„Jeśli dziewczyna nie chce rezygnować z życia miłosnego, niech nie podpisuje kontraktu”

2018-04-20
„Jeśli dziewczyna nie chce rezygnować z życia miłosnego, niech nie podpisuje kontraktu”

Jak w Japonii podkręca się zainteresowanie lolitkami? O tym pisze Karolina Bednarz w książce „Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet”, której szokujący fragment możecie przeczytać tylko u nas.

Mają jedno zadanie – odwrócić uwagę od zwalniającej ekonomii, od starzejącego się społeczeństwa i ludzi, którzy po pęknięciu ekonomicznej bańki nie potrafią znaleźć sobie miejsca.

Licealistki, główna siła napędowa Gross National Cool, świetności narodowej brutto1. Gdy w światowych rankingach nie można pochwalić się gospodarką czy równością społeczną, zawsze podeprzeć można się tym, co specjaliści nazywają soft power, a japoński rząd określa mianem „Cool Japan”.

Japonię w wersji cool propaguje wspierany przez rząd i kilkanaście japońskich firm specjalny fundusz. Obok sushi, Hello Kitty, kosmetyków, ceramiki czy mody lansowane są także zespoły muzyczne. Zwłaszcza grupy idolek – jednocześnie niewinnych i uznawanych za sekssymbol licealistek.

Nic dziwnego. W 2013 roku członkiem rządowej komisji do spraw Cool Japan był szef zespołu AKB48 Yasushi Akimoto. AKB48 to coś o wiele więcej niż tylko zespół muzyczny – to ogromna machina lansująca seksowną wersję japońskich nastolatek: w teledyskach, w tekstach piosenek, na ulicach Akihabary.

Sto lat temu Japonia słynęła w Europie jako kraj egzotycznych piękności. Przyjeżdżali tutaj Amerykanie i Europejczycy, aby ukoić swoje ciała i serca. Japonki były dla nich zarówno egzotyczne i pociągające, jak i niewinne oraz delikatne. Na wysyłanych przez nich pocztówkach z początku XX wieku widnieją reklamy dzielnicy uciech Yoshiwara, takie z rysunkiem przedstawiającym siedzące za kratami kobiety. „Dwunasta. Drogi klient przychodzi do prostytutek” – głosi podpis po angielsku.
Współcześnie rolę kurtyzan przejęły nastolatki. Joshi kōsei (dosłownie: „licealistki”). Za tym określeniem kryje się marzenie sprzedawane tysiącom mężczyzn.

Dziewczęta nie stoją na rogach ulic, nie potrzebują alfonsów. Wystarcza wpis na internetowym forum. Oferta spaceru z joshi kōsei? Pięć tysięcy jenów za trzydzieści minut, osiem tysięcy za godzinę. Kilka razy więcej niż wynagrodzenie za pracę w jednym z całodobowych sklepów konbini czy w sieciówkowej knajpie. Nieraz zamiast pieniędzy nastolatki do towarzystwa dostają markowe torebki czy drogą biżuterię, zapraszane są na luksusowe kolacje do hoteli, o których inaczej mogłyby wyłącznie pomarzyć.

– Ile jesteś w stanie poświęcić dla kolejnej torby od Louisa Vuittona? – pytają niektórzy.

Mało kto jednak ma odwagę zapytać: jak bardzo musisz być zdesperowana, żeby sprzedać swoje ciało? (…)

Zakazane związki

Minami Minegishi, członkini popularnego girlsbandu AKB48, złamała zakaz spotykania się z mężczyznami, narzucony przez menedżera. Już kilka godzin po randce, którą sfotografował paparazzo, zgoliła głowę i rozpaczliwie błagała o przebaczenie w miniorędziu do fanów.

Tydzień później wyszła na scenę w peruce z włosami długimi do ramion.

Zespół występuje prawie codziennie w swoim teatrze w tokijskiej dzielnicy Akihabara. Ubrane w skąpe ubrania, perfekcyjne do bólu dziewczyny odgrywają wyuczoną niewinność. Muszą ukrywać swoje prawdziwe „ja”, honne, żeby nie zakłócić lansowanej fantazji. Udawać, że nie są nastolatkami z problemami, a postaciami ze snów.

Kontrakt z każdą z nich (poza AKB48 istnieje już kilkadziesiąt podobnych grup w całej Azji, na przykład w Dżakarcie, Szanghaju czy Tajpej) zakłada, że jednostronna miłość fana jest dozwolona, lecz nie można odwzajemnić uczucia. Mało kto wyobraża sobie, że pracodawca mógłby zabronić mu posiadania partnera czy partnerki, a mimo to akceptuje taki zakaz w świecie popkultury.

Łatwiej powiedzieć: „Jeśli dziewczyna nie chce rezygnować z życia miłosnego, niech nie podpisuje kontraktu”, niż zdać sobie sprawę z tego, że kupujący płytę z młodymi pięknościami na okładce fan godzi się na system, który ingeruje w ich prywatne życie. Że chodząc na koncerty idolek, przyklaskuje on zakazowi intymności, czułości, spacerów, randek, wypraw do kina, westchnień, pocałunków, ciepła.

Yuka Masuda „zrezygnowała” z występów z grupą po tym, gdy na światło dzienne wyszedł fakt, że spędziła noc z mężczyzną. Rinę Sashiharę zdegradowano do niższego rangą zespołu HKT48 w Fukuoce. Dotknęła ją współczesna odmiana banicji, za historię opartą na wyznaniu anonimowego mężczyzny na łamach tabloidu „Shūkan Bunshun”. Twierdził on, że Rina była „superagresywna seksualnie”. Dziewczyna musiała się tłumaczyć, że to nieprawda. Stres sprawił, że dostała na scenie ataku paniki.

Fani gdybali, jak było naprawdę, ale mało który odważył się powiedzieć: co to za różnica? Ma prawo do własnego życia.

Zaspokajanie fantazji fanów jest o wiele łatwiejsze, jeśli ich idolki mają po kilkanaście lat. Gdy osiągają pełnoletność, czar pryska.

Weteranki muszą odejść.

Stereotyp wyuzdanych licealistek podkręca dodatkowo management AKB48. Jeden z hitów, Seifuku ga jama wo suru [Mundurek przeszkadza] porusza wprost temat enjo kōsai, sponsoringu:

Zdejmij mi mundurek,

Chcę się zabawić bardziej niegrzecznie.

Możesz zrobić ze mną wszystko, co chcesz,

Chcę poznać dorosłą przyjemność.

Kilkunastoletnie dziewczyny tańczą na ekranach telewizorów w krótkich spódniczkach, wzdychają, jęczą z rozkoszy w refrenie. Głos z offu: „Tatusiu, przepraszam”.
Podczas kręcenia tego teledysku Erena Ono miała trzynaście lat. Minami Minegishi, która zgoliła kilka lat później włosy z rozpaczy, że nie udało się jej zamrozić swojego serca, piętnaście.

Na początku 2017 roku zarząd AKB48 ogłosił kolejną reinkarnację grupy – powstała STU48, od Setouchi, japońskiej nazwy Morza Wewnętrznego. Zdecydowano, że dziewczęta będą występować na łodzi pływającej pomiędzy prefekturami: Hiroshima, Kagawa, Ehime, Yamaguchi, Hyōgo, Okayama i Tokushima.
Czekają już kolejne dusze do kolekcji – kolejni tonący w marzeniach mężczyźni i kolejne kobiety zazdrosne o zniewolone przez popkulturę dziewczęta („w wieku od 12 do 22 lat”).

Idolkom niedaleko do bohaterek „statku poezji i rozkoszy”, o którym pisał w XVI wieku w Żywocie kobiety swawolnej Saikaku Ihara. Do przebranych za śpiewające artystki kurtyzan, które oddawały się za kilka miedziaków, do zdesperowanych kobiet sprzedawanych przez rodziców do domów publicznych, poszukujących pracy na brudnych wodach zatoki Naniwa w pobliżu Osaki.

Kilkunastoletnie dziewczyny, każda z pisemnym pozwoleniem od rodziców, będą kusić z pokładu trzysta lat później. Wkroczą do ulotnego świata schowanego za cienką fasadą sztuki, staną się lalkami, jak tysiące kobiet przed nimi i po nich. Zamiast ciała sprzedadzą jednak swoją wolność i młodość. Coś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze.

A może niedługo nie będą już potrzebne? Albo wręcz przeciwnie – będą stawać się coraz bardziej dziecinne, coraz drobniejsze, mniejsze, jeszcze bardziej kawaii, jak małe laleczki? Łatwo zapomnieć, że to dziewczęta z krwi i kości. Że się starzeją, zmieniają, dorastają i – tylko dlatego – przestają spełniać fantazje fanów.
Co by się stało, gdyby nie wymieniano dziesiątek dziewczyn co kilka lat, nie nakładano na nie szeregu zasad i nie pilnowano ich przestrzegania?

Czy każdy wymyśliłby sobie swoją lalkę ze snów?

Karolina Bednarz „Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet”

Premiera książki: 25 kwietnia

(powyższy fragment pochodzi z rozdziału „Lalki ze snów”)

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska