Zapachowy świr i jego szalone wizje

2017-10-16
Zapachowy świr i jego szalone wizje

Gruby Elektryk, Pałacowe Dziwki, Padlina. To nie są bluzgi! Wiecie, że pod tymi prowokującymi nazwami kryją się ekskluzywne perfumy?

 

To tylko kilka (z ponad 30. dostępnych) nazw z kontrowersyjnej kolekcji francuskiej marki perfumeryjnej Etat Libre d'Orange, należącej do wywrotowca w branży, czyli Etienne'a de Swardta. „Umarły perfumy, niech żyją perfumy!” – mówi jedno z haseł jego marki. Kolejna rewolucja w branży? Zobaczcie, jak to się robi i czym to pachnie!

 

Wydaje się, że w tym biznesie było już wszystko. Była awangarda, był i jest Serge Lutens i jego prekursorskie projekty, był Commes de Garcones i zapach garażu, były perfumy o zapachu końskiego zadu... I wydawałoby się, że trudno będzie zaskoczyć jeszcze czymś nowym. I właśnie w tych warunkach pojawił się de Swardt z odjechanym zapachem Givenchy Oh My Dog i Oh My cat.

 

Te dwa zapachy dedykowane były milusińskim – psom i kotom – i poruszyły perfumiarski świat już 17 lat temu. Od 2006 roku kolejne odważne pomysły ich twórca postanowił realizować już pod niszową marką będącą jego nazwiskiem. Nazwa ELDO (Etat Libre d'Orange) pochodzi od miejsca urodzenia twórcy – suwerennej republiki w południowej Afryce istniejącej w drugiej połowie XIX wieku, Orange Free State).


 

Wszystkie flakony marki są w tym samym kształcie, bo przecież chodzi o to, co mają w środku, a nie o opakowanie (choć grafiki na pudełkach też potrafią nieźle namieszać). A co mają w środku? Inspiracjami dla zapachów i etykiet jest właściwie wszystko – seks, poezja, guma do żucia, rosyjski balet, czy postaci zupełnie spoza kanonu hollywodzkiego piękna, jak Tilda Swinton. Nie ma tabu i nie ma świętości.

 

 

 

Nic tak dobrze nie sprzedaje, jak seks. To wiedzą wszyscy, nie tylko w tej branży. „Nasz business to przyjemność” – głosi filozofia marki de Swardta (w sumie pasowałoby również idealnie do PLAYBOYA), więc zaskoczeniem nie powinny być niedwuznaczne nazwy – Putain de Palasces, Secretion Magnifiques, Tom of Finland, Vrae Blonde , Archives 69, Jasmine et cigarette czy Don't get me wrong, baby( I don't swallow). Wszystkie połączone wspólnym mianownikiem seksu –wyuzdane, perwersyjne, przyjemne, wspaniałe i piękne, a czasem po prostu dziwne. Brzmi ciekawie? Inspirująco? Czy da się to w ogóle zawrzeć w zapachach?

 

 

A czy historia wspomnianego już Grubego Elektryka może zaciekawić perfumiarza? Etienna owszem. Zapach miał być hołdem dla młodego pięknego mężczyzny, pełnego talentu, uwielbienia, charyzmy. A dziś – faceta z nadwagą, wykonującego zawód daleki od marzeń. Cóż, życie to nie bajka! Kiedy perfumy były już na rynku, de Swardt otrzymał email od Troya Wilkinsa, byłego gracza amerykańskiego footbalu. Pisał, że dossier prasowe opisywało właśnie jego życie. Etienne poprosił Troya „nagraj słowo w słowo to, co napisałeś w emailu”. Wierzcie lub nie, oto efekt:


 

A czym pachnie Nic (Rien) albo Intensywne Kadzidlane Nic (Intense Incense Rien)? Można się nieźle zdziwić. Bo pachnie całą masą rzeczy, ale chodzi o to, by na pytanie „Czym pachniesz?”, zgodnie z prawdą odpowiedzieć intrygująco „Niczym!”.

 

W tym kontekście zaskoczeniem nie jest wybór muzy dla ognistego, bogatego zapachu Like This. Została nią Tilda Swinton. Spot reklamowy z jej głosem i poematem perskiego poety Rumiego to Etatowa Kwintesencja. Oryginalne, przewrotne i na pewno nie dla każdego, chociaż dla obojga (unisex). Swinton to daleka od ociekających seksem modelek reklamujących perfumy wielkich koncernów. A poemat, który czyta, daleki jest od masowych sloganów. A jednak okazuje się, że to jeden z bestsellerów z portfolio kontrowersyjnej marki (tutaj możecie posłuchać Tildy Swinton).

 

Z kompletnie niszowego, fantazyjnego projektu de Swardt stworzył markę intrygującą, którą zafascynował się nawet trudny chiński rynek. U nas w Polsce z niszowych butików marka trafiła do sieci perfumerii, gdzie można spróbować kolejnych nowości, jak Mroczny Hermann (inspirowany poematem Victora Hugo) i skrajnie odmienny szampański Remarkable People – kolejne bestsellery marki.

 

Trzeba być albo szaleńcem albo wizjonerem, by projekt o szokujących kombinacjach zapachowych, o skandalicznych hasłach i nazwach, z pogranicza geniuszu i dobrego smaku, który ludzie pokochają (albo znienawidzą), przerobić na dochodowy biznes. Albo po prostu trzeba mieć nosa!

 

Tekst: Anna Kovcin

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska