Guns N’Roses na Śląskim: obłędna impreza!

Guns N’Roses na Śląskim: obłędna impreza!

Rock’n’roll żyje, ma się dobrze i olewa metryki. Na koncercie Gunsów w Chorzowie dobrze bawili się tak członkowie zespołu, jak i fani w każdym wieku. To dobra wiadomość, po koncercie Rolling Stonesów, który miał miejsce dzień wcześniej w Warszawie.

9 długich lat trzeba było czekać, aż w Chorzowie znowu będzie hałas. Remont Stadionu Śląskiego przedłużał się w nieskończoność, a pamięć po dawnych imprezach (muzycznych) w Kotle Czarownic (określenie futbolowe) powoli zaczęła się zacierać. A występowali tam najwięksi, by wymienić tylko Metallikę i Rolling Stones.

Guns N’ Roses w prawie klasycznym składzie (Izzy Stradlin chyba nigdy nie wróci, a Steven Adler nie ma na to szans z powodu weta byłych kolegów) weszli na scenę po roku po obecności w Polsce. Trasę „Not In This Lifetime” już zagrali, na Stadionie Energa Gdańsk, przed rokiem. Wówczas setlista była podobna do tej (o zmianach i nowościach za chwilę). I zmietli krytyków z siłą huraganu. Axel, choć wokalnie już inny, dał radę. Slash i Duff też. Jedyne, na co można było wówczas uznać za porażkę, to interakcja między kluczowymi muzykami. Nie było jej po prostu, co świadczyło o tym, że trasa GN’R jest przedsięwzięciem czysto biznesowym.

Tyle tylko, że później – poza genialnymi numerami z pierwszych płyt – wybrzmiał hołd dla Chrisa Cornella, cover Pink Floyd i inne numery, które sprawiły, że koncert okazał się wyjątkowy.

Chorzów wygrał na loterii

Tym razem Gunsi zaczęli jak wtedy, przy pełnej publice, zachwyconej gorącym dniem i nowym Stadionem Śląskim (obiekt z prawdziwego zdarzenia). Już po pierwszych taktach i zaśpiewach Axla okazało się, że można odetchnąć z ulgą. Śląski nie jest może tak dobry, jak wielkie polskie hale (Tauron w Krakowie, Atlas w Łodzi i Ergo w Gdańsku), ale miażdży PGE Narodowy. Byli nawet tacy wśród publiczności, którzy mieli porównanie z dnia na dzień – po wspomnianych Stonesach w Warszawie.

Dalej „Nocny pociąg” już tylko się rozpędzał. Superprzeboje były przeplatane zaskoczeniami i nastrojami. Po „Estranged” i „Live and Let Die” Axl pozwolił zagrać Slashowi cover Velvet Revolver. Wcześniej ten odwdzięczył mu się ucząc się kawałka z „Chinese Democracy”. Także Duff McKagan miał swoje pięć minut (czy on nie trzyma się z ekipy najlepiej?) coverując punkowo The Damned. Tymczasem muzycy grali kawałki na punkcie których publiczność szalała. „Rocket Queen”, „You Could Be Mine”, „Civil War”…

Polski rekord świata

Koncert trwał absolutnie rekordowe 212 minut. To jest 3,5 godziny!!! Serio, gdyby panowie grali godzinę krócej i tak wszyscy byliby zadowoleni. Miał kilka, a nie jeden, momentów kulminacyjnych. Wykonanie „November Rain” było brawurowe. To samo z Dylanowskim „Knockin’ On Heavens Door” i wcześniejszym „Sweet Child o’Mine”.

Całe mnóstwo coverów, które zespół grał już wcześniej, zostało uzupełnione o „Whole Lotta Rosie” AC/DC. Zespół wydał właśnie odnowioną wersję „Appetite For Destruction” z nowymi/starymi kawałkami. Płyta po 29 latach trafiła ponownie do zestawienia Billboardu. Nie mogło więc zabraknąć przebojowego „Shadow Of Your Love”.

Triumfalny pochód GN'R

Axl brzmiał lepiej niż w Gdańsku. Nagłośnienie Śląskiego było może nie genialne, ale w porządku. Reakcja publiczności – fenomenalna. Forma Slasha i Duffa oraz reszty ekipy (gitarzysta, perkusiści) zachwycająca. Plus kilka wrzutek muzyków, które świadczyły o tym, że być może jednak choć trochę się polubili.

Warto było doczekać do „Paradise City” na koniec, fajerwerków i confetti, by utwierdzić się w przekonaniu, że warto było.

Polecane wideo

Dodaj komentarz

© 2016 Marquard Media Polska