"Czwarta władza" (The Post) Spielberga: nasza recenzja

"Czwarta władza" (The Post) Spielberga: nasza recenzja

Steven Spielberg z pietyzmem rekonstruuje na ekranie kulisy afery Pentagon Papers, przypominając widzom o czasach, gdy dziennikarstwo jeszcze coś znaczyło.

W 1971 roku amerykański ekonomista Daniel Ellsberg przekazał tajną analizę wojny w Wietnamie, zamówioną przez rząd mediom. Raport w skróconej wersji trafił do „New York Timesa” a w wersji obszernej do „Washington Post”. Oba dzienniki opublikowały materiały, z których jasno wynikało, że Ameryka wojnę w Wietnamie przegrywa a rząd i prezydent Stanów Zjednoczonych mają tego pełną świadomość. Aby uniknąć miedzy narodowej kompromitacji – politycy zdecydowali się wysyłać na front kolejnych żołnierzy.

 

Gdy dokumenty trafiły do mediów, wybucha afera Pentagon Papers, a administracja prezydenta Nixona wytacza proces dziennikom, próbując zmusić je do wycofania publikacji.

 

Spielberg nie krył w wywiadach, że jego „Czwarta władza” to film polityczny. Że posiłkując się historią Pentagon Papers, tak naprawdę opowiada o tym co dziś dzieje się w Stanach. Na szczęście jednak osobista niechęć do prezydenta Trumpa nie wzięła tu góry nad miłością do opowiadania historii, a „Czwarta władza” jest dynamicznym historycznym thrillerem, w którym polityka odgrywa najmniej istotną rolę.

 

Najważniejsi zaś są tu ludzie. Zwłaszcza duet - wydawczyni „Washington Post” Kay Graham (pierwsza kobieta wydawca w historii amerykańskiej prasy) i redaktor naczelny gazety Ben Bradlee. Ten film jest tak naprawdę o nich: dwójce ludzi, która musi w kryzysowej sytuacji postawić na szali wszystko – swoją reputację, życie i spokój rodziny. Polityka, Nixon i matactwa rządu pojawiają się na trzecim planie, zaś całość koncentruje się na dwójce ludzi, którzy stają wobec decyzji, która zmieni amerykańskie media.

 

Bo bez Pentagon Papers, nie byłoby afery Watergate i zmian w we współczesnej historii Ameryki. Ale wszystkie zmiany i każda rewolucja zaczyna się od ludzi. I tych Spielberg, z niesamowitą pomocą Meryl Streep i Toma Hanksa pięknie sportretował. Nie są kryształowi. Nie są nie omylni. Wątpią. Miotają się. I właśnie to czyni z nich bohaterów. Zwyczajnych bohaterów.

 

 

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska