Indiana Jones też była kobietą!

2018-04-05
Indiana Jones też była kobietą!

No dobra, jeszcze nie była. Ale taki scenariusz jak najbardziej jest możliwy, jeśli wierzyć Stevenowi Spielbergowi.

Dla wielu ludzi filmy z Indianą Jonesem to jedna z tych rzeczy, która umożliwia ekspresową podróż w czasy dzieciństwa. Pierwsze trzy części przygód dzielnego archeologa, granego przez Harrisona Forda to dziś niekwestionowana klasyka kina przygodowego. I chociaż w przypadku współczesnych nastolatków pierwszym skojarzeniem błądzącego po starożytnych ruinach awanturnika jest Nathan Drake, to można spokojnie założyć, że i Indiana Jones nie jest postacią im obcą.

Celowo piszemy o pierwszych trzech częściach, ponieważ od pewnego czasu z serią dzieją się niezbyt fortunne z perspektywy jej fana rzeczy. Najpierw widzowie otrzymali ciężkostrawny bubel w postaci Królestwa kryształowej czaszki (o którym sam Shia LaBeouf wypowiadał się niezbyt pochlebnie jakiś czas po premierze), a następnie świat obiegła wiadomość, że Harrison Ford po raz piąty wcieli się w doktora Jonesa. Gdy film trafi na ekrany kin (a ma to nastąpić w połowie 2020 roku), Ford będzie miał 77 lat. Oczywiście nie sposób ocenić filmu przed jego premierą, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że lepiej byłoby poprzestać na kwadrologii.

To jednak nie wszystko – wygląda bowiem na to, że przyszłe pokolenia mogą w pierwszej kolejności myśleć o Indianie… Joan. Tak przynajmniej twierdzi Steven Spielberg. W jednym z ostatnio udzielonych wywiadów reżyser przyznał, że planowany na 2020 roku film jest ostatnim, w którym zobaczymy Harrisona Forda. Nie oznacza to jednak, że na nim seria się zakończy:

Z całą pewnością będziemy kontynuować serię. Zmienimy nazwę z Jones na Joan. I nie będzie w tym nic złego.

Biorąc pod uwagę fakt, z jaką lekkością Spielberg wyłożył swoje plany możemy uznać, że żartował. Z drugiej jednak strony, nie jest to scenariusz zupełnie nieprawdopodobny. Skoro James Bond nie musi być białym mężczyzną, to przecież Indiana Jones nie musi być mężczyzną w ogóle. Tylko czy widzowie kupią ten pomysł?

Kobiety zakładają spodnie

W historii kina nie brakuje filmów, w których pierwsze skrzypce grały silne, kobiece postaci. Z całą pewnością należy do nich zaliczyć chociażby wszystkie tytuły z serii Obcy, a także Kill Billa (nazwanego przez samego Tarantino „najbardziej feministycznym filmem, jaki kiedykolwiek zrobił”) czy też Thelma i Louise. Dawno za sobą mamy czasy, w których kobieta na ekranie była jedynie miłym dla oka dodatkiem i swoistą nagrodą dla męskiego herosa, na którego poczynaniach była skupiona cała fabuła filmu. Co najmniej dziwne jest zatem kontynuowanie zabiegu polegającego na kręceniu remake’ów znanych obrazów, zamieniając głównych bohaterów na bohaterki. Wydawać by się mogło, że twórcy filmów skorzystają na doświadczeniu kolegów po fachu, odpowiedzialnych za kobiecą wersję Pogromców duchów. Film, w którym postaci pierwotnie zagrane przez Billa Murraya, Dana Aykroyda, Harolda Ramisa i Erniego Hudsona zostały zastąpione przez Melissę McCarthy, Kristen Wiig, Kate McKinnon i Leslie Jones, delikatnie mówiąc nie trafił w gusta widzów. Chociaż średnia ocen krytyków w serwisie metacritic wynosi 60/100, to sami widzowie ocenili go na 2,9/10. Jeszcze w tym roku na ekrany kin trafi Ocean’s 8, w którym rolę Danny’ego Oceana (George Clooney) przejmie Debbie Ocean (Sandra Bullock). Trudno w tym momencie przewidzieć, czy ten koncept wypali – patrząc na obsadę można uwierzyć w jego sukces. Dość przykry jednak jest fakt, że twórcy filmów nie są w stanie zaproponować kobietom nowych, świeżych scenariuszy, a zamiast tego oferują recykling czegoś, co faceci zrobili w przeszłości.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia, którą trudno w omawianym kontekście przemilczeć – po co właściwie przeprowadzać operację zmiany płci na Indianie Jonesie, skoro Lara Croft wciąż czeka na prawdziwie udany film ze sobą w roli głównej?

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska