Nawet 3000 zł mandatu za gwizdanie na kobietę

2018-03-09
Nawet 3000 zł mandatu za gwizdanie na kobietę

Nowe prawo weszło w życie we Francji. Nagabywanie zagrożone jest wysokimi grzywnami. Nie wszyscy są szczęśliwi, a twórcy prawa przyznają, że o skazania będzie trudno.

Ulicą idzie piękna kobieta. Mężczyźni się za nią oglądają. To dobrze. Ale jeśli cmokają, pogwizdują, głośno komentują strój, nogi, biust, cokolwiek, to mają problem. Przynajmniej jeśli są we Francji, a kobieta poprosi o interwencję żandarma.

Pomysł, by karać nie tylko za napaść seksualną, ale także uliczne nagabywanie, pojawił się kilka miesięcy temu. Francuska minister ds. równouprawnienia płci, Marlene Schiappa, postanowiła zakazać tego, by kobiety mogły czuć się bezpiecznie chodząc po ulicach. Prawo czekało na uchwalenie.

Kosztowne gwizdy

Teraz oficjalnie podano do wiadomości, że publiczne molestowanie seksualne jest we Francji zakazane i może być ukarane grzywną w wysokości od 90 do 750 euro (380-3100 zł). „Łapanie na gorącym uczynku nie będzie łatwe” - przyznał rzecznik francuskiego rządu, Benjamin Griveaux. - „Ale nowe prawo i tak jest lepsze niż bezczynność”.

Marlene Schiappa, w wywiadzie dla CNN, powiedziała: „Chodzi o to, by symbolicznie dać do zrozumienia, że takie zachowanie nie jest dozwolone. Musieliśmy, bo we Francji, w XXI wieku, wciąż są ludzie, którzy uważają, że mogą powiedzieć, że nic złego nie zrobili, chociaż włóczyli się za kobietą przez 12 przecznic, śledzili ją i głośno komentowali jej wygląd”.

Dotyczy wszystkich kobiet

Z ankiety przeprowadzonej w 2016 roku, którą wspomniał Benjamin Griveaux wynika, że 87 procent kobiet we Francji doświadczyło nękania w transporcie publicznym. Chodziło o gwizdy, wycie, pohukiwania, cmokanie, nieustanne patrzenie, komentarze na temat wyglądu i zbyt bliskie pochodzenie mężczyzn. „Musimy to powstrzymać” - powiedział Griveaux.

Marlene Schiappa wydała specjalne oświadczenie, które rozesłała do mediów. Czytamy w nim: „We Francji ... każda kobieta doświadczyła takiej sytuacji. Zmierzając do pracy, metrem, autobusem, między domem, a biurem, śledzili ją mężczyźni, prosili o numer telefonu, prosili o rozmowę. A tutaj chodzi o wolność ... Nowe prawo jest próbą ukarania, a co za tym idzie, ograniczenia takiego drapieżnego zachowania, które sprawia, że Francuzki boją się opuszczać swoje domy. A mimo to są w kraju ludzie, którzy są przeciwni nowemu prawu, bo wierzą, że gwizdanie i nagabywanie jest częścią kultury francuskiej, miłości à la francaise”.

Nie wszyscy szczęśliwi

No właśnie, przed uchwaleniem prawa odbyła się we Francji debata publiczna. Wiele osób, w tym przede wszystkim kobiet, sprzeciwiło się. Jednoznacznie potępiły one molestowanie seksualne i napastowanie, ale chciały rozróżnić podryw od negatywnych zjawisk.

Twarzą tych osób została Catherine Denevue, która powiedziała „pozwólcie mężczyznom nas podrywać”. List ponad 100 kobiet, aktorek, pisarek, artystek i przedstawicielek świata nauki, które zaprotestowały przeciwko „nowemu purytanizmowi”, jako pokłosiu akcji #metoo, został opublikowany w „Le Monde”. Minister Marlene Schiappa odcięła się od tego.

Jak podrywać kobiety?

Francuzi płci męskiej mają problem. Skoro proszenie o numer telefonu na ulicy jest zakazane, to jak go dostać? Pierwsze orzeczenia sądowe w spornych kwestiach mogą okazać się bardzo ciekawe. O ile gwizdanie jest bowiem dość jednoznaczne, o tyle kilka miłych słów w paryskim metrze jednej kobiecie może się spodobać, a drugiej niekoniecznie. A wówczas droga do oskarżenia i grzywny staje otworem.

Wydaje nam się, że Francuzi odpuszczą w ogóle. I wówczas niektóre kobiety będą zmuszone, żeby zadać sobie pytanie, czy o to im na pewno chodziło...

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska