luksusowe. Im dalej od serca budynku, tym bardziej ascetyczny wystrój. Najwyżej, w skromnych izdebkach mieszkały króliczki.

 

Sławne udogodnienia Rezydencji to ogromna stalowa kuchnia, grota Woo (w niej miały miejsce najbardziej erotyczne epizody imprez) i podwodny bar. Na wszystkich piętrach wisiały obrazy Pollocka, de Kooniga, Picassa.

 

W Chicago oficjalne imprezy z zaproszeniami, jak Playmate Holiday House Party czy 25 rocznica ukończenia przez Hefnera studiów, mieszały się z organizowanymi spontanicznie. – Lata 60. to był czas, kiedy po prostu nie chciało mi się wychodzić z domu – wspomina Hefner. Playmates i króliczki zapraszały znajomych, ci z kolei swoich znajomych. I tak to się kręciło ku ogólnej uciesze.

 

Którejś nocy ówczesna dziewczyna Hefa Joni Mattis wściekła się. Zobaczyła pod jego drzwiami damskie kapcie. Poczekała aż rywalka wyjdzie, a potem wrzuciła ją do basenu okładając pięściami. Po chwili inne króliczki – pewne, że to zabawa – nawzajem wrzucały się do wody. Hefner kazał fotografowi natychmiast robić zdjęcia. Pool Fight okazał się jednym z najlepszych pictoriali lat 60.

 

Potem zdjęcia z imprez jeszcze wiele razy były publikowane w PLAYBOYU. Gośćmi Rezydencji bywali sportowcy (Joe DiMaggio, Rocky Marciano), aktorzy (Dean Martin) i muzycy (Buddy Rich). Gdy goszczącemu w Rezydencji Frankowi Sinatrze nie spodobało się, że Hef posiadł te wszystkie kobiety (co nie było prawdą, bo posiadł najwyżej 90 procent), jego kolega Bob Hope stwierdził tylko: – To jego prywatny dom! Może w nim robić, co mu się żywnie podoba. Ciesz się tym, że nas zaprosił i odczep się, nudziarzu.

 

Sinatra odpuścił i sam zaczął balować. Wyszedł po trzech dniach.

 

W weekendy organizowano Sunday Movies, czyli wspólne oglądanie filmowych klasyków i nowości, potem zaczynała się impreza trwająca do poniedziałku. Odpoczywano i bawiono się w saunie, podwodnym barze i łaźni parowej. Część figli pokazywano w programach telewizyjnych wymyślonych i realizowanych przez Hefa: Playboy Penthouse i Playboy After Dark. Chicagowska Rezydencja okazała się miejscem, w którym trzeba i warto bywać.

 

Żegnaj, Wietrzne Miasto

Szalone lata 60. minęły. Gdy wszystkim wydawało się, że Hugh M. Hefner zaczyna się powoli wypalać, a Rezydencja nudzić bywalcom, on ruszył do ataku. Najpierw firma kupiła odrzutowiec. Czarny McDonell-Douglas nazwany został Big Bunny, stał się podniebną Rezydencją Hefa. Drinki i posiłki serwowały przeszkolone przez Continental Airlines stewardesy-króliczki. 10 tysięcy metrów nad ziemią można było wygrzewać się w rzymskiej łaźni, oglądać telewizję i szaleć w łóżku w kształcie elipsy, niewiele mniejszym niż słynne łoże Hefa.

 

Decydujące uderzenie nastąpiło 3 lutego 1971 roku. Tego dnia firma kupiła Playboy Mansion West: Rezydencję Zachodnią, na wzgórzach Holmby w Los Angeles, tuż przy Sunset Boulevard. Cena: niewiele ponad milion dolarów. Dziś wydaje się, że to niedrogo za ogromny 30-pokojowy pałac i gigantyczny ogród w sercu Hollywood (wartość rezydencji oceniana jest na 200 mln dolarów). Wówczas była to jednak najdroższa transakcja w historii LA. Przez następne kilka lat w modernizację, rozmaite przebudowy i rozbudowy zainwestowano 12,4 miliona dolarów. W 1971 roku zaczęły równocześnie funkcjonować dwie Rezydencje: chicagowska i hollywoodzka.

 

Z czasem (w latach 80. PLAYBOY miał przejściowe kłopoty i Big Bunny został sprzedany) Hefner zrezygnował z ciągłych podróży i osiadł w Kalifornii. Chicagowska Rezydencja opustoszała, a jej wszystkie funkcje przejął dom na Holmby Hills w LA. Na bramie napisano: „If You Don't Swing, Don't Ring” (Jeśli nie lubisz wymiany partnerów, nie dzwoń). Koniec sławy chicagowskiej Rezydencji uświetniło kilka incydentów, m.in. z udziałem The Rolling Stones. Jagger i spółka balowali tak ostro, że 28 czerwca 1972 roku szefująca domowi Mary O’Connor wysłała do prawej ręki Hefa Richarda Rosenzweiga list z wykazem strat. Zaczynał się tak: „łazienki w Czerwonym i Niebieskim pokoju zostały zdewastowane; jedno krzesło w Czerwonym pokoju zostało spalone; dy- wan w Niebieskim pokoju ma kilkanaście dziur od niedopałków...”. List był długi.


Rezydencja w Chicago zamknięta jest na cztery spusty, ale wciąż wszystko w niej wygląda jak w dniu, w którym Hef ją opuścił. Nic się nie zmieniło. Kilka osób było zatrudnionych przez firmę, by dbać o utrzymanie pierwszej Rezydencji w gotowości.

 

Hollywoodzki Eden

Z ulicy nie widać niczego. Ani pięknie przystrzyżonego trawnika, ani króliczków, ani imprez, ani samej Rezydencji. Nie widać egzotycznych zwierząt, gigantycznego basenu, stylizowanego na skaliste wybrzeże, boisk do piłki i kortów do tenisa. Nie widać kilkudziesięciu ochroniarzy i kamerdynerów, którzy są (byli...) gotowi na każde skinienie Hefa i jego gości. To wszystko można zobaczyć dopiero po przekroczeniu bramy Rezydencji Zachodniej, której strzeże dwóch byłych policjantów z ostentacyjnie przypiętymi do pasów 9-milimetrowymi magnum.

 

Parter Rezydencji Zachodniej to cztery pokoje i gigantyczny hol z wysokim belkowanym sufitem. W jednym z pokoi w stylu angielskim znajduje się stół do gry w Monopol. Inny to Biblioteka z rocznikami PLAYBOYA. Na ścianach wiszą zdjęcia Hefnera z okładek „Time’a”, „Newsweeka”, „People”. Pokój Śródziemnomorski zdobią m.in. obrazy Dalego. Na górze znajdują się apartamenty Hefnera. Jeden z nich w całości wypełniony jest tysiącami jego oprawionych notatników (jest rekordzistą Guinnessa w kolekcjonowaniu scrapbooków).

 

Archiwistka pracuje codziennie nad spisaniem wszystkiego, co szef napisał lub narysował. W innym pokoju gromadzi się programy TV Playboya i jego ulubione filmy. Gdyby Hef chciał je wszystkie obejrzeć, musiałby siedzieć bez przerwy przed telewizorem wiele lat. W Rezydencji są także pokoje, w których Hefner pracował. Co miesiąc w największym z nich odbywała się narada. W Rezydencji Zachodniej są także: Dom Gier z niezliczoną ilością flipperów, jednorękich bandytów, stołów do ruletki i Black Jacka. Są sale kinowe, ogromna kuchnia, garaże dla limuzyn i kilkadziesiąt pokoi gościnnych. A na zewnątrz ogromny park.

 

Imprezy w Rezydencji Zachodniej przebiły rozmachem te z Chicago. W latach 70. były to Fight Nights, czyli wspólne oglądanie walk bokserskich (stali bywalcy: Robert Mitchum, Jack Nicholson), turnieje backgammona (staroarabska gra stała się pasją Hefa) i turnieje pływackie. Sondra „Baby Blue” Theodore, dziewczyna Hefa, zrobiła mu niespodziankę na 50. urodziny: w jacuzzi Hef zastał kilkadziesiąt playmates i króliczków gotowych na wszystko. Alison Reynolds, fotografka PLAYBOYA robiła zdjęcia, które ukazały się potem jako pictorial.

 

Koniec balu? Nie!

Rezydencja w Chicago była miejscem szalonym i eleganckim, w środku miasta. Rezydencję Zachodnią zamieniono w Eden. W latach 70. w Kalifornii powstawała menażeria z tysiącem zwierząt żyjących na wolności i zespół basenów stylizowanych na skaliste wybrzeże. W styczniowym PLAYBOYU z 1975 roku ukazała się reader’s guide po Rezydencji Zachodniej. Wszyscy mężczyźni w Stanach Zjednoczonych mogli już Hefowi zazdrościć.

 

Przez dziesiątki lat imprezy w Rezydencji Zachodniej odbywały się regularnie dwa razy w tygodniu: w piątki i niedziele (poza nieplanowanymi). Mówi Mary O’Connor: – Dziewcząt zawsze musi być dwa razy więcej niż mężczyzn. Impreza zaczyna się punktualnie o godzinie 19.00. Goście podjeżdżają pod bramę, ochroniarz sprawdza ich nazwiska na liście, którą Hef osobiście akceptuje, po czym wpuszcza do środka. Najpierw wszyscy posilają się, potem na znak dany przez Hefa idą do sali kinowej. Dopiero po filmie każdy bawi się jak chce.

 

Słynne imprezy piżamowe zaczęły się w 1979 roku. Goście bawili się półnago. Nikt, nawet Sylvester Stallone czy Robin Williams, nie byli wpuszczani, jeśli nie mieli na sobie piżam. Kobiety preferowały przezroczyste dessous. Hef zorganizował w Rezydencji Zachodniej Olimpiadę Playboya, reaktywował Playboy Jazz Festival (grali m.in. Dizzy Gillespie i Benny Goodman), zarządził Playmates Reunion (zjazd obecnych i dawnych playmates) i Roller Disco Party. W 1980 roku odbyło się słynne Halloween (Hef witał gości jako Drakula) i wystartowały pełne seksu i wolności imprezy w Rezydencji Zachodniej, czyli Midsummer Night’s Dream Parties.

 

Gdy firma zaczęła przeżywać kłopoty: rozstano się z kasynami, hotelami, mnóstwem współpracowników, klubami Playboya, a „Newsweek” obwieścił na okładce: „The Party’s over”, wydawało się, że nadszedł kres imprez. Tymczasem koniec nie nastąpił nawet w czasach największego cięcia kosztów, które zarządziła córka Hefa i nowa szefowa Playboy Enterprises Inc. Christy Ann. Rezydencja Zachodnia pozostała rajem. W 1988 roku na jej utrzymanie szło 3,5 miliona dolarów rocznie. Hef nigdy nie przestał żyć tak, jak chciał. A kłopoty minęły. Dzięki temu on i jego wesoła kompania nie musieli mówić sobie: „Było fajnie z kilkuletnią przerwą”.

 

Jedynie wówczas, gdy synowie Kimberley Conrad i Hefa byli mali, Rezydencja Zachodnia zamieniała się w ciągu dnia w kindergarden. Króliczki nie mogły przy dzieciach paradować nago do 19.00. Ale wieczorem wszystko wracało do normy. Noce – zwłaszcza piątkowe i niedzielne – wciąż były szalone.

 

Triumf króliczka

W latach 90. dawne playmates zastąpiły nowe, jeszcze bardziej żądne wrażeń. Sung Hi Lee, Carmen Electra, Pamela Anderson wraz z Hefem imprezowali jak za dawnych lat. W Rezydencji w Hollywood bawili się Cameron Diaz, Jerry Springer, George Clooney, Leonardo Di Caprio, Jim Carrey, Cuba Gooding Junior i setki innych gwiazd i gwiazdeczek. Starzy bywalcy zaprzyjaźniali się z nowymi. Dziewczyny pływały w basenie nago (zachęca do tego specjalnie umieszczona przy basenie tabliczka). Kolejka do Red Roomu znów była długa. „Newsweek” musiał odszczekać koniec imprezy.

 

O tym jaka jest Rezydencja świat naocznie przekonał się oglądając „The Girls Next Door”, reality show z trojaczkami PLAYBOYA. Ostatnie lata wyglądały zdecydowanie inaczej, Hef robił się coraz starszy i dla wielu jego aktywność stała się delikatnie mówiąc kontrowersyjna i groteskowa.

 

A my mówimy: żył jak chciał. I umarł w swoim własnym raju. Nikomu nic do tego. Nikomu.

 

fot. Byron Purvis/AdMedia/Newscom/StarStock

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska